<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Zacmienie.org &#187; Eseje</title>
	<atom:link href="http://www.zacmienie.org/category/thomas-ligotti/eseje/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.zacmienie.org</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Fri, 23 Jul 2010 10:39:38 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.9.2</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Opowiadanie grozy – scenariusz koszmaru</title>
		<link>http://www.zacmienie.org/opowiadanie-grozy-%e2%80%93-scenariusz-koszmaru/</link>
		<comments>http://www.zacmienie.org/opowiadanie-grozy-%e2%80%93-scenariusz-koszmaru/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 25 Jan 2008 20:00:31 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zacmienie.org</dc:creator>
				<category><![CDATA[Eseje]]></category>
		<category><![CDATA[Thomas Ligotti]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://uraneus.ovh.org/?p=109</guid>
		<description><![CDATA[Poniższy tekst stanowi wstęp do zbioru opowiadań Ligottiego &#8220;The Shadow at the Bottom of the World&#8221;.
Aby opowiadanie grozy działało na czytelnika, musi ono jednocześnie odzwierciedlać i zniekształcać świat, który zna – a więc to samo miejsce, w którym rozmnaża się, walczy i je. Oznacza to, że opowiadanie to nie może wkraczać na święte ziemie okupowane [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://www.zacmienie.org/Pliki/Department-9m.jpg" alt="Depatament Store" /><em>Poniższy tekst stanowi wstęp do zbioru opowiadań Ligottiego &#8220;The Shadow at the Bottom of the World&#8221;.</em></p>
<p>Aby opowiadanie grozy działało na czytelnika, musi ono jednocześnie odzwierciedlać i zniekształcać świat, który zna – a więc to samo miejsce, w którym rozmnaża się, walczy i je. Oznacza to, że opowiadanie to nie może wkraczać na święte ziemie okupowane przez uznane instytucje wiary. Instytucje te mają bowiem w zwyczaju by w trosce o swych członków nazywać podległe im terytoria obszarami niemożliwymi do poznania. Gdybyśmy mimo to poprowadzili nasze opowiadanie tą tchórzliwą ścieżką, utraciłoby ono swą największą wartość &#8211; mianowicie moc przekazywania prawdy o naszych aktualnych, ciągle ewoluujących lękach, oddając się zamiast tego utrwalaniu prymitywnych tradycji jakiejś odległej przeszłości. Prawo literackie, którego w swej twórczości przestrzegali tylko najwięksi pisarze gatunku jak Edgar Allan Poe czy H.P. Lovecraft, można sformułować w następujący sposób: żadne opowiadanie grozy nie będzie wykorzystywać swych czytelników grając na ich wierzeniach. Jest to łatwa i podła gra, której dopuściłby się tylko skryba najniższego sortu. Głowy czytelników są już i tak pełne wszelkiego rodzaju lęków warunkowanych im od dzieciństwa spędzonego w rękach gniewnego boga. Szczęśliwie, został nam dany inny wzorzec dla horroru, nie mający nic wspólnego z kaznodziejami, ambonami i fasadowemu posłuszeństwu doktrynie. Wzorcem tym jest mianowicie senny koszmar. Jedyne doktryny jakim posłuszny jest koszmar to te, które wywodzą się właśnie z naszych ewoluujących lęków. Żaden zły sen nie skończył się nigdy wybawieniem śniącego od piekła jego umysłu. Takie zakończenia powstają zawsze po fakcie, pisane z rąk pisarzy o zacięciu wybawicielskim.</p>
<p>Nie ważne jak niechętnie i rzadko dopuszczamy do siebie świadomość śmierci, chorób, kalectwa i obłędu &#8211; dla większości z nas jest ona w takim samym stopniu nieunikniona, jak inna  konieczność: taka mianowicie, by zgodnie z pewnym rytmem regularnie opuszczać ten świat i udawać się w podróż do innego – do świata, w którym jesteśmy zmuszeni stawiać czoła nienaturalnej grozie &#8211; wypaczonym rzeczywistościom powstającym tylko dlatego, że nasze mózgi przechodzą w inny tryb funkcjonowania. W perspektywie przebudzonego „ja”, światy te mogą być nazwane w tylko jeden sposób: „obłąkańcze”. Prawdopodobnie równie stosownym określeniem byłoby także słowo „nadprzyrodzone”, gdyż jak wykazał Zygmunt Freud w swoim słynnym eseju „Niesamowite”, istnieje zwyczaj symbolicznego zrównywania stanów odchyleń umysłowych z dziwacznymi wydarzeniami świata „rzeczywistego”. To właśnie stąd wzięło się długotrwałe skojarzenie między literaturą grozy a tym, co nadprzyrodzone. Jeżeli umieszczamy ducha ze snu w kontekście naszego życia na jawie &#8211; nawet jeśli robimy to tylko na łamach opowiadania o duchach &#8211; to tym samym z własnej woli podejmujemy się metafizyki pomyłki. Motywacja tego działania jest równie poplątana, jak wszystkich pozostałych działań na ziemi; Jedno jest pewne &#8211; robimy to, bo czujemy do tego pociąg. Spekulacja ta odwodzi nas jednak od naszego głównego zagadnienia, jakim jest fabuła opowiadania grozy i jego geneza w koszmarze.</p>
<p>Droga między koszmarem a horrorem bywa zwykle długa i pokręcona. Jeśli chodzi o fabułę jakiej mógłby dostarczyć koszmar &#8211; ma on to do siebie, że notorycznie generuje wątki albo banalnie proste i tym samym nie działające poza obrębem snu, albo zbyt skomplikowane aby wyciągnąć z nich jakiś sens. Oczywiście, to samo może być powiedziane o naszym życiu na jawie. Z jednej strony składa się na nie kilka podstawowych, rutynowych działań i kiedy je rozebrać do naga, nie mają w sobie wiele interesującego. Mimo to musimy je realizować, jeżeli to przedstawienie ma  trwać dalej. Jemy, ponieważ jesteśmy głodni i umrzemy, jeśli nie uda nam się zaspokoić tego głodu. Pracujemy, ponieważ musimy zapewniać sobie pożywienie i schronienie przed żywiołami. Śpimy, ponieważ jesteśmy zmęczeni i musimy się zregenerować by móc dalej pracować, co z kolei pozwala nam się schronić i pożywić. Jednakże te rutynowe działania i ich sens nie zapewniają wystarczającego materiału na twórczość literacką – byłaby z tego raczej uciążliwa lektura. Z drugiej strony, sprawy w naszym życiu przybierają czasem tak porywający i tajemniczy obrót, że sprawia nam trudność samo choćby określenie co się właściwie dzieje. Jednego dnia rutynowo podbijamy kartę w biologicznej fabryce, a następnego wikłamy się w jakąś najniezwyklejszą historię tylko dlatego, że zobaczyliśmy ładną twarz albo rzuciliśmy lekkomyślnie kilka słów, które wywołały