<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Zacmienie.org &#187; Cień</title>
	<atom:link href="http://www.zacmienie.org/category/cien/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.zacmienie.org</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Fri, 23 Jul 2010 10:39:38 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.9.2</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Metafizyka unicestwienia</title>
		<link>http://www.zacmienie.org/metafizyka-unicestwienia/</link>
		<comments>http://www.zacmienie.org/metafizyka-unicestwienia/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 06 Jun 2008 18:53:21 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zacmienie.org</dc:creator>
				<category><![CDATA[Cień]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://uraneus.ovh.org/?p=116</guid>
		<description><![CDATA[1. Bóg chciał niebycia;
2. Jego istota była przeszkodą, która nie pozwoliła mu natychmiast wkroczyć w niebycie;
3. Istota musiała się rozpaść w świat wielości, w którym poszczególne istoty dążą do niebycia;
4. W dążeniu tym przeszkadzają sobie wzajemnie, walczą jedna z drugą i tym sposobem osłabiają swoją siłę;
5. Cała istota Boga przeszła w świat w zmienionej formie, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>1. Bóg chciał niebycia;<br />
2. Jego istota była przeszkodą, która nie pozwoliła mu natychmiast wkroczyć w niebycie;<br />
3. Istota musiała się rozpaść w świat wielości, w którym poszczególne istoty dążą do niebycia;<br />
4. W dążeniu tym przeszkadzają sobie wzajemnie, walczą jedna z drugą i tym sposobem osłabiają swoją siłę;<br />
5. Cała istota Boga przeszła w świat w zmienionej formie, jako określona siła sumaryczna;<br />
6. Cały świat, wszechświat, ma jeden cel, niebycie, i osiąga go dzięki nieustannemu słabnięciu tej sumarycznej siły;<br />
7. Każde indywiduum dzięki słabnięciu jego siły osiąga w drodze swego rozwoju punkt, w którym może spełnić się jego dążenie do unicestwienia.</p>
<p>-Philipp Mainlander, Metafizyka unicestwienia (fragment)</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.zacmienie.org/metafizyka-unicestwienia/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Ciemna noc duszy</title>
		<link>http://www.zacmienie.org/ciemna-noc-duszy/</link>
		<comments>http://www.zacmienie.org/ciemna-noc-duszy/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 23 Aug 2007 16:32:50 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zacmienie.org</dc:creator>
				<category><![CDATA[Cień]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://uraneus.ovh.org/?p=89</guid>
		<description><![CDATA[1. Ta ciemna noc jest to wpływ Boga na duszę, oczyszczającego ją z nieświadomości i niedoskonałości habitualnych, naturalnych i duchowych. (…)
2. Nasuwa się wątpliwość: dlaczego to światło Boże (oświecające i oczyszczające duszę z jej słabości) nazywa tu dusza nocą ciemną? Można odpowiedzieć, że dla dwóch powodów ta Mądrość Boża jest nie tylko nocą i mrokiem [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>1. Ta ciemna noc jest to wpływ Boga na duszę, oczyszczającego ją z nieświadomości i niedoskonałości habitualnych, naturalnych i duchowych. (…)</p>
<p>2. Nasuwa się wątpliwość: dlaczego to światło Boże (oświecające i oczyszczające duszę z jej słabości) nazywa tu dusza nocą ciemną? Można odpowiedzieć, że dla dwóch powodów ta Mądrość Boża jest nie tylko nocą i mrokiem dla duszy, lecz również jej udręką i męczarnią. Pierwszy powód, to wzniosłość tej Mądrości Bożej, która przekracza pojęcie duszy i tak staje się dla niej mrokiem. Drugi powód, to niskość i nieczystość duszy, i to właśnie jest dla niej udręką i utrapieniem, a również i ciemnością.</p>
<p>3. Dla uzasadnienia pierwszego powodu należy przytoczyć pewną naukę Filozofa, który wykazuje, że im bardziej rzeczy Boże są same w sobie jasne i zrozumiałe, tym bardziej w sposób naturalny są dla duszy ciemne i niezrozumiałe. Podobnie jak światło, im jest silniejsze, tym więcej oślepia wzrok sowy, lub jak słońce, które zaćmiewa władzę wzroku u tego, kto się weń wpatruje, ponieważ siła jego jest większa niż wytrzymałość wzroku.</p>
<p>Tak i owo boskie światło kontemplacji, skoro przenika do duszy, nie będącej jeszcze dostatecznie oświeconą, sprawia w niej ciemności duchowe. Nie tylko bowiem przekracza miarę jej pojemności, lecz również zaciemnia i pozbawia ją możności posługiwania się naturalną inteligencją. Z tych przyczyn św. Dionizy i inni teologowie mistyczni nazywają kontemplację wlaną <em>promieniem ciemności</em>. Odnosi się to do duszy jeszcze nie oczyszczonej i nie oświeconej ostatecznie, w której swoim nadmiernym światłem nadprzyrodzonym zwycięża i wyniszcza jej naturalne siły rozumowe.</p>
<p>Wyraził to Dawid w słowach: &#8220;obłok i mgła wokół Niego&#8221; (Ps 96, 2), czyli wokół Boga. (…)</p>
<p>4. Jasne jest również, że ta ciemna kontemplacja jest na początku męczarnią duszy. Albowiem boska wlana kontemplacja przynosi z sobą dobro najdoskonalsze, a dusza przyjmująca to dobro, nie będąc jeszcze doskonale oczyszczoną, ma w sobie wiele najgorszej nędzy. Dwie te sprzeczności zatem: dobro najwyższe i nędza największa nie mogą się pomieścić w jednym podmiocie, tzn. w duszy. Z konieczności zatem odczuwa dusza mękę i cierpienie, skoro zwalczają się w niej dwie przeciwności. Jedne występują przeciw drugim, a to z powodu oczyszczania duszy z niedoskonałości, które dokonuje się przez tę kontemplację. (…)</p>
<p>Z tego powodu jest ona na wskroś przejęta swą złością i nędzą. To <em>ciemne boskie światło</em> ukazuje jej naocznie wszystkie te nędze w takim stopniu, iż widzi jasno, że <em>sama z siebie nic uczynić nie może</em>.(&#8230;)</p>
<p>5. Tego wszystkiego dokonywa Bóg za pośrednictwem ciemnej kontemplacji. Dusza ogołocona z pojmowań i pozbawiona naturalnego oparcia cierpi w niej próżnię, co jest bardzo bolesne dla niej, coś tak, jakby komuś zatrzymano powietrze lub pozbawiono go oddechu. Nadto doznaje oczyszczenia, które niszczy, opróżnia i niweczy w niej wszystkie przywiązania uczuciowe i niedoskonałe nawyki, jakie zaciągnęła w całym życiu, tak jak ogień wypala zaśniedziałość i rdzę metalu. Ponieważ zaś owe niedoskonałości tkwią korzeniami w samej substancji duszy, odczuwa ona wewnętrzne wyniszczenie i męczarnie. Do tego dołącza się jeszcze ubóstwo i ogołocenie zarówno naturalne, jak i duchowe. Spełnia się na tej duszy to, co mówił Ezechiel: &#8220;Zgromadź kości, które ogniem podpalę, rozgotuje się mięso i uwarzy wszystka przyprawa, a kości się zeschną&#8221; (Ez 24, 10). W tym porównaniu można zrozumieć wielkość udręczenia, jakie dusza odczuwa w ubóstwie i opróżnieniu jej substancji, tak zmysłowej jak i duchowej. Wyraża to dalej tenże prorok Ezechiel, gdy mówi:<br />
&#8220;Wstaw też garniec próżny na węgle, żeby się rozpalił i rozpuściła się miedź jego i rozpłynęły się w nim nieczystości jego, i strawiła się rdza jego&#8221; (tamże, w. 11). Również i z tych słów można zrozumieć, jak wielkie utrapienie przechodzi dusza w tym oczyszczającym ogniu kontemplacji. Mówi bowiem prorok, że dla oczyszczenia leżącej na dnie duszy śniedzi odczuć potrzeba, aby ona sama wyniszczyła się niemal i unicestwiła. Tak głęboko bowiem wrosły w nią te namiętności i niedoskonałości.(&#8230;)</p>
<p align=right>Św. Jan od Krzyża<br />Ciemna noc duszy</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.zacmienie.org/ciemna-noc-duszy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Gnostycyzm, egzystencjalizm, nihilizm</title>
		<link>http://www.zacmienie.org/gnostycyzm-egzystencjalizm-nihilizm/</link>
		<comments>http://www.zacmienie.org/gnostycyzm-egzystencjalizm-nihilizm/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 04 Aug 2007 08:33:19 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zacmienie.org</dc:creator>
				<category><![CDATA[Cień]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://uraneus.ovh.org/?p=86</guid>
		<description><![CDATA[Poniższy tekst stanowi fragment rozdziału „Gnostycyzm, egzystencjalizm, nihilizm” z książki „Religia gnozy” Hansa Jonasa w tłum. Marka Klimowicza.
