Archiwum dla kategorii “Thomas Ligotti”

Poprawiłem część tłumaczeń opowiadań Ligottiego. Żałuję, że tak długo z tym zwlekałem – biorąc pod uwagę ich wcześniejszą jakość, mam wrażenie, że mogły raczej spowodować szkody, niż komuś pomóc.
Dzięki F.S. za pomoc i korektę!
Ze wszystkich tekstów poniżej, stylistycznie zdecydowanie najlepiej wypada „Nasz tymczasowy nadzorca”.
Nasz tymczasowy nadzorca
Łagodny głos szepcze: nic
Dźwięk dzwonków będzie nieść się bez końca

Poprawiłem również tłumaczenie „Being No One” Metzingera. Wrzuciłem ponownie nagranie wykładu – jest teraz w znacznie lepszej jakości i w jednym kawałku.
Thomas Metzinger – Bycie nikim: świadomość, fenomenalne Ja, perspektywa pierwszej osoby

Comments Brak komentarzy »

hans bellmerRóżne są warunki, w jakich u przeciętnego śmiertelnika można wywołać uczucie niesamowitości. Najważniejsze wśród nich są jednak te, które sprawiają, że przestajemy czuć się tym, za co się dotąd uznawaliśmy (…). W swym przełomowym eseju “O psychologii niesamowitego” (1906) niemiecki lekarz i psycholog Ernst Jentsch poddaje to uczucie analizie i dochodzi jego pochodzenia. Wśród przykładów niesamowitego doświadczenia Jentsch wymienia w swym eseju sytuację, w której jednostki przestają zdawać się spójne w swej tożsamości i zaczyną przybierać aspekty mechanizmów, rzeczy złożonych z części, stanowiących raczej sumę mechanicznych procesów niż niezmienne, stałe w sercu istoty. Jak Jentsch tłumaczy:

    „Potwierdzenie faktu, że omawiana tu emocja [niesamowitość] wywoływana jest w szczególności przez wątpliwość co do ożywionej bądź nieożywionej natury danego przedmiotu – albo też, by wyrazić się szczegółowiej, co do jego ożywienia w tradycyjnym, przyjmowanym przez ludzi rozumieniu – stanowi sposób, w jaki na przeciętną osobę wpływa widok zewnętrznych objawów większości chorób psychicznych i niektórych chorób nerwowych. Część pacjentów dotkniętych takimi dolegliwościami potrafi wywołać u większości ludzi zdecydowanie niesamowite wrażenie.

    Bazując na doświadczeniu zwyczajnego życia osób w okół nas, możemy założyć z dużą dozą pewności, że ich funkcje psychiczne działają ze sobą w relatywnej harmonii. Nawet jeżeli od czasu do czasu u każdego z nas ujawni się jakieś nieznaczne odejście od stanu równowagi, zachowania te stanowią ostatecznie o ludzkiej indywidualności, dając podstawę do jej przypisywania. Ogólnie rzecz biorąc, większość ludzi nie ujawnia swych poważnych psychicznych odchyleń – wychodzą one na jaw co najwyżej wtedy, kiedy dosięga nas jakiś silny afekt. W wyniku takiego zdarzenia nagle może stać jasne, że nie wszystko w ludzkiej psyche ma transcendentne źródło i że wiele jej elementarnych aspektów jest dostępnych nawet naszej bezpośredniej percepcji. Oczywiście wiele z tego, co zachodzi w takich wypadkach, często mieści się w ramach zupełnie normalnej psychologii.