pożar wściekłości trwający czasem kilka godzin, a czasem przeciągający się na całe lata. Z początku próbujemy jakoś to sobie tłumaczyć, ostatecznie jednak dochodzimy do wniosku że po prostu nie jesteśmy w stanie nazwać mechanizmu stojącego za początkowym impulsem – nadążyć za tym co właściwie go napędzało a co hamowało, i zrozumieć do czego na koniec doprowadził. Jest to jeden z głównych powodów, dla których w ogóle czytamy literaturę – jesteśmy nieusatysfakcjonowani bądź sfrustrowani zarówno zasadniczą nudą, jak i bezkonkluzywną, dezorientującą złożonością naszego życia. Brakuje mu czegoś, czego pragniemy – znaczenia&#8230; albo, innymi słowy, <em>wątku</em>. Żadne inne stworzenie na tym świecie niczego takiego nie wymaga – zdaje się, że brzemię to należy wyłącznie do nas. Z tego też powodu norweski filozof Peter Wessel Zapffe uznał istotę ludzką za pomyłkę w świecie natury. Jest w nas pragnienie, które nigdy nie może zostać zaspokojone, pragnienie, które nie jest naturalne &#8211; a przynajmniej nie występujące nigdzie indziej w królestwie natury. Mimo to, będziemy dalej trwać w tej pogoni za niemożliwym i ostatecznie przyjdzie nam w tym wysiłku umrzeć. Na tym polega tragedia ludzkiej egzystencji, którą &#8211; jak stwierdził Zapffe – staramy się przed sobą zakrywać najlepiej, jak tylko możemy. Tylko tak możemy znosić istnienie, które niesie grozę na swym każdym kroku. Tworzymy więc pełne znaczeń narracje, zawiązując między sobą spisek kłamstw mających upozorować spójność, jakiej odmawia nam zarówno nasze życie we śnie, jak i na jawie. Stąd też mitologie, religie, a nawet scenariusze naukowe rozpoczynające się big-bangiem, ciągnące się aż zjawią się w nich jakieś postaci i wtedy urywające się w entropii; na naszym etapie historii wkraczanie na ten grunt, po którym kroczyło już tak wielu przed nami, wydaje się zbędne i co najmniej banalne. Interesują nas tu jednak wątki fikcji literackiej – konkretnie zaś te, która oscylują między koszmarem a powieścią grozy. Jeśli znowu zboczyliśmy nieco z głównego tematu, nie powinno to być zaskoczeniem. Może się nawet okazać, że zyskamy na kilku kolejnych krokach w bok.</p>
<p>Częścią naszego dziedzictwa jako istot obdarzonych świadomością – zdających sobie sprawę z tego że żyją i że nieuchronnie umrą – jest fakt, że zdarza nam się miewać koszmary. Każde działanie, jakiego się w życiu podejmujemy, wiąże się z ryzykiem. W wypadku czynności jaką jest kładzenie się spać, jest ono takie, że nasz umysł może niczym balon podryfować ku pokrytemu chmurom i cieniom niebu, gdzie przyjdzie mu znosić udrękę w scenerii niewyobrażalnego obłędu. W czasie, gdy nasze ciała leżą unieruchomione w stanie paraliżu, nasza błąkająca się po zaułkach mózgu świadomość zostaje wykrzywiana do granic psychozy&#8230; przynajmniej do chwili, kiedy skala grozy staje się zbyt wielka, aby sen mógł trwać dalej; zostajemy wtedy na powrót pchnięci ku jawie.</p>
<p>Jednak jeśli koszmar dostatecznie nami wstrząsnął, może zająć trochę czasu nim się w pełni obudzimy. Jesteśmy dostatecznie przytomni by sięgnąć lampy i wygramolić się z łóżka, przecierając oczy jakbyśmy chcieli zetrzeć wizje jakich padliśmy ofiarą, przykładając dłonie do skroni aby poczuć że wracamy do znajomych obszarów fizyczności. Jednak nie do końca jeszcze opuściliśmy świat koszmaru. Wychodzimy więc z przemienionego w komnatę grozy pokoju i poszukujemy jakiegoś innego miejsca w naszym domu, nie skażonego doświadczonym przez nas szaleństwem, gdzie moglibyśmy umieścić swoje ciało – stojące, aby uniemożliwić mu ponowne utonięcie w tą obłąkaną ciemność, z której staramy się wydostać. Kiedy już siądziemy, zaczynamy stękać i przeklinać na wspomnienie tej przerażającej przeprawy, przez jaką zabrała nas świadomość. Nasz umysł dalej nękają pozostałości po rzeczach, jakich nigdy nie spodziewalibyśmy się doświadczyć, serwując widoki wyskakujące z ciemności wewnątrz nas, gdzie nadal w kółko rozgrywane są wewnętrzne scenariusze &#8211; jak grająca w głowie melodia, której nie możemy zatrzymać. Nasze ciało nadal drży od objawów tej niematerialnej choroby &#8211; jej gorączki, spustoszenia i pomieszania. Nie jesteśmy już zatrzaśnięci we śnie, nadal jednak nie jesteśmy w pełni wyzwoleni z jego uścisku. Najgorszą zaś rzeczą, jaka wiąże się z przebywaniem w tej strefie przejściowej &#8211; najokropniejszym objawieniem, jakiego w tym stanie można zaznać – stanowi nie sam ów koszmar, który to wślizgnął się niedawno do naszych czaszek i zasiedlił w nich na pewien czas.  Ta trauma dobiegła już końca. Światła mieszkania palą się wokół nas&#8230; jednak nadal trwamy w stanie delirium, które w innych okolicznościach mogłoby sugerować jakąś poważną chorobę umysłową albo uszkodzenie systemu dającego nam poczucie, że jesteśmy kimś prawdziwym, że mamy normalne i ciągłe „ja”. Tym co najgorsze w zawieszeniu między dwoma światami nie jest wcale wspomnienie minionego już koszmaru, osuwające się właśnie w jedno z pokrytych szlamem i pajęczynami zagłębień pamięci. Jest nim natomiast idea wszystkich tych koszmarów, które mają w naszym życiu dopiero nadejść. W tych chwilach granicznych między zniekształceniami chorego snu a pełnym wyzdrowieniem, pozwalającym naszemu umysłowi wrócić ze szpitala do domu, odkrywamy, że perspektywa kolejnych epizodów tego rodzaju &#8211; tych nawrotów szału śpiącego umysłu &#8211; jest absolutnie nie do zniesienia. Jak mielibyśmy kiedykolwiek zdobyć się na podjęcie ryzyka powrotu do tamtego łóżka, aby znów zejść do świata snu? Cóż za potworne przeznaczenie musimy bezradnie znosić każdej nocy &#8211; stawać na krawędzi przepaści snu, nie wiedząc co nas czeka na dole&#8230;</p>