(&#8230;)Tym, co pierwotne byłoby przeto poczucie absolutnego pęknięcia istniejącego między człowiekiem a miejscem, które odkrywa jako swa tymczasowa siedzibę, czyli światem. Poczucie to zostanie rozwinięte i przybierze formę obiektywnej doktryny. Aspekt teologiczny tej doktryny wskazuje na obcość Boga [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><em>Poniższy tekst stanowi fragment rozdziału „Gnostycyzm, egzystencjalizm, nihilizm” z książki „Religia gnozy” Hansa Jonasa w tłum. Marka Klimowicza.</em></p>
<p>(&#8230;)Tym, co pierwotne byłoby przeto poczucie absolutnego pęknięcia istniejącego między człowiekiem a miejscem, które odkrywa jako swa tymczasowa siedzibę, czyli światem. Poczucie to zostanie rozwinięte i przybierze formę obiektywnej doktryny. Aspekt teologiczny tej doktryny wskazuje na obcość Boga względem fizycznego świata, na jego całkowite oddzielenie i obojętność wobec niego; wskazuje, że prawdziwy Bóg, w ścisłym sensie pozaświatowy, nie został objawiony przez ów świat, który nawet nie zawiera żadnych oznak mówiących o jego istnieniu i dlatego bóg ten jest Nieznany, całkowicie Inny, niepoznawalny za pomocą żadnych kategorii wziętych ze świata. Stosownie do tego, doktryna w swym aspekcie kosmologicznym głosi, iż świat jest tworem nie Boga, a pewnej niższej zasady, która narzuca światu swe prawo; natomiast jej antropologia stwierdza, iż wewnętrzna jaźń człowieka, <em>pneuma</em> („duch&#8221;, który przeciwstawiony zostaje „duszy&#8221; = <em>psyche</em>) nie jest częścią świata, nie należy do tworów natury i jej domeny, ale — znajdując się w obrębie świata — jest w tym samym stopniu całkowicie transcendentna i równie niepoznawalna przy użyciu jakichkolwiek światowych kategorii jak jej pozaświatowy odpowiednik — nieznany Bóg na zewnątrz.<br />
W systemach mitologicznych fakt stworzenia świata przez jakąś siłę osobową uważany jest zazwyczaj za rzecz oczywistą, choć niekiedy w jego powstaniu wydaje się mieć udział jakaś niemal bezosobowa konieczność mrocznego impulsu.(…) Ponieważ tego, wobec czego jaźń czuje się tak całkowicie obca, nie mógł stworzyć prawdziwy Bóg, w naturze przejawia się jedynie jej demiurg niskiego pochodzenia: jako moc o wiele niższa od Najwyższego Boga, na którą nawet człowiek może spoglądać z wyżyn swego pokrewnego bogu ducha, owo wypaczenie tego, co boskie, jakim jest demiurg, zachowuje zeń jedynie moc działania, wszelako działania ślepego, w którym wiedza i dobra wola są nieobecne. Dlatego to demiurg stworzył świat z niewiedzy i namiętności.<br />
Świat jest zatem rezultatem czy nawet ucieleśnieniem odwrotności <em>wiedzy</em>. Tym, co objawia, jest nieoświecona a przeto złowroga siła, wywodząca się z ducha nie znoszącej sprzeciwu mocy, z pragnienia, aby rządzić i zniewalać. Nierozumność tego pragnienia jest duchem świata, duchem, który nie ma nic wspólnego z rozumem i miłością. Prawa wszechświata wyrażają tę właśnie nierozumną zasadę a nie boską mądrość. W ten sposób naczelnym rysem kosmosu staje się <em>moc</em>, a jego wewnętrzną istotą jest niewiedza <em>(agnosia)</em>. (…)<br />
Ów wszechświat nie posiada już nic z czcigodności greckiego kosmosu. (&#8230;) Wprawdzie jest on nadal kosmosem, czyli porządkiem — ale jest to porządek okrutny, obcy dążeniom człowieka. Skazą natury jest nie tyle niedostatek porządku, co nazbyt powszechna jego doskonałość. Daleki od stanu chaosu twór demiurga, choć pozbawiony jest światła wiedzy, jest jednak systemem, którym rządzi prawo. Ale kosmiczne prawo, czczone niegdyś jako wyraz rozumu, z którym rozum ludzki może się kontaktować w akcie poznania, widziane jest teraz jedynie w aspekcie przymusu, który staje na drodze ludzkiej wolności. Kosmiczny logos stoików, który utożsamiany był z opatrznością, zastąpiony zostaje przez <em>haimarmene</em>, przygniatający kosmiczny los.<br />
Owym <em>fatum</em> kierują planety czy ogólnie gwiazdy, które są osobowymi reprezentantami surowego i nienawistnego prawa wszechświata. Zmianę w emocjonalnej treści terminu <em>kosmos</em> obrazuje najlepiej deprecjacja tej części widzialnego świata, która uprzednio uznana była za najbardziej boską, czyli sfer niebieskich. Gwiaździste niebo — które dla Greków począwszy od Pitagorasa było najczystszym ucieleśnieniem rozumu w ujmowanym zmysłowo wszechświecie i rękojmią jego harmonii &#8211; patrzyło teraz człowiekowi w oczy nieruchomym wzrokiem obcej potęgi i konieczności. Nie połączone już z człowiekiem więzami pokrewieństwa, choć równie potężne jak kiedyś, stały się gwiazdy tyranami — budzącymi przerażenie, lecz i pogardę, gdyż są od człowieka bytami niższymi. (…) Panujące tu prawo nie ma nic wspólnego z opatrznością i jest wrogie ludzkiej wolności. Pod bezlitosnym niebem, które nie wzbudza już przepojonej czcią ufności, człowiek uświadamia sobie, iż jest zupełnie sam. Otoczony przez nie i poddany jego potędze, a przecież odeń wyższy z racji szlachetności swej duszy, uważa on siebie nie tyle za cześć obejmującego go systemu, ile za istotę w niewytłumaczalny sposób w nim umieszczoną i wydaną na jego pastwę.<br />
I — podobnie jak Pascala — przejmuje go lek. Jego wyjątkowa w skali kosmicznej inność, którą objawia mu owo osamotnienie, znajduje gwałtowny wyraz w uczuciu leku. Lek jako reakcja duszy na jej fakt bycia-w-świecie to powtarzający się wątek w gnostyckiej literaturze. <em>Jest on reakcją jaźni na odkrycie własnej sytuacji, a w rzeczywistości sam jest elementem owego odkrycia: wskazuje na przebudzenie wewnętrznej jaźni z uśpienia i odurzenia przez świat.</em> Wpływ astralnych duchów czy też w ogóle kosmosu nie ma bowiem jedynie charakteru zewnętrznego przymusu, ale w większym jeszcze stopniu polega na przymusie wewnętrznym opartym na alienacji i wyobcowaniu od samego siebie. Stawszy się świadoma siebie samej, jaźń odkrywa również to, że nie kieruje sama własnym losem, lecz że jest raczej bezwolnym wykonawcą zamysłów kosmosu</em>. Z niewoli tej wyzwolić człowieka może wiedza, gnosis, ponieważ jednak kosmos przeciwny jest życiu i duchowi, zbawcza wiedza nie może mieć na celu integracji z kosmiczną całością i dostosowania się do jej praw, do czego zmierzała mądrość stoików, którzy wolności dopatrywali się w świadomej zgodzie na sensowną konieczność cechującą rzeczywistość jako całość. Gnostycy przeciwnie, <strong>pragnęli pogłębić alienację człowieka i doprowadzić ją do skrajności</strong>, był to bowiem ich zdaniem jedyny sposób, aby wewnętrzna jaźń zdobyła siebie samą. To świat, a nie alienacja wobec niego, musi być przezwyciężony, zaś świat sprowadzony do systemu, opartego na sile może być przezwyciężony tylko przy pomocy siły.(…)<br />
Transcendencja (…) nie jest istotą świata ani jego przyczyną, lecz jego negacją i unieważnieniem. Gnostycki Bóg, jako byt różny od demiurga, jest tym, który jest całkowicie odmienny, inny, nieznany. Podobnie jak w przypadku jego odpowiednika we wnętrzu człowieka, taksonomicznej jaźni czy <em>pneumy</em>, której ukryta natura również objawia się jedynie w formie negatywnego doświadczenia inności, nieokreśloności i otwarte manifestowanej nie dającej się zdefiniować wolności – <strong>pojęcie owego Boga zawiera w sobie więcej z <em>nihil</em> aniżeli z <em>ens</em>.</strong>(…)<br />
Nasze rozważania prowadzą nas na powrót do dualizmu pomiędzy człowiekiem a physis jako metafizycznego tła nihilizmu. Trudno nie zauważyć kardynalnej różnicy pomiędzy dualizmem gnostyckim a egzystencjalnym: człowiek gnostycyzmu rzucony jest we wrogą, antyboską, a więc i antyludzką naturę, człowiek nowożytny – w naturę obojętną. Jedynie w tym ostatnim przypadku opisana zostaje próżnia absolutna, czeluść rzeczywiście bezdenna. W koncepcji gnostyckiej to, co wrogie, demoniczne, ma charakter czegoś znanego, nawet biorąc pod uwagę jego obcość, a sam ten kontrast nadaje egzystencji kierunek – co prawda negatywny, ale taki, który ma swoje oparcie w negatywnej transcendencji, której jakościowym odpowiednikiem jest pozytywność świata. Tymczasem obojętnej naturze nowożytnej nauki nie przypisuje się już nawet tego nieprzyjaznego charakteru – nie daje ona podstaw do określenia jakiegokolwiek kierunku w ogóle.<br />
Nadaje to nihilizmowi nowożytnemu charakter nieskończenie bardziej krańcowy i rozpaczliwy od tego, jaki kiedykolwiek mógł mieć nihilizm gnostyczny, mimo całego jego przerażenia światem i wyzywającej pogardy wobec jego praw. Fakt, że sama natura jest obojętna, ani wroga ani przyjazna, stwarza prawdziwą otchłań. To, że tylko człowiek jest nieobojętny, że w swej skończoności zwrócony jest wyłącznie ku śmierci, sam na sam ze swoją przygodnością i obiektywnym bezsensem projektowanych przez siebie sensów, to sytuacja doprawdy bez precedensu.(…)</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.zacmienie.org/gnostycyzm-egzystencjalizm-nihilizm/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kosmogonia manichejska</title>
		<link>http://www.zacmienie.org/kosmogonia-manichejska/</link>
		<comments>http://www.zacmienie.org/kosmogonia-manichejska/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 02 Aug 2007 13:05:56 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zacmienie.org</dc:creator>
				<category><![CDATA[Cień]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://uraneus.ovh.org/?p=85</guid>
		<description><![CDATA[Poniższy tekst stanowi fragment rozdziału „Stworzenie, historia świata i zbawienie w nauce Maniego” z ksiązki „Religia gnozy” Hansa Jonasa w tłum. Marka Klimowicza. Streszcza on mit stworzenia świata w mitologii manichejskiej.
