<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Zacmienie.org &#187; Bez kategorii</title>
	<atom:link href="http://www.zacmienie.org/category/bez-kategorii/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.zacmienie.org</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Fri, 23 Jul 2010 10:39:38 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.9.2</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Marionetka</title>
		<link>http://www.zacmienie.org/marionetka-2/</link>
		<comments>http://www.zacmienie.org/marionetka-2/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 22 Jul 2010 07:32:03 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zacmienie.org</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.zacmienie.org/?p=342</guid>
		<description><![CDATA[
Odnalezione na Thomas Ligotti Online.
]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><center><object width="480" height="385"><param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/74y8qfdXH54&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1?color1=0x3a3a3a&amp;color2=0x999999"></param><param name="allowFullScreen" value="true"></param><param name="allowscriptaccess" value="always"></param><embed src="http://www.youtube.com/v/74y8qfdXH54&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1?color1=0x3a3a3a&amp;color2=0x999999" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="480" height="385"></embed></object></center></p>
<p>Odnalezione na <a href="http://www.ligotti.net">Thomas Ligotti Online</a>.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.zacmienie.org/marionetka-2/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Duchy w Mózgu</title>
		<link>http://www.zacmienie.org/duchy-w-mozgu/</link>
		<comments>http://www.zacmienie.org/duchy-w-mozgu/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 14 Jul 2010 08:35:02 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zacmienie.org</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.zacmienie.org/?p=335</guid>
		<description><![CDATA[Przetłumaczyłem oba odcinki dokumentu popularnonaukowego zrealizowanego dla BBC &#8211; &#8220;Duchy w mózgu&#8221;. Nieco odbiega on od konwencji pozostałych materiałów na tej stronie i nie byłem pewien, czy go tu wrzucać (zamieszczam linki do YouTube żeby nie zaśmiecać strony):
Odcinek 1: Część 1, 2, 3, 4 i 5.
Odcinek 2: Część 1, 2, 3, 4, 5
Ostatecznie chyba jednak [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Przetłumaczyłem oba odcinki dokumentu popularnonaukowego zrealizowanego dla BBC &#8211; &#8220;Duchy w mózgu&#8221;. Nieco odbiega on od konwencji pozostałych materiałów na tej stronie i nie byłem pewien, czy go tu wrzucać (zamieszczam linki do YouTube żeby nie zaśmiecać strony):</p>
<p>Odcinek 1: Część <a href="http://www.youtube.com/watch?v=ZemsZGuhoyM">1</a>, <a href="http://www.youtube.com/watch?v=roJ-qh0wjJ0">2</a>, <a href="http://www.youtube.com/watch?v=wrBks-QyVYs">3</a>, <a href="http://www.youtube.com/watch?v=RBuAcTFL3-Y">4</a> i <a href="http://www.youtube.com/watch?v=GwtuIYcC_Xs">5</a>.<br />
Odcinek 2: Część <a href="http://www.youtube.com/watch?v=zLH53pyJKS8">1</a>, <a href="http://www.youtube.com/watch?v=DeeQ83OZksI">2</a>, <a href="http://www.youtube.com/watch?v=d7DnL9X_Pwo">3</a>, <a href="http://www.youtube.com/watch?v=RevpTbK2tCo">4</a>, <a href="http://www.youtube.com/watch?v=8Qsvpiz0cpc">5</a></p>
<p>Ostatecznie chyba jednak warto ten materiał nieco wypromować.<br />
Jakość obrazu jest fatalna, ale niestety nie miałem dostępu do źródła lepszej jakości.</p>
<p>PS. &#8220;The Conspiracy Against the Human Race&#8221; Ligottiego jest już rozsyłana (otrzymałem już swoją kopię). Tekst rzeczywiście został gruntownie rewidowany w stosunku do skryptu z TLO, wiele z wrzuconych tu fragmentów wersji pierwotnej należałoby więc poprawić. Może za jakiś czas?</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.zacmienie.org/duchy-w-mozgu/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Alicia w krainie czarów</title>
		<link>http://www.zacmienie.org/alicia-w-krainie-czarow/</link>
		<comments>http://www.zacmienie.org/alicia-w-krainie-czarow/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 17 Nov 2008 17:38:46 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zacmienie.org</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.zacmienie.org/?p=181</guid>
		<description><![CDATA[
- Thomas Ott &#8211; &#8220;Alice im Wunderland&#8221;,
W Polsce ukazał się w zbiorze pt. &#8220;Exit&#8221;.