<p>Jak już wcześniej jednak zauważyliśmy, każdy krok w naszym życiu wiąże się z ryzykiem. Zdanie to można by słusznie rozszerzyć, aby – jak wskazują pewne fakty i statystyki &#8211; mówiło nie tyle o ryzyku, co wręcz o pewności bólu i cierpienia, otaczających nas niczym drut kolczasty, w który prędzej czy później musimy z impetem wpaść. Tylko nieliczni zaklinają się że nie wejdą do samochodu z uwagi na pewne wyjątkowo groteskowe okaleczenia czy zgony, które nie raz wyniknęły z powodu tej decyzji. Z drugiej strony, wielu rezygnuje z zaznawania euforii, w jaką wprawia jazda na motocyklu – nawet jeśli nie słyszeli wcześniej, że chirurdzy zwykli nazywać te pojazdy „dawco-cyklami”. Jednak nawet najbardziej beztroscy z nas ważą ryzyko, zestawiając potencjalną krzywdę jaką mogą odnieść, z uzyskaną w zamian nagrodą. Wielu ludzi wierzy, że może wybierać jaki rodzaj zagłady ich spotka; czasem rzeczywiście kończą oni swój żywot w takich mniej więcej okolicznościach, jakie sobie wyobrazili. Oczywiście, kiedy już wpadną w tarapaty, tłumaczą je sobie w nieco inny sposób. W sprawach okropieństw, które mogłyby pokrzyżować ich plany życiowe, ludzie pozostają nieświadomi do granic możliwości. Choć zdarza im się otrzeć się o poważne kalectwo lub śmierć, zwykle zdrowieją z tych doświadczeń i podobnie jak ktoś, kto swego czasu przeżył serię nocnych koszmarów &#8211; w końcu z powrotem kładą się spać&#8230; ponieważ to właśnie we śnie pragną umrzeć, przeżywszy już swoje długie i zdrowe życie. Ani koszmary we śnie, ani na jawie, nie wstrzymały nigdy marszu ludzkości. Nie żeby urodzona już osoba, czy uformowane już społeczeństwo miały jakiś inny wybór, niż trwać w założeniu, że na krótką metę wszystko będzie w porządku – starając się przy tym możliwe najmniej myśleć o tym jak to się skończy. Codzienne i świadome stawianie czoła koszmarom z zasady nie leży w ludzkim zwyczaju. Istnieją jednak nieliczni pośród nas, którzy oddają się badaniu koszmaru we wszelkich jego odmianach &#8211; i być może za sprawą przypadku lub jakiejś wady charakteru &#8211; pragną oni publikować swoje odkrycia w formie znanej powszechnie jako opowiadanie grozy. Poniższe obserwacje zostały zaczerpnięte z moich własnych badań nad tym właśnie obszarem ludzkiego doświadczenia.</p>
<p>Jakkolwiek przerażające potrafią być koszmary, nie sama groza stanowi ich istotę – podobnie zresztą jak nie stanowi ona istoty horroru. Rzecz jasna, musi być w nich coś przerażającego – czy to ucieczka przed kimś czyhającym na ciebie pośród ciemnych uliczek, bieg po omacku wgłąb wiecznie zwężającego się tunelu, czy też wizyta jakiejś widmowej istoty. Specyfika koszmaru nie leży jednak w tych, ani w jakichkolwiek innych hipotetycznych sytuacjach jako takich. To, co sprawia, że koszmar rzeczywiście staje się koszmarny, to poczucie, że dzieje się właśnie coś, co <em>nie powinno się dziać</em>. I chociaż koszmar stanowi najlepszy przykład sytuacji, w której zachodzi coś niemożliwego i nie do pomyślenia, to jednak sytuacje te nie zdarzają się wyłącznie w godzinach naszego snu.</p>
<p>Aby zilustrować to łatwo dostępnym przykładem, rozważmy scenariusz wypadku samochodowego – wydarzenia, którego z początku doświadcza się, jakby to był sen. Oto nagle znajdujesz się w sytuacji, gdzie czas niesie cię zupełnie odmiennym nurtem niż dotąd. Być może podróżowałeś właśnie po jakiejś śliskiej drodze, kiedy nagle i bez ostrzeżenia odkrywasz, że straciłeś kontrolę i za chwilę przelecisz przez kilka pasów nadciągającego z naprzeciwka ruchu. Wiesz, że takie rzeczy zachodzą dość łatwo; może nawet przydarzyły ci się już wcześniej; wiesz, że przytrafiają się one ludziom praktycznie codziennie. Tym niemniej, wypadek ten nie był w twoich planach &#8211; dlatego zresztą zwie się wypadkiem. Sprawia wrażenie pomyłki, nawet jeśli da się go wytłumaczyć jako zbieg serii przyczynowo-skutkowych okoliczności. Jest pomyłką, ponieważ &#8211; jak co dzień zresztą &#8211; miałeś własne wyobrażenie tego, jak sprawy powinny się dziś potoczyć. Bezradne wirowanie w samochodzie w czasie kiedy inni usiłują cię ominąć – być może nieskutecznie – nie było częścią twojego planu dnia. Raz zdajesz się mieć sprawy pod kontrolą, chwilę później lecisz w kierunku nie do przewidzenia. Kręcąc się tak po śliskim od śniegu lub deszczu chodniku, nie czujesz przerażenia &#8211; przynajmniej jeszcze nie teraz. Na tym etapie wszystko jest dziwnością. Zabrano cię do miejsca innego niż wcześniej i nie masz tu już kontroli. <em>Wszystko może się teraz zdarzyć.</em> Wślizgnięcie się tego podejrzenia do twych myśli znaczy moment, w którym rozpoczyna się koszmar. <em>Nic już nie jest bezpieczne ani nic nie jest zakazane.</em> Zupełnie znienacka uruchomione zostało coś, co przemieniło wszystko w rzeczy, których być nie powinno – przynajmniej zgodnie z twoją urojoną koncepcją twego życia i jego „sensownej” trajektorii. A jednak – takie rzeczy się zdarzają, wie to każdy. Zawsze się zdarzały i zawsze będą się zdarzać.</p>
<p>Odsuwamy jednak od siebie ten koszmar, nazywając go wymyślonym i negując jego rolę w naszym prawdziwym życiu; zakotwiczamy się w odległych od niego krainach, władanych przez takie „rzeczywistości” jak Kraj albo Bóg; rozpraszamy swą uwagę, zawężając umysł do obszarów, w których zdaje się być nieobecny; i ostatecznie &#8211; łagodzimy koszmar, umieszczając go w opowiadaniach, obrazach i innych formach wyrazu, które możemy odłożyć kiedy nam się żywnie podoba. Gdybyśmy tego zaniechali, zostalibyśmy skazani na życie w ciągłym koszmarze&#8230; świecie, który nie powinien być, a mimo to trwa. Spiskujemy więc ze sobą i przeciw sobie, aby zanegować najbardziej oczywiste fakty koszmaru – śmierć, obłęd, zwyrodnienie i kalectwo. Poprzez funkcjonowanie na zasadach koszmaru, opowiadanie grozy stanowi sposób, za pomocą którego pewni ludzie myślą o czymś, czego nie da się pomyśleć, stawiają czoła czemuś, na co w przeciwnym razie nie byliby w stanie spojrzeć i, co najważniejsze, kontrolują i nadają znaczenie czemuś, co nie może ani poddawać się kontroli, ani skrywać jakiegokolwiek znaczenia. Jest to perwersyjny sposób na obronę przed czymś, co nas poniża i niszczy, przed czym nie ma ratunku i co nigdy nie powinno zaistnieć – przed życiem samym w sobie z całą wrodzoną mu groteskowością. Jednakże jedynym rezultatem naszych wysiłków w nadpisywaniu tego, co już zapisano, przerabianiu czegoś, co już utrwalono, przemienianiu rzeczy, która jest niezmienna i godzeniu się z czymś, co jest nie do zaakceptowania, to tylko dalsze pogorszenie naszej sytuacji. Nie ma znaczenia jak wielu papierowym potworom stawimy czoła czy z jak wielu koszmarów się otrząśniemy – najlepsze co możemy uczynić to otworzyć strony Poego i zarecytować – w miarę możliwości zrezygnowanym i sardonicznym tonem – słowa wiersza „<a href="http://korpus.pl/~nathell/eap/poems.php?view=the-conqueror-worm-2.txt">Zdobywca czerw</a>” opowiadającego historię, w której jest „Dużo Szaleństwa, więcej Grzechu, / A motyw sztuki &#8211; Groza dusz”</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.zacmienie.org/opowiadanie-grozy-%e2%80%93-scenariusz-koszmaru/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Tajemnica</title>