    Jeśli jednak ta względna psychiczna harmonia zostanie u widza mocno zaburzona, a sytuacja nie wydaje się trywialna lub komiczna, nie stanowi konsekwencji jakiegoś mało znaczącego incydentu, ani nie jest w jakimś stopniu znajoma (jak na przykład upojenie alkoholowe), wtedy na tegoż niewykształconego widza spada posępna wiedza, że wewnątrz tego, co uznawał dotąd za niepodzielną psyche, toczą się czysto mechaniczne procesy. Nie bez słuszności więc epilepsję określa się mianem morbus sacer (“święta choroba”), choroby pochodzącej nie ze świata ludzi, a ze sfer obcych i zagadkowych, jako że epileptyczny atak spazmów odsłania przed obserwatorem naturę ludzkiego ciała – ciała w normalnych warunkach tak znaczącego, stosownego i jednolitego, funkcjonującego zgodnie z kierunkiem wyznaczanym przez świadomość – jako niezwykle skomplikowanego i delikatnego mechanizmu. To istotny powód, dla którego atak padaczki potrafi wywołać na obserwatorze tak demoniczny efekt.”

Przykład podany przez Jentscha jest o tyle błyskotliwy, że tłumaczy niesamowitość nie jako obiektywną jakość czegoś w zewnętrznym świecie, a subiektywne doświadczenie osoby, która ów zewnętrzny świat postrzega. Tak właśnie jest w rzeczywistości: niesamowitość to efekt wytworzony przez nasze umysły – i nic po za tym. A jednak, dla przeciętnego obserwatora niesamowitość jawi się jako obiektywny bodziec, coś co zdaje się mieć oddziaływanie samo w sobie. W podanym przykładzie ów obiektywny bodziec to żywa osoba widziana w czasie, kiedy zachuje się jak by nie była ona “ożywiona w tradycyjnym, przyjmowanym przez ludzi rozumieniu”, konkretnie zaś jest to epileptyk przejawiający niezwykłe ruchy ciała podczas ataku padaczki. Subiektywną reakcją na ten pozornie obiektywny bodziec jest pozyskanie “posępnej wiedzy” na temat tego, jak funkcjonuje człowiek, włączając w to osobę obserwującą targanego konwulsjami epileptyka. Mówiąc obszerniej, nie tylko epileptyk jest postrzegany przez obserwatora jako niesamowity (chyba, że obserwator jest lekarzem, który rozumie epilepsję z perspektywy nowoczesnej medycyny, a nie zgodnie z “tradycyjnym rozumieniem”), ale również sam obserwator zaczyna postrzegać siebie jako niesamowitego, ponieważ stał się świadomy mechanicznej natury ludzkich ciał i, ekstrapolując, faktu, że “wewnątrz tego, co uznawał dotąd za niepodzieloną psyche, toczą się czysto mechaniczne procesy”.

O części tych mechanicznych procesów wiedzą współcześni neuronaukowcy, podobnie jak widział Zapffe, który w “Ostatnim Mesjaszu” napisał: “Wszystko splata się z sobą w łańcuchu przyczyn i skutków, i wszystko, czego człowiek próbuje się chwycić, rozpływa się przed krytyczną myślą. Wkrótce dostrzegać zaczyna mechaniczność nawet w tym, co dotąd było mu drogie, w uśmiechu ukochanej.” Wiedza, że nie jesteśmy wyidealizowanymi, spójnymi i niepodzielonymi istotami, za które się uznawaliśmy, niektórych ludzi trwoży – w tym także lekarzy i neuronaukowców. Jednak mimo faktu, że nie jesteśmy tacy, jakimi siebie zwykle postrzegamy, nadal udaje nam się egzystować dokładnie tak samo, jak jesteśmy do tego przyzwyczajeni – o ile tylko potrafimy zdusić poczucie bycia niesamowitymi mechanizmami w świecie przedmiotów, które wszędzie i w dowolnej chwili mogą zostać poddane przemianie. Większości osób w naszym świecie nie sprawia to dużych trudności.

- Thomas Ligotii, ”The Conspiracy Against the Human Race” (fragment)

PS. Natknąłem się własnie na taki artykuł – trudno o bardziej ironiczną ilustrację.

Comments 4 komentarzy »

Moje tłumaczenie opowiadania Thomasa Ligottiego Our Temporary Supervisor ze zbioru „Teatro Grottesco” (2007).

