Archiwum autora

in a foreign town, in a foreign land Poniższe tłumaczenie pochodzi z wydawnictwa Current 93 / Thomas Ligotti „In a Foreign Town, in a Foreign Land”, w skład którego wchodzi płyta oraz książeczka z opowiadaniami. Każde z opowiadań odpowiada tytułem jednemu z czterech utworów na płycie, w tym wypadku jest to „Soft Voice Whispers Nothing”, gdzie David Tibet odczytuje duży fragment tekstu tego opowiadania.

Tekst „In a Foreign Town, In a Foreign Land” ukazał się niedawno w nieco wzbogaconej wersji w zbiorze opowiadań „Teatro Grottesco” – jako jedno opowiadanie podzielone na cztery części.

Łagodny głos szepcze: nic.pdf

Comments 4 komentarzy »

Jest mi niezmiernie miło oznajmić, że na łamach znajdującej się na tej stronie galerii zaprezentowany został po raz pierwszy w internecie duży zbiór kolaży Radka Włodarskiego. Jednocześnie strona ta staje się jedynym miejscem w sieci skupiającym jego prace.
Niektórzy może zauważą, że cześć prac widniała tu już wcześniej – obecnie jednak kolekcja została znacznie powiększona i będzie się dalej powiększać w przyszłości. Zapraszam do galerii.

Comments Brak komentarzy »

1. Bóg chciał niebycia;
2. Jego istota była przeszkodą, która nie pozwoliła mu natychmiast wkroczyć w niebycie;
3. Istota musiała się rozpaść w świat wielości, w którym poszczególne istoty dążą do niebycia;
4. W dążeniu tym przeszkadzają sobie wzajemnie, walczą jedna z drugą i tym sposobem osłabiają swoją siłę;
5. Cała istota Boga przeszła w świat w zmienionej formie, jako określona siła sumaryczna;
6. Cały świat, wszechświat, ma jeden cel, niebycie, i osiąga go dzięki nieustannemu słabnięciu tej sumarycznej siły;
7. Każde indywiduum dzięki słabnięciu jego siły osiąga w drodze swego rozwoju punkt, w którym może spełnić się jego dążenie do unicestwienia.

-Philipp Mainlander, Metafizyka unicestwienia (fragment)

Comments 1 komentarz »

    „Ktoś kiedyś powiedział, że niektóre przeprawy życiowe – czy to ekstatyczne, czy katastrofalne – winny nakładać na nas obowiązek zmiany imienia, jako że po ich przejściu nie jesteśmy już tym, czym byliśmy wcześniej. Obowiązuje jednak odwrotna zasada: nasze imiona wloką się za nami jeszcze długo po tym jak wszystko, co przypominało to czym byliśmy wcześniej, lub to, czym wydawało nam się że byliśmy, przestało istnieć. Nie, żebyśmy mieli wiele za punkt wyjścia – jedynie kilka wątpliwych wspomnień i impulsów dryfujących w przestrzeni jak płatki śniegu podczas szarej i nieskończonej zimy. Ostatecznie jednak każdy z płatków opada, osadzając się w zimnej i bezimiennej otchłani.”

– Thomas Ligotti, fragment „In a Foreign Town, In a Foreign Land”, treść ulotki z opowiadania.

Czy nie bylibyśmy szczęśliwsi, gdyby – tak jak dawniej – każdy próg w życiu człowieka znaczony był nadaniem nowego imienia? Dlaczego właściwie każe nam się obchodzić urodziny?