		<link>http://www.zacmienie.org/tajemnica/</link>
		<comments>http://www.zacmienie.org/tajemnica/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 02 Sep 2007 13:08:13 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zacmienie.org</dc:creator>
				<category><![CDATA[Eseje]]></category>
		<category><![CDATA[Thomas Ligotti]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://uraneus.ovh.org/?p=92</guid>
		<description><![CDATA[„Sens [życia]” występuje jako autonomiczny system bądź coś zauważonego dopiero wtedy, kiedy zaczyna się rozlatywać, nigdy kiedy działa poprawnie. Jest po prostu trybikiem niezbędnym do działania cielesnej i psychologicznej maszynerii, która motywuje jednostkę by dalej robiła to, co robi. Choć większość czasu ów system znaczeń szumi cicho na tle życia danej osoby, często pod wpływem [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>„Sens [życia]” występuje jako autonomiczny system bądź coś zauważonego dopiero wtedy, kiedy zaczyna się rozlatywać, nigdy kiedy działa poprawnie. Jest po prostu trybikiem niezbędnym do działania cielesnej i psychologicznej maszynerii, która motywuje jednostkę by dalej robiła to, co robi. Choć większość czasu ów system znaczeń szumi cicho na tle życia danej osoby, często pod wpływem jakiegoś zagrożenia, sens wysuwa się na pierwszy plan. Kiedy zagrożenie zostaje zażegnane, system ten zaczyna na powrót funkcjonować automatycznie. Zaledwie nikły procent ludzi świadomie i z własnej woli opiera swoje życie na jakimś znaczeniu bez zewnętrznej prowokacji. Co do większej części naszej rasy, wywodzi ona sens prosto z podręcznika i może być on zlokalizowany co do strony, paragrafu, rozdziału i wiersza &#8211; &#8220;Bóg istnieje&#8221;, &#8220;Posiadam &#8216;Ja&#8217;, &#8220;Mój kraj jest najlepszy na świecie&#8221;. Z kolei pozostały nikły procent wywodzi sens z jednego tylko źródła &#8211; z poczucia tajemnicy.<br />
W swoim eseju &#8220;The Wall and the Book&#8221;, dwudziestowieczny argentyński pisarz Jorge Luis Borges pisze:</p>
<ol>
<p>
&#8220;Muzyka, stany szczęśliwości, mitologia, twarze wymęczone czasem, niektóre ze zmierzchów i niektóre miejsca starają się nam coś powiedzieć; albo też powiedziały nam coś, czego nie powinniśmy byli nie dosłyszeć, albo też mają zamiar nam coś powiedzieć; <u>owa bliskość objawienia, które nie nadchodzi</u> jest, być może, zjawiskiem estetycznym.”</p>
</ol>
<p>&#8220;Notes on the Writing of Weird Fiction&#8221; Lovecrafta rozpoczyna się następującym zdaniem:</p>
<ol>
<p>
&#8220;Powodem, dla którego piszę opowiadania, jest dostarczenie sobie satysfakcji wyraźniejszego, stabilniejszego i bardziej szczegółowego ujrzenia tego co niejasne i ulotne; fragmentarycznych wrażeń cudowności, piękna i <u>łaknącego przygody oczekiwania</u> [adventurous expectancy], które przynoszą pewne widoki, wydarzenia i obrazy napotykane w sztuce i literaturze.” </p>
</ol>
<p>Owo poczucie tajemnicy nie rozpraszane nigdy przez wyraźną wiedzę, lecz pozostające wiecznie <u>bliskością</u> lub <u>oczekiwaniem</u>, wiele tłumaczy co do atrakcyjności najlepszych opowieści o tym, co ponadnaturalne (…), mających u swego jądra otchłań nieznanego, być może z wyziewem śmierci na jej obrzeżach. Rzeczy mogą mieć jakiś sens jedynie wtedy, kiedy czujemy, że coś wielkiego <u>ma</u> zostać objawione. Jak zgadzają się w powyższych cytatach Borges i Lovecraft, wrażenie to pobudzane jest przez sztukę bądź uestetycznione ujęcie spraw tego świata. Sens powstaje na krawędzi wiedzy i wali się wraz z wtargnięciem świętych pism, doktryn i narracji, które uściślają to co tajemnicze do jakiegoś obiektu bądź założenia. Same w sobie, wszystkie przedmioty i dane w egzystencji nie mają żadnego sensu. Zawodzić nieustannie że bóg istnieje to zabić tego boga bądź przemienić go w plastikowego bożka. Powiedzieć że bóg <u>może</u> istnieć, to ożywić go sensem tajemnicy.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.zacmienie.org/tajemnica/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Ja</title>
		<link>http://www.zacmienie.org/ja/</link>
		<comments>http://www.zacmienie.org/ja/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 12 Jul 2007 10:42:32 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zacmienie.org</dc:creator>
				<category><![CDATA['Ja']]></category>
		<category><![CDATA[Eseje]]></category>
		<category><![CDATA[Thomas Ligotti]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://uraneus.ovh.org/?p=77</guid>
		<description><![CDATA[Integralną częścią sieci mdłych założeń tego świata – cel, patriotyzm, domowe gotowanie – jest przekonanie że jesteśmy wszyscy kimś lub że mamy, niczym dodatkowy organ wewnętrzny, tak zwane ‘ja’ (pisane często z wielkiej litery). Bezsprzecznie, wszyscy podzielają ten pogląd &#8211; nawet ci, którzy jak osiemnastowieczny szkocki filozof David Hume, wykonali dobrą robotę logicznie argumentując przeciw [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Integralną częścią sieci mdłych założeń tego świata – cel, patriotyzm, domowe gotowanie – jest przekonanie że jesteśmy wszyscy kimś lub że <u>mamy</u>, niczym dodatkowy organ wewnętrzny, tak zwane ‘ja’ (pisane często z wielkiej litery). Bezsprzecznie, wszyscy podzielają ten pogląd &#8211; nawet ci, którzy jak osiemnastowieczny szkocki filozof David Hume, wykonali dobrą robotę logicznie argumentując przeciw istnieniu ‘ja’. Logika nie jest jednak w stanie wyegzorcyzmować tego ‘ja’ spoglądającego na ciebie z lustra. Kiedy ludzie mówią że nie czują się swoim starym sobą, nasze myśli zwracają się ku psychologii a nie ku metafizyce. Racjonalne założenie lub przyjęcie na wiarę że ‘ja’ to