Archiwum dla kategorii 'Ja'

Wyciągnijcie przed siebie rękę i w dowolnie wybranej chwili, spontanicznie i z własnej woli, poruszcie nadgarstkiem. Możecie powtórzyć to kilkakrotnie, starając się, by wasze działanie było jak najbardziej świadome i spontaniczne. Przypuszczalnie odniesiecie wrażenie, że w waszym umyśle rozgrywa się swego rodzaju dialog wewnętrzny lub decyzyjny, którego mocą powstrzymujecie się od wszelkich działań, po czym postanawiacie poruszyć ręką. Teraz zadajcie sobie pytanie: Co zapoczątkowało proces, który doprowadził do działania? Czy wy sami?

Opisane zadanie stanowiło podstawę fascynujących eksperymentów przeprowadzonych przez neurochirurga Benjamina Libeta (1985). Badani, z elektrodami wykrywającymi ruch na nadgarstkach oraz elektrodami do pomiaru fal mózgowych na głowach, obserwowali przesuwającą się po tarczy zegarowej plamkę. Oprócz spontanicznego zginania nadgarstka proszeni byli o dokładne odnotowanie położenia plamki w chwili, gdy zdecydowali się wykonać ruch. Libet rejestrował zatem moment wystąpienia trzech zjawisk: rozpoczęcia ruchu, podjęcia decyzji o jego wykonaniu oraz pojawienia się specyficznego wzoru fal mózgowych, zwanego potencjałem gotowości.

Wzór ten, obserwowany tuż przed podjęciem jakichkolwiek złożonych działań, łączony jest z aktywnością mózgu planującego ciąg przyszłych ruchów. Pytanie brzmiało: Co pojawi się pierwsze: decyzja o działaniu czy potencjał gotowości? Jeśli jesteście dualistami, przypuszczacie zapewne, że pierwszeństwo musi mieć decyzja. W rzeczywistości Libet odkrył, iż potencjał gotowości pojawiał się około 550 milisekund (nieco ponad pół sekundy), decyzja zaś około 200 milisekund (mniej więcej jedną piątą sekundy) przed wykonaniem ruchu. Innymi słowy, to nie decyzja dostarczała pierwszego impulsu — spostrzeżenie zadające kłam naszemu poczuciu jaźni. (…) Nie istnieje żadna odrębna jaźń, pojawiająca się ni stąd, ni zowąd w synapsach, by inicjować działania. Mój mózg mnie nie potrzebuje.

Jaką więc funkcję pełni moje „Ja”? Z pewnością musi stanowić przynajmniej centrum mojej świadomości, tę cząstkę, która odbiera wrażenia, jakie niesie życie? Niekoniecznie. (…) Osiemnastowieczny szkocki filozof David Hume wyznawał, iż ilekroć wkraczał w najgłębsze obszary własnej istoty, zawsze natrafiał na jakieś konkretne doznanie — gorąca albo zimna, bólu lub przyjemności. Nigdy nie zdołał przyłapać siebie bez doznań ani zaobserwować niczego prócz nich. Wyciągnął stąd wniosek, że jaźń jest jedynie „skupiskiem wrażeń” (Hume 1739-1740). Tak naturalne z pozoru przekonanie, iż ,ja” słyszę dźwięki, widzę obrazy i odczuwam doznania, może w istocie być tylko złudzeniem.

Kolejna seria eksperymentów Libeta (1981) dostarcza nowych, ciekawych argumentów w tej dyskusji. Okazuje się, że świadome doznania zmysłowe można wywołać sztucznie przez stymulację mózgu, ale tylko wówczas, gdy jest on pobudzany w sposób ciągły przez około pół sekundy. Wygląda to tak, jakby uformowanie się świadomych wrażeń wymagało czasu, to zaś prowadzi do dziwacznej myśli, że nasze świadome zrozumienie świata nie nadąża za biegiem wydarzeń, jednak z powodu procesu, który Libet nazywa „subiektywnym antydatowaniem”, nie zdajemy sobie sprawy z tej zwłoki. Opowieść, jaką tworzymy sobie w umyśle, ustawia wydarzenia w odpowiednim porządku.

