Archiwum dla kategorii “Cień”

Psychologia Junga zakłada, że pewnych procesów nieświadomości, głównie w odniesieniu do sfery twórczości i religii, a na obszarze psychiatrii w stosunku do psychoz, nie tłumaczy teoria kompleksu Edypa i indywidualnego Cienia. W tle psychotycznych zaburzeń daje znać o sobie także Cień zbiorowy, nie pochodzący bezpośrednio z doświadczeń jednostki, ale będący wyrazem ułomnej kondycji ludzkiej – symbol Cienia uniwersalnego, zła, śmierci, nicości itp. W psychologii Junga tę część nieświadomości określa się mianem archetypu Cienia. Należy on do nieświadomości zbiorowej, jak inne archetypy i instynkty.
Struktura archetypu Cienia uwidacznia się wyraźnie w ambiwalentnych, numinalnych przeżyciach dzieci przed wykształceniem się kompleksu ego. W tym okresie każde doświadczenie niemocy, niewiedzy, lęku i inne negatywne przeżycia mogą symbolizować się w wyobrażenia archetypowe. Niekiedy obrazy Cienia (szatan, piekło, śmierć) pojawiają się jako spontaniczne projekcje bez istotnej przyczyny zewnętrznej.
Nieprawidłowy rozwój, głębokie urazy w dzieciństwie, czynniki wrodzone mogą doprowadzić do tego, że archetyp Cienia uwalnia się z nieświadomości zbyt wcześnie, tzn. zanim wykształci się dojrzałe ego. Dochodzi wtedy do zlania się Cienia indywidualnego z archetypem Cienia. Urazy indywidualne „zlepiają” się, mieszają z symbolem Cienia. Taki zlepek Cienia indywidualnego z przedwcześnie uruchomionym Cieniem archetypowym jest najtrudniejszym do przemiany i terapii kompleksem Cienia.
Kiedy archetyp Cienia „wkracza” do świadomości przed ukształtowaniem się w miarę stabilnego i pozytywnego poczucia „ja”, dochodzi do wbudowania Cienia w podstawy osobowości — inicjacji negatywnej. (…) Ogólnie mówiąc, dzieje tak wskutek przykrych i trudnych doświadczeń urazowych, przekraczających możliwości emocjonalnego zrozumienia ich i zaakceptowania jako czegoś naturalnego przez psychikę małego dziecka.
Siła urazowego doświadczenia spycha małe ego dziecka bezpośrednio do poziomu Cienia archetypowego. Psychika dziecka nie potrafi utworzyć „śmietnika psychicznego” w postaci indywidualnego, „prywatnego” Cienia. Trudną sytuację dziecko przeżywa magicznie, na poziomie symbolicznym, ulegając nieopanowanej energii nieświadomości. Nie dostrzega szans obrony, nie wiedząc, skąd bierze się przeżywane zło. Staje się ono złem abstrakcyjnym (archetypowym) lub ulega introjekcji (samo dziecko czuje się złe). Jako archetyp wnosi on zarazem coś sakralnego, boskiego, może dawać nawet przedsmak autentycznej duchowości (moc, terror nieświadomości przeżywane są jako coś sakralnego).
Psychika dziecka podejmuje próby uruchomienia mechanizmów obronnych, osłabiających ciężar urazu i chroniących przed zbyt głębokim zranieniem. Musi być jednak spełniony podstawowy warunek – możliwość psychicznej więzi dziecka z bliską osobą (pozytywny biegun), tworzącą zastępczy ośrodek identyfikacji. Daje to możliwość psychicznej separacji od rany psychicznej, tzn. od Cienia (biegun negatywny), np. poprzez projekcję uczuć pozytywnych (akceptacja, nadzieja) na osobę opiekuna.
Możliwość projekcji Cienia, czyli rzutowania Cienia na otoczenie, stwarza dzieciom np. koncepcja Baby Jagi jako sprawczyni wszelkiego zła. Brak osoby pozytywnej, z którą dziecko może się identyfikować, sprawia, że jedynym obiektem identyfikacji są obrazy z fantazji (sztuka, literatura) lub – wskutek wyczerpania mechanizmu projekcji – rana i przeżywane zło.

Z. W. Dudek
- Podstawy psychologii Junga

Comments Brak komentarzy »

Poniższy tekst stanowi moje, okrojone nieco tłumaczenie pierwszego rozdziału książki „Black Sun – the alchemy and the art of darkness” Stantona Marlana. Dysponuję także pełnym tekstem rozdziału, który chętnie udostępnię zainteresowanym.