Nasz tymczasowy nadzorca.pdf

Comments Brak komentarzy »

Poniższy tekst stanowi okrojone (własne) tłumaczenie tekstu Jamesa Trafforda „The Shadow of a Puppet Dance: Metzinger, Ligotti and the Illusion of Selfhood”, który oryginalnie okazał się w IV numerze czasopisma Collapse – nadal do dostania. Pominąłem w nim m.in. cały wątek Kantowski i przypisy, chcąc raczej zarysować ideę tekstu, niż podając go tu w całości. W razie zainteresowania, mogę podjąć się przetłumaczenia pełnego tekstu.

Nie ma żadnych ludzi, nic takiego nie istnieje.
-Thomas Ligotti

Na świecie nie istnieje nic takiego jak „ja”
Nikt nigdy ani nie był „kimś” ani nie miał żadnego „ja”.
-Thomas Metzinger

I. Bycie nikim

oknoW swojej książce „Being no-one”, Thomas Metzinger rzuca radykalne wyzwanie próbom obrony przez filozofię statusu świadomej siebie subiektywności przed ekspansją redukcjonistycznej neuronauki. Angażując całe zasoby kształtującej się dopiero nauki o świadomości, Metzinger za jednym pociągnięciem proponuje eliminację ‘ja’ z ontologicznego horyzontu oraz zniszczenie naszych najdroższych nam ‘źródłowych’ intuicji co do „samych siebie” i naszego miejsca w świecie. Tego typu intuicje tworzą wstępne warunki do fenomenologicznego opisu świata, odróżniającego naturalną, jawiącą się naoczność (manifest appearences) od nadbudowywanych wytworów wiedzy teoretycznej. Poprzez zagarnięcie rzekomo ‘nieobiektywizowalnej’ domeny subiektywności, filozofia starała się utrzymać swój dystans od skrzącego potencjału neuronauki. Tak zwana „zasada wszelkich zasad” Husserla stanowi prawdopodobnie najbardziej radykalne filozoficzne założenie tego rodzaju – „Każda źródłowo prezentująca naoczność jest źródłem prawomocności poznania, że wszystko, co się nam w «intuicji» źródłowo przedstawia, należy po prostu przyjąć jako to, jako, co się prezentuje, ale także jedynie w tych granicach, w jakich się prezentuje”. Jednak Metzinger problematyzuje zasadność tych właśnie „przed-teoretycznych” intuicji, ukazując że nawet sama naoczność nigdy nie „jawi się” w sposób niezapośredniczony doświadczającemu jej świadomemu podmiotowi. Prowadząc wyjaśnienia na kilku płaszczyznach, Metzinger nie tylko tworzy zarys funkcjonalnej nauki o świadomości, ale też obnaża „naiwny realizm” świadomości na temat jej własnych stanów.

Pomimo ogromnej technicznej złożoności, rezultat analiz Metzingera jest jasny: „na świecie nie istnieje nic takiego jak ‘ja’: Nikt nigdy nie był ‘kimś’ ani nie miał żadnego ‘ja’”. Konsekwentnie zaś „świadomość to tylko przedstawienie (appearence)”. Według Metzingera, organizmy nie są „sobą”, a raczej posiadają „model ja”, zaś budujący go system nie może tego faktu rozpoznać. Jedyne co istnieje, to systemy przetwarzania informacji uczestniczące w modelowaniu „ja”, lecz modele te nie mogą być zestawione z jakimikolwiek innymi, pozornie „rzeczywistymi” przedmiotami na świecie. Metzinger eliminuje więc substancjalną subiektywność na rzecz nie tyle samej redukcji, co użytecznego wyjaśnienia. Zamiast redukować ‘ja’, buduje za pomocą źródeł naukowych funkcjonalny model ilustrujący czym musi być owo ‘ja’ – „fenomenalne ‘ja’ nie jest rzeczą, a procesem – zaś subiektywne doświadczenie bycia kimś powstaje, gdy świadomy system przetwarzania informacji działa wewnątrz przezroczystego modelu ‘ja’.”