iluzja może pozwolić nam ominąć najgorsze pułapki ego, ale umniejszenie oddalone jest o całe lata świetlne od wyzwolenia. Podobnie jak dusza czy aniołowie, ‘ja’ stanowi czystą kartę, na której tak wielu ludzi pisało jakże rozmaite rzeczy. Jednak nawet jeśli istnieje takie coś jak ‘ja’ żyjące niewidzialnie wewnątrz nas, kto powie – nie licząc tych, którzy by sobie tego życzyli &#8211; że nie podlega ono manipulacjom w ten sam sposób jak widzialna materia która je otacza? Dlaczego każde ‘ja’ nie miałoby być doręczane wraz z przyczepionymi doń sznurkami? Niektórzy wierzą, że Duże Ja obejmuje wszystkie nasze małe ja. Czy małe ja mogą mieć swoje mniejsze ja? Czy Duże Ja może mieć swoje większe ja? Jako w górze, tak i na dole… jak mówi powiedzenie. W każdym bądź razie, niektórzy z nas są bardziej pewni siebie niż inni, nieważne czy zostali trwale wymodelowani w fabryce ‘ja’, czy też są ciągle przycinani dla dopasowania jak komplet ubrań. A jak wielu z nas nie ma większego pragnienia niż stać się <u>kimś</u>?</p>
<p>Bez w pełni zaangażowanej wiary w siebie, w ja, w osobę, nasz świat byłby skończony. Nawet gdyby osobisty bóg został wyłączony z każdego ze wszechświatów, osoba nadal utrzymałaby swój status. W przeciwnym razie, nasz świat nie mógłby dalej funkcjonować. Po co trapić się o sukces jako jednostka lub o postęp jako społeczeństwo, kiedy rozpoznaliśmy się jedynie jako oczko w splątanej sieci jąkliwych wspomnień, wrażeń i impulsów? Jako że wydarzenia te rozgrywają się w tym samym worku skóry, zakładamy trwałą, ciągłą osobowość – coś co się wychwala lub potępia w masie bądź jako osobne jednostki, coś co służy jako podwalina dla wojen, romansów i każdego innego gatunku ludzkiej aktywności. W hierarchii naszych najpotężniejszych fikcji – Ojczyzna, Bóg, Rodzina – Osoba stanowi sam szczyt.</p>
<p align=right>Thomas Ligotti<br />The Conspiracy Against the Human Race<br />(fragment)</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.zacmienie.org/ja/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Marionetka</title>
		<link>http://www.zacmienie.org/marionetka/</link>
		<comments>http://www.zacmienie.org/marionetka/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 08 Jul 2007 23:18:20 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zacmienie.org</dc:creator>
				<category><![CDATA[Eseje]]></category>
		<category><![CDATA[Thomas Ligotti]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://uraneus.ovh.org/?p=75</guid>
		<description><![CDATA[„Człowiek to samoświadome Nic.” Biorąc to twierdzenie dosłowne, okazuje się ono paradoksem i koszmarem. Bycie samoświadomym i bycie niczym powinno się nawzajem wykluczać. Tutaj jednak są one zestawione, tworząc nierealną potworność, egzystencjalną chimerę w rodzaju „nie-umarłego”. Większa cześć przedstawicieli ludzkiej społeczności powie ci że są czymś, nie że są niczym. Ci ze skłonnościami samobójczymi powiedzą [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://www.zacmienie.org/Pliki/puppet.jpg" alt="" />„Człowiek to samoświadome Nic.” Biorąc to twierdzenie dosłowne, okazuje się ono paradoksem i koszmarem. Bycie samoświadomym i bycie niczym powinno się nawzajem wykluczać. Tutaj jednak są one zestawione, tworząc nierealną potworność, egzystencjalną chimerę w rodzaju „nie-umarłego”. Większa cześć przedstawicieli ludzkiej społeczności powie ci że są czymś, nie że są niczym. Ci ze skłonnościami samobójczymi powiedzą że są czymś choć woleliby być niczym. To, czego prawie żaden z nich powie, to że „wie” że jest niczym – żywą marionetką niezdolną by działać inaczej niż w sposób, w jaki zostało jej to nakazane przez niewidoczne siły – a jednak, będąc samoświadomą, ulega iluzji że jest czymś i że wierzy, że tak samo jest ze wszystkimi &#8211; wszyscy żyjemy w tym samym paradoksie, tym samym koszmarze. Wierzy także, że zrobimy wszystko co w naszej mocy aby utrzymać tę wiedzę z dala od naszych głów, bo jak inaczej moglibyśmy dalej żyć? I dlaczego mielibyśmy zapełniać świat kolejnymi przedstawicielami tego samoświadomego nic, kolejnymi marionetkami?<br />
Rozważmy przez chwilę przedmiot, jakim jest marionetka. Wykonana na nasze podobieństwo, nie wie nic z rzeczy, które wiadome są nam… Lub z rzeczy, które wyobrażamy sobie że wiemy &#8211; na jedno wychodzi. Bez wątpienia zdarzało się nam kiedyś fantazjować o chwili, w której marionetka sprawia wrażenie jakby miała ożyć, podskoczyć jak człowiek, wiedzieć rzeczy które wiemy, a być może także takie, których nie wiemy. I wtedy wybucha w nas psychologiczny konflikt nie do rozwiązania, dysonans poznawczy, który przeszywa nasze istnienie wstrząsem ponadnaturalnej grozy (antropomorfobia to termin oznaczający niepokój wywoływany przez sytuacje, w których nieożywione przedmioty nabierają ludzkich jakości). Nie ważne czy wierzymy w zjawiska ponadnaturalne czy nie &#8211; wprawiają nas one w przerażenie, ponieważ przez przyzwyczajenie myślimy o sobie jako o bytach naturalnych, istniejących w naturalnym świecie &#8211; i dlatego utożsamiamy to co ponadnaturalne z grozą. Marionetka istnieje, nie może jednak wiedzieć jak ani czemu. Nie wie nic, a mimo to może mieć nam do powiedzenia coś  interesującego o tym co naturalne i ponadnaturalne.</p>
<p>Marionetki &#8211; podobizny nas samych, wykonane przez nasze własne dłonie i umysły &#8211; zostały stworzone, aby być aktorami w swoim świecie, który to istnieje wewnątrz naszego i stanowi jego odbicie. Co widzimy w tym odbiciu? Tylko to, co chcemy zobaczyć, tylko to, czego widok możemy znieść. Jedynie dzięki zapobiegawczemu samooszustwie udaje nam się ukryć przed tym, czego lękamy się wpuścić w nasze ręce. Jednakże marionetki nie mają nic do ukrycia. Są więcej niż chętne, by zdradzić nam tajemnicę zbyt dla nas przerażającą aby ją poznać. Nasze życie jest pełne kłopotliwych pytań, którymi żonglują wirtuozi spekulacji, a o których reszta z nas zapomina. Może i jesteśmy nagimi małpami albo wcielonymi aniołami, ale na pewno nie samo-świadomym niczym. Wszyscy jesteśmy Kimś, możemy poruszać się gdzie chcemy i myśleć co zadecydujemy. Marionetki takie nie są. Ich głowy są puste. Są nierzeczywiste. Kiedy są w ruchu, wiemy że poruszane są przez siłę zewnętrzną. Kiedy mówią, ich głos bierze się skądinąd. Otrzymują rozkazy z miejsca, które leży gdzieś obok, gdzieś poza nimi. I gdyby kiedykolwiek stały się świadome tego faktu, zapadłyby się pod grozą tego wszystkiego, tak jak zapadlibyśmy się my.</p>