]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.zacmienie.org/Pliki/aliceb.jpg" rel="lightbox[181]"><img class="centered" title="Alicja w krainie czarów" src="http://www.zacmienie.org/Pliki/alice.jpg" alt="Thomas Ott - Alicja w krainie czarów" width="500" height="659" /></a></p>
<p style="text-align: right;">- Thomas Ott &#8211; &#8220;Alice im Wunderland&#8221;,<br />
W Polsce ukazał się w zbiorze pt. &#8220;Exit&#8221;.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.zacmienie.org/alicia-w-krainie-czarow/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Po śmierci</title>
		<link>http://www.zacmienie.org/po-smierci/</link>
		<comments>http://www.zacmienie.org/po-smierci/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 22 Feb 2008 16:38:25 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zacmienie.org</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://uraneus.ovh.org/?p=112</guid>
		<description><![CDATA[Jeżeli zdarzy się ci się, że ktoś z rodzaju tych, co to chciałby wiedzieć wszystko, ale odmawia wysiłku wszelkiej nauki, spyta cię o życie po śmierci &#8211; wtedy jedyna właściwa oraz w przybliżeniu poprawna odpowiedź na to pytanie brzmi:
„Po śmierci będziesz tym, czym byłeś przed swymi narodzinami”.
Odpowiedź ta wykazuje bowiem niedorzeczność żądania, aby gatunek, którego [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Jeżeli zdarzy się ci się, że ktoś z rodzaju tych, co to chciałby wiedzieć wszystko, ale odmawia wysiłku wszelkiej nauki, spyta cię o życie po śmierci &#8211; wtedy jedyna właściwa oraz w przybliżeniu poprawna odpowiedź na to pytanie brzmi:</p>
<p>„Po śmierci będziesz tym, czym byłeś przed swymi narodzinami”.</p>
<p>Odpowiedź ta wykazuje bowiem niedorzeczność żądania, aby gatunek, którego istnienie miało swój początek, miał nie mieć także swego końca. Dodatkowo jednak zawiera ona podpowiedź, iż możliwe są dwa rodzaje istnienia, i – odpowiednio &#8211; dwa rodzaje nicości.</p>
<p>-A. Schopenhauer</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.zacmienie.org/po-smierci/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Ulica krokodyli</title>
		<link>http://www.zacmienie.org/ulica-krokodyli/</link>
		<comments>http://www.zacmienie.org/ulica-krokodyli/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 04 Oct 2007 10:17:43 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zacmienie.org</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://uraneus.ovh.org/?p=94</guid>
		<description><![CDATA[Na tym planie, wykonanym w stylu barokowych prospektów, okolica ulicy Krokodylej świeciła pustą bielą, jaką na kartach geograficznych zwykło się oznaczać okolice podbiegunowe, krainy niezbadane i niepewnej egzystencji. Tylko linie kilku ulic wrysowane tam były czarnymi kreskami i opatrzone nazwami w prostym, niezdobnym piśmie, w odróżnieniu od szlachetnej antykwy innych napisów. Widocznie kartograf wzbraniał się [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://www.zacmienie.org/Pliki/krokodyl.jpg" alt="ulica krokodyli" />Na tym planie, wykonanym w stylu barokowych prospektów, okolica ulicy Krokodylej świeciła pustą bielą, jaką na kartach geograficznych zwykło się oznaczać okolice podbiegunowe, krainy niezbadane i niepewnej egzystencji. Tylko linie kilku ulic wrysowane tam były czarnymi kreskami i opatrzone nazwami w prostym, niezdobnym piśmie, w odróżnieniu od szlachetnej antykwy innych napisów. Widocznie kartograf wzbraniał się uznać przynależność tej dzielnicy do zespołu miasta i zastrzeżenie swe wyraził w tym odrębnym i postponującym wykonaniu.</p>