Rozszerzając podjęty przez Wilfreda Sellara atak na „mit tego, co dane” (The „Myth of the Given”), a więc „ideę, że część naszych wierzeń lub twierdzeń ma uprzywilejowany status epistemologiczny ze względu na istnienie uprawomocniających je faktów „danych” nam poprzez doświadczenie” , Metzinger twierdzi, że nasze intuicje filozofii potocznej wynikają bezpośrednio z ograniczeń naszego poznania, pozostając zamknięte w granicach fenomenalnego czasu i przestrzeni. Ilustruje to naturalistyczną materializacją alegorii jaskini Platona, skonstruowaną na podstawie argumentu że „nasz fenomenalny model rzeczywistości to w istocie wewnętrzny model rzeczywistości. Z zasady może on w dowolnej chwili okazać się bardzo odległy od rzeczywistości fizycznej, rzeczywistości bardziej wielowymiarowej niż kiedykolwiek moglibyśmy przypuścić”. „Jaskinia” to organizm fizyczny; cienie to „niskowymiarowa projekcja obiektów o większej ilości wymiarów”; ogień to dynamika neuronalna, tzn „samoregulujący się strumień przetwarzania informacji neuronalnej”; ściana jaskini to przestrzeń fenomenologii, choć ściana i ogień nie stanowią odrębnych bytów. Podsumowując, „jaskinia, w której żyjemy nasze świadome życie, kształtowana jest przez nasz globalny, fenomenalny model rzeczywistości”. W zgodzie z niektórymi śmielszymi propozycjami współczesnych fizyków, analogia Metzingera sugeruje więc, że fenomenologiczna percepcja może być więźniem wirtualnego modelu, w którym to doświadczany przedmiot jest zawsze zaledwie „nisko-wymiarowym cieniem rzeczywistego, fizycznego przedmiotu w twoich dłoniach, cieniem tańczącym w twoim układzie nerwowym”. Zasadniczą i dużo głębiej sięgającą różnicą jednak fakt, że iluzja ta jest, całkiem dosłownie, iluzją niczyją: „w jaskini nikogo nie ma[...] Jest tylko cień jaskini. Sama jaskinia jest zaś pusta.”

W tekście tym użyjemy spekulatywnych tez płynących z duszącej, halucynogennej literatury grozy Thomasa Ligottiego, by nakreślić niektóre implikacje tez Metzingera. Naszym zasadniczym założeniem jest, że tak jak wywłaszczenie subiektywności, które stanowi podstawowy motyw twórczości Ligottiego, znajduje nieoczekiwaną bazę realistyczną w filozoficznym naturalizmie Metzingera, tak też i na odwrót, metafizyczny „irrealizm” Ligottiego dostarcza zasobów, dzięki którym „niewyobrażalne” konsekwencje naturalistycznego „nemocentryzmu” Metzingera mogą być poddane ujęciu spekulatywnemu.

II. Fenomenologia i fikcja doświadczenia

Metzinger przekonuje, że neuronauka przekracza rzekomo nieredukowalną granicę świadomości siebie i rozpuszcza jej prywatność obiektywizując mechanizmy subiektywności. To właśnie nieintuicyjność tych mechanizmów daje początek jakościowemu doświadczeniu – doświadczenie konstytuowane jest więc przez swą niezdolność dotarcia do bezosobowych mechanizmów, za sprawą których staje się możliwa symulacja fenomenalna „ja”. Ta symulacja fenomenalna jest przeźroczysta dla doświadczenia: „nie doświadczamy stanów fenomenalnych jako stanów fenomenalnych[...], patrzymy poprzez nie. Dla zilustrowania swoich tez, Metzinger często przytacza całkowite zanurzenie w świecie wirtualnym: „nie doświadczamy pola naszej świadomości jako cyberprzestrzeni wytworzonej przez nasz mózg, lecz po prostu jako rzeczywistość samą w sobie, z którą to jesteśmy w kontakcie w sposób naturalny i bezproblematyczny.” (…)