Dalsze eksperymenty wykazały, że przy krótkich bodźcach (zbyt krótkich, by wzbudzić świadome doznanie) ludzie mimo wszystko trafnie odgadywali, czy byli poddawani stymulacji czy też nie (Libet i in. 1991). Innymi słowy, mogli przejawiać prawidłowe reakcje bez udziału świadomości. I znów wnioskiem, jaki stąd wynika, jest to, że nie świadomość jest motorem naszych działań. Świadome doznania zjawiają się, owszem, ale nie na czas. Usuwamy dłoń z płomienia, zanim zdążymy odczuć ból. Odbijamy piłeczkę tenisową, nim zorientujemy się, że leci w naszą stronę. Omijamy kałużę, zanim jeszcze zauważymy jej istnienie. Świadomość dołącza później. A mimo to nie opuszcza nas wrażenie, że były to „nasze” świadome działania.
Innym ze złudzeń, jakim ulegamy, jest żywienie przekonań. Z ich powodu argumentujemy namiętnie przy obiedzie, że prezydent Clinton naprawdę nie mógł tego zrobić, że Izraelczycy
powinni byli (lub nie) postawić te domy, że prywatne szkoły należałoby pozamykać, że narkotyki powinny zostać zalegalizowane i tak dalej. Jesteśmy tak przekonani o istnieniu Boga, że moglibyśmy spierać się o to godzinami (a może nawet toczyć wojny lub oddać za Niego życie). Wierzymy w alternatywną terapię, która nam pomogła, do tego stopnia, że namawiamy do niej wszystkich naszych znajomych. Ale co właściwie oznacza stwierdzenie, że ,ja” wierzę w to lub owo? Mogłoby się wydawać, że musi istnieć jaźń wyznająca takie lub inne przekonania, z drugiej strony jednak wszystko, z czym mamy do czynienia, to dowodzący swoich racji człowiek, przetwarzający informacje mózg oraz powielany (lub nie) zestaw memów. Choćbyśmy szukali, nie znajdziemy ani samych przekonań, ani żywiącej je jaźni.

To samo odnosi się do pamięci. Mówimy o niej tak, jakby jaźń wedle woli czerpała wspomnienia ze swych prywatnych zasobów. Chętnie ignorujemy fakt, że wspomnienia są nieustannie zmieniającymi się konstrukcjami mentalnymi, że często bywają niedokładne, że niekiedy zjawiają się nieproszone i że nieraz zdarza nam się przywołać złożone wspomnienia zupełnie bez udziału świadomości. Słuszniejsze byłoby więc stwierdzenie, że jesteśmy po prostu istotami ludzkimi wykonującymi skomplikowane zadania, do których potrzebna jest pamięć, a następnie konstruującymi opowieść o jaźni, która ową pamięcią zawiaduje.

Powyższe przykłady wskazują, iż najwyraźniej odczuwamy ogromną potrzebę opisywania siebie (mylnie) jako jaźni sprawującej władzę nad „naszym” życiem. Brytyjski psycholog Guy Claxton sugeruje, że to, co bierzemy za samokontrolę, jest tylko mniej lub bardziej udaną próbą przewidywania. Zazwyczaj nasze przewidywania własnych kolejnych posunięć są wystarczająco trafne, byśmy mogli z czystym sumieniem powiedzieć: „zrobiłem to” lub: „zamierzałem zrobić tamto”. Kiedy się pomylimy, po prostu blefujemy. I używamy naprawdę skandalicznych wybiegów, by podtrzymać iluzję.

    Chciałem zachować spokój, ale po prostu nie byłem w stanie. Nie powinienem jeść wieprzowiny, ale wyszło mi to z głowy. Zamierzałem wcześnie pójść spać, ale oto siedzimy na Piccadiiiy Circus o czwartej nad ranem w zabawnych czapeczkach i z butelką wina [...] Jeśli wszystko inne zawiedzie- a to już wybitnie bezczelne szalbierstwo – możemy przedstawić naszą porażkę jako faktyczny sukces! „Zmieniłem zdanie”, mówimy. (Claxton 1986, str. 59). Claxton stwierdza, że świadomość jest „mechanizmem konstruowania podejrzanych historii, których celem jest obrona zbytecznego i błędnego poczucia własnego «ja»” (1994, str. 150).

Nasz błąd polega na tym, że traktujemy jaźń jako odrębny, trwały i autonomiczny byt. Podobnie jak Dennett, Claxton uważa, że jaźń jest w rzeczywistości jedynie opowieścią o jaźni. Wewnętrzne, działające “Ja” jest złudzeniem.