<p>Aby zrozumieć tę rezerwę, musimy już teraz zwrócić uwagę na dwuznaczny i wątpliwy charakter tej dzielnicy, tak bardzo odbiegający od zasadniczego tonu całego miasta.(…)</p>
<p>Widziało się tam tanie, marnie budowane kamienice o karykaturalnych fasadach, oblepione monstrualnymi sztukateriami z popękanego gipsu. Stare, krzywe domki podmiejskie otrzymały szybko sklecone portale, które dopiero bliższe przyjrzenie demaskowało jako nędzne imitacje wielkomiejskich urządzeń. Wadliwe, mętne i brudne szyby, łamiące w falistych refleksach ciemne odbicie ulicy, nie heblowane drzewo portali, szara atmosfera jałowych tych wnętrzy, osiadających pajęczyną i kłakami kurzu na wysokich półkach i wzdłuż odartych i kruszących się ścian, wyciskały tu, na sklepach, piętno dzikiego Klondike&#8217;u. Tak ciągnęły się jeden za drugim magazyny krawców, konfekcje, składy porcelany, drogerie, zakłady fryzjerskie. Szare ich, wielkie szyby wystawowe nosiły ukośnie lub w półkolu biegnące napisy ze złoconych plastycznych liter (…)</p>
<p>Mało kto, nie uprzedzony, spostrzegał dziwną osobliwość tej dzielnicy: brak barw, jak gdyby w tym tandetnym, w pośpiechu wyrosłym mieście nie można było sobie pozwolić na luksus kolorów. Wszystko tam było szare jak na jednobarwnych fotografiach, jak w ilustrowanych prospektach. Podobieństwo to wychodziło poza zwykłą metaforę, gdyż chwilami, wędrując po tej części miasta, miało się w istocie wrażenie, że wertuje się w jakimś prospekcie, w nudnych rubrykach komercjalnych ogłoszeń, wśród których zagnieździły się pasożytniczo podejrzane anonse, drażliwe notatki, wątpliwe ilustracje; i wędrówki te były równie jałowe i bez rezultatu jak ekscytacje fantazji, pędzonej przez szpalty i kolumny pornograficznych druków.(…)</p>
<p>i oto jesteśmy w tym miejscu ulicy Krokodylej, gdzie z wyniesionego jej punktu widać niemal całą długość tego szerokiego traktu aż do dalekich, nie wykończonych zabudowań dworca kolejowego. Jest to szary dzień, jak zawsze w tej okolicy, i cała sceneria wydaje się chwilami fotografią z ilustrowanej gazety, tak szare, tak płaskie są domy, ludzie i pojazdy. Ta rzeczywistość jest cienka jak papier i wszystkimi szparami zdradza swą imitatywność. Chwilami ma się wrażenie, że tylko na małym skrawku przed nami układa się wszystko przykładnie w ten pointowany obraz bulwaru wielkomiejskiego, gdy tymczasem już na bokach rozwiązuje się i rozprzęga ta zaimprowizowana maskarada i, niezdolna wytrwać w swej roli, rozpada się za nami w gips i pakuły, w rupierciarnię jakiegoś ogromnego, pustego teatru. Napięcie pozy, sztuczna powaga maski, ironiczny patos drży na tym naskórku. Ale dalecy jesteśmy od chęci demaskowania widowiska. Wbrew lepszej wiedzy czujemy się wciągnięci w tandetny czar dzielnicy. Zresztą nie brak w obrazie miasta i pewnych cech autoparodii. Rzędy małych, parterowych domków podmiejskich zmieniają się z wielopiętrowymi kamienicami, które, zbudowane jak z kartonu, są konglomeratem szyldów, ślepych okien biurowych, szklistoszarych wystaw, reklam i numerów.</p>