III. Przezroczystość: szczególna forma ciemności

Fenomenalne ‘ja’ wyłania się dzięki „szczególnej formie ciemności” – a więc zasadniczo dzięki niezdolności podmiotu do reprezentowania warunków stojących za jego intuicjami. Psychologia potoczna postuluje, że świat dany jest subiektywnej świadomości w sposób niezapośredniczony; zakłada, że doświadczenie treści naocznej (phenomenal content) jest dla ‘ja’ przezroczyste. Metzinger przekonuje jednak, że niezapośredniczenie stanowi tylko pozorne doświadczenie świata „zewnętrznego”:

    „Spoglądając z perspektywy epistemologicznej da się zauważyć, że nasze stany fenomenalne nigdy nie nawiązują dla nas niezapośredniczonej łączności ze światem. [...] Jednakże na poziomie naocznego przedstawienia [...] fakt ten jest systematycznie tuszowany.”

Odwracając tradycyjny pogląd na temat przezroczystości czucia wewnętrznego, Metzinger przekonuje, że przezroczystość jako kluczowa własność doświadczenia fenomenalnego ukazuje błędność fenomenologicznego czystego doświadczenia oraz „subiektywnego wrażenia niezapośredniczenia”. Naiwny realizm nie jest więc jako taką teorią filozoficzną, a raczej ogólną cechą intuicji, jeżeli rozumieć ją jako treść fenomenalną zachodzącą lokalnie z własności neurobiologicznych. Nieprzezroczystość z kolei zachodzi wtedy, kiedy przedstawienia zostają rozpoznane jako przedstawienia. Stąd – nasze pierwotne, przedrefleksyjne poczucie świadomej osobowości nigdy nie jest zgodne z prawdą, tzn. nie odpowiada ono żadnemu bytowi wewnątrz ani zewnątrz samo-reprezentującego się systemu. Kulminacją odwrócenia koncepcji przezroczystości jest fakt, że przezroczystość stanowi formę ciemności: „odnosząc się do fenomenologii doświadczenia wzrokowego, przezroczystość oznacza, że nie możemy czegoś zobaczyć, ponieważ jest to przezroczyste. Nie widzimy okna, tylko przelatującego za nim ptaka. Przezroczystość fenomenalna (phenomenal transparency) ogólnie oznacza jednak, że coś nie jest dostępne subiektywnemu doświadczeniu, konkretnie zaś przedstawieniowy charakter treści świadomego doświadczenia.” Dana w sposób niezapośredniczony treść Fenomenalnego Modelu ‘Ja’ (PSM – Phenomenal Self Model) nie odpowiada ani subosobowym mechanizmom leżącym u podstaw tej treści, ani żadnego rodzaju zewnętrznej rzeczywistości; cały świat życia jest iluzoryczny, stanowi „halucynację online”. Metzinger nazywa ten element teorii modelu ‘ja’ (SMT – self model theory) „autoepistemicznym zamknięciem”, to jest zamknięciem i odcięciem przetwarzania od dynamiki wewnętrznej. Autoepistemiczne zamknięcie zezwala na dostępność treści fenomenalnej, ale nie pojazdu tej treści. (…)