W wyniku pierwotnego ataku Ciemności na Światło, część Światłości zostaje uwięziona w sferze Ciemności, gdzie cierpi ogromną mękę. Miesza się tam z Ciemnością, musi więc [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><em>Poniższy tekst stanowi fragment rozdziału „Stworzenie, historia świata i zbawienie w nauce Maniego” z ksiązki „Religia gnozy” Hansa Jonasa w tłum. Marka Klimowicza. Streszcza on mit stworzenia świata w mitologii <a href="http://www.gnosis.art.pl/e_gnosis/aurea_catena_gnosis/dobkowski_manicheizm.htm">manichejskiej</a>.<br />
W wyniku pierwotnego ataku Ciemności na Światło, część Światłości zostaje uwięziona w sferze Ciemności, gdzie cierpi ogromną mękę. Miesza się tam z Ciemnością, musi więc być stworzone coś, co pozwoli je od siebie na powrót oddzielić – wszechświat:</em></p>
<p>Stworzenie makrokosmosu<br />
(…) Pierwszym krokiem było oddzielenie przez Żyjącego Ducha, w towarzystwie bogów, „mieszaniny&#8221; [światła i ciemności] od głównej masy Ciemności. Następnie „Król Światłości nakazał mu stworzyć obecny świat i uformować go z tych zmieszanych cząstek, aby wyzwolić owe cząstki Światłości od cząstek ciemnych&#8221;. W tym celu pokonano Archontów [ -strażników, demoniczne istoty], którzy wchłonęli Światłość [w swe ciała], <strong>zaś z ich skór i ciał uczynione zostało niebo i ziemia</strong>. Chociaż mówi się, iż Archonci przywiązani są do firmamentu (pozostając nadal złączeni ze swymi rozpiętymi <em>skórami, które tworzą niebo</em>), i choć mówi się również, że <strong>z ich mięsa i kości ukształtowane zostały ziemia i góry</strong>, bieg wydarzeń nie pozostawia wątpliwości, że wszystko to nie pozbawia ich demonicznego życia i że Ciemność w ogóle nie traci nic ze swej zdolności działania. Wszelako obraz ten niezwykle sugestywnie wyrażał charakterystyczne dla manichejskiego pesymizmu negatywne widzenie świata: <strong>wszystkie części natury, które nas otaczają pochodzą z nieczystych zwłok złych mocy</strong>. Jak to lapidarnie ujmował pewien persko-manichejski tekst, „świat jest ucieleśnieniem Arcy-Arymana [boga ciemności]&#8220;. Jest on wszakże również więzieniem dla mocy Ciemności, zamkniętych teraz w jego obrębie, z drugiej natomiast strony jest on dla Duszy miejscem oczyszczenia się(…).<br />
Wszelako utworzenie makrokosmosu wybawia jedynie niewielką cząstkę Światłości, „cała reszta jest nadal w niewoli, uciskana i pohańbiona&#8221;, a jej położenie opłakują niebianie.</p>
<p>Trzecie stworzenie: Wysłannik<br />
„Wówczas Matka Życia, Pierwszy Człowiek i Żyjący Duch wznieśli się w modlitwie i zaklinali Ojca Wielkości: &#8216;O, stwórz nowego boga i poucz go, by zstąpił w dół i zobaczył ów loch Demonów, i aby ustanowił roczny obrót Słońca i Księżyca i ochronę dla nich, i aby stał się wyzwolicielem i zbawcą owej światłości bogów, która od początku wszechrzeczy była zdobyczą Arymana, Demonów [etc.], i którą nawet obecnie trzymają w niewoli. Niech będzie wybawcą także tej światłości, która uwięziona jest w kosmicznych sferach nieba i ziemi i tam cierpi. Niech wiatrowi, wodzie i ogniowi przygotuje drogę i szlak wiodący do Najwyższego&#8217;. A Ojciec wielkości wysłuchał ich i powołał Wysłannika jako trzecie stworzenie. (…)&#8221;. Wysłannik udaje się ku statkom Światłości, które do tej pory stały w pogotowiu, uruchamia je i inicjuje obrót sfer. Obrót ten staje się narzędziem kosmicznego procesu zbawienia(…). Jest on mechanizmem służącym separacji i przeniesieniu uwięzionej w naturze Światłości ku górze.</p>
<p>Powstanie roślin i zwierząt<br />
Jednakże Wysłannik próbuje najpierw drogi krótszej: „Kiedy statki dotarły do środka niebios, Wysłannik objawił swoje formy męskie i żeńskie i stał się widzialny dla wszystkich Archontów, dzieci Ciemności, męskich i żeńskich. A na widok Wysłannika, którego formy były piękne, wszyscy Archonci zapałali żądzą do niego, męscy do jego postaci żeńskiej, zaś żeńscy do męskiej. A ogarnięci chucią zaczęli uwalniać Światło Pięciu Świetlistych Bogów, których pożarli&#8221;. (…) Oswobodzone Światło przyjmują aniołowie Światłości, oczyszczają go i załadowują na „statki&#8221;, które przeniosą go do jego ojczyzny. Ale problematyczny wybieg zastosowany przez Wysłannika, okazuje się być bronią obosieczną, ponieważ wraz ze Światłem z „ciała&#8221; Archontów wymyka się również taka sama ilość substancji ciemnej („grzechu&#8221;) i, przemieszana ze Światłem, także usiłuje przedostać się na statki Wysłannika. Świadomy tego Wysłannik ponownie ukrywa swą formę i, na ile to możliwe, rozdziela wytrysłą na podobieństwo nasienia mieszaninę. Podczas gdy czystsze cząsteczki wnoszą się w górę, części zanieczyszczone, tzn. zbyt ściśle powiązane z „grzechem&#8221;, spadają w dół na ziemię, gdzie ta — będąca wciąż mieszaniną — substancja formuje świat roślinny. A zatem wszystkie rośliny, „zboże, zioła i wszystkie korzenie i drzewa są stworami Ciemności a nie Boga, natomiast w tych formach i rodzajach rzeczy Bóstwo jest uwięzione&#8221;. Podobne pochodzenie, choć jeszcze bardziej nikczemne, przypisane zostaje światu zwierzęcemu, który powstał z poronionych na widok Wysłannika płodów córek Ciemności, i który również więzi świetlistą substancję.&#8217;&#8221;</p>
<p><strong>Stworzenie Adama i Ewy</strong><br />
Krótkotrwale objawienie przez Wysłannika jego form nie tylko prowadzi do powstania nowych rodzajów uwięzienia Światłości, ale również podsuwa Ciemności pomysł ostatniego i najbardziej skutecznego sposobu zachowania zagrożonej zdobyczy [tj. światłości], mianowicie przez związanie jej z formą najbardziej do niej dostosowaną. Formę ową zasugerował jej widok ujrzanej przez nią samej formy boskiej. Przewidywanie, że ciągły obrót sfer niebieskich doprowadzi ostatecznie do utraty całego Światła; ambicja stworzenia czegoś, co dorównywałoby tamtej wizji; nadzieja na wynalezienie w ten sposób najbezpieczniejszego więzienia dla obcej siły; i wreszcie pragnienie, aby w tym świecie posiadać jakiś substytut nieosiągalnej w inny sposób boskiej postaci, którą można rozporządzać i dzięki której można się czasem uwolnić od odrażającego towarzystwa istot tego samego rodzaju — wszystkie te motywy wpływają na to, iż Król Ciemności stwarza Adama i Ewę na podobieństwo tamtej przepięknej formy i napełnia ich całym Światłem, jakie pozostało mu jeszcze do dyspozycji. <em>Opis tej prokreacji jest wielce odpychający</em>, mowa jest w nim o kopulacji demonów męskich i żeńskich, o tym jak ich Król pożera ich własne potomstwo, itp. Natomiast sprawą najważniejszą, jaką fantazja ta wnosi do samej doktryny jest to, że podczas gdy powstanie roślin i zwierząt było niezaplanowane, było przypadkowym efektem spowodowanym taktycznymi posunięciami Światłości, <em>stworzenie człowieka jest zamierzonym kontrposunięcicm Ciemności w obliczu strategii Światłości</em> &#8211; niewątpliwie posunięciem pierwszorzędnym. Wykorzystanie zaś w tym celu samej formy boskiej w pomysłowy sposób przekształca największe zagrożenie dla panowania Ciemności w jej główną broń przeciw Światłości. Oto co zostało z biblijnej idei stworzenia człowieka na obraz boży! „Obraz&#8221; stał się narzędziem w rękach Ciemności, naśladownictwo nie tylko formą bluźnierstwa jako takiego, ale diabelską sztuczką skierowaną przeciw pierwowzorowi. Wszystkie bowiem źródła zgodne są co do tego, że skoro celem Ciemności jest przede wszystkim „niedopuszczenie do rozdzielenia Światła i Ciemności&#8221;, to w imitacji formy boskiej można było w postaci „duszy&#8221; uwięzić szczególnie <em>dużą</em> cząstkę Światłości i <em>skuteczniej</em> niż w jakiejkolwiek innej formie można ją było tam zatrzymać. (…)<br />
Ludzkie ciało jest substancją diabelską i — co nadaje mu charakter bardziej demoniczny niż posiada go świat — jest rezultatem diabelskiego <em>zamysłu</em>. (…)</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.zacmienie.org/kosmogonia-manichejska/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Cioran</title>
		<link>http://www.zacmienie.org/cioran/</link>
		<comments>http://www.zacmienie.org/cioran/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 30 Jul 2007 15:10:35 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zacmienie.org</dc:creator>
				<category><![CDATA[Cień]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://uraneus.ovh.org/?p=84</guid>