Dojrzawszy jak materia staje się czarna, raduj się, bo jest to początek dzieła.
-Rosarium philosophorum

Jung rozpatrywał alchemię w sposób, w jaki nieliczni – jeśli ktokolwiek – wcześniej to sobie wyobrażał. Dla większości, alchemia została zdegradowana do statusu historycznego anachronizmu lub też ukryta w ezoterycznym okultyzmie. Współczesny umysł wyobraża sobie alchemika jako kogoś pracującego w laboratorium, beznadziejnie usiłującego przemienić ołów w złoto. W najlepszym razie ich praktyki były widziane jako prekursorskie dla nowoczesnej nauki, jaką jest chemia.
Jung rozpoczął swoją refleksję z podobnym nastawieniem, lecz gdy jego badania zaszły głębiej, doszedł do wniosku, że alchemicy mówili symbolicznie o ludzkiej duszy i pracowali równie mocno za pomocą dosłownych składników swojej sztuki, jak za pomocą wyobraźni. Złoto, które starali się wyprodukować, nie było pospolitym czy wulgarnym złotem, lecz aurum non vulgi albo aurum philosophicum – złotem filozoficznym. Ich dążeniem było stworzenie wyższego człowieka i udoskonalenie natury. W wywiadzie w 1952 na konferencji w Eranosie, Jung stwierdził, że „operacje alchemiczne były prawdziwe, jedynie ich rzeczywistość nie była fizyczna a psychologiczna. Alchemia reprezentuje projekcję kosmicznego i duchowego dramatu w warunki laboratoryjne. Opus magnum miało dwa cele: uratować ludzką duszę i zbawić kosmos.” To posunięcie przywiodło alchemię ku królestwu współczesnej myśli i stało się początkiem uznanej psychologii alchemii.
Ujrzenie alchemii w ten sposób – jako psychologicznej i symbolicznej sztuki – było dla Junga dużym przełomem oraz kluczem do jej tajemnic. Dalsza eksploracja i rozwinięcie tego wglądu ostatecznie doprowadziły Junga do ujrzenia w alchemii podstawowego źródła, podłoża i potwierdzenia jego psychologii nieświadomości. Metaforyka i idee alchemii zawładnęły jego wyobraźnią – jej smoki, cierpiąca materia, pawie ogony, alembiki, atanory, czerwone i zielone lwy, królowie i królowe, rybie oczy, odwrócone drzewa filozoficzne, salamandry, hermafrodyty, czarne słońca i biała ziemia, metale (ołów, srebro i złoto), kolory (czarny, biały, żółty i czerwony), destylacja i koagulacja, i całe bogactwo łacińskich terminów. Wszystkie te obrazy były dla Junga najlepszym możliwym wyrazem psychicznej tajemnicy którą ogłaszały, umacniając jego dojrzewającą wizję analogii istniejącej między alchemią i jego własną psychologią nieświadomości. Jung widział te obrazy jako projekcję, którą alchemicy wykonywali w materię. Ich wysiłek polegał na przywróceniu jedności rozdzielonym częściom psyche, tworząc „chemiczne zaślubiny”. Jako ostateczny cel alchemii Jung widział złączenie rozbitych części duszy, symbolicznie reprezentowanego jako stworzenie lapisu, kamienia filozoficznego. Podobnie psychologia Junga pracuje z konfliktami i rozpadem w życiu psychicznym i próbuje przynieść tajemniczą „unifikację” którą nazywa Całością.