V. Nemocentryzm

Jednym z prawdopodobnie najciekawszych, choć nie omawianych szerzej podtekstów książki Metzingera jest sugestia, że dążenia myśli mogą być uwolnione z więzów przeżywanego doświadczenia, a w wielu wypadkach nawet przeciwstawione interesom życia. Na przykład, w ogólnej dyskusji na temat realizmu naukowego Metzinger pisze, że „istnieją aspekty światopoglądu naukowego, które mogą być szkodliwe dla naszej kondycji psychicznej”. Obiekt „człowiek” składa się z ciasno upakowanych warstw symulacji, a naiwny realizm staje się dla niego koniecznym środkiem prewencyjnym, oddzielającym go od przerażenia towarzyszącego rozpadowi naszych intuicji co do samych siebie i naszego statusu w świecie: „świadoma subiektywność stanowi przypadek, gdzie pojedynczy organizm nauczył się zniewalać sam siebie”. To właśnie tutaj twórczość Thomasa Ligottiego może rozświetlić tezę Metzingera, proponując fenomenologiczne ujęcie tego, co Metzinger uznawał za niemożliwe do wyobrażenia – metodologiczny nemocentryzm.

Ligotti opisuje wywłaszczenie z subiektywnego doświadczenia w taki oto sposób: „Nie ma żadnych ludzi, nic takiego nie istnieje, człowiek to nic więcej niż suma ciasno zwiniętych warstw iluzji, z których każda unosi się na skrzydłach ostatecznego obłędu: przekonania, że istnieją jakieś osoby”. Ligotti łączy ów najwyższy obłęd z metafizycznym irrealizmem co do kwestii substancjalności natury świata. Porządek leżący rzekomo u podstaw świata fenomenalnego jest ledwie podobizną – i to nie podobizną jakiegoś ponadziemskiego królestwa, czy obcego „Innego”, lecz podobizną rzeczywistego świata, który to jest kompletnie obojętny interesom organicznego życia i myśli. Ligotti rozwija więc niektóre z egzystencjalnych i fenomenologicznych implikacji Metzingera o relatywnej autonomii przedstawień: jego bohaterowie doświadczają rzeczywistości w sposób, który jest kompletnie nieprzystający do fenomenologicznego rejestru ludzkiej percepcji.

Twórczość Ligottiego charakteryzują dwa nie rozdzielane nigdy zabiegi: bierne rozproszenie świadomości siebie podmiotu oraz „oświecenie w pustce”. Ten podwójny zabieg demaskuje dotychczasową, odwieczną rzeczywistość jego bohaterów. Duszący efekt, który Ligotti osiąga poprzez ten proces, wzmacniany jest przez konsekwentną odmowę uciekania się do jakiejkolwiek ponadnaturalności: nie ma żadnej ucieczki. A zatem ascesis tego co osobowe zachodzi w rzeczywistości pozytywnie pozbawionej znaczenia, oraz w uzmysłowieniu, które rozpuszcza zarówno prywatność subiektywnego doświadczenia, jak i bezosobowy dystans od mechaniki tego doświadczenia.

Fenomenologiczny nemocentryzm Ligottiego ukazuje tę zapaść opierając się o ustabilizowane, ontologiczne i epistemologiczne fundamenty literatury weird-fiction: krajobraz wypełniony ruinami i duchami marionetek. Marionetki występują w twórczości Ligottiego jako bezduszna, subosobowa rzeczywistość ukryta pod „bezmyślnymi lustrami” naszej naiwnej rzeczywistości. Marionetki te funkcjonują jako „kanał dla nierzeczywistego”; za ich pośrednictwem przenika halucynacyjna fenomenalność, ucieleśniając rzeczywistość snu. Życie ukazane jest jako marionetkowa gra bez wyjścia, niekończący się sen, w którym to marionetki są generalnie nieświadome swego zaklęcia w hipnotycznym tańcu, nie mając pojęcia o jego mechanizmach i nie sprawując nad nimi żadnej kontroli. Jak zauważa Dziemianowicz odnosząc się do opowiadania Ligottiego „Dream of a Mannikin”, nadrzędnym poczuciem marionetki jest podejrzenie że „ona i cały jej świat stanowią jakąś nierzeczywistą machinację”. Marionetka nie jest tylko szyderczą parodią człowieka – stanowi demaskację żyjącej twarzy bezdusznej rzeczywistości, odkrycie bezlitosnych mechanizmów stojących za tym, co osobowe; „Nie ma sposobu na ucieczkę z tego świata. Wnika on nawet w twój sen i stanowi jego substancję. Jesteś schwytany w swe własne śnienie, w którym nie ma przestrzeni. Przetrzymywany na wieczność w miejscu, w którym nie istnieje czas. Nie możesz uczynić nic, czego nie kazano ci zrobić. Nie ma nadziei na ucieczkę z tego snu, który nigdy nie był twój. Same nawet słowa które wypowiadasz stanowią tylko jego słowa.” Nieodparta groza towarzysząca wcieleniu rzeczywistości snu wyrasta z doświadczenia życia w „trójwymiarowym filmie”, „tunelu przechodzącym przez niewyobrażalnie wielowymiarową rzeczywistość”. Owo fenomenalne doświadczenie nemocentryzmu ostatecznie rozpuszcza zarówno prywatność tego co osobowe, jak i dystans od tego, co nieosobowe; „nic nie jest za duże, nic nie jest za małe. Gubisz kluczyki do samochodu, twoją żonę przejeżdża ciężarówka, jakiś świr wysadza w powietrze stolicę Pakistanu”. Odwołanie do marionetki i narastająca pasywność narratora tworzą uczucie kosmicznej klaustrofobii poprzez implozję tego, co osobowe – choć co tak naprawdę oczywiście nigdy osobowe nie było. (…)