		<description><![CDATA[Dlaczego nie chcemy zaakceptować, że żywa medytacja nad śmiercią – tym najniebezpieczniejszym z zagadnień – jest możliwa do utrzymania? Śmierć nie jest czymś z zewnątrz, czymś ontologicznie różnym od życia, ponieważ śmierć niezależna od życia nie istnieje. Dostąpienie śmierci nie oznacza, jak się powszechnie wierzy (szczególnie chrześcijanie), wykonania ostatniego oddechu i przeniesienia się do obszaru [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Dlaczego nie chcemy zaakceptować, że żywa medytacja nad śmiercią – tym najniebezpieczniejszym z zagadnień – jest możliwa do utrzymania? Śmierć nie jest czymś z zewnątrz, czymś ontologicznie różnym od życia, ponieważ śmierć niezależna od życia nie istnieje. Dostąpienie śmierci nie oznacza, jak się powszechnie wierzy (szczególnie chrześcijanie), wykonania ostatniego oddechu i przeniesienia się do obszaru jakościowo różnego od życia. Oznacza raczej odkrycie drogi ku śmierci w biegu życia; odnalezienie we wszelkich oznakach życia immanentnej otchłani śmierci. Dla chrześcijaństwa i innych metafizycznych wierzeń w nieśmiertelność, dostąpienie śmierci jest triumfem, otwarciem ku innym obszarom metafizycznie różnym od życia. Dla mnie jednak jest przeciwnie, prawdziwy sens agonii zdaje się leżeć w odkryciu, że śmierć jest immanentną częścią życia…<br />
Dojrzeć, jak śmierć rozprzestrzenia się po świecie, jak zabija drzewo i przenika sen, jak wysusza kwiat czy cywilizację, jak zżera jednostkę czy kulturę niczym rdza, oznacza być poza łzami czy żalem, poza systemem i formą. Ten, kto nie doświadczył straszliwej agonii śmierci wypływającej i rozlewającej się jak krew, będącej jak duszący uścisk węża powodującego przerażające halucynacje, ten nie zna demonicznego charakteru życia i stanu wewnętrznego wrzenia, z którego powstaje wielkie przeobrażenie. Taki stan czarnego pijaństwa jest koniecznym warunkiem zrozumienia dlaczego ktoś pragnąłby natychmiastowego końca tego świata. To nie w świetlistym pijaństwie ekstazy niebiańskie wizje porywają swą wspaniałością wznosząc cię ku czystości sięgającej niematerialności, a w obłąkańczym, niebezpiecznym, rujnującym i wymęczającym czarnym pijaństwie, w którym śmierć ukazuje się ze straszliwą pokusą swych koszmarnych wężowych oczu. Doświadczyć takich wrażeń i obrazów oznacza być tak blisko samej esencji rzeczywistości, że zarówno życie jak i śmierć zrzucają swe iluzje, przybierając w tobie najdramatyczniejszą z form. Wyniosła agonia łączy życie i śmierć w straszliwym wirze. Życie jako powolna agonia na swej drodze ku śmierci to nic innego jak kolejna manifestacja demonicznej dialektyki życia, w której formy rodzą się tylko po to, by być niszczone…<br />
Poczucie nieodwołalnego, które jawi się jako nieuchronna konieczność podążania wbrew swym wewnętrznym tendencjom, pojąć można tylko poprzez demoniczność czasu. Przekonanie, że nie ma ucieczki przed nieubłagalnym losem i że czas nie może uczynić nic innego niż odsłonić ten dramatyczny proces rozpadu, jest wyrazem nieodwołalnej agonii. Czyż nicość nie jest wówczas zbawieniem? Lecz jak zbawienie może leżeć w nicości? Jeśli zbawienie jest niemal niemożliwe przez istnienie, jak miałoby być możliwe przez całkowity brak istnienia?<br />
Czy to możliwe, by istnienie było naszym wygnaniem a pustka naszym domem?</p>
<p align=right>Emil Cioran<br />- Na szczytach rozpaczy (fragm.)</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.zacmienie.org/cioran/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Archetyp cienia</title>
		<link>http://www.zacmienie.org/archetyp-cienia/</link>
		<comments>http://www.zacmienie.org/archetyp-cienia/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 27 Jul 2007 13:37:48 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zacmienie.org</dc:creator>
				<category><![CDATA[Cień]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://uraneus.ovh.org/?p=83</guid>
		<description><![CDATA[Psychologia Junga zakłada, że pewnych procesów nieświadomości, głównie w odniesieniu do sfery twórczości i religii, a na obszarze psychiatrii w stosunku do psychoz, nie tłumaczy teoria kompleksu Edypa i indywidualnego Cienia. W tle psychotycznych zaburzeń daje znać o sobie także Cień zbiorowy, nie pochodzący bezpośrednio z doświadczeń jednostki, ale będący wyrazem ułomnej kondycji ludzkiej &#8211; [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Psychologia Junga zakłada, że pewnych procesów nieświadomości, głównie w odniesieniu do sfery twórczości i religii, a na obszarze psychiatrii w stosunku do psychoz, nie tłumaczy teoria kompleksu Edypa i indywidualnego Cienia. W tle psychotycznych zaburzeń daje znać o sobie także Cień zbiorowy, nie pochodzący bezpośrednio z doświadczeń jednostki, ale będący wyrazem ułomnej kondycji ludzkiej &#8211; symbol <strong>Cienia uniwersalnego</strong>, zła, śmierci, nicości itp. W psychologii Junga tę część nieświadomości określa się mianem archetypu Cienia. Należy on do nieświadomości zbiorowej, jak inne archetypy i instynkty.<br />
Struktura archetypu Cienia uwidacznia się wyraźnie w ambiwalentnych, numinalnych przeżyciach dzieci przed wykształceniem się kompleksu ego. W tym okresie każde doświadczenie niemocy, niewiedzy, lęku i inne negatywne przeżycia mogą symbolizować się w wyobrażenia archetypowe. Niekiedy obrazy Cienia (szatan, piekło, śmierć) pojawiają się jako spontaniczne projekcje bez istotnej przyczyny zewnętrznej.<br />
Nieprawidłowy rozwój, głębokie urazy w dzieciństwie, czynniki wrodzone mogą doprowadzić do tego, że archetyp Cienia uwalnia się z nieświadomości zbyt wcześnie, tzn. zanim wykształci się dojrzałe ego. Dochodzi wtedy do zlania się Cienia indywidualnego z archetypem Cienia. Urazy indywidualne „zlepiają&#8221; się, mieszają z symbolem Cienia. Taki zlepek Cienia indywidualnego z przedwcześnie uruchomionym Cieniem archetypowym jest najtrudniejszym do przemiany i terapii kompleksem Cienia.<br />
Kiedy archetyp Cienia „wkracza&#8221; do świadomości przed ukształtowaniem się w miarę stabilnego i pozytywnego poczucia „ja&#8221;, dochodzi do wbudowania Cienia w podstawy osobowości — <strong>inicjacji negatywnej</strong>.  (…) Ogólnie mówiąc, dzieje tak wskutek przykrych i trudnych doświadczeń urazowych, przekraczających możliwości emocjonalnego zrozumienia ich i zaakceptowania jako czegoś naturalnego przez psychikę małego dziecka.<br />
Siła urazowego doświadczenia spycha małe ego dziecka bezpośrednio do poziomu Cienia archetypowego. Psychika dziecka nie potrafi utworzyć „śmietnika psychicznego” w postaci indywidualnego, „prywatnego&#8221; Cienia. Trudną sytuację dziecko przeżywa magicznie, na poziomie symbolicznym, ulegając nieopanowanej energii nieświadomości. Nie dostrzega szans obrony, nie wiedząc, skąd bierze się przeżywane zło. Staje się ono złem abstrakcyjnym (archetypowym) lub ulega introjekcji (samo dziecko czuje się złe). Jako archetyp wnosi on zarazem coś sakralnego, boskiego, może dawać nawet przedsmak autentycznej duchowości (moc, terror nieświadomości przeżywane są jako coś sakralnego).<br />
Psychika dziecka podejmuje próby uruchomienia mechanizmów obronnych, osłabiających ciężar urazu i chroniących przed zbyt głębokim zranieniem. Musi być jednak spełniony podstawowy warunek – możliwość psychicznej więzi dziecka z bliską osobą (pozytywny biegun), tworzącą zastępczy ośrodek identyfikacji. Daje to możliwość psychicznej separacji od rany psychicznej, tzn. od Cienia (biegun negatywny), np. poprzez projekcję uczuć pozytywnych (akceptacja, nadzieja) na osobę opiekuna.<br />
Możliwość projekcji Cienia, czyli rzutowania Cienia na otoczenie, stwarza dzieciom np. koncepcja Baby Jagi jako sprawczyni wszelkiego zła. Brak osoby pozytywnej, z którą dziecko może się identyfikować, sprawia, że jedynym obiektem identyfikacji są obrazy z fantazji (sztuka, literatura) lub  &#8211; wskutek wyczerpania mechanizmu projekcji &#8211; rana i przeżywane zło.</p>
<p align="right">Z. W. Dudek<br />- Podstawy psychologii Junga</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.zacmienie.org/archetyp-cienia/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Ciemna strona światła</title>
		<link>http://www.zacmienie.org/ciemna-strona-swiatla/</link>
		<comments>http://www.zacmienie.org/ciemna-strona-swiatla/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 18 Jul 2007 14:47:16 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zacmienie.org</dc:creator>
				<category><![CDATA[Cień]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://uraneus.ovh.org/?p=81</guid>
		<description><![CDATA[Poniższy tekst stanowi moje, okrojone nieco tłumaczenie pierwszego rozdziału książki &#8220;Black Sun &#8211; the alchemy and the art of darkness&#8221; Stantona Marlana. Dysponuję także pełnym tekstem rozdziału, który chętnie udostępnię zainteresowanym.