W Mowach C. G. Junga, opisuje on proces alchemiczny jako „trudny i usiany przeszkodami; dzieło alchemiczne jest niebezpieczne. Już na samym początku spotykasz ‘smoka’, chtonicznego ducha, ‘diabła’, lub, jak to alchemicy nazywali, ‘czerń’, nigredo. Spotkanie to rodzi cierpienie”. Mówi następnie, że „w ujęciu psychologicznym, dusza wrzucona zostaje w spazmy melancholii, zamknięta w swej walce z ‘cieniem’”. Czarne słońce, Sol Niger, jest jednym z najważniejszych obrazów reprezentujących tę fazę procesu i ten stan duszy. Zazwyczaj ów wizerunek jest widziany jako faza specyficzna dla wczesnego etapu dzieła i mówi się że znika „gdy nadchodzi ‘świt’ (aurora)”. Przeważnie czerń ulega rozpuszczeniu, a wówczas „’diabeł’ nie posiada już autonomicznego bytu, wracając do głębokiej jedności z psyche. Wówczas opus magnum dobiega końca: ludzka dusza staje się całkowicie zespolona”. (…)
W kilku miejscach swych zebranych dzieł, Jung pisze o Sol Niger jako potężnym i bardzo ważnym wizerunku podświadomości. Rozpatrzenie go w kontekście nieświadomości oznacza zarówno rozpoznanie jego ogromu i nieznanych jakości, jak i umiejscowienie go w historycznym kontekście psychologii głębi oraz usiłowań ludziej psyche by przedstawić to, co nieprzedstawialne. Wyobrażanie sobie Sol Niger w ten sposób to jego ujęcie najogólniejsze, Jung wyciągnął jednak z literatury alchemicznej bogatą i złożoną, wcześniej zupełnie porozrzucaną fenomenologię tego obrazu. Czarne słońce, czerń, putrefactio, mortificatio, nigredo, zatrucie, tortury, zabijanie, rozkład, gnicie i śmierć – wszystkie tworzą rodzaj sieci wzajemnych powiązań, która opisuje przerażające, nawet jeśli najczęściej tylko tymczasowe, zaćmienie świadomości lub naszego świadomego punktu widzenia.
Nigredo, początkowa czarna faza alchemicznego dzieła, uznawana była za najbardziej negatywną i trudną operację w alchemii, a także za jedną z najbardziej numinalnych. Jednak nieliczni poza Jungiem autorzy zbadali ten motyw w jego mnogich obliczach. Poza aspektami już opisanymi, Jung widzi w owym wizerunku czerni pewne nieprzejawione utajenie, cień słońca a także Inne Słońce, powiązane zarówno z Saturnem jak i Jahwe, primus anthropos. Przeważnie Sol Niger jest zrównywany i rozumiany tylko w swym aspekcie nigredo, podczas kiedy jego bardziej wysublimowany wymiar – jego świetlistość, jego ciemna iluminacja, jego Eros i mądrość – pozostają w nieświadomości. (…)
Wyobrażam sobie moją pracę nad czarnym słońcem jako eksperyment w dziedzinie alchemicznej psychologii. Jego przedmiotem będzie ten trudny i enigmatyczny obraz, oraz nasze rozumienie ciemności. Moim stanowiskiem jest, że historycznie ciemność nie była traktowana serdecznie, pozostając w domenie nieświadomości oraz stając się jej metaforą. Była ona widziana głównie w swym negatywnym aspekcie, jako fenomen drugorzędny, materia formująca cień – coś do zintegrowania, do przejścia i pozostawienia za sobą. W ten sposób jej nieodłączne znaczenie zostaje często pominięte. Podejście to zostało utrwalone także w alchemii, która umiejscawia ciemność na początku pracy i widzi ją głównie przez pryzmat nigredo. A jednak, w sposobie w jaki używa wizerunku czarnego słońca istnieje sugestia ciemności, która lśni. To właśnie blask tego paradoksalnego wizerunku przyciągnął moją uwagę. Jak możliwe jest wyobrażenie sobie ciemności wypełnionej światłem czy też blasku, który zawiera w sobie zarówno światło jak i mrok? (…)
Jung odnotował, że ciemność „ma swój własny, osobliwy intelekt i swą własną logikę, które powinny być brane bardzo poważnie”, i jest moim zamiarem oddać ciemności sprawiedliwość i wkroczyć do jej królestwa by dowiedzieć się więcej o jej tajemnicach. Takie kierowanie się w stronę ciemności jest dziwnym odwróceniem naszych zwykłych skłonności. Aby pełniej zrozumieć zwrot w stronę ciemności, koniecznym będzie uprzednio zatrzymać się na chwilę i rozważyć, jak bardzo historyczny prymat światła wpłynął na nasze rozumienie świadomości.