<p>Kiedy kończymy bawić się kukiełkami, odkładamy je na bok. Są tylko przedmiotami – jak ciało w trumnie. Martwi nie wracają, chyba że w horrorach i koszmarach. Duchy i tym podobne rzeczy są tylko wadliwym produktem nawiedzonych umysłów. Gdyby nie były, nasz świat okazałby się paradoksem i koszmarem, w którym nikt nie mógłby być pewnym niczego, nawet tego czy nie jesteśmy jedynie marionetkami otrzymującymi rozkazy z miejsca leżącego gdzieś obok, gdzieś poza nami. Wszelka ponadnaturalna groza wynika z naszego niezdecydowania w wierze co powinno, a czego nie powinno być. Jak zaświadczają naukowcy, filozofowie czy duchowni, nasze głowy są pełne iluzji. Rzeczy, w tym ludzie, często okazują się być czymś innym, niż się uprzednio wydawało. Tym niemniej, jest jedna rzecz, co do której jesteśmy pewni: istnieje różnica między tym co naturalne, a tym co nienaturalne. Inną rzeczą, co do której jesteśmy pewni, to że natura nie popełniłaby tak niefortunnego błędu, jak zezwolenie by rzeczy, w tym ludzie, stawały się ponadnaturalne. Gdyby jednak go popełniła, zrobilibyśmy wszystko, aby utrzymać wiedzę o tym z dala od naszych głów. A wszystko wskazuje na to &#8211; Bogu i naturze dzięki &#8211; że nie ma się czym martwić. Prawie wszyscy wierzą że jesteśmy istotami naturalnymi, których życie ma wrodzoną wartość. Nikt nie może udowodnić że nasze istnienie jest paradoksem i grozą. Ze światem wszystko jest w porządku.</p>
<p align=right>-Thomas Ligotti<br />The Conspiracy Against the Human Race<br />(fragment)</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.zacmienie.org/marionetka/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Cztery taktyki</title>
		<link>http://www.zacmienie.org/cztery-taktyki/</link>
		<comments>http://www.zacmienie.org/cztery-taktyki/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 07 Jul 2007 11:58:08 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zacmienie.org</dc:creator>
				<category><![CDATA[Eseje]]></category>
		<category><![CDATA[Thomas Ligotti]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://uraneus.ovh.org/?p=74</guid>
		<description><![CDATA[Teza [Petera Wessela] Zapffe jest krystalicznie przejrzysta, niezaśmiecona przez żaden metafizyczny bełkot i w prostej linii zmierza ku swej nieodwołalnej, posępnej konkluzji. [Jego] „Ostatni mesjasz” przy minimalnej postępowości zawartej w nim myśli, treściwie kodyfikuje idee, które &#8211; w świetle prac jego poprzedników &#8211; były już wcześniej dobrze omówione. Prawdziwa siła jego przekazu nie wywodzi się [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://www.zacmienie.org/Pliki/Zapffe.gif" alt="Zapffe" />Teza [Petera Wessela] Zapffe jest krystalicznie przejrzysta, niezaśmiecona przez żaden metafizyczny bełkot i w prostej linii zmierza ku swej nieodwołalnej, posępnej konkluzji. [Jego] „Ostatni mesjasz” przy minimalnej postępowości zawartej w nim myśli, treściwie kodyfikuje idee, które &#8211; w świetle prac jego poprzedników &#8211; były już wcześniej dobrze omówione. Prawdziwa siła jego przekazu nie wywodzi się z jakiś wstrząsających wglądów, jako że są one zupełnie bez znaczenia dla każdego, kto nie jest zawodowym teoretykiem lub oszukuje się pocieszeniem, które przynosi filozofia. Znakiem rozpoznawczym Zapffego &#8211; tak jak wszystkich pesymistów zresztą – jest podkreślanie tego co stanowi tabu mimo swej pospolitości. Dawniej owe zakazane truizmy były jednak rozmywane przez tajemnicze łamigłówki filozofii, które miały nas rzekomo „nauczyć jak myśleć” na drodze ku naszym grobom. Życie i myślenie są nie do pogodzenia. Jeśli musimy myśleć, powinno się to robić tylko po okręgu, poza którym leży to, czego pomyśleć nie można.</p>
<p>Dwie główne propozycje Norwega rysują się w następujący sposób. Pierwsza mówi, że przytomność [awareness], ta chwała świadomości [consciousness] i samoświadomości unikalna naszemu gatunkowi, czyni nasze życie nędznym, przez co dusimy ją na cztery główne sposoby: (1) poprzez <u>izolowanie</u> naszych umysłów od złowieszczych faktów związanych z nasza egzystencją, zaprzeczając zarówno przed sobą, jak przed innymi, że nasz stan jest w sposób wrodzony niepokojący i problematyczny (2) poprzez <u>zakotwiczenie</u> naszego życia w metafizyce i instytucjonalnych „zasadach” – Bóg, Kraj, Rodzina, Prawo – bazujących na przywilejach wydawanych przez władze dysponujące przymusem (na takiej samej zasadzie jak wydaje się licencję na polowanie), przepajających nas poczuciem oficjalności, autentyzmu i bezpieczeństwa, co pozwala odsunąć na bok uczucie, że dokumenty te nie są warte nawet papieru, na którym zostały spisane (tak jak paszport ustanawia czyjąś tożsamość mimo, że może być podrobiony); (3) przez <u>rozproszenie</u> &#8211; szeroko rozprzestrzeniony spisek dzięki któremu nikt nie spuszcza oczu z piłki – albo z telewizora czy z pokazu fajerwerków – co pozwala ich głowom trwać w spokojnej bezrefleksyjności (4) przez <u>sublimację</u>, proces za pomocą którego artyści i myśliciele przetwarzają najbardziej demoralizujące i tragiczne aspekty życia w dzieła, w których ludzki los przedstawiony jest w sposób przycięty i wystylizowany, co robią w celu podbudowy i rozrywki. Uczestniczą tak w spisku tworzenia i konsumowania produktów, dostarczających nam środków do ucieczki od cierpienia pod pozorem konfrontacji z nim – na przykład za pomocą jakiejś teatralnej tragedii czy filozoficznego fantazjowania.(…)</p>