<p>Pod domami płynie rzeka tłumu. Ulica jest szeroka jak bulwar wielkomiejski, ale jezdnia, jak place wiejskie, zrobiona jest z ubitej gliny, pełna wybojów, kałuży i trawy. Ruch uliczny dzielnicy służy do porównań w tym mieście, mieszkańcy mówią o nim z dumą i z porozumiewawczym błyskiem w oku. Szary, bezosobisty ten tłum jest nader przejęty swą rolą i pełen gorliwości w demonstrowaniu wielkomiejskiego pozoru. Wszelako, mimo zaaferowania i interesowności, ma się wrażenie błędnej, monotonnej, bezcelowej wędrówki, jakiegoś sennego korowodu marionetek. Atmosfera dziwnej błahości przenika tę całą scenerię. Tłum płynie monotonnie i, rzecz dziwna, widzi się go zawsze jakby niewyraźnie, figury przepływają w splątanym, łagodnym zgiełku, nie dochodząc do zupełnej wyrazistości. Czasem tylko wyławiamy z tego gwaru wielu głów jakieś ciemne, żywe spojrzenie, jakiś czarny melonik nasunięty głęboko na głowę, jakieś pół twarzy rozdarte uśmiechem, z ustami, które właśnie coś powiedziały, jakąś nogę wysuniętą w kroku i tak już zastygłą na zawsze.(&#8230;)</p>
<p>A jednak &#8211; a jednak czy mamy zdradzić ostatnią tajemnicę tej dzielnicy, troskliwie ukrywany sekret ulicy Krokodyli?</p>
<p>Kilkakrotnie w trakcie naszego sprawozdania stawialiśmy pewne znaki ostrzegawcze, dawaliśym w delikatny sposób wyraz naszym zastrzeżeniom. Uważny czytelnik nie będzie nie przygotowany na ten ostateczny obrót sprawy. Mówiliśmy o imitatywnym i iluzorycznym charakterze tej dzielnicy, ale słowa te mają zbyt ostateczne i stanowcze znaczenie, by określić połowiczny i niezdecydowany charakter jej rzeczywistości.</p>
<p>Język nasz nie posiada określeń, które by dozowały niejako stopień realności, definiowały jej gęstość. Powiedzmy bez ogródek: fatalnością tej dzielnicy jest, że nic w niej nie dochodzi do skutku, nic nie dobiega do swego definitivum, wszystkie ruchy rozpoczęte zawisają w powietrzu, wszystkie gesty wyczerpują się przedwcześnie i nie mogą przekroczyć pewnego martwego punktu. Mogliśmy już zauważyć wielką bujność i rozrzutność — w intencjach, w projektach i antycypacjach, która cechuje tę dzielnicę. Cała ona nie jest niczym innym, jak fermentacją pragnień przedwcześnie wybujałą i dlatego bezsilną i pustą.</p>
<p>W atmosferze nadmiernej łatwości kiełkuje tutaj każda najlżejsza zachcianka, przelotne napięcie puchnie rośnie w pustą, wydętą narośl, wystrzela szara i lekka wegetacja puszystych chwastów, bezbarwnych włochatych maków, zrobiona z nieważkiej tkanki majaku i haszyszu. Nad całą dzielnicą unosi się leniwy rozwiązły fluid grzechu i domy, sklepy, ludzie wydają się niekiedy dreszczem na jej gorączkującym ciele, gęsią skórką na jej febrycznych marzeniach. Nigdzie, jak tu, nie czujemy się tak zagrożeni możliwościami, wstrząśnięci bliskością spełnienia, pobladli bezwładni rozkosznym struchleniem ziszczenia. Lecz na tym się też kończy.</p>
<p>Przekroczywszy pewien punkt napięcia, przypływ zatrzymuje się i cofa, atmosfera gaśnie i przekwita, możliwości więdną i rozpadają się w nicość, oszalałe, szarę maki ekscytacji rozsypują się w popiół.</p>
<p>(…)Będziemy błądzili od szyldu do szyldu i mylili się setki razy. Zwiedzimy dziesiątki magazynów, trafimy do całkiem podobnych, będziemy wędrowali przez szpalery książek, wertowali czasopisma i druki, konferowali długo i zawile z panienkami o nadmiernym pigmencie i skażonej piękności, które nie potrafią zrozumieć naszych życzeń.</p>
<p>Będziemy się wikłali w nieporozumieniach, aż cała nasza gorączka i podniecenie ulotni się w niepotrzebnym wysiłku, w straconej na próżno gonitwie.</p>