Dojrzawszy jak materia staje się czarna, raduj się, bo jest to początek dzieła.
-Rosarium philosophorum
Jung rozpatrywał alchemię w sposób, w jaki nieliczni &#8211; jeśli ktokolwiek &#8211; [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><span style="font-size: xx-small;"><em>Poniższy tekst stanowi moje, okrojone nieco tłumaczenie pierwszego rozdziału książki &#8220;Black Sun &#8211; the alchemy and the art of darkness&#8221; Stantona Marlana. Dysponuję także pełnym tekstem rozdziału, który chętnie udostępnię zainteresowanym.</em></span></p>
<p>Dojrzawszy jak materia staje się czarna, raduj się, bo jest to początek dzieła.<br />
-Rosarium philosophorum</p>
<p><a href="http://www.zacmienie.org/Pliki/putrefactio.jpg" target="blank" rel="lightbox[28]"><img src="http://www.zacmienie.org/Pliki/nigredo.jpg" alt="" /></a>Jung rozpatrywał alchemię w sposób, w jaki nieliczni &#8211; jeśli ktokolwiek &#8211; wcześniej to sobie wyobrażał. Dla większości, alchemia została zdegradowana do statusu historycznego anachronizmu lub też ukryta w ezoterycznym okultyzmie. Współczesny umysł wyobraża sobie alchemika jako kogoś pracującego w laboratorium, beznadziejnie usiłującego przemienić ołów w złoto. W najlepszym razie ich praktyki były widziane jako prekursorskie dla nowoczesnej nauki, jaką jest chemia.<br />
Jung rozpoczął swoją refleksję z podobnym nastawieniem, lecz gdy jego badania zaszły głębiej, doszedł do wniosku, że alchemicy mówili symbolicznie o ludzkiej duszy i pracowali równie mocno za pomocą dosłownych składników swojej sztuki, jak za pomocą wyobraźni. Złoto, które starali się wyprodukować, nie było pospolitym czy wulgarnym złotem, lecz <em>aurum non vulgi</em> albo <em>aurum philosophicum</em> – złotem filozoficznym. Ich dążeniem było stworzenie wyższego człowieka i udoskonalenie natury. W wywiadzie w 1952 na konferencji w Eranosie, Jung stwierdził, że „operacje alchemiczne były prawdziwe, jedynie ich rzeczywistość nie była fizyczna a psychologiczna. Alchemia reprezentuje projekcję kosmicznego i duchowego dramatu w warunki laboratoryjne. <em>Opus magnum</em> miało dwa cele: uratować ludzką duszę i zbawić kosmos.” To posunięcie przywiodło alchemię ku królestwu współczesnej myśli i stało się początkiem uznanej psychologii alchemii.<br />
Ujrzenie alchemii w ten sposób – jako psychologicznej i symbolicznej sztuki – było dla Junga dużym przełomem oraz kluczem do jej tajemnic. Dalsza eksploracja i rozwinięcie tego wglądu ostatecznie doprowadziły Junga do ujrzenia w alchemii podstawowego źródła, podłoża i potwierdzenia jego psychologii nieświadomości. Metaforyka i idee alchemii zawładnęły jego wyobraźnią &#8211; jej smoki, cierpiąca materia, pawie ogony, alembiki, atanory, czerwone i zielone lwy, królowie i królowe, rybie oczy, odwrócone drzewa filozoficzne, salamandry, hermafrodyty, czarne słońca i biała ziemia, metale (ołów, srebro i złoto), kolory (czarny, biały, żółty i czerwony), destylacja i koagulacja, i całe bogactwo łacińskich terminów. Wszystkie te obrazy były dla Junga najlepszym możliwym wyrazem psychicznej tajemnicy którą ogłaszały, umacniając jego dojrzewającą wizję analogii istniejącej między alchemią i jego własną psychologią nieświadomości. Jung widział te obrazy jako projekcję, którą alchemicy wykonywali w materię. <strong>Ich wysiłek polegał na przywróceniu jedności rozdzielonym częściom psyche, tworząc „chemiczne zaślubiny”. Jako ostateczny cel alchemii Jung widział złączenie rozbitych części duszy, symbolicznie reprezentowanego jako stworzenie lapisu, kamienia filozoficznego.</strong> Podobnie psychologia Junga pracuje z konfliktami i rozpadem w życiu psychicznym i próbuje przynieść tajemniczą „unifikację” którą nazywa Całością.</p>
<p>W Mowach C. G. Junga, opisuje on proces alchemiczny jako „trudny i usiany przeszkodami; dzieło alchemiczne jest niebezpieczne. Już na samym początku spotykasz ‘smoka’, chtonicznego ducha, ‘diabła’, lub, jak to alchemicy nazywali, ‘czerń’, nigredo. Spotkanie to rodzi cierpienie”. Mówi następnie, że „w ujęciu psychologicznym, dusza wrzucona zostaje w spazmy melancholii, zamknięta w swej walce z ‘cieniem’”. Czarne słońce, Sol Niger, jest jednym z najważniejszych obrazów reprezentujących tę fazę procesu i ten stan duszy. Zazwyczaj ów wizerunek jest widziany jako faza specyficzna dla wczesnego etapu dzieła i mówi się że znika „gdy nadchodzi ‘świt’ (aurora)”. Przeważnie czerń ulega rozpuszczeniu, a wówczas „’diabeł’ nie posiada już autonomicznego bytu, wracając do głębokiej jedności z psyche. Wówczas opus magnum dobiega końca: ludzka dusza staje się całkowicie zespolona”. (…)<br />
<a href="http://www.zacmienie.org/Pliki/web.jpg" target="blank" rel="lightbox[28]"><img src="http://www.zacmienie.org/Pliki/web1.jpg" alt="" /></a>W kilku miejscach swych zebranych dzieł, Jung pisze o Sol Niger jako potężnym i bardzo ważnym wizerunku podświadomości. Rozpatrzenie go w kontekście nieświadomości oznacza zarówno rozpoznanie jego ogromu i nieznanych jakości, jak i umiejscowienie go w historycznym kontekście psychologii głębi oraz usiłowań ludziej psyche by przedstawić to, co nieprzedstawialne. Wyobrażanie sobie Sol Niger w ten sposób to jego ujęcie najogólniejsze, Jung wyciągnął jednak z literatury alchemicznej bogatą i złożoną, wcześniej zupełnie porozrzucaną fenomenologię tego obrazu. Czarne słońce, czerń, <em>putrefactio, mortificatio, nigredo</em>, zatrucie, tortury, zabijanie, rozkład, gnicie i śmierć – wszystkie tworzą rodzaj sieci wzajemnych powiązań, która opisuje przerażające, nawet jeśli najczęściej tylko tymczasowe, zaćmienie świadomości lub naszego świadomego punktu widzenia.<br />
<em>Nigredo</em>, początkowa czarna faza alchemicznego dzieła, uznawana była za najbardziej negatywną i trudną operację w alchemii, a także za jedną z najbardziej numinalnych. Jednak nieliczni poza Jungiem autorzy zbadali ten motyw w jego mnogich obliczach. Poza aspektami już opisanymi, Jung widzi w owym wizerunku czerni pewne nieprzejawione utajenie, cień słońca a także Inne Słońce, powiązane zarówno z Saturnem jak i Jahwe, <em>primus anthropos</em>. Przeważnie Sol Niger jest zrównywany i rozumiany tylko w swym aspekcie nigredo, podczas kiedy jego bardziej wysublimowany wymiar – jego świetlistość, jego ciemna iluminacja, jego Eros i mądrość – pozostają w nieświadomości. (…)<br />
Wyobrażam sobie moją pracę nad czarnym słońcem jako eksperyment w dziedzinie alchemicznej psychologii. Jego przedmiotem będzie ten trudny i enigmatyczny obraz, oraz nasze rozumienie ciemności. Moim stanowiskiem jest, że historycznie ciemność nie była traktowana serdecznie, pozostając w domenie nieświadomości oraz stając się jej metaforą. Była ona widziana głównie w swym negatywnym aspekcie, jako fenomen drugorzędny, materia formująca cień – coś do zintegrowania, do przejścia i pozostawienia za sobą. W ten sposób jej nieodłączne znaczenie zostaje często pominięte. Podejście to zostało utrwalone także w alchemii, która umiejscawia ciemność na początku pracy i widzi ją głównie przez pryzmat nigredo. A jednak, w sposobie w jaki używa wizerunku czarnego słońca istnieje sugestia ciemności, która lśni. To właśnie blask tego paradoksalnego wizerunku przyciągnął moją uwagę. Jak możliwe jest wyobrażenie sobie ciemności wypełnionej światłem czy też blasku, który zawiera w sobie zarówno światło jak i mrok? (…)<br />
Jung odnotował, że ciemność „ma swój własny, osobliwy intelekt i swą własną logikę, które powinny być brane bardzo poważnie”, i jest moim zamiarem oddać ciemności sprawiedliwość i wkroczyć do jej królestwa by dowiedzieć się więcej o jej tajemnicach. Takie kierowanie się w stronę ciemności jest dziwnym odwróceniem naszych zwykłych skłonności. Aby pełniej zrozumieć zwrot w stronę ciemności, koniecznym będzie uprzednio zatrzymać się na chwilę i rozważyć, jak bardzo historyczny prymat światła wpłynął na nasze rozumienie świadomości.<br />