<p>Raz jeszcze: możemy tolerować egzystencję tylko, jeśli wierzymy – grając pod akord zespołu iluzji i sztuczek nieprzenikalnej złudy – że nie jesteśmy tym, czym jesteśmy. Jesteśmy istotami ze świadomością, musimy jednak tę świadomość zduszać, w przeciwnym razie złamała by nas, dając nam odczuć że istniejemy w świecie bez kierunku i założeń. Jak Zapffe wykazuje w „Ostatnim Mesjaszu”, ludzki paradoks to brak możliwości nie oszukiwania się na temat siebie i swojego przegranego położenia w świecie. Tak oto realizujemy cztery wyżej wymienione taktyki: izolację („Bycie żywym jest w porządku”), zakotwiczenie („Jeden naród pod Bogiem, z Rodziną i Prawem dla wszystkich), rozproszenie („Lepiej zabijać czas niż zabić siebie”) i sublimację („Piszę książkę zatytułowaną <u>Spisek przeciw ludzkości</u>”). Praktyki te czynią ogromną część z nas śmiertelników tym, czym jesteśmy &#8211; to znaczy bytami ze zręcznym intelektem, które potrafią oszukiwać się <u>dla swojego własnego dobra</u>. Izolacja, zakotwiczenie, rozproszenie i sublimacja to podstępy, które stosujemy by powstrzymać nasze głowy przed odczarowywaniem wszystkich iluzji, które pozwalają nam utrzymać się na chodzie. („Myślę, więc wiem że żyję i kiedyś umrę; lepiej więc przestać myśleć, no chyba że po okręgu”) Zdjęcie z życia tej obłudy obnażyłoby nie cudowność a nędzną farsę. Dowiedzielibyśmy się może wtedy co to znaczy być człowiekiem, a nie marionetką stukającą o deski i inne marionetki. To jednak zatrzymało by całe to przedstawienie, o którym tak bardzo lubimy myśleć, że będzie trwało wiecznie.</p>
<p align=right>Thomas Ligotti<br />The Conspiracy Against the Human Race<br />(fragment)</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.zacmienie.org/cztery-taktyki/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Świadomość</title>
		<link>http://www.zacmienie.org/swiadomosc-2/</link>
		<comments>http://www.zacmienie.org/swiadomosc-2/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 05 Jul 2007 10:31:32 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zacmienie.org</dc:creator>
				<category><![CDATA[Eseje]]></category>
		<category><![CDATA[Thomas Ligotti]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://uraneus.ovh.org/?p=72</guid>
		<description><![CDATA[Fenomen znany jako świadomość nie stanowi obsesji głównego nurtu. Większość ludzi żyje i umiera bez rozważania tej kwestii, i kto może powiedzieć o nich że są ubożsi z powodu tego zaniedbania? Nieliczni uczynili z badań nad nią pewną linię pracy, która przyniosła tak wiele różnych teorii świadomości, jak wiele jest książek na jej temat. Psychologowie, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://www.zacmienie.org/Pliki/ligotti.jpg" alt="Thomas Ligotti" />Fenomen znany jako świadomość nie stanowi obsesji głównego nurtu. Większość ludzi żyje i umiera bez rozważania tej kwestii, i kto może powiedzieć o nich że są ubożsi z powodu tego zaniedbania? Nieliczni uczynili z badań nad nią pewną linię pracy, która przyniosła tak wiele różnych teorii świadomości, jak wiele jest książek na jej temat. Psychologowie, kognitywiści, filozofowie umysłu i inni zainteresowani mogą bezkompromisowo bronić dowolnych konkluzji, które wydają się najbardziej prawdopodobne ich głowom, zderzającym się z głowami ich kolegów. Świadomość: czym jest, jak działa i dlaczego żaden inny gatunek nie został jak my zaszczycony jej właściwościami? Mimo, że nie powstają żadne trwałe odpowiedzi na ogólniejsze pytania które przynosi świadomość, istnieje zgoda co do jej głównego efektu: czyni istoty ludzkie jedynymi stworzeniami, które wiedzą że żyją i wiedzą że umrą. Z chwili uzyskania tej wiedzy wywodzi się wszystko, co oddziela nas od innych form życia.<br />
Dla pozostałych organizmów ziemi, istnienie jest relatywnie nieskomplikowane. Żyją – reprodukują – przestają żyć. Dla ludzi, sprawy są odrobinę bardziej zawiłe, zważywszy że wiemy że żyjemy i że kiedyś umrzemy. Wiemy także, że będziemy okresowo cierpieć w trakcie naszego życia, a potem zaś cierpieć – powoli, lub szybko i w bólu &#8211; w czasie umierania. Jest to wiedza którą „cieszymy się” jako najwyższe z istot na scenie którą znamy jako natura. Połączeni tą wiedzą, jesteśmy przez nią jednocześnie rozdzieleni. Na przykład, od iluś lat toczy się między nami pewna debata &#8211; mętna polemika, która co jakiś czas przyciąga publiczną uwagę. Zagadnienie: co różni ludzie myślą na temat bycia żywym na świecie? W przytłaczającej większości, przeciętna osoba powie „bycie żywym jest w porządku”. Bardziej rozważny rozmówca doda „szczególnie, jeśli rozważy się alternatywę”, okazując żartobliwość na równi w swej logice zagadkową, co makabryczną. Ludzie ci stanowią przeważającą większość respondentów owego wywiadu. Po drugiej zaś stronie znajduje się mała próbka nie zgadzająca się z większością. Ich odpowiedź na pytanie co myślą na temat bycia żywym na świecie będzie negatywna. Mogą nawet pomstować że bycie żywym jest z zasady niepożądane i bezużyteczne. Teraz, obie z tych grup wykazują się świadomością, przynajmniej w szeroko rozumianym sensie. Dlaczego więc ich odpowiedzi są tak asymetryczne? Przede wszystkim dlatego że większość ludzi nie doświadcza bycia żywym jako czegoś aż tak okropnego. A nawet ci, którzy są w statystycznie gorszej pozycji, nie generalizują swego doświadczenia do poziomu zasady, ani też ich świadomość nie akcentuje szczególnie tych rzeczy, które są niepodważalnie okropne w byciu żywym. Wykonują dalej swoje interesy, najlepiej i najdłużej jak potrafią.</p>
<p>Nikomu, nawet tym, którzy myślą i czują że bycie żywym jest niepożądane i bezużyteczne, nie przysparza dobrobytu umartwianie się w ciągłym wypatrywaniem najgorszego… jak gdyby mogli coś na to poradzić. Niestety jednak, nie mamy żadnego wpływu na to co myślimy ani o byciu żywym, ani o czymkolwiek innym. Gdybyśmy posiadali ten stopień mistrzostwa nad naszym życiem wewnętrznym, zostałby nam oszczędzony cały asortyment cierpień. Psychiatrzy stracili by pracę w chwili, w której ludzie depresyjni postanowili by zrezygnować z depresji, a schizofrenicy zdecydowali się w końcu uciszyć niechciane głosy w swoich głowach. Ci, którzy wierzą że mogą wybierać swoje myśli i uczucia, i tak nie mogą wybrać jakie uczucia i myśli wybierają. A w razie gdyby mimo to wierzyli że mogą wybierać co wybierają żeby czuć i myśleć, to i tak nie mogą wybierać co wybierają, aby wybrać… i tak dalej. Gdyby istniała z naszej strony jakakolwiek możliwość wyboru tego o czym myślimy lub co czujemy, z dużym prawdopodobieństwem myślelibyśmy wyłącznie o tym, o czym jest konieczne w danej chwili