<p>Nasze nadzieje były nieporozumieniem, dwuznaczny wygląd lokalu i służby — pozorem, konfekcja była prawdziwą konfekcją, a subiekt nie miał żadnych ukrytych intencyj. Świat kobiecy ulicy Krokodylej odznacza się całkiem miernym zepsuciem, zagłuszonym grubymi warstwami przesądów moralnych i banalnej pospolitości. W tym mieście taniego materiału ludzkiego brak także wybujałości instynktu, brak niezwykłych i ciemnych namiętności.</p>
<p>Ulica Krokodyli była koncesją naszego miasta na rzecz nowoczesności i zepsucia wielkomiejskiego. Widocznie nie stać nas było na nic innego, jak na papierową imitację, jak na fotomontaż złożony z wycinków zleżałych, zeszłorocznych gazet.</p>
<p align="right">Bruno Schultz<br />
-Sklepy cynamonowe</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.zacmienie.org/ulica-krokodyli/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Elementy Numinosum</title>
		<link>http://www.zacmienie.org/elementy-numinosum/</link>
		<comments>http://www.zacmienie.org/elementy-numinosum/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 29 Aug 2007 13:25:56 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zacmienie.org</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://uraneus.ovh.org/?p=91</guid>
		<description><![CDATA[1. Tremendum – Groza
(&#8230;)W niektórych językach istnieją wyrażenia, które (&#8230;) określają ten strach, który jest czymś więcej niż tylko strachem. Np. hikdisz &#8211; &#8220;uświęcać&#8221; w języku hebrajskim. Słowo to oznacza &#8220;uświęcanie się w sercu swoim&#8221;, wyróżnianie się uczuciami szczególnej bojaźni, wartościowanie według szczególnej kategorii numinosum. Stary Testamnt posiada wiele obocznych wyrażń na to uczucie. Na [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>1. Tremendum – Groza</strong></p>
<p>(&#8230;)W niektórych językach istnieją wyrażenia, które (&#8230;) określają ten strach, który jest czymś więcej niż tylko strachem. Np. hikdisz &#8211; &#8220;uświęcać&#8221; w języku hebrajskim. Słowo to oznacza &#8220;uświęcanie się w sercu swoim&#8221;, wyróżnianie się uczuciami szczególnej bojaźni, wartościowanie według szczególnej kategorii numinosum. Stary Testamnt posiada wiele obocznych wyrażń na to uczucie. Na szczególną uwagę zasługuje &#8220;emat Jahwe&#8221; &#8211; &#8220;strach boży&#8221;, którym Jahwe może pałać, na nawet zsyłać go jak demona, a który obezwładniając człowieka opanowuje członki i przypomina całkowicie &#8220;deima panikon (paniczny strach) Greków. Wystarczy porównać Księgę Wyjścia (23,27):</p>
<ol>
<p>
&#8220;Strach mój puszczę przed tobą i pobiję wszystek lud, do którego wnijdziesz&#8230;&#8221;</p>
</ol>
<p>albo Księgę Hioba (9,34; 13;21). Jest to strach pełen wewnętrznego drżenia, jako że nie może wzbudzić go nic stworzonego, nawet to, co najgroźniejsze i wszechmocne. Ma on w sobie coś &#8220;upiornego&#8221;.(&#8230;)</p>
<p>Religia nie zrodziła się z naturalnego strachu ani też z rzekomego „lęku przed światem”. Lęk bowiem nie jest naturalnym zwykłym strachem, lecz sam jest już pierwszym pobudzeniem się i odczuciem tego, co tajemnicze, zwłaszcza w jeszcze surowej formie „tego, co budzi grozę”, jest pierwszym wartościowaniem według pewnej kategorii, która nie leży w zwykłym naturalnym zasięgu i nie mieści się w tym, co naturalne.</p>