Comments Brak komentarzy »

Różne przedmioty jawią się świadomości jako składowe różnych sfer rzeczywistości. Ludzie, z którymi mam do czynienia w ramach życia codziennego, rozpoznaję jako należących do całkiem odmiennej rzeczywistości niż ukazujące mi się we śnie postaci pozbawione ciał. Te dwa zbiory przedmiotów wprowadzają do mojej świadomości zupełnie odmienne napięcia i zupełnie odmienne są też sposoby, w jakie obdarzam je uwagą. Tak więc moja świadomość potrafi poruszać się w różnych sferach rzeczywistości. Mówiąc inaczej, jestem świadomym świata jako składającego się z wielu rzeczywistości. Jeżeli przenoszę się z jednego świata do innego, doświadczam takiego przejścia w postaci swego rodzaju szoku. Szok ten, jak można sądzić, jest spowodowany zmianą w ukierunkowaniu uwagi, którą pociąga owo przejście. Zmianę tę ilustruje najprościej przebudzenie się ze snu.

Wśród wielu rzeczywistości jest jedna, która jawi się jako rzeczywistość par excellence. Jest to rzeczywistość życia codziennego. Jej uprzywilejowane miejsce upoważnia do przyznania jej miana rzeczywistości podstawowej. (…)

Rzeczywistość życia codziennego jest przyjmowana bez zastrzeżeń jako rzeczywistość. Nie wymaga dodatkowych weryfikacji wykraczających ponad czy poza swoją obecność. Po prostu tam jest jako oczywista i nieodparta sfera faktów. Wiem, że jest ona rzeczywista. Jakkolwiek jestem zdolny zwątpić w jej realność, muszę pozbyć się tych wątpliwości, ponieważ ta realność jest zrutynizowanym życiem codziennym, w którym istnieję. Tłumienie wątpliwości jest tak zdecydowane. że aby wątpić, musiałbym zdobyć się na radykalne zmiany, sięgając — powiedzmy — do teoretycznej albo religijnej kontemplacji. Świat życia codziennego narzuca się sam i jeżeli chce się przeciwstawić tej jego autoproklamacji, muszę podjąć świadomie zamierzony i wcale niełatwy wysiłek. (…)

Jednakże nawet oczywista sfera rzeczywistości życia codziennego jest taką do czasu, mianowicie tak długo, jak długo jej trwania nie przerwie pojawienie się problemu. Kiedy to się stanie, rzeczywistość życia codziennego usiłuje zintegrować sferę stwarzającą problemy z tym, co jest już oczywiste. Wiedza potoczna zawiera rozmaite instrukcje, powiadające jak można to zrobić. Na przykład, inni, z którymi pracuję, nie stwarzają mi problemów, dopóki wykonują swe zwykłe, zrutynizowane, przyjmowane bez zastrzeżeń czynności, powiedzmy, piszą na maszynie przy sąsiednim biurku w moim pokoju. Natomiast kiedy zrutynizowane czynności przerywają — przykładowo — zbierając się w kącie i szepcząc, w poszukiwaniu znaczeń owego nietypowego postępowania odwołuję się do mojej wiedzy potocznej, która potrafi podsunąć mi rozmaite możliwości reintegracji tego postępowania z oczywistymi, zrutynizowanymi czynnościami życia codziennego: mogą oni naradzać się, jak naprawić zepsutą maszynę do pisania, albo ktoś z nich mógł otrzymać jakieś pilne polecenie od szefa itd. Z drugiej strony, mogę stwierdzić, że omawiają oni zarządzenie związku zawodowego o strajku, coś, co znajduje się jeszcze poza moim doświadczeniem, choć ciągle w sferze wątpliwości, z którymi moja wiedza potoczna może sobie poradzić. Potraktuje to ona jednakże raczej jako problem, niż włączy po prostu w oczywistą sferę życia codziennego. Jeżeli wszakże dojdę do wniosku, że moi koledzy popadli w zbiorowe szaleństwo, pojawi się problem zupełnie innego rodzaju. Będzie to problem, który przekroczy granicę rzeczywistości życia codziennego i będzie się odnosić do rzeczywistości całkowicie odmiennej. Moje stwierdzenie, że koledzy oszaleli, implikuje ipso facto, że odeszli oni do świata, który nie jest już powszechnym światem życia codziennego.