-Susan Blackmore, “Maszyna memowa”

— A naprawdę sprawiedliwość (…) nie polega na zewnętrznym działaniu czynników wewnętrznych człowieka, tylko na tym, co się w nim samym z tymi czynnikami dzieje. Na tym, że on nie pozwala, żeby którykolwiek z nich robił mu w duszy to, co do niego nie należy, ani żeby spełniał kilka różnych funkcyj na raz. Taki człowiek urządził sobie gospodarstwo wewnętrzne, jak się należy, panuje sam nad sobą, utrzymuje we własnym wnętrzu ład, jest dla samego siebie przyjacielem; zharmonizował swoje trzy czynniki wewnętrzne, jakby trzy struny dobrze współbrzmiące: najniższą, najwyższą i środkową, i jeżeli pomiędzy tymi są jeszcze jakieś inne, on je wszystkie związał i stał się ze wszech miar jedną jednostką, a nie jakimś zbiorem wielu jednostek, opanowany i zharmonizowany postępuje też tak samo, kiedy coś robi, czy to gdy majątek zdobywa, czy o własne ciało dba, albo i w jakimś wystąpieniu publicznym, albo w prywatnych umowach — we wszystkich tych sprawach i dziedzinach on uważa i nazywa sprawiedliwym i pięknym każdy taki czyn, który tę jego równowagę zachowuje i do niej się przyczynia. Mądrością nazywa wiedzę, która takie czyny dyktuje. Niesprawiedliwym nazywa czyn, który tę jego harmonię wewnętrzną psuje, a głupotą nazywa mniemanie, które znowu takie czyny dyktuje. (…)
— Niechże będzie — mówię. — A teraz, myślę, trzeba wziąć pod uwagę niesprawiedliwość.
— Jasna rzecz.
— Nieprawdaż. To musi być rozpad i walka wewnętrzna pewnego rodzaju między tymi trzema pierwiastkami i łączenie wielu funkcyj w jednym ręku, i zajmowanie się nie swoimi rzeczami, i bunt jakiejś części przeciw całości duszy. Ten bunt zmierza do tego, żeby w niej władzę objęło nie to, co władać powinno, ale pierwiastek takiej natury, że powinien podlegać czynnikom urodzonym do władzy. Zgodzimy się, myślę, że jest to coś takiego; że zamieszanie i błąkanie się tych pierwiastków to jest niesprawiedliwość i rozpusta, i tchórzostwo, i głupota.

Platon
Państwo

- Czy w twoim nauczaniu jest miejsce na wolną wolę?
- Wolna wola jest dyspozycją prawdziwego Ja, tego kogo nazywamy Mistrzem. Ten, kto jest Mistrzem, ten ma wolę. Ten kto nim nie jest, nie posiada woli. To, co pospolicie nazywa się wolą to rozstrzygnięcie pomiędzy chęcią a niechęcią. Na przykład, umysł chce czegoś a uczucia tego nie chcą – jeśli umysł okaże się silniejszy niż uczucie, człowiek podporządkowuje się swojemu umysłowi. W przeciwnym razie, będzie posłuszny swym uczuciom. To właśnie zwie się „wolną wolą” u zwykłego człowieka. Zwykły człowiek jest rządzony raz przez umysł, raz przez uczucie, raz przez ciało. Bardzo często jest posłuszny rozkazom pochodzącym z automatycznego aparatu; tysiąckrotnie częściej rozkazuje mu centrum seksualne.
Prawdziwa wolna wola może istnieć tylko kiedy rozkazuje jedno Ja, kiedy człowiek posiada Mistrza dla jego drużyny. Zwyczajny człowiek nie posiada mistrza; pasażerowie w powozie nieustannie się zmieniają i każdy z nich nazywa siebie Ja.
Tym niemniej, wolna wola to rzeczywistość, ona istnieje. My jednak, tacy jacy jesteśmy, nie możemy jej mieć. Może ją mieć prawdziwy człowiek.
- Czy nie ma ludzi posiadających wolną wolę?
- Mówię o większości ludzi. Ci którzy mają wolę – mają wolę. Tak czy inaczej, wolna wola nie jest zjawiskiem zwyczajnym. Nie można jej mieć na żądanie, nie można jej kupić w sklepie.