<p>Osobliwość gniewu Jahwe od dawna rzucała się w oczy. Oczywiste jest przede wszystkim to, że w niektórych miejscach Starego Testamentu ten gniew od samego początku nie ma nic wspólnego z przymiotami moralnymi. Wybucha i przejawia się w sposób zagadkowy „niczym ukryta siła natury&#8221; — jak zwykło się mówić — niczym skondensowana elektryczność, która rozładowuje się na tego, kto się do niej zbliża. Jest on nieobliczalny i despotyczny. Komuś, kto przyzwyczaił się myśleć o bóstwie zgodnie ze swymi racjonalizującymi orzecznikami, musi się wydać kaprysem i samowolą; jest to ujęcie, do którego z pewnością musieli się odwoływać pobożni Starego Testamentu, ponieważ dla nich nie oznaczało ono bynajmniej pomniejszenia, lecz naturalny wyraz i element samej świętości oraz coś, czego nie da się całkowicie wykluczyć. I to całkiem słusznie. Ów gniew (ira) bowiem jest niczym innym jak samym tremendum, które, samo w sobie całkowicie irracjonalne (…).</p>
<p>Trzeba przy tym wyraźnie zaznaczyć, że przy tym terminie mamy do czynienia (…) z ideogramem albo ze wskazującym znakiem szczególnego elementu uczuciowego w przeżyciu religijnym, takiego jednak, który posiada charakter osobliwie <em>odpychający</em>, pełny bojaźni i całkowicie wprawiający w zakłopotanie koła tych, którzy w bóstwie chcą uznać jedynie dobroć, łagodność, miłość, ufność i w ogóle tylko elementy zwrócenia się ku światu.</p>
<p><strong>2. Majestas – Wszechmoc</strong></p>
<p>Prowadzi do unicestwienia (annihilatio) własnego ja z jednej strony, a z drugiej strony do samo- i wszech<em>rzeczywistości</em> tego, co transcendentne, jak to jest właściwe pewnym formom mistyki. W tych formach mistyki natrafiamy z jednej strony na charakterystyczną dewaluację własnego ja (…), jaźni i stworzenia przede wszystkim jako czegoś nie całkiem rzeczywistego, nie całkiem istotnego lub nawet  jako czegoś całkowicie marnego, i ta dewaluacja staje się postulatem, aby wobec rzekomo fałszywego urojenia o sobie urzeczywistnić ją praktycznie i w ten sam sposób unicestwić swoje własne ja. Odpowiada temu z drugiej strony ocenienie transcendentnego przedmiotu jako po prostu mającego przewagę dzięki pełni bytu, wobec którego własne ja dopiero odczuje swoją nicość.</p>
<p><strong>3. Moc</strong></p>
<p>(…)wyraża się w ideogramach żywotności, namiętności, zapalczywej istoty, woli, siły, ruchu, podniecenia, aktywności, popędu. (…) Są owym elementem numen, który tam, gdzie się dokonuje, uaktywnia jaźń człowieka, pobudza do „gorliwości”, napełnia niesłychanym napięciem i niezwykłą dynamiką. (…) <em>Omnipotentia dei z Deo servo arbitrio</em> Lutra nie jest niczym innym jak połączeniem majestas jako absolutnej wyższości z tą mocą jako czegoś niezmordowanie i bezustannie niepokojącego, czynnego, ujarzmiającego, żywego. (&#8230;) Ten element mocy powraca także w woluntarystycznej mistyce Fichtego i jego spekulacjach na temat Absolutu jako gigantycznego, niezmordowanego pędu do czynu oraz w demonicznej woli Schopenhauera.</p>
<p><strong>4. Mysterium – Tajemnica</strong></p>
<p>W znaczeniu ogólnym mysterium oznacza przede wszystkim tylko tajemnicę w sensie czegoś obcego, niezrozumiałego, niewyjaśnionego w ogóle; (…) Rzecz sama jednak, mianowicie <em>religijna</em>, tajemniczość, prawdziwe mirum, jest – by to możliwie najtrafniej wyrazić – czymś innym, (…) czymś obcym, dziwnym, czymś, co w ogóle wypada z zasięgu rzeczy zwykłych, zrozumiałych i znanych, a więc swojskich, wobec tego jest ukryte i radykalnie przeciwstawne temu, co zwykłe, i właśnie dlatego przepełnia duszę wstrząsającym uczuciem nieoczekiwanego. (…)<br />