Obraz światła i odpowiadająca mu metafora słońca przeplatają się w sposób fundamentalny z historią świadomości. Nasz język ukazuje wszechobecność tych wizerunków, trudno jest unaocznić sobie sposób myślenia, który by na nich nie polegał. Metafory te można odnaleźć szeroko rozpowszechnione w micie, nauce, filozofii, religii i alchemii. Nasz język jest pełen metaforyki iluminacji: naświetlić coś, rozjaśnić coś, oświecić, i tak dalej.(…)<br />
W swych alchemicznych pismach, Jung rozpoznaje istotne znaczenie słońca i światła twierdząc, że dusza jest „okiem, którego przeznaczeniem jest widzieć światło”. Podobnie James Hillman, jungowski analityk oraz założyciel psychologii archetypalnej, zastanawia się, czy istoty ludzkie są „heliotropiczne, fundamentalnie dostosowane do światła”. Moc tego obrazu została rozpoznana także przez postmodernistycznego filozofia Jacquesa Derridę, który powiedział: „za każdym razem, kiedy występuje metafora, tam bez wątpienia jest też gdzieś i słońce, a ilekroć występuje słońce, rozpoczyna się metafora.”<br />
Znaczenie metafory słońca śledzone jest dalej przez Mircea Eliadego, historyka i badacza religii, który uznał, że istnieje związek pomiędzy kultem słońca a rozprzestrzenieniem się cywilizacji i królestw. Eliade dokumentuje dominację słonecznych religii: „Wszędzie, gdzie historia maszeruje dzięki królom, bohaterom bądź cesarstwom, tam włada słońce”. Majestat słońca użyczył swej mocy nadając znaczenia osobie króla oraz jego urzędowi. (…)<br />
Tradycyjnie, słońce było kojarzone z męskimi atrybutami patriarchalnej kultury, lecz atrybucja ta została zrelatywizowana i zdestabilizowana przez takie teksty jak <em>Zaćmienie słońca</em> Janet McCritchard, która przedstawia jak w rozległym zakresie czasu i kultury ze słońcem łączony był szeroki wachlarz atrybutów żeńskich. Mimo to, mając na uwadze „męską” psyche, słońce, szczególnie w relacji do króla, uznawane było za przedstawienie Boga na ziemi. Królowie byli uznawani za świętych.<br />
W uogólnieniu, Król Słońce odzwierciedla siłę dominującą w historycznej, kulturowej i psychicznej rzeczywistości. Jako postać wewnętrzna, jest fundamentalna dla dobrze funkcjonującej psyche. Istnieje długotrwała tradycja, w której Król i Słońce odzwierciedlają jakości racjonalnego porządku, stabilności, siły życiowej, witalności, błogosławieństwa, radości i światła. Słońce i Król rozświetlają świat. (…)<br />
Moore i Gillette zaobserwowali, że kiedy Król siedzi na swym tronie stanowiąc centrum świata, „świat” zaczyna być definiowany jako ta część rzeczywistości, która została zorganizowana i podlega rozkazom Króla. To, co leży poza granicami jego wpływu jest niestworzone, stanowi chaos i demoniczny nie-świat. Sytuacja ta przygotowuje scenę dla masowych represji i dewaluacji „ciemnej strony” życia psychicznego. Tworzy totalność, która odrzuca wszelką przeszkodę i odmawia wszelkiej innej formy w swym narcystycznym zamknięciu. (…)<br />
<a href="http://www.zacmienie.org/Pliki/jesc.jpg" target="blank" rel="lightbox[28]"><img src="http://www.zacmienie.org/Pliki/jesc2.jpg" alt="Głodny król" /></a>Jako archetypalne zasady, Słońce i Król nie są same w sobie niszczycielskie lub problematyczne dla kultury czy życia psychicznego ludzi. Przeciwnie, jak wspomniano wcześniej, wspomagają życie i są zasadnicze dla psyche. Problem zaczyna się, gdy te archetypalne siły przytłaczają dopiero rozwijające się lub niedojrzałe ego, przyczyniając się do jego inflacji lub zepsucia. Gdy ego identyfikuje się z ponadosobową władzą Króla, Tyran jest blisko a energia Króla może stać się pożerająca. W skrócie, w archetypalnej psyche Król i Tyran to bracia.</p>
<p>Jako postać wewnętrzna, prymitywny król musi przejść transformację nie tylko w naszej kulturze, ale także w życiu ludzi. Alchemia rozpoznaje ten fakt, widząc że z początku Król jest surową materią kamienia filozoficznego i musi zostać oczyszczony i uszlachetniony, przechodząc serię alchemicznych procesów, ostatecznie umierając i rodząc się ponownie.<br />
W alchemii proces umierania, zabijania i czernienia jest częścią operacji uśmiercania (mortificatio). Operacja ta jest niezbędnym składnikiem transformującego procesu, którym podlegają Król oraz inne wizerunki <em>prima materia</em>, takie jak Słońce, Smok, Ropucha i stan niewinności. Edinger poświęca temu procesowi rozdział swojej <em>Anatomii psyche</em>. Proces mortificatio „oznacza ciemność, przegraną, torturę, okaleczenie, śmierć i gnicie. Proces gnicia nazywany jest putrefactio &#8211; rozkładem, który niszczy organiczne ciała.”<br />
Alchemiczne drzeworyty pomagają nam zwizualizować ten proces. (…) Te potężne i złożone wizerunki poddają się licznym interpretacjom, lecz generalnie zdają się one odzwierciedlać mnogie aspekty procesu uśmiercania, koniecznego dla alchemicznej transformacji. Jej przedmiot przedstawiany jest często jako stary król, smok, ropucha lub słońce, będące ranione lub zabijane przez pałkę, miecz czy truciznę, albo też topione lub pożerane. Fenomenologia tego procesu nakierowana jest na zastąpienie lub zamianę starej dominującej funkcji świadomego ego lub niedojrzałego, instynktownego stanu nieświadomej psyche. Rana lub śmierć przygotowuje pierwotne ja do zasadniczej przemiany.<br />
<a href="http://www.zacmienie.org/Pliki/toniecie.jpg" target="blank" rel="lightbox[28]"><img src="http://www.zacmienie.org/Pliki/toniecie2.jpg" alt="" /></a>W „Śmierci króla” Stoliciusa, widzimy króla siedzącego na tronie. Dziesięć postaci stojących za nim w szeregu przygotowuje się do zatłuczenia go na śmierć. W innej grafice zatytułowanej „Sol i Luna zabijają smoka”, widzimy słońce i księżyc mające zatłuc smoka pałkami. Jak odnotowano, istota ta jest „uosobieniem instynktualnej psyche”.(…) Obraz zawarty w Tańcu Śmierci Hansa Holbeina przedstawia Śmierć nalewającą królowi napój. Motyw zatrucia wiąże się także z alchemicznym wizerunkiem Ropuchy, która jest symbolicznym wariantem „trującego smoka” i reprezentuje rezultat niepowściągliwego, nieustrukturyzowanego życia. „Ropucha jako <em>prima materia</em> topi się w swej własnej chciwości i swym głodzie. Ginie, staje się czarna, gnije i napełnia się trucizną”. Alchemik podgrzewa pozostałości ropuchy a jej kolor zmienia się „z czarnego na wiele kolorów po biały i ostatecznie czerwony”, wskazując na transformujący proces. Trucizna którą zawiera jest wówczas przemieniona w <em>pharmakon</em>, eliksir który może doprowadzić do śmierci i/lub do regeneracji.<br />
Inny dobrze znany wizerunek uśmiercenia króla odnaleźć można w alchemicznym dziele <em>Splendor Solis</em>. Król będący w tle tonie i przechodzi proces <em>solutio</em>. Reprezentuje on rozdmuchane ego rozpuszczające się w swoich własnych nadmiernie wezbranych wodach. Powiedziane jest, że proces ten umożliwia królowi odmłodnienie. Inne alchemiczne wizerunki, takie jak ilustracje zranienia Sol i Luny w wykonaniu siedemnastowiecznego rytownika Baltazara Schwana przedstawiają przeniknięcie nieświadomości w struktury świadomego ego. W tej dobrze znanej grafice, Słońce jest zranione przez ugryzienie zielonego lwa, który pożera je z wolna, a jego krew leje się na ziemie.<br />
<a href="http://www.zacmienie.org/Pliki/lew.jpg" target="blank" rel="lightbox[28]"><img src="http://www.zacmienie.org/Pliki/lew1.jpg" alt="" /></a> Przedstawiony na emblemacie pożerający aspekt lwa został pierwszy raz dołączony do szesnastowiecznego manuskryptu Rosarium Philosophorum. Abraham zrównuje słońce z alchemiczną surową materią, „’złotem’, które jest pożerane i rozpuszczane, aby otrzymać zeń ‘spermę’ złota, żywe nasienie, z którego wyrosnąć może czyste złoto.”<br />
Chodziło o to, że surowa energia solarna musi ściemnieć i przejść proces uśmiercania, który zredukowałby ją do jej pierwotnej materii. Tylko wówczas twórcze energie mogą dać oczyszczony produkt. W wizerunku tym, sperma złota nie odnosi się do zwykłego płynu nasiennego mężczyzny, a raczej do „półmaterialnej zasady” lub <em>aurora seminales</em>, płodnej potencjalności, która przygotowuje Słońce na święte małżeństwo ze swym odpowiednikiem, ciemnością, które dać ma filozoficzne dziecię lub kamień, i które jest karmione merkuriuszową krwią płynącą z raniącego spotkania Lwa i Słońca. Krew – nazywana czerwoną rtęcią – uznawana jest za doskonały rozpuszczalnik.<br />