Obraz światła i odpowiadająca mu metafora słońca przeplatają się w sposób fundamentalny z historią świadomości. Nasz język ukazuje wszechobecność tych wizerunków, trudno jest unaocznić sobie sposób myślenia, który by na nich nie polegał. Metafory te można odnaleźć szeroko rozpowszechnione w micie, nauce, filozofii, religii i alchemii. Nasz język jest pełen metaforyki iluminacji: naświetlić coś, rozjaśnić coś, oświecić, i tak dalej.(…)
W swych alchemicznych pismach, Jung rozpoznaje istotne znaczenie słońca i światła twierdząc, że dusza jest „okiem, którego przeznaczeniem jest widzieć światło”. Podobnie James Hillman, jungowski analityk oraz założyciel psychologii archetypalnej, zastanawia się, czy istoty ludzkie są „heliotropiczne, fundamentalnie dostosowane do światła”. Moc tego obrazu została rozpoznana także przez postmodernistycznego filozofia Jacquesa Derridę, który powiedział: „za każdym razem, kiedy występuje metafora, tam bez wątpienia jest też gdzieś i słońce, a ilekroć występuje słońce, rozpoczyna się metafora.”
Znaczenie metafory słońca śledzone jest dalej przez Mircea Eliadego, historyka i badacza religii, który uznał, że istnieje związek pomiędzy kultem słońca a rozprzestrzenieniem się cywilizacji i królestw. Eliade dokumentuje dominację słonecznych religii: „Wszędzie, gdzie historia maszeruje dzięki królom, bohaterom bądź cesarstwom, tam włada słońce”. Majestat słońca użyczył swej mocy nadając znaczenia osobie króla oraz jego urzędowi. (…)
Tradycyjnie, słońce było kojarzone z męskimi atrybutami patriarchalnej kultury, lecz atrybucja ta została zrelatywizowana i zdestabilizowana przez takie teksty jak Zaćmienie słońca Janet McCritchard, która przedstawia jak w rozległym zakresie czasu i kultury ze słońcem łączony był szeroki wachlarz atrybutów żeńskich. Mimo to, mając na uwadze „męską” psyche, słońce, szczególnie w relacji do króla, uznawane było za przedstawienie Boga na ziemi. Królowie byli uznawani za świętych.
W uogólnieniu, Król Słońce odzwierciedla siłę dominującą w historycznej, kulturowej i psychicznej rzeczywistości. Jako postać wewnętrzna, jest fundamentalna dla dobrze funkcjonującej psyche. Istnieje długotrwała tradycja, w której Król i Słońce odzwierciedlają jakości racjonalnego porządku, stabilności, siły życiowej, witalności, błogosławieństwa, radości i światła. Słońce i Król rozświetlają świat. (…)
Moore i Gillette zaobserwowali, że kiedy Król siedzi na swym tronie stanowiąc centrum świata, „świat” zaczyna być definiowany jako ta część rzeczywistości, która została zorganizowana i podlega rozkazom Króla. To, co leży poza granicami jego wpływu jest niestworzone, stanowi chaos i demoniczny nie-świat. Sytuacja ta przygotowuje scenę dla masowych represji i dewaluacji „ciemnej strony” życia psychicznego. Tworzy totalność, która odrzuca wszelką przeszkodę i odmawia wszelkiej innej formy w swym narcystycznym zamknięciu. (…)
Głodny królJako archetypalne zasady, Słońce i Król nie są same w sobie niszczycielskie lub problematyczne dla kultury czy życia psychicznego ludzi. Przeciwnie, jak wspomniano wcześniej, wspomagają życie i są zasadnicze dla psyche. Problem zaczyna się, gdy te archetypalne siły przytłaczają dopiero rozwijające się lub niedojrzałe ego, przyczyniając się do jego inflacji lub zepsucia. Gdy ego identyfikuje się z ponadosobową władzą Króla, Tyran jest blisko a energia Króla może stać się pożerająca. W skrócie, w archetypalnej psyche Król i Tyran to bracia.