W porównaniu do rzeczywistości życia codziennego, inne jawią się jako ograniczone obszary znaczeń, enklawy w obrębie rzeczywistości podstawowej, wyróżniające się zawężonymi znaczeniami i sposobami doświadczenia. Rzeczywistość podstawowa otacza je najczęściej ze wszystkich stron, a świadomość wraca do niej jak z wycieczki. Widać to wyraźnie już na podstawie dotychczasowych przykładów: czy będzie to rzeczywistość snów, czy myśli teoretycznej. Podobne „podróże” występują między światem życia codziennego i światem zabawy i to zarówno w przypadku bawiących się dzieci, jak — i to nawet wyraźniej — w przypadku dorosłych. Jeśli mowa o dorosłych, doskonałej ilustracji takiej zabawy dostarcza teatr. Przejście między rzeczywistościami jest zaznaczone przez podnoszenie i opuszczanie kurtyny. Kiedy kurtyna podnosi się, widz jest „przenoszony do innego świata”, z własnymi znaczeniami i porządkiem, który albo ma, albo nie ma czegoś wspólnego z porządkiem życia codziennego. Kiedy kurtyna opada, widz „wraca do rzeczywistości”, to znaczy do podstawowej rzeczywistości życia codziennego, w porównaniu z którą rzeczywistość przedstawiona na scenie, bez względu na to, z jaką sugestywnością oddziaływała parę chwil wcześniej, jawi się teraz jako blada i efemeryczna. (…)

W społecznym procesie utrzymania rzeczywistości można rozróżnić znaczących innych i mniej ważnych innych. Wszyscy albo przynajmniej większość innych napotykanych przez jednostkę w życiu codziennym służą w istotny sposób potwierdzeniu jej rzeczywistości subiektywnej. Dzieje się to nawet w tak ,,mało znaczących” sytuacjach jak dojazdy pociągiem podmiejskim. Jednostka może w pociągu nikogo nie znać i z nikim nie rozmawiać, a mimo to tłum współdojeżdżających potwierdza zasadniczą strukturę życia codziennego. Swoim ogólnym zachowaniem współdojeżdżający wyrywają jednostkę z bladej rzeczywistości zaspanego poranka i głoszą w całkiem zdecydowany sposób, że świat składa się z poważnych ludzi jadących do pracy, z odpowiedzialności i planów, z kolei dojazdowej i „New York Times’a”. Ten ostatni potwierdza jednostce współczynniki jej rzeczywistości o najszerszym zakresie. Gazeta — począwszy od prognozy pogody, a skończywszy na ogłoszeniach o pracy – upewnia ją, że znajduje się w najbardziej rzeczywistym świecie. Równocześnie potwierdza mniej niż realny status napawających lękiem przeżyć doświadczanych przed śniadaniem: obcy, przedmiotów, które powinny być dobrze znane, doświadczony po przebudzeniu się ze złego snu szok, spowodowany nierozpoznaniem własnej twarzy w łazienkowym lustrze, w chwilę później trudne do wyrażenia podejrzenie, że własna żona i dzieci to tajemniczy nieznajomi. Większość ludzi podlegających takiej metafizycznej grozie potrafi w jakimś stopniu się jej pozbyć podczas wypełniania zwykłych rytuałów porannych, tak że w momencie, gdy stają w drzwiach wyjściowych, rzeczywistość życia codziennego jest przynajmniej wstępnie przywrócona. Jednak dopiero w anonimowej społeczności dojazdowego pociągu rzeczywistość zaczyna się w pełni ustalać. Kiedy pociąg wjeżdża na Dworzec Centralny, staje się ona przemożna. Ergo sum, może teraz szepnąć sobie jednostka, i podążać do biura całkowicie przytomna i pewna siebie.

-P. L. Berger, T. Luckmann – „Społeczne tworzenie rzeczywistości”

Comments Brak komentarzy »