Psychologicznie, w ranie istnieje posilenie. Kiedy płynie psychologiczna krew, może ona rozpuścić zesztywniałe blokady. Stać się to może początkiem prawdziwej produktywności. W snach, wizerunek krwi często oznacza chwilę, w której możliwe są prawdziwe uczucia i prawdziwa zmiana. Motyw rany może także sugerować ukrytą niewinność, która również podlega uśmierceniu. Zielony kolor lwa, który określany jest „zielonym złotem”, sugeruje coś niedojrzałego lub niewinnego, jak również wzrost i płodność.<br />
Alchemicy wyobrażali sobie tę niewinność, nazywając ją czasem dziewiczym mlekiem, jako stan pierwotny, coś bez Ziemi, co jeszcze nie poczerniało. Typowe fantazje na temat dziewiczego mleka są często podtrzymywane emocjonalnie nawet u ludzi intelektualnie rozwiniętych i wyrafinowanych. Nieświadomie utrzymywane idee mogą zawierać takie sentymenty jak „Życie powinno być uczciwe”, „Bóg mnie ochrania i opiekuje się mną jak dobry rodzic”, „Złe rzeczy mi się nie przytrafią, bo żyłem zgodnie z taką a taką zasadą”, „Byłem dobry lub wierny, jadłem zdrową żywność i dużo ćwiczyłem”, i tak dalej. Kiedy życie nie potwierdza takich idei, niewinne, słabe lub niedojrzałe ego doznaje rany i często zostaje owładnięte uczuciem krzywdy, żalu się nad samym sobą, ucisku, napaści i/lub bycia ofiarą.<br />
Zranione ego może nosić tę ranę na wiele sposobów. Proces ciemnienia może doprowadzić do pewnego rodzaju ślepoty i niebezpiecznego zastoju duszy, która zostaje wówczas uwięziona w swej ranie, w bólu lub wściekłości, zamarznięta w lód lub w kamień bądź znieruchomiała w ogniu. Z alchemicznego punktu widzenia, te niewinne postawy muszą przejść proces uśmiercenia – i to te niewinne postawy oczekują na alchemiczny proces. Hillman zauważa, że czernienie rozpoczyna się wraz z „wypaleniem, krzywdą, klątwą, gniciem niewinności duszy, jej rozkładem i zepchnięciem do nigredo.(…)<br />
Jak to ujął Edinger dusza „wkracza do wrót ciemności”. Jung opisuje zejście w ciemność jako nekyia. W <em>Psychologii a Alchemii</em>, Jung używa tego greckiego słowa by opisać „’podróż do Hadesu’, zejście do krainy umarłych”. W mitach istnieją bardzo liczne przykłady tego rodzaju podróży.(…) Jak zauważa Edinger, „motyw ten nie ma narodowych czy rasowych granic. Odnaleźć go można wszędzie, bowiem odnosi się do wrodzonego, koniecznego ruchu psychicznego który prędzej czy później musi mieć miejsce, kiedy świadome ego wyczerpało zasoby i energię danej postawy życiowej”.<br />
<a href="http://www.zacmienie.org/Pliki/potepieni.jpg" rel="lightbox[28]"><img src="http://www.zacmienie.org/Pliki/potepieni1.jpg" alt="" /></a>Jak to ujął Edinger dusza „wkracza do wrót ciemności”. Jung opisuje zejście w ciemność jako nekyia. W <em>Psychologii a Alchemii</em>, Jung używa tego greckiego słowa by opisać „’podróż do Hadesu’, zejście do krainy umarłych”. W mitach istnieją bardzo liczne przykłady tego rodzaju podróży.(…) Jak zauważa Edinger, „motyw ten nie ma narodowych czy rasowych granic. Odnaleźć go można wszędzie, bowiem odnosi się do wrodzonego, koniecznego ruchu psychicznego który prędzej czy później musi mieć miejsce, kiedy świadome ego wyczerpało zasoby i energię danej postawy życiowej”.</p>
<p>W alchemii, utrata światła świadczy o wypaleniu duszy, wysuszeniu i odarciu, które pozostawia jedynie kości. Przedstawione zostało to w ilustracji 1.7, którą Fabricius nazywa „Lęk i groza potępionych”.<br />
W alchemicznym tekście Splendor Solis (1582), śmierć przedstawiona jest jako czarne słońce wypalające opustoszały krajobraz. To właśnie do tego wypalonego miejsca musimy wejść, jeśli chcemy zrozumieć Sol Niger oraz proces nigredo.<br />
<a href="http://www.zacmienie.org/Pliki/bsun.jpg" target="blank" rel="lightbox[28]"><img class="centered" src="http://www.zacmienie.org/Pliki/bsun1.jpg" alt="" /></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.zacmienie.org/ciemna-strona-swiatla/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Cień i ciemność</title>
		<link>http://www.zacmienie.org/cien-i-ciemnosc/</link>
		<comments>http://www.zacmienie.org/cien-i-ciemnosc/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 02 Jul 2007 13:53:02 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zacmienie.org</dc:creator>
				<category><![CDATA[Cień]]></category>
		<category><![CDATA[Proza]]></category>
		<category><![CDATA[Thomas Ligotti]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://uraneus.ovh.org/?p=67</guid>
		<description><![CDATA[- Fragment opowiadania &#8220;Cień i ciemność&#8221;, jedyne wydane w Polsce opowiadanie Thomasa Ligottiego. Znajduje się ono w zbiorku &#8220;999 &#8211; antologia opowiadań niesamowitych&#8221;. Pełny tekst dostępny tutaj.
&#8220;Podczas tego okresu, o którym mówię – a także przez większość mojego życia – usiłowałem wykorzystać jakoś mój umysł, szczególnie do stworzenia dzieł sztuki w jedyny sposób, jaki uważałem [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><em>- Fragment opowiadania &#8220;Cień i ciemność&#8221;, jedyne wydane w Polsce opowiadanie Thomasa Ligottiego. Znajduje się ono w zbiorku &#8220;999 &#8211; antologia opowiadań niesamowitych&#8221;. Pełny tekst dostępny <a href="http://www.zacmienie.org/Pliki/cien_i_ciemnosc.pdf">tutaj</a>.</em></p>
<p><img float=left src="http://www.zacmienie.org/Pliki/Czarne/bs.jpg" align="left" height="190" width="190" />&#8220;Podczas tego okresu, o którym mówię – a także przez większość mojego życia – usiłowałem wykorzystać jakoś mój umysł, szczególnie do stworzenia dzieł sztuki w jedyny sposób, jaki uważałem z możliwy, a więc używając mojego umysłu lub wyobraźni albo zdolności twórczych. Krótko mówiąc, próbowałem wykorzystać jakąś moc lub zdolność tego, co niektórzy ludzie nazywają duszą lub duchem czy po prostu osobowością. Kiedy jednak upadłem na podłogę tej galerii sztuki, a później znalazłem się w szpitalu, doświadczając niezwykle ostrego bólu brzucha, zdałem sobie sprawę z tego, iż nie mam żadnej duszy ani wyobraźni, którą mógłbym wykorzystać, że nie ma niczego, co mógłbym nazwać duszą lub jaźnią. Wszystko to bzdury i złudzenia. Podczas ostrych skurczów układu pokarmowego zrozumiałem, że jedyną istniejącą rzeczą jest moje nieprzeciętnie duże ciało. I uświadomiłem sobie, że to ciało nie ma innego przeznaczenia prócz funkcjonowania i odczuwania bólu, a także nie będzie niczym innym niż jest — nie artystą czy jakimkolwiek twórcą, lecz po prostu masą ciała, układem tkanek, kości i tym podobnych rzeczy, masą odczuwającą ból wywołany zaburzeniami trawienia, a więc jeśli zrobię cokolwiek, co nie wynika bezpośrednio z tych faktów, na przykład stworzę dzieło sztuki, będzie to całkowicie i nieodwołalnie błędne i nierealne. Jednocześnie zdałem sobie sprawę z istnienia siły stojącej za moim głębokim pragnieniem zrobienia czegoś i stania się kimś, a szczególnie stworzenia takiego nieodwołalnie błędnego i nierealnego dzieła sztuki. Innymi słowy, zrozumiałem, co naprawdę kieruje moim ciałem. (…)<br />
— To wszystko jest bardzo, bardzo proste — ciągnął artysta. — Nasze ciała są zaledwie manifestacją energii, aktywującą siłą, która wprawia w ruch wszystkie formy życia na tym świecie, pozwalając im egzystować. Ta aktywująca siła jest czymś w rodzaju cienia, nieznajdującego się na zewnątrz naszych ciał, lecz w nich&#8230; i przenika wszystko, jako wszechogarniająca ciemność, niematerialna, ale poruszająca wszystkim na tym świecie, włącznie z obiektami, które nazywam naszymi ciałami. Kiedy w wyniku zaburzeń gastrycznych leżałem w szpitalu, gdzie byłem leczony, zapadłem — mówiąc w przenośni — w tę głęboką otchłań bytu, w której wyczułem, jak ten cień, ta ciemność, kieruje moim ciałem. Słyszałem również jej poruszenia, nie tylko w moim ciele, lecz we wszystkim wokół mnie, gdyż powstający przy tym odgłos nie był wydawany przez moje ciało. W istocie był to dźwięk tego cienia, tej ciemności, brzmiący jak donośny ryk — odgłos<br />