Jako postać wewnętrzna, prymitywny król musi przejść transformację nie tylko w naszej kulturze, ale także w życiu ludzi. Alchemia rozpoznaje ten fakt, widząc że z początku Król jest surową materią kamienia filozoficznego i musi zostać oczyszczony i uszlachetniony, przechodząc serię alchemicznych procesów, ostatecznie umierając i rodząc się ponownie.
W alchemii proces umierania, zabijania i czernienia jest częścią operacji uśmiercania (mortificatio). Operacja ta jest niezbędnym składnikiem transformującego procesu, którym podlegają Król oraz inne wizerunki prima materia, takie jak Słońce, Smok, Ropucha i stan niewinności. Edinger poświęca temu procesowi rozdział swojej Anatomii psyche. Proces mortificatio „oznacza ciemność, przegraną, torturę, okaleczenie, śmierć i gnicie. Proces gnicia nazywany jest putrefactio – rozkładem, który niszczy organiczne ciała.”
Alchemiczne drzeworyty pomagają nam zwizualizować ten proces. (…) Te potężne i złożone wizerunki poddają się licznym interpretacjom, lecz generalnie zdają się one odzwierciedlać mnogie aspekty procesu uśmiercania, koniecznego dla alchemicznej transformacji. Jej przedmiot przedstawiany jest często jako stary król, smok, ropucha lub słońce, będące ranione lub zabijane przez pałkę, miecz czy truciznę, albo też topione lub pożerane. Fenomenologia tego procesu nakierowana jest na zastąpienie lub zamianę starej dominującej funkcji świadomego ego lub niedojrzałego, instynktownego stanu nieświadomej psyche. Rana lub śmierć przygotowuje pierwotne ja do zasadniczej przemiany.
W „Śmierci króla” Stoliciusa, widzimy króla siedzącego na tronie. Dziesięć postaci stojących za nim w szeregu przygotowuje się do zatłuczenia go na śmierć. W innej grafice zatytułowanej „Sol i Luna zabijają smoka”, widzimy słońce i księżyc mające zatłuc smoka pałkami. Jak odnotowano, istota ta jest „uosobieniem instynktualnej psyche”.(…) Obraz zawarty w Tańcu Śmierci Hansa Holbeina przedstawia Śmierć nalewającą królowi napój. Motyw zatrucia wiąże się także z alchemicznym wizerunkiem Ropuchy, która jest symbolicznym wariantem „trującego smoka” i reprezentuje rezultat niepowściągliwego, nieustrukturyzowanego życia. „Ropucha jako prima materia topi się w swej własnej chciwości i swym głodzie. Ginie, staje się czarna, gnije i napełnia się trucizną”. Alchemik podgrzewa pozostałości ropuchy a jej kolor zmienia się „z czarnego na wiele kolorów po biały i ostatecznie czerwony”, wskazując na transformujący proces. Trucizna którą zawiera jest wówczas przemieniona w pharmakon, eliksir który może doprowadzić do śmierci i/lub do regeneracji.
Inny dobrze znany wizerunek uśmiercenia króla odnaleźć można w alchemicznym dziele Splendor Solis. Król będący w tle tonie i przechodzi proces solutio. Reprezentuje on rozdmuchane ego rozpuszczające się w swoich własnych nadmiernie wezbranych wodach. Powiedziane jest, że proces ten umożliwia królowi odmłodnienie. Inne alchemiczne wizerunki, takie jak ilustracje zranienia Sol i Luny w wykonaniu siedemnastowiecznego rytownika Baltazara Schwana przedstawiają przeniknięcie nieświadomości w struktury świadomego ego. W tej dobrze znanej grafice, Słońce jest zranione przez ugryzienie zielonego lwa, który pożera je z wolna, a jego krew leje się na ziemie.
Przedstawiony na emblemacie pożerający aspekt lwa został pierwszy raz dołączony do szesnastowiecznego manuskryptu Rosarium Philosophorum. Abraham zrównuje słońce z alchemiczną surową materią, „’złotem’, które jest pożerane i rozpuszczane, aby otrzymać zeń ‘spermę’ złota, żywe nasienie, z którego wyrosnąć może czyste złoto.”
