Archiwum na Listopad, 2008
11
11
2008
Cień tańca marionetki – Metzinger, Ligotti i złudzenie „ja”Napisał zacmienie.org w kategorii 'Ja', Thomas Ligotti, Thomas MetzingerPoniższy tekst stanowi okrojone (własne) tłumaczenie tekstu Jamesa Trafforda “The Shadow of a Puppet Dance: Metzinger, Ligotti and the Illusion of Selfhood”, który oryginalnie okazał się w IV numerze czasopisma Collapse – nadal do dostania. Pominąłem w nim m.in. cały wątek Kantowski i przypisy, chcąc raczej zarysować ideę tekstu, niż podając go tu w całości. W razie zainteresowania, mogę podjąć się przetłumaczenia pełnego tekstu. Nie ma żadnych ludzi, nic takiego nie istnieje. Na świecie nie istnieje nic takiego jak „ja” I. Być nikim
Pomimo ogromnej technicznej złożoności, rezultat analiz Metzingera jest jasny: „na świecie nie istnieje nic takiego jak ‘ja’: Nikt nigdy nie był ‘kimś’ ani nie miał żadnego ‘ja’”. Konsekwentnie zaś „świadomość to tylko przedstawienie (appearence)”. Według Metzingera, organizmy nie są „sobą”, a raczej posiadają „model ja”, zaś budujący go system nie może tego faktu rozpoznać. Jedyne co istnieje, to systemy przetwarzania informacji uczestniczące w modelowaniu „ja”, lecz modele te nie mogą być zestawione z jakimikolwiek innymi, pozornie „rzeczywistymi” przedmiotami na świecie. Metzinger eliminuje więc substancjalną subiektywność na rzecz nie tyle samej redukcji, co użytecznego wyjaśnienia. Zamiast redukować ‘ja’, buduje za pomocą źródeł naukowych funkcjonalny model ilustrujący czym musi być owo ‘ja’ – „fenomenalne ‘ja’ nie jest rzeczą, a procesem – zaś subiektywne doświadczenie bycia kimś powstaje, gdy świadomy system przetwarzania informacji działa wewnątrz przezroczystego modelu ‘ja’.” Rozszerzając podjęty przez Wilfreda Sellara atak na „mit tego, co dane” (The „Myth of the Given”), a więc „ideę, że część naszych wierzeń lub twierdzeń ma uprzywilejowany status epistemologiczny ze względu na istnienie uprawomocniających je faktów „danych” nam poprzez doświadczenie” , Metzinger twierdzi, że nasze intuicje filozofii potocznej wynikają bezpośrednio z ograniczeń naszego poznania, pozostając zamknięte w granicach fenomenalnego czasu i przestrzeni. Ilustruje to naturalistyczną materializacją alegorii jaskini Platona, skonstruowaną na podstawie argumentu że „nasz fenomenalny model rzeczywistości to w istocie wewnętrzny model rzeczywistości. Z zasady może on w dowolnej chwili okazać się bardzo odległy od rzeczywistości fizycznej, rzeczywistości bardziej wielowymiarowej niż kiedykolwiek moglibyśmy przypuścić”. „Jaskinia” to organizm fizyczny; cienie to „niskowymiarowa projekcja obiektów o większej ilości wymiarów”; ogień to dynamika neuronalna, tzn „samoregulujący się strumień przetwarzania informacji neuronalnej”; ściana jaskini to przestrzeń fenomenologii, choć ściana i ogień nie stanowią odrębnych bytów. Podsumowując, „jaskinia, w której żyjemy nasze świadome życie, kształtowana jest przez nasz globalny, fenomenalny model rzeczywistości”. W zgodzie z niektórymi śmielszymi propozycjami współczesnych fizyków, analogia Metzingera sugeruje więc, że fenomenologiczna percepcja może być więźniem wirtualnego modelu, w którym to doświadczany przedmiot jest zawsze zaledwie „nisko-wymiarowym cieniem rzeczywistego, fizycznego przedmiotu w twoich dłoniach, cieniem tańczącym w twoim układzie nerwowym”. Zasadniczą i dużo głębiej sięgającą różnicą jednak fakt, że iluzja ta jest, całkiem dosłownie, iluzją niczyją: „w jaskini nikogo nie ma[...] Jest tylko cień jaskini. Sama jaskinia jest zaś pusta.” W tekście tym użyjemy spekulatywnych tez płynących z duszącej, halucynogennej literatury grozy Thomasa Ligottiego, by nakreślić niektóre implikacje tez Metzingera. Naszym zasadniczym założeniem jest, że tak jak wywłaszczenie subiektywności, które stanowi podstawowy motyw twórczości Ligottiego, znajduje nieoczekiwaną bazę realistyczną w filozoficznym naturalizmie Metzingera, tak też i na odwrót, metafizyczny „irrealizm” Ligottiego dostarcza zasobów, dzięki którym „niewyobrażalne” konsekwencje naturalistycznego „nemocentryzmu” Metzingera mogą być poddane ujęciu spekulatywnemu. II. Fenomenologia i fikcja doświadczenia Metzinger przekonuje, że neuronauka przekracza