Szczególny urok tego, co upiorne, polega raczej na tym, ze jest ono czymś dziwnym (mirium) i jako takie, działając samo przez się na wyobraźnię, rozbudza zainteresowanie i ogromną ciekawość. Samo, jako owa osobliwa rzecz, nęci wyobraźnię. A nęci (…) dlatego, że jest cudaczną rzeczą, dziwolągiem, rzeczą, która właściwie „wcale nie istnieje”, dlatego, że jest „czymś całkiem innym”, czymś, co nie wchodzi w zakres naszej rzeczywistości, lecz w zakres całkiem innej rzeczywistości, która jednocześnie budzi w psychice nienasycone zainteresowanie.</p>
<p>Mistyka doprowadza to przeciwstawienie się numinotycznego przedmiotu jako „czegoś innego&#8221; do ostateczności, nie zadowalając się przeciwstawieniem go temu wszystkiemu, co naturalne i światowe, lecz przeciwstawia go ostatecznie istnieniu i samemu bytowi. Nazywa go w końcu ,,nicością&#8221;. Przez nicość rozumie nie tylko to, co się przez nicość orzeka, lecz coś całkowicie i istotnie innego i przeciwstawiającego się wszystkiemu, co jest lub co może być pomyślane. Kiedy jednak doprowadza ona tak aż do paradoksu to zaprzeczenie, przeciwstawienie, które jest tu jedyną rzeczą, jakiej może dokonać <em>pojęcie</em>, aby uchwycić element mysterium, ożywa dla niej jednocześnie pozytywne „jak&#8221; „czegoś całkiem innego&#8221; w uczuciu, i to w nadmiarze uczucia. To, co odnosi się do szczególnego „nihii&#8221; zachodniej mistyki, odnosi się tak samo do „sunjam&#8221; i „sunjata”, do ,,tego, co puste” i do „próżni” mistyków buddyjskich. Komuś, kto nie ma wewnętrznego wyczucia dla tajemniczego języka i dla ideogramu czy czysto wskazującego znaku mistyki, to dążenie bogobojnych buddystów do „próżni&#8221; i „stania się próżnią&#8221;, podobnie jak dążenie zachodnich mistyków do nicości i do tego, by stać się niczym, musi wydawać się rodzajem szaleństwa, a sam buddyzm pomylonym nihilizmem. Ale podobnie jak „nicość&#8221;, również i „próżnia&#8221; jest rzeczywiście numinotycznym ideogramem „czegoś całkiem innego&#8221;.</p>
<p> Mirum, jako „coś całkiem innego&#8221;, jest przede wszystkim czymś nie dającym się pojąć i czymś niepojętym, jest <em>akatalepton</em> — jak powiada Chryzostom — czymś, co wymyka się naszemu pojmowaniu, o ile „przekracza nasze kategorie&#8221;.</p>
<p>Ale nie tylko je przekracza, lecz zdaje się w przypadkowy sposób przeciwstawiać im, wykluczać je i gmatwać. Jest więc nie tylko niepojęte, ale staje się wręcz paradoksalne; jest więc nie tylko ponad wszelkim rozumem, ale zdaje się iść przeciw rozumowi.</p>
<p><strong>5. Fascinans – Fascynacja</strong></p>
<p>Jakościowa treść numinosum (której misteriosum nadaje formę) z jednej strony jest rozwiniętym już, odpychającym elementem tremendum wraz z majestas, a z drugiej strony jest jednocześnie w sposób oczywisty czymś szczególnie <em>pociągającym</em>, czarującym, <em>fascynującym</em>, czymś, co razem z odpychającym elementem tremendum wchodzi w osobliwy kontrast-harmonię. Luter powiada: „Wszak czcimy z bojaźnią świętość, a przecież nie uciekamy od niej, lecz jeszcze bardziej się do niej garniemy&#8221;.<br />
A jeden ze współczesnych poetów pisze:</p>
<ol>
<p>
„Przed kim mnie lęk ogarnia, bardziej mnie do tego ciągnie”.</p>
</ol>