G. I. Gurdżijew
Views from the Real World
tłum. ja

Bardzo często, prawie w każdej rozmowie, G. powracał do tematu braku jedności w człowieku:
Jednym z ważnych błędów człowieka – powiedział – o którym trzeba nieustannie pamiętać, jest jego złudzenie co do swojego „Ja”.
Człowiek taki, jakim go znamy, ,,człowiek maszyna”, człowiek, który nie może „czynić”, i z którym oraz przez którego wszystko „się zdarza”, taki człowiek nie może mieć stałego i pojedynczego ,,Ja”. Jego „ja” zmienia się tak szybko, jak jego myśli, uczucia, nastroje; i popełnia on błąd, uważając się zawsze za jedną i tę samą osobę; w rzeczywistości jest on zawsze inna osoba, nigdy tą, którą był jeszcze przed chwilą.
Człowiek nie ma stałego i niezmiennego „Ja”. Każda myśl, każdy nastrój, każde pragnienie, każde doznanie mówi „Ja”. I za każdym razem przyjmuje się za oczywistość, że wszystko to przynależy do Całości, do całego człowieka i że dana myśl, pragnienie czy niechęć są wyrażane przez tę Całość. W rzeczywistości nie ma żadnej podstawy do takiego założenia. Każda myśl i pragnienie człowieka pojawia się i żyje całkiem oddzielnie i niezależnie od Całości. Całość nigdy sama się nie wyraża z tego prostego powodu, że jako taka istnieje ona tylko fizycznie jako rzecz, a abstrakcyjnie jako koncept. Człowiek nie ma pojedynczego „Ja”. Ale zamiast tego, istnieją setki i tysiące małych, oddzielnych „ja”, bardzo często zupełnie sobie nieznanych, nigdy nie stykających się ze sobą albo też wrogich wobec siebie, wzajemnie wykluczających się i nie zgodnych ze sobą. W każdej minucie, w każdej chwili, człowiek mówi albo myśli „Ja”. I za każdym razem jego „ja” jest inne. W jednej chwili jest to myśl, w innej pragnienie, jeszcze w innej doznanie, inna myśl i tak dalej, bez końca. Człowiek jest wielością. Imieniem człowieka jest legion.
Następowanie po sobie różnych „ja” i ich ciągła, oczywista walka o dominację kontrolowane są przez przypadkowe zewnętrzne wpływy. Ciepło, słońce, piękna pogoda, natychmiast przywołują całą grupę „ja”. Zimno, mgła, deszcz, przywołują inną grupę „ja”, inne skojarzenia, inne uczucia, inne działania. Nie istnieje w człowieku nic, co byłoby w stanie kontrolować tę zmianę „ja”. Dzieje się tak głównie dlatego, że człowiek jej nie spostrzega albo o niej nie wie. Żyje on zawsze w swoim ostatnim „ja”. Niektóre „ja” są oczywiście silniejsze od innych. Ale nie jest to ich własna świadoma siła; zostały one stworzone dzięki sile przypadku albo dzięki mechanicznym, zewnętrznym bodźcom. Edukacja, naśladowanie, czytanie, hipnotyzm religii, kasty i tradycji albo też urok nowych haseł tworzą w osobowości człowieka bardzo silne „ja”, które dominują nad całą serią innych, słabszych „ja”. (…)
Człowiek nie ma indywidualności. Nie ma jednego, dużego „Ja”. Człowiek jest podzielony, jest wielorakością małych „ja”.

P. D. Uspienski
Fragmenty nieznanego nauczania
tłum. Magda Złotowska

Człowiek jest wielością. Zazwyczaj kiedy mówimy o sobie, mówimy o ‘ja’. Mówimy „ja to zrobiłem”, „ja to myślę”, „ja chcę to zrobić” – jest to jednak pomyłka.
Żadne takie ‘ja’ nie istnieje, mamy raczej w każdym z nas setki, tysiące małych ‘ja’. Jesteśmy wewnętrznie podzieleni, nie możemy jednak rozpoznać wielości swego istnienia inaczej niż przez obserwację i naukę. W jednej chwili działa jedno ‘ja’, w następnej inne ‘ja’. Nie funkcjonujemy harmonijnie, ponieważ te ‘ja’ wewnątrz nas są ze sobą sprzeczne.
Zazwyczaj żyjemy zaledwie ułamkiem naszych dyspozycji i sił, ponieważ nie rozpoznajemy że jesteśmy maszynami i nie znamy natury ani działania naszych mechanizmów. Jesteśmy maszynami.
Jesteśmy rządzeni całkowicie przez zewnętrzne okoliczności. Wszystkie nasze czynności idą za najmniejszą linią oporu pod naciskiem zewnętrznych okoliczności.
Sam spróbuj – czy możesz kontrolować swoje emocje? Nie. Możesz próbować je tłumić lub przegnać innymi emocjami, ale nie możesz ich kontrolować. To one kontrolują ciebie. Możesz też spróbować coś zrobić – twoje intelektualne ‘Ja’ może podjąć taką decyzję. Ale kiedy nadejdzie czas by to zrealizować, możesz przyłapać się na robieniu czegoś całkiem odwrotnego. Jeśli okoliczności są sprzyjające twojej decyzji, może ci się udać, lecz jeśli takie nie będą – zrobisz tak, jak cię pokierują. Nie masz kontroli nad swoimi czynami. Jesteś maszyną i zewnętrzne okoliczności kierują twoimi czynami niezależnie od twoich pragnień.
Nie mówię że nikt nie kontroluje swoich czynów. Mówię że ty tego nie możesz, ponieważ jesteś podzielony. Są w tobie dwie części, mocna i słaba część. Jeśli wzrośnie twoja siła, to urośnie także twoja słabość i stanie się negatywną siłą, chyba że nauczysz się to powstrzymać.
Jeśli nauczymy się kontrolować swoje czyny, sprawy będą wyglądać inaczej. Gdy zostanie osiągnięty pewien poziom bycia, naprawdę możemy kontrolować każdą część siebie – ale będąc takimi jakimi jesteśmy teraz, nie możemy zrobić nawet tego, co zdecydowaliśmy się zrobić.