rzekomo nieredukowalną granicę świadomości siebie i rozpuszcza jej prywatność obiektywizując mechanizmy subiektywności. To właśnie nieintuicyjność tych mechanizmów daje początek jakościowemu doświadczeniu – doświadczenie konstytuowane jest więc przez swą niezdolność dotarcia do bezosobowych mechanizmów, za sprawą których staje się możliwa symulacja fenomenalna „ja”. Ta symulacja fenomenalna jest przeźroczysta dla doświadczenia: „nie doświadczamy stanów fenomenalnych jako stanów fenomenalnych[...], patrzymy poprzez nie. Dla zilustrowania swoich tez, Metzinger często przytacza całkowite zanurzenie w świecie wirtualnym: „nie doświadczamy pola naszej świadomości jako cyberprzestrzeni wytworzonej przez nasz mózg, lecz po prostu jako rzeczywistość samą w sobie, z którą to jesteśmy w kontakcie w sposób naturalny i bezproblematyczny.” (…) III. Przezroczystość: szczególna forma ciemności Fenomenalne ‘ja’ wyłania się dzięki „szczególnej formie ciemności” – a więc zasadniczo dzięki niezdolności podmiotu do reprezentowania warunków stojących za jego intuicjami. Psychologia potoczna postuluje, że świat dany jest subiektywnej świadomości w sposób niezapośredniczony; zakłada, że doświadczenie treści naocznej (phenomenal content) jest dla ‘ja’ przezroczyste. Metzinger przekonuje jednak, że niezapośredniczenie stanowi tylko pozorne doświadczenie świata „zewnętrznego”:
Odwracając tradycyjny pogląd na temat przezroczystości czucia wewnętrznego, Metzinger przekonuje, że przezroczystość jako kluczowa własność doświadczenia fenomenalnego ukazuje błędność fenomenologicznego czystego doświadczenia oraz „subiektywnego wrażenia niezapośredniczenia”. Naiwny realizm nie jest więc jako taką teorią filozoficzną, a raczej ogólną cechą intuicji, jeżeli rozumieć ją jako treść fenomenalną zachodzącą lokalnie z własności neurobiologicznych. Nieprzezroczystość z kolei zachodzi wtedy, kiedy przedstawienia zostają rozpoznane jako przedstawienia. Stąd – nasze pierwotne, przedrefleksyjne poczucie świadomej osobowości nigdy nie jest zgodne z prawdą, tzn. nie odpowiada ono żadnemu bytowi wewnątrz ani zewnątrz samo-reprezentującego się systemu. Kulminacją odwrócenia koncepcji przezroczystości jest fakt, że przezroczystość stanowi formę ciemności: „odnosząc się do fenomenologii doświadczenia wzrokowego, przezroczystość oznacza, że nie możemy czegoś zobaczyć, ponieważ jest to przezroczyste. Nie widzimy okna, tylko przelatującego za nim ptaka. Przezroczystość fenomenalna (phenomenal transparency) ogólnie oznacza jednak, że coś nie jest dostępne subiektywnemu doświadczeniu, konkretnie zaś przedstawieniowy charakter treści świadomego doświadczenia.” Dana w sposób niezapośredniczony treść Fenomenalnego Modelu ‘Ja’ (PSM – Phenomenal Self Model) nie odpowiada ani subosobowym mechanizmom leżącym u podstaw tej treści, ani żadnego rodzaju zewnętrznej rzeczywistości; cały świat życia jest iluzoryczny, stanowi „halucynację online”. Metzinger nazywa ten element teorii modelu ‘ja’ (SMT – self model theory) „autoepistemicznym zamknięciem”, to jest zamknięciem i odcięciem przetwarzania od dynamiki wewnętrznej. Autoepistemiczne zamknięcie zezwala na dostępność treści fenomenalnej, ale nie pojazdu tej treści. (…) V. Nemocentryzm Jednym z prawdopodobnie najciekawszych, choć nie omawianych szerzej podtekstów książki Metzingera jest sugestia, że dążenia myśli mogą być uwolnione z więzów przeżywanego doświadczenia, a w wielu wypadkach nawet przeciwstawione interesom życia. Na przykład, w ogólnej dyskusji na temat realizmu naukowego Metzinger pisze, że „istnieją aspekty światopoglądu naukowego, które mogą być szkodliwe dla naszej kondycji psychicznej”. Obiekt „człowiek” składa się z ciasno upakowanych warstw symulacji, a naiwny realizm staje się dla niego koniecznym środkiem prewencyjnym, oddzielającym go od przerażenia towarzyszącego rozpadowi naszych intuicji co do samych siebie i naszego statusu w świecie: „świadoma subiektywność stanowi przypadek, gdzie pojedynczy organizm nauczył się zniewalać sam siebie”. To właśnie tutaj twórczość Thomasa Ligottiego może rozświetlić tezę Metzingera, proponując fenomenologiczne ujęcie tego, co Metzinger uznawał za niemożliwe do wyobrażenia – metodologiczny