<p>Na rzecz tego kontrastu-harmonii, na rzecz tego podwójnego charakteru numinosum świadczy cała historia religii, przynajmniej od szczebla „demonicznego lęku&#8221;. Jest on w ogóle najosobliwszym i ze wszech miar zasługującym na uwagę wydarzeniem w historii religii. Tak jak to, co demoniczno-boskie, może okazać się dla psychiki straszne i okropne, tak też staje się dla niej podniecające i nęcące. A stworzenie, które przed nim drżało w kornej trwodze, jednocześnie odczuwa zawsze chęć, aby się do niego zwrócić, a nawet go sobie jakoś przyswoić. Mysterium jest nie tylko czymś dziwnym, lecz także czymś cudownym. I obok elementu szału występuje element oczarowania, wprawiania w zachwyt, wywoływania szczególnego zachwytu, element prowadzący często do odurzenia i upojenia, dionizyjski element oddziaływań numenu. Ten element numenu nazwiemy „fascinans&#8221;. (…)</p>
<p>Jest zresztą bardzo prawdopodobne, że uczucie religijne na pierwszych stopniach swego rozwoju wybuchło przede wszystkim tylko jednym ze swych biegunów, a mianowicie tym <em>odpychającym</em>, i początkowo przybrało postać demonicznego lęku. Przemawia za tym np. fakt, że jeszcze na późniejszych stopniach rozwoju słowo ,,czcić religijnie&#8221; znaczyło właściwie przebłagać, uśmierzyć gniew, jak np. sanskryckie <em>aradh</em>. Ale od samego tego demonicznego lęku, gdyby on nadal miał pozostać niczym i być tylko elementem czegoś pełniejszego, co stopniowo docierałoby do świadomości, niemożliwe byłoby przejście od uczuć pozytywnego zwrotu do numenu.</p>
<p><strong>6. Deinos &#8211; Niesamowitość</strong></p>
<p>(…) jego podstawą zmysłową jest <em>budzący grozę</em> element numinosum. Rozwijając się, staje się następnie <em>dirus</em> i <em>tremendus</em>, zły i imponujący, straszny  i osobliwy, dziwny i godny podziwu, wywołujący lęk i fascynujący, boski i demoniczny, energiczny.<br />
(…) <em>Niesamowite</em> jest właściwie i przede wszystkim to, co nie jest dla nas „samowite”, bezpieczne, co budzi grozę, tzn. numinosum. (…)</p>
<p>Różne znaczenia i przemiany znaczeniowe określenia „niesamowity” dają się dobrze prześledzić u Goethego. (…) Niesamowite bowiem jest dla niego raczej tym, co <em>niebezpieczne</em>, co <em>budzi grozę</em>, wywołuje przerażenie:</p>
<ol>
<p>
„Tak straszny jest dom, miasto, w którym dzieją się <em>niesamowite</em> rzeczy dla każdego, kto do niego wchodzi. Światło dzienne nie świeci tam tak jasno i wydaje się, że gwiazdy straciły swój blask”.</p>
</ol>
<p>Złagodzone, jest dla niego czymś <em>niepojętym</em>, czymś, w czym jednak odzywa się cicho zgroza:</p>
<ol>
<p>
„Gotów był coraz bardziej zrozumieć, że będzie lepiej, jeśli myśl o niesamowitym zastąpi myślą o czymś <em>niepojętym</em>”. </p>
</ol>
<p>W ten sposób to, co niesamowite, staje się dla niego stopniowo naszym stupendum albo mirium, jako coś całkiem nieoczekiwanego, <em>zadziwiającego</em> innych:</p>
<ol>
<p>
„Nieszczęsny! Ledwie mogę ze strachu ochłonąć!<br />
Kiedy na coś całkiem nieoczekiwanego<br />
Wzrok nasz natrafił i coś niesamowitego<br />
Wtedy na moment milknie nasza dusza:<br />
Nic bowiem nie mamy, z czym by to porównać”</p>
</ol>
<p>(…)Ostatecznie, właściwą i pełną nazwą dla naszego numinosum według wszystkich jego aspektów jest „ungeheuer” w cudownych słowach Fausta:</p>
<ol>
<p>
„Dreszcz trwogi jest najlepszym ludzkości udziałem,<br />
Jakkolwiek świat się droży z ceną uczuć onych,<br />
Wstrząśnięty, jeszcze głębiej człek czuje ogromy”.
</p>
</ol>
<p align=right>Rudolf Otto<br />- Świętość<br />tłum. Bogdan Kupis</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.zacmienie.org/elementy-numinosum/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