myśleć, oraz zdecydowali że jedynym stosownym samopoczuciem jest czucie się dobrze. Być może nawet niektórzy zdecydowaliby się żyć w stanie permanentnej euforii. Z boską władzą nad swoimi myślami i nastrojami, po co się powstrzymywać? Taka kontrola umożliwiłaby nam, aby poprzez nakaz bądź samooszołomienie stać się całkowicie obojętnymi na wszelki ohydny fakt, który nasza świadomość mogłaby nam podsunąć na temat życia i śmierci. Co więcej, ci, którzy twierdzą że bycie żywym jest w porządku pogodziliby się w końcu z tymi, którzy mają w tej materii przeciwne zdanie: wszak wszyscy robimy co w naszej mocy, aby odciąć się od tego co implikuje bycie żywym – nie ważne po której stronie sporu się opowiadamy. A jako że nie mamy głosu weta wobec faktu własnych narodzin, moglibyśmy przynajmniej wybrać entuzjastyczne wobec niego nastawienie w miejsce negatywnego. Wszyscy bylibyśmy po jednej stronie, gdybyśmy posiadali absolutną kontrolę nad wszelką śmiercionośną wiedzą, która może wpaść nam do głów. Ostatecznie jednak najlepsze co możemy zrobić, to być tak głupimi jak się da, przez możliwie najdłuższy okres czasu. A niektórzy ludzie są zdolni trwać w głupocie naprawdę niesłychanie długo.</p>
<p>Oczywiście, może powstać zarzut – i prawdopodobnie powstał już nie raz – że nasza „wiedza” że żyjemy i że umrzemy jest zaledwie składaniną wiotkich abstrakcji, które nie pokrywają się z żadnym stałym doświadczeniem w ludzkim życiu. Praktycznie rzecz biorąc, faktycznie wydaje się że tak właśnie jest. „Bycie żywym” otacza tak obfita mieszanina uczuć i wrażeń, że z powiedzenia że wiemy co to znaczy, nie wynika kompletnie nic. Możemy uważać się na „będących żywymi” w chwilach ekscytacji albo dobrego samopoczucia, a jednak mamy w sobie nie mniejszą porcję życia gdy jesteśmy przygnębieni czy też cierpimy w jakimś innym stylu. I jeśli nie cierpimy obecnie – lub przynajmniej nie cierpimy zauważalnie – jest niemożliwie trudnym by wiedzieć jak to jest cierpieć, albo jak to było cierpieć kiedyś, czy też wiedzieć jak to będzie w przyszłości. A jeśli chodzi o wiedzę o naszej przyszłej śmierci – nasza ignorancja jest absolutna, teraz i na wieki. Możemy bać się śmierci tylko nie mając najmniejszego pojęcia czego właściwie się boimy. Niektórzy ludzie zwalczają obawę przed publicznym przemawianiem poprzez ciągłe wystawianie się na tę sytuację. Jednak żaden śmiertelnik nie może przezwyciężyć lęku przed śmiercią poprzez praktykę. Możesz jedynie chwilowo odsunąć go od umysłu, żałośnie wobec niego bezradny, dalej trwając w całkowitym nieuświadomieniu tego co nieuchronne. A zatem, nie możemy mieć żadnej świadomej wiedzy że żyjemy i że umrzemy. Ta logika odpowiada dowodowi Zenona że nic nie może poruszać się z jednego punktu do drugiego, ponieważ odległość między nimi składa się z nieskończonej ilości kolejnych kroków z których wszystkie teoretycznie nigdy nie mogą być wykonane. Tym niemniej, tak samo jak rzeczy jednak się poruszają, tak i my ostatecznie mamy świadomą wiedzę że żyjemy, oraz że umrzemy. Wszyscy o tym wiedzą, choćby w odległy sposób. A im dalej ta wiedza się znajduje, tym płynniej możemy się poruszać i nie tracić przy tym głowy &#8211; ponieważ nawet jeśli mamy świadomą wiedzę że żyjemy i że umrzemy, to im jesteśmy jej mniej świadomi, tym bardziej jesteśmy w stanie trwać w tym co robimy i być dalej takimi, jakimi jesteśmy, co zresztą na jedno wychodzi.<br />
Szczęśliwie dla nas, albo przynajmniej dla większości z nas, zmuszanie naszej świadomości do mierzenia się z takimi tematami jak ten który tu omawiamy, to ciężki pojedynek. Skupianie się na tych rzeczach najwyraźniej nie wychodzi naszym mózgom zbyt dobrze przez zbyt długi czas. A nawet gdyby udało nam się rozważać je dłużej niż przez kilka minut, okazuje się, że nie ma w tych rozważaniach żadnego powodu do ekscytacji. „Tak, żyjemy i pewnego dnia umrzemy. I co z tego? Podaj proszę ziemniaczki na tę stronę stołu, jeśli mogę cię prosić.” Kiedy powstaje temat życia i śmierci, umysł staje się pusty… chyba, że jesteśmy filozofami którzy zarabiają myśląc o tych rzeczach. Sądząc po ilości prac które wyprodukowali, wiedzą wiele o życiu i śmierci, choć nie wszystko i najprawdopodobniej nie to, co jest w nich najbardziej interesujące. Pozostali z nas, czy może raczej większość z nas, wie tylko że bycie żywym jest w porządku–„Co za uczta, a te ziemniaki!”- szczególnie, jeśli rozważy się alternatywę.</p>
<p align="right">Thomas Ligotti<br />The Conspiracy Against the Human Race<br />(fragment)</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.zacmienie.org/swiadomosc-2/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Roz-czarowanie</title>
		<link>http://www.zacmienie.org/roz-czarowanie/</link>
		<comments>http://www.zacmienie.org/roz-czarowanie/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 04 Jul 2007 00:16:05 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zacmienie.org</dc:creator>
				<category><![CDATA[Eseje]]></category>
		<category><![CDATA[Sen]]></category>
		<category><![CDATA[Thomas Ligotti]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://uraneus.ovh.org/?p=71</guid>
		<description><![CDATA[Przeciętna osoba chętnie przyczepia przymiotnik „depresyjny” do poglądów ludzi takich jak Zapffe, Schopenhauer czy Lovecraft. A jednak doktryny którejkolwiek ze światowej klasy religii, jakkolwiek smętne by nie były, nigdy nie będą znieważone w podobny sposób. Świat ubóstwia swych szaleńców &#8211; świętych czy sadystów &#8211; i upamiętnia ich osiągnięcia. Psychopaci stanową wspaniały materiał dla agencji prasowych [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="noborder" src="http://www.zacmienie.org/Pliki/zdzislaw_beksinski_1985_7.jpg" alt="" />Przeciętna osoba chętnie przyczepia przymiotnik „depresyjny” do poglądów ludzi takich jak Zapffe, Schopenhauer czy Lovecraft. A jednak doktryny którejkolwiek ze światowej klasy religii, jakkolwiek smętne by nie były, nigdy nie będą znieważone w podobny sposób. Świat ubóstwia swych szaleńców &#8211; świętych czy sadystów &#8211; i upamiętnia ich osiągnięcia. Psychopaci stanową wspaniały materiał dla agencji prasowych i studiów filmowych; ich wyczyny