dziwnych i niepojętych oceanów uderzających i nieustannie pochłaniających czarne, bezkresne brzegi. W podobny sposób miałem odkryć działanie tej wszechobecnej i wszechogarniającej siły poprzez zmysł smaku i zapachu, jak również zmysł dotyku, w jaki wyposażone jest moje ciało. W końcu otworzyłem oczy, gdyż w trakcie całego tego bolesnego ataku gastrycznego zaciskałem z bólu powieki. Kiedy je otworzyłem, przekonałem się, że widzę, jak wszystko wokół mnie, włącznie z moim ciałem, jest aktywowane przez ten wszechobecny cień, tę wszechogarniającą ciemność. I nic już nie wyglądało tak, jak dotychczas. Przed tamtą nocą nigdy nie doświadczałem tego świata jedynie za pomocą moich organów postrzegania zmysłowego, co bezpośrednio prowadzi do kontaktu z głęboką otchłanią bytu, którą nazywam cieniem, ciemnością. Powinienem wyznać, iż przed moim atakiem w tejże galerii sztuki przeżyłem załamanie psychiczne (…). Ten głęboki stres przyspieszył kryzys fizyczny i wepchnął moje ciało w objęcia spazmów gastrycznych zaburzeń. Kiedy straciłem przytomność i świadomość, działały jedynie organy postrzegania zmysłowego, dzięki którym po raz pierwszy zdołałem doświadczyć tej głębokiej otchłani bytu, jaką jest ciemność, ta ciemność, która kierowała moim wewnętrznym pragnieniem dokonania czegoś i stania się kimś, a więc też działaniami mojego ciała na tym świecie, tak jak i wszystkimi innymi obiektami. A to, czego doświadczyłem poprzez bezpośredni kontakt zmysłowy — spektakl cienia we wnętrzu wszystkiego i wszechogarniająca ciemność — okazało się tak poruszające, że byłem pewny, iż przestanę istnieć. W pewnym sensie, ze względu na sposób, w jaki teraz funkcjonują moje zmysły, szczególnie słuchu i wzroku, w istocie przestałem istnieć jako osoba, która istniała przed tamtą nocą. Niepowstrzymywany przez mój umysł i wyobraźnię oraz wszystkie te bezsensowne rojenia o mojej duszy i osobowości, byłem zmuszony dostrzec wszystko przez aspekt wszechobecnego cienia, kierującej wszystkim ciemności. Ta wizja jest tak pociągająca, że żadne słowa nie zdołają jej opisać.(&#8230;)&#8221;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.zacmienie.org/cien-i-ciemnosc/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>XVIII</title>
		<link>http://www.zacmienie.org/xviii/</link>
		<comments>http://www.zacmienie.org/xviii/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 02 Jul 2007 09:24:25 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zacmienie.org</dc:creator>
				<category><![CDATA[Cień]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://uraneus.ovh.org/?p=64</guid>
		<description><![CDATA[Twoja uwaga spływa powoli po gładkiej powierzchni świadomości. To, na czym chciałeś się skupić, okazuje się nieuchwytne i dryfujesz coraz bardziej w głąb, w miejsce, w którym zapominasz. Jedyne co w nim jest, to gęste powietrze, które otula cię coraz szczelniej.  Po chwili zauważasz sennie, że w istocie tworzą je niewyraźne smugi przypadkowych myśli, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="noborder" src="http://www.zacmienie.org/Pliki/cresc.jpg" alt="" />Twoja uwaga spływa powoli po gładkiej powierzchni świadomości. To, na czym chciałeś się skupić, okazuje się nieuchwytne i dryfujesz coraz bardziej w głąb, w miejsce, w którym zapominasz. Jedyne co w nim jest, to gęste powietrze, które otula cię coraz szczelniej.  Po chwili zauważasz sennie, że w istocie tworzą je niewyraźne smugi przypadkowych myśli, dźwięków i obrazów, przepływających mętnie wkoło ciebie. Czasem smugi te na chwile przyjmują jakby wyraźniejszą formę, jednak ilekroć próbujesz im się przyjrzeć, rozwiewają się, ponownie stając się częścią ciężkiej, usypiającej mgły. Po chwili przestajesz próbować. Mgła gęstnieje uniemożliwiając jakikolwiek ruch, a ty zapominasz coraz bardziej, osuwając się łagodnie w Nic.</p>
<p>Jednak tuż przed odejściem coś w tobie spogląda po raz ostatni i zauważasz, że mgła rozciąga się głęboko w przestrzeń, która zdaje się być niezależna od ciebie. Orientujesz się, że zasadza się ona na ciemnym podłożu, zaś z góry rozlewa się słabe, blade światło. Poczucie przestrzeni wytrąca cię lekko z dryfu w dół i uzmysławiasz sobie, że znów możesz się poruszać. Wiesz, że obraz ten rozpłynie się tak, jak te wcześniejsze, więc nie starasz się go uchwycić. Jest w nim jednak coś, co nasyca cię głęboką, powolną wibracją, która zdaje ci się dziwnie znajoma. I choć nie pamiętasz kim jesteś ani skąd przyszedłeś, czujesz, że podszywała ona twoje całe wcześniejsze życie.</p>
<p>Stopniowo zaczynasz dostrzegać coraz więcej szczegółów we mgle. Zdajesz sobie sprawę, że źródłem tego bladego światła które ją nasyca, jest rozmyty lekko księżyc, a ty stoisz na łące, której wysokie, suche trawy sięgają ci do bioder. Jedyną barwą jest księżycowa, srebrna szarość. Jest zupełnie cicho, nie dostrzegasz też żadnego ruchu. Kres widoczności wyznaczany przez mgłę zdaje się być niestabilny i masz wrażenie, że gdybyś zapragnął w niego wniknąć wzrokiem, zobaczyłbyś więcej.<br />
Jest coś w obrazie tej łąki, co sprawia że zaczynasz sobie przypominać. Uzmysławiasz sobie, że powietrze jest chłodne, chłód ten jednak daje ci ukojenie i pewną klarowność spojrzenia. Kształt gałęzi drzewa, które dostrzegasz w oddali, jest dokładnie taki, jaki czułeś, że będzie.</p>
<p>Stopniowo zauważasz coraz więcej drzew i orientujesz się, że biegną one po obu stronach polnej drogi. Po chwili jesteś na niej i spoglądając w górę, śledzisz czarną, splątaną krzywiznę gałęzi zasklepiających się nad tobą na tle nieba. Nagle odczuwasz silne pragnienie by zanurzyć się w mroku spowijającym kraniec tunelu, na który składają się te dwa rzędy drzew i do którego prowadzi droga, na której stoisz.. Wraz z tym pragnieniem sięga cię ukłucie lęku, gdyż zdajesz sobie sprawę, że możesz tam kogoś spotkać.<br />
Na granicy słyszenia dociera do ciebie trudny do określenia, jednostajny szum.</p>
<p>Wykonujesz swój pierwszy krok. Czarny koniec tunelu sięga w twoim kierunku, a ty pozwalasz się doń poprowadzić. Wchodzisz. Mgła znika i za pierwszym rządem drzew zaczynasz widzieć kolejne.<br />
Las, który cię otacza jest rzadki, jednak drzewa są masywne i wysokie, wiesz, że wysoko w górze migoczą gwiazdy.<br />
Droga zakręca, a teren wkoło ciebie staje się nierówny. Stromizna, na której rosną z rzadka drzewa, wytwarza nową przestrzeń. Jej wibracja i zapach leżących na ziemi liści pobudza twoją uwagę, zauważasz lekkie drganie powietrza między drzewami. Wiesz, że coś tu jest i że ono również wie o tobie.<br />
Po chwili na odległym pagórku pośród drzew dostrzegasz czarny kontur psa. Nie ma głowy ani ogona i nie jesteś w stanie określić jego odczuć wobec ciebie. Wiesz jednak, że jest on świadomy twojej obecności i stojąc tam daleko komunikuje o swoim istnieniu. Bije od niego obcość; tam, gdzie stoi, przestrzeń zdaje się uginać.<br />
„Musisz uważać. Jest czarny pies i czerwony pies.”</p>
<p>Nagle, pojawia się o kilkanaście kroków bliżej. Jego uwaga jest skupiona na tobie, jest jakby większy. Skok, znów bliżej, widzisz że zasysa przestrzeń wkoło siebie. Skok, skok, skok, zbliża się nie wykonując ruchu, ale tracąc swą formę. Skok, tuż obok ciebie znajduje się czarna, kotłująca się gęsta masa, całkowicie bezosobowa i zdaje się bezduszna. Po chwili, zaczyna przybierać skondensowaną formę, jej powierzchnia wygładza się, przypomina czarny płyn wylany w przestrzeni bez grawitacji.</p>
<p>(Nagle przebiegają przez ciebie gwałtowne obrazy, które wprawiają cię w oszołomienie. Biały tłuszcz i skóra, spryskane krwią. Po chwili jesteś w drewnianej szopie głęboko w tym lesie. Leżą w niej absurdalnie rozrzucone ciała, skóra ledwie opina ich kości. Zęby.<br />
Z groteskowo chudych twarzy tych ciał bije nonsensowność ich dawnego cierpienia. Teraz są tylko bezwładną materią promieniującą śmiercią. Słyszysz brzęk much i robi ci się niedobrze.</p>
<p>Nad tobą, w miejscu księżyca, widnieje teraz czarne słońce. Jego zarysy odcinają się od energii, którą promieniuje. Nagły, potężny wzrost ciśnienia rozsadza ci głowę. Padając, czujesz miękkość i zimno ciał, które są pod tobą. Ogarnia cię całkowity, paraliżujący bezwład i zaczynasz się rozkładać.)</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.zacmienie.org/xviii/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