G. I. Gurdżijew
Views from the Real World
tłum. ja

Integralną częścią sieci mdłych założeń tego świata – cel, patriotyzm, domowe gotowanie – jest przekonanie że jesteśmy wszyscy kimś lub że mamy, niczym dodatkowy organ wewnętrzny, tak zwane ‘ja’ (pisane często z wielkiej litery). Bezsprzecznie, wszyscy podzielają ten pogląd – nawet ci, którzy jak osiemnastowieczny szkocki filozof David Hume, wykonali dobrą robotę logicznie argumentując przeciw istnieniu ‘ja’. Logika nie jest jednak w stanie wyegzorcyzmować tego ‘ja’ spoglądającego na ciebie z lustra. Kiedy ludzie mówią że nie czują się swoim starym sobą, nasze myśli zwracają się ku psychologii a nie ku metafizyce. Racjonalne założenie lub przyjęcie na wiarę że ‘ja’ to iluzja może pozwolić nam ominąć najgorsze pułapki ego, ale umniejszenie oddalone jest o całe lata świetlne od wyzwolenia. Podobnie jak dusza czy aniołowie, ‘ja’ stanowi czystą kartę, na której tak wielu ludzi pisało jakże rozmaite rzeczy. Jednak nawet jeśli istnieje takie coś jak ‘ja’ żyjące niewidzialnie wewnątrz nas, kto powie – nie licząc tych, którzy by sobie tego życzyli – że nie podlega ono manipulacjom w ten sam sposób jak widzialna materia która je otacza? Dlaczego każde ‘ja’ nie miałoby być doręczane wraz z przyczepionymi doń sznurkami? Niektórzy wierzą, że Duże Ja obejmuje wszystkie nasze małe ja. Czy małe ja mogą mieć swoje mniejsze ja? Czy Duże Ja może mieć swoje większe ja? Jako w górze, tak i na dole… jak mówi powiedzenie. W każdym bądź razie, niektórzy z nas są bardziej pewni siebie niż inni, nieważne czy zostali trwale wymodelowani w fabryce ‘ja’, czy też są ciągle przycinani dla dopasowania jak komplet ubrań. A jak wielu z nas nie ma większego pragnienia niż stać się kimś?

Bez w pełni zaangażowanej wiary w siebie, w ja, w osobę, nasz świat byłby skończony. Nawet gdyby osobisty bóg został wyłączony z każdego ze wszechświatów, osoba nadal utrzymałaby swój status. W przeciwnym razie, nasz świat nie mógłby dalej funkcjonować. Po co trapić się o sukces jako jednostka lub o postęp jako społeczeństwo, kiedy rozpoznaliśmy się jedynie jako oczko w splątanej sieci jąkliwych wspomnień, wrażeń i impulsów? Jako że wydarzenia te rozgrywają się w tym samym worku skóry, zakładamy trwałą, ciągłą osobowość – coś co się wychwala lub potępia w masie bądź jako osobne jednostki, coś co służy jako podwalina dla wojen, romansów i każdego innego gatunku ludzkiej aktywności. W hierarchii naszych najpotężniejszych fikcji – Ojczyzna, Bóg, Rodzina – Osoba stanowi sam szczyt.

Thomas Ligotti
The Conspiracy Against the Human Race
(fragment)