Chodziło o to, że surowa energia solarna musi ściemnieć i przejść proces uśmiercania, który zredukowałby ją do jej pierwotnej materii. Tylko wówczas twórcze energie mogą dać oczyszczony produkt. W wizerunku tym, sperma złota nie odnosi się do zwykłego płynu nasiennego mężczyzny, a raczej do „półmaterialnej zasady” lub aurora seminales, płodnej potencjalności, która przygotowuje Słońce na święte małżeństwo ze swym odpowiednikiem, ciemnością, które dać ma filozoficzne dziecię lub kamień, i które jest karmione merkuriuszową krwią płynącą z raniącego spotkania Lwa i Słońca. Krew – nazywana czerwoną rtęcią – uznawana jest za doskonały rozpuszczalnik.
Psychologicznie, w ranie istnieje posilenie. Kiedy płynie psychologiczna krew, może ona rozpuścić zesztywniałe blokady. Stać się to może początkiem prawdziwej produktywności. W snach, wizerunek krwi często oznacza chwilę, w której możliwe są prawdziwe uczucia i prawdziwa zmiana. Motyw rany może także sugerować ukrytą niewinność, która również podlega uśmierceniu. Zielony kolor lwa, który określany jest „zielonym złotem”, sugeruje coś niedojrzałego lub niewinnego, jak również wzrost i płodność.
Alchemicy wyobrażali sobie tę niewinność, nazywając ją czasem dziewiczym mlekiem, jako stan pierwotny, coś bez Ziemi, co jeszcze nie poczerniało. Typowe fantazje na temat dziewiczego mleka są często podtrzymywane emocjonalnie nawet u ludzi intelektualnie rozwiniętych i wyrafinowanych. Nieświadomie utrzymywane idee mogą zawierać takie sentymenty jak „Życie powinno być uczciwe”, „Bóg mnie ochrania i opiekuje się mną jak dobry rodzic”, „Złe rzeczy mi się nie przytrafią, bo żyłem zgodnie z taką a taką zasadą”, „Byłem dobry lub wierny, jadłem zdrową żywność i dużo ćwiczyłem”, i tak dalej. Kiedy życie nie potwierdza takich idei, niewinne, słabe lub niedojrzałe ego doznaje rany i często zostaje owładnięte uczuciem krzywdy, żalu się nad samym sobą, ucisku, napaści i/lub bycia ofiarą.
Zranione ego może nosić tę ranę na wiele sposobów. Proces ciemnienia może doprowadzić do pewnego rodzaju ślepoty i niebezpiecznego zastoju duszy, która zostaje wówczas uwięziona w swej ranie, w bólu lub wściekłości, zamarznięta w lód lub w kamień bądź znieruchomiała w ogniu. Z alchemicznego punktu widzenia, te niewinne postawy muszą przejść proces uśmiercenia – i to te niewinne postawy oczekują na alchemiczny proces. Hillman zauważa, że czernienie rozpoczyna się wraz z „wypaleniem, krzywdą, klątwą, gniciem niewinności duszy, jej rozkładem i zepchnięciem do nigredo.(…)
Jak to ujął Edinger dusza „wkracza do wrót ciemności”. Jung opisuje zejście w ciemność jako nekyia. W Psychologii a Alchemii, Jung używa tego greckiego słowa by opisać „’podróż do Hadesu’, zejście do krainy umarłych”. W mitach istnieją bardzo liczne przykłady tego rodzaju podróży.(…) Jak zauważa Edinger, „motyw ten nie ma narodowych czy rasowych granic. Odnaleźć go można wszędzie, bowiem odnosi się do wrodzonego, koniecznego ruchu psychicznego który prędzej czy później musi mieć miejsce, kiedy świadome ego wyczerpało zasoby i energię danej postawy życiowej”.
Jak to ujął Edinger dusza „wkracza do wrót ciemności”. Jung opisuje zejście w ciemność jako nekyia. W Psychologii a Alchemii, Jung używa tego greckiego słowa by opisać „’podróż do Hadesu’, zejście do krainy umarłych”. W mitach istnieją bardzo liczne przykłady tego rodzaju podróży.(…) Jak zauważa Edinger, „motyw ten nie ma narodowych czy rasowych granic. Odnaleźć go można wszędzie, bowiem odnosi się do wrodzonego, koniecznego ruchu psychicznego który prędzej czy później musi mieć miejsce, kiedy świadome ego wyczerpało zasoby i energię danej postawy życiowej”.

W alchemii, utrata światła świadczy o wypaleniu duszy, wysuszeniu i odarciu, które pozostawia jedynie kości. Przedstawione zostało to w ilustracji 1.7, którą Fabricius nazywa „Lęk i groza potępionych”.
W alchemicznym tekście Splendor Solis (1582), śmierć przedstawiona jest jako czarne słońce wypalające opustoszały krajobraz. To właśnie do tego wypalonego miejsca musimy wejść, jeśli chcemy zrozumieć Sol Niger oraz proces nigredo.

Comments Brak komentarzy »

- Fragment opowiadania „Cień i ciemność”, jedyne wydane w Polsce opowiadanie Thomasa Ligottiego. Znajduje się ono w zbiorku „999 – antologia opowiadań niesamowitych”. Pełny tekst dostępny tutaj.

„Podczas tego okresu, o którym mówię – a także przez większość mojego życia – usiłowałem wykorzystać jakoś mój umysł, szczególnie do stworzenia dzieł sztuki w jedyny sposób, jaki uważałem z możliwy, a więc używając mojego umysłu lub wyobraźni albo zdolności twórczych. Krótko mówiąc, próbowałem wykorzystać jakąś moc lub zdolność tego, co niektórzy ludzie nazywają duszą lub duchem czy po prostu osobowością. Kiedy jednak upadłem na podłogę tej galerii sztuki, a później znalazłem się w szpitalu, doświadczając niezwykle ostrego bólu brzucha, zdałem sobie sprawę z tego, iż nie mam żadnej duszy ani wyobraźni, którą mógłbym wykorzystać, że nie ma niczego, co mógłbym nazwać duszą lub jaźnią. Wszystko to bzdury i złudzenia. Podczas ostrych skurczów układu pokarmowego zrozumiałem, że jedyną istniejącą rzeczą jest moje nieprzeciętnie duże ciało. I uświadomiłem sobie, że to ciało nie ma innego przeznaczenia prócz funkcjonowania i odczuwania bólu, a także nie będzie niczym innym niż jest — nie artystą czy jakimkolwiek twórcą, lecz po prostu masą ciała, układem tkanek, kości i tym podobnych rzeczy, masą odczuwającą ból wywołany zaburzeniami trawienia, a więc jeśli zrobię cokolwiek, co nie wynika bezpośrednio z tych faktów, na przykład stworzę dzieło sztuki, będzie to całkowicie i nieodwołalnie błędne i nierealne. Jednocześnie zdałem sobie sprawę z istnienia siły stojącej za moim głębokim pragnieniem zrobienia czegoś i stania się kimś, a szczególnie stworzenia takiego nieodwołalnie błędnego i nierealnego dzieła sztuki. Innymi słowy, zrozumiałem, co naprawdę kieruje moim ciałem. (…)
— To wszystko jest bardzo, bardzo proste — ciągnął artysta. — Nasze ciała są zaledwie manifestacją energii, aktywującą siłą, która wprawia w ruch wszystkie formy życia na tym świecie, pozwalając im egzystować. Ta aktywująca siła jest czymś w rodzaju cienia, nieznajdującego się na zewnątrz naszych ciał, lecz w nich… i przenika wszystko, jako wszechogarniająca ciemność, niematerialna, ale poruszająca wszystkim na tym świecie, włącznie z obiektami, które nazywam naszymi ciałami. Kiedy w wyniku zaburzeń gastrycznych leżałem w szpitalu, gdzie byłem leczony, zapadłem — mówiąc w przenośni — w tę głęboką otchłań bytu, w której wyczułem, jak ten cień, ta ciemność, kieruje moim ciałem. Słyszałem również jej poruszenia, nie tylko w moim ciele, lecz we wszystkim wokół mnie, gdyż powstający przy tym odgłos nie był wydawany przez moje ciało. W istocie był to dźwięk tego cienia, tej ciemności, brzmiący jak donośny ryk — odgłos
dziwnych i niepojętych oceanów uderzających i nieustannie pochłaniających czarne, bezkresne brzegi. W podobny sposób miałem odkryć działanie tej wszechobecnej i wszechogarniającej siły poprzez zmysł smaku i zapachu, jak również zmysł dotyku, w jaki wyposażone jest moje ciało. W końcu otworzyłem oczy, gdyż w trakcie całego tego bolesnego ataku gastrycznego zaciskałem z bólu powieki. Kiedy je otworzyłem, przekonałem się, że widzę, jak wszystko wokół mnie, włącznie z moim ciałem, jest aktywowane przez ten wszechobecny cień, tę wszechogarniającą ciemność. I nic już nie wyglądało tak, jak dotychczas. Przed tamtą nocą nigdy nie doświadczałem tego świata jedynie za pomocą moich organów postrzegania zmysłowego, co bezpośrednio prowadzi do kontaktu z głęboką otchłanią bytu, którą nazywam cieniem, ciemnością. Powinienem wyznać, iż przed moim atakiem w tejże galerii sztuki przeżyłem załamanie psychiczne (…). Ten głęboki stres przyspieszył kryzys fizyczny i wepchnął moje ciało w objęcia spazmów gastrycznych zaburzeń. Kiedy straciłem przytomność i świadomość, działały jedynie organy postrzegania zmysłowego, dzięki którym po raz pierwszy zdołałem doświadczyć tej głębokiej otchłani bytu, jaką jest ciemność, ta ciemność, która kierowała moim wewnętrznym pragnieniem dokonania czegoś i stania się kimś, a więc też działaniami mojego ciała na tym świecie, tak jak i wszystkimi innymi obiektami. A to, czego doświadczyłem poprzez bezpośredni kontakt zmysłowy — spektakl cienia we wnętrzu wszystkiego i wszechogarniająca ciemność — okazało się tak poruszające, że byłem pewny, iż przestanę istnieć. W pewnym sensie, ze względu na sposób, w jaki teraz funkcjonują moje zmysły, szczególnie słuchu i wzroku, w istocie przestałem istnieć jako osoba, która istniała przed tamtą nocą. Niepowstrzymywany przez mój umysł i wyobraźnię oraz wszystkie te bezsensowne rojenia o mojej duszy i osobowości, byłem zmuszony dostrzec wszystko przez aspekt wszechobecnego cienia, kierującej wszystkim ciemności. Ta wizja jest tak pociągająca, że żadne słowa nie zdołają jej opisać.(…)”

Comments Brak komentarzy »

Twoja uwaga spływa powoli po gładkiej powierzchni świadomości. To, na czym chciałeś się skupić, okazuje się nieuchwytne i dryfujesz coraz bardziej w głąb, w miejsce, w którym zapominasz. Jedyne co w nim jest, to gęste powietrze, które otula cię coraz szczelniej. Po chwili zauważasz sennie, że w istocie tworzą je niewyraźne smugi przypadkowych myśli, dźwięków i obrazów, przepływających mętnie wkoło ciebie. Czasem smugi te na chwile przyjmują jakby wyraźniejszą formę, jednak ilekroć próbujesz im się przyjrzeć, rozwiewają się, ponownie stając się częścią ciężkiej, usypiającej mgły. Po chwili przestajesz próbować. Mgła gęstnieje uniemożliwiając jakikolwiek ruch, a ty zapominasz coraz bardziej, osuwając się łagodnie w Nic.

Jednak tuż przed odejściem coś w tobie spogląda po raz ostatni i zauważasz, że mgła rozciąga się głęboko w przestrzeń, która zdaje się być niezależna od ciebie. Orientujesz się, że zasadza się ona na ciemnym podłożu, zaś z góry rozlewa się słabe, blade światło. Poczucie przestrzeni wytrąca cię lekko z dryfu w dół i uzmysławiasz sobie, że znów możesz się poruszać. Wiesz, że obraz ten rozpłynie się tak, jak te wcześniejsze, więc nie starasz się go uchwycić. Jest w nim jednak coś, co nasyca cię głęboką, powolną wibracją, która zdaje ci się dziwnie znajoma. I choć nie pamiętasz kim jesteś ani skąd przyszedłeś, czujesz, że podszywała ona twoje całe wcześniejsze życie.

Stopniowo zaczynasz dostrzegać coraz więcej szczegółów we mgle. Zdajesz sobie sprawę, że źródłem tego bladego światła które ją nasyca, jest rozmyty lekko księżyc, a ty stoisz na łące, której wysokie, suche trawy sięgają ci do bioder. Jedyną barwą jest księżycowa, srebrna szarość. Jest zupełnie cicho, nie dostrzegasz też żadnego ruchu. Kres widoczności wyznaczany przez mgłę zdaje się być niestabilny i masz wrażenie, że gdybyś zapragnął w niego wniknąć wzrokiem, zobaczyłbyś więcej.
Jest coś w obrazie tej łąki, co sprawia że zaczynasz sobie przypominać. Uzmysławiasz sobie, że powietrze jest chłodne, chłód ten jednak daje ci ukojenie i pewną klarowność spojrzenia. Kształt gałęzi drzewa, które dostrzegasz w oddali, jest dokładnie taki, jaki czułeś, że będzie.

Stopniowo zauważasz coraz więcej drzew i orientujesz się, że biegną one po obu stronach polnej drogi. Po chwili jesteś na niej i spoglądając w górę, śledzisz czarną, splątaną krzywiznę gałęzi zasklepiających się nad tobą na tle nieba. Nagle odczuwasz silne pragnienie by zanurzyć się w mroku spowijającym kraniec tunelu, na który składają się te dwa rzędy drzew i do którego prowadzi droga, na której stoisz.. Wraz z tym pragnieniem sięga cię ukłucie lęku, gdyż zdajesz sobie sprawę, że możesz tam kogoś spotkać.
Na granicy słyszenia dociera do ciebie trudny do określenia, jednostajny szum.

Wykonujesz swój pierwszy krok. Czarny koniec tunelu sięga w twoim kierunku, a ty pozwalasz się doń poprowadzić. Wchodzisz. Mgła znika i za pierwszym rządem drzew zaczynasz widzieć kolejne.
Las, który cię otacza jest rzadki, jednak drzewa są masywne i wysokie, wiesz, że wysoko w górze migoczą gwiazdy.
Droga zakręca, a teren wkoło ciebie staje się nierówny. Stromizna, na której rosną z rzadka drzewa, wytwarza nową przestrzeń. Jej wibracja i zapach leżących na ziemi liści pobudza twoją uwagę, zauważasz lekkie drganie powietrza między drzewami. Wiesz, że coś tu jest i że ono również wie o tobie.
Po chwili na odległym pagórku pośród drzew dostrzegasz czarny kontur psa. Nie ma głowy ani ogona i nie jesteś w stanie określić jego odczuć wobec ciebie. Wiesz jednak, że jest on świadomy twojej obecności i stojąc tam daleko komunikuje o swoim istnieniu. Bije od niego obcość; tam, gdzie stoi, przestrzeń zdaje się uginać.
„Musisz uważać. Jest czarny pies i czerwony pies.”

Nagle, pojawia się o kilkanaście kroków bliżej. Jego uwaga jest skupiona na tobie, jest jakby większy. Skok, znów bliżej, widzisz że zasysa przestrzeń wkoło siebie. Skok, skok, skok, zbliża się nie wykonując ruchu, ale tracąc swą formę. Skok, tuż obok ciebie znajduje się czarna, kotłująca się gęsta masa, całkowicie bezosobowa i zdaje się bezduszna. Po chwili, zaczyna przybierać skondensowaną formę, jej powierzchnia wygładza się, przypomina czarny płyn wylany w przestrzeni bez grawitacji.

(Nagle przebiegają przez ciebie gwałtowne obrazy, które wprawiają cię w oszołomienie. Biały tłuszcz i skóra, spryskane krwią. Po chwili jesteś w drewnianej szopie głęboko w tym lesie. Leżą w niej absurdalnie rozrzucone ciała, skóra ledwie opina ich kości. Zęby.
Z groteskowo chudych twarzy tych ciał bije nonsensowność ich dawnego cierpienia. Teraz są tylko bezwładną materią promieniującą śmiercią. Słyszysz brzęk much i robi ci się niedobrze.

Nad tobą, w miejscu księżyca, widnieje teraz czarne słońce. Jego zarysy odcinają się od energii, którą promieniuje. Nagły, potężny wzrost ciśnienia rozsadza ci głowę. Padając, czujesz miękkość i zimno ciał, które są pod tobą. Ogarnia cię całkowity, paraliżujący bezwład i zaczynasz się rozkładać.)

Comments 1 komentarz »

Page optimized by WP Minify WordPress Plugin