nemocentryzm. Ligotti opisuje wywłaszczenie z subiektywnego doświadczenia w taki oto sposób: „Nie ma żadnych ludzi, nic takiego nie istnieje, człowiek to nic więcej niż suma ciasno zwiniętych warstw iluzji, z których każda unosi się na skrzydłach ostatecznego obłędu: przekonania, że istnieją jakieś osoby”. Ligotti łączy ów najwyższy obłęd z metafizycznym irrealizmem co do kwestii substancjalności natury świata. Porządek leżący rzekomo u podstaw świata fenomenalnego jest ledwie podobizną – i to nie podobizną jakiegoś ponadziemskiego królestwa, czy obcego „Innego”, lecz podobizną rzeczywistego świata, który to jest kompletnie obojętny interesom organicznego życia i myśli. Ligotti rozwija więc niektóre z egzystencjalnych i fenomenologicznych implikacji Metzingera o relatywnej autonomii przedstawień: jego bohaterowie doświadczają rzeczywistości w sposób, który jest kompletnie nieprzystający do fenomenologicznego rejestru ludzkiej percepcji. Twórczość Ligottiego charakteryzują dwa nie rozdzielane nigdy zabiegi: bierne rozproszenie świadomości siebie podmiotu oraz „oświecenie w pustce”. Ten podwójny zabieg demaskuje dotychczasową, odwieczną rzeczywistość jego bohaterów. Duszący efekt, który Ligotti osiąga poprzez ten proces, wzmacniany jest przez konsekwentną odmowę uciekania się do jakiejkolwiek ponadnaturalności: nie ma żadnej ucieczki. A zatem ascesis tego co osobowe zachodzi w rzeczywistości pozytywnie pozbawionej znaczenia, oraz w uzmysłowieniu, które rozpuszcza zarówno prywatność subiektywnego doświadczenia, jak i bezosobowy dystans od mechaniki tego doświadczenia. Fenomenologiczny nemocentryzm Ligottiego ukazuje tę zapaść opierając się o ustabilizowane, ontologiczne i epistemologiczne fundamenty literatury weird-fiction: krajobraz wypełniony ruinami i duchami marionetek. Marionetki występują w twórczości Ligottiego jako bezduszna, subosobowa rzeczywistość ukryta pod „bezmyślnymi lustrami” naszej naiwnej rzeczywistości. Marionetki te funkcjonują jako „kanał dla nierzeczywistego”; za ich pośrednictwem przenika halucynacyjna fenomenalność, ucieleśniając rzeczywistość snu. Życie ukazane jest jako marionetkowa gra bez wyjścia, niekończący się sen, w którym to marionetki są generalnie nieświadome swego zaklęcia w hipnotycznym tańcu, nie mając pojęcia o jego mechanizmach i nie sprawując nad nimi żadnej kontroli. Jak zauważa Dziemianowicz odnosząc się do opowiadania Ligottiego „Dream of a Mannikin”, nadrzędnym poczuciem marionetki jest podejrzenie że „ona i cały jej świat stanowią jakąś nierzeczywistą machinację”. Marionetka nie jest tylko szyderczą parodią człowieka – stanowi demaskację żyjącej twarzy bezdusznej rzeczywistości, odkrycie bezlitosnych mechanizmów stojących za tym, co osobowe; „Nie ma sposobu na ucieczkę z tego świata. Wnika on nawet w twój sen i stanowi jego substancję. Jesteś schwytany w swe własne śnienie, w którym nie ma przestrzeni. Przetrzymywany na wieczność w miejscu, w którym nie istnieje czas. Nie możesz uczynić nic, czego nie kazano ci zrobić. Nie ma nadziei na ucieczkę z tego snu, który nigdy nie był twój. Same nawet słowa które wypowiadasz stanowią tylko jego słowa.” Nieodparta groza towarzysząca wcieleniu rzeczywistości snu wyrasta z doświadczenia życia w „trójwymiarowym filmie”, „tunelu przechodzącym przez niewyobrażalnie wielowymiarową rzeczywistość”. Owo fenomenalne doświadczenie nemocentryzmu ostatecznie rozpuszcza zarówno prywatność tego co osobowe, jak i dystans od tego, co nieosobowe; „nic nie jest za duże, nic nie jest za małe. Gubisz kluczyki do samochodu, twoją żonę przejeżdża ciężarówka, jakiś świr wysadza w powietrze stolicę Pakistanu”. Odwołanie do marionetki i narastająca pasywność narratora tworzą uczucie kosmicznej klaustrofobii poprzez implozję tego, co osobowe – choć co tak naprawdę oczywiście nigdy osobowe nie było. (…) Obiektywizacja świata ukazuje jego prawdziwy stan, odsłaniając nieubłagalną mechanikę przedstawień jako krajobraz ohydnego szaleństwa – salę bezmyślnych luster obdartą z ciasno zwiniętych warstw iluzji charakteryzujących cele życia i fizjologię myśli. W międzyczasie, protekcjonizm poznawczy i organiczne zniewolenie zapewniają oniryczną afazję cieniowi tańca marionetki:
|