Obiektywizacja świata ukazuje jego prawdziwy stan, odsłaniając nieubłagalną mechanikę przedstawień jako krajobraz ohydnego szaleństwa – salę bezmyślnych luster obdartą z ciasno zwiniętych warstw iluzji charakteryzujących cele życia i fizjologię myśli. W międzyczasie, protekcjonizm poznawczy i organiczne zniewolenie zapewniają oniryczną afazję cieniowi tańca marionetki:

    „Pełnia wiedzy i zrozumienia oznacza skok ku oświeceniu w pustce, w zimowy krajobraz pamięci, którego istotę stanowią tylko cienie i głęboka świadomość otaczającej nas z wszystkich stron bezkresnej przestrzeni. Wisimy w tej przestrzeni jedynie dzięki sznurkom naprężającym się wraz z naszymi nadziejami i grozą, trzymającymi nas w zawieszeniu nad szarą pustką. Jak to się dzieje, że możemy bronić tego marionetkowego teatrzyku, potępiając wszelkie próby wyrwania sobie tych sznurków? Przypuszczalnie stoi za tym fakt, że nic nie jest dla nas równie pociągające, nic nie jest bardziej idiotyczne, niż nasze pragnienie posiadania imienia – nawet, jeśli jest to imię małej głupiej marionetki – oraz trzymania się go przez całą przeprawę naszego życia, zupełnie jakbyśmy mogli zachować je na zawsze. Gdybyśmy tylko mogli zapobiec strzępieniu i plątaniu się tych jakże drogich nam sznurków, gdybyśmy tylko mogli zapobiec upadkowi w puste niebo, moglibyśmy dalej zgrywać się pod przybranymi imionami i kontynuować nasz marionetkowy taniec przez całą wieczność…”

Comments Brak komentarzy »

in a foreign town, in a foreign land Poniższe tłumaczenie pochodzi z wydawnictwa Current 93 / Thomas Ligotti „In a Foreign Town, in a Foreign Land”, w skład którego wchodzi płyta oraz książeczka z opowiadaniami. Każde z opowiadań odpowiada tytułem jednemu z czterech utworów na płycie, w tym wypadku jest to „Soft Voice Whispers Nothing”, gdzie David Tibet odczytuje duży fragment tekstu tego opowiadania.

Tekst „In a Foreign Town, In a Foreign Land” ukazał się niedawno w nieco wzbogaconej wersji w zbiorze opowiadań „Teatro Grottesco” – jako jedno opowiadanie podzielone na cztery części.

Łagodny głos szepcze: nic.pdf

Comments 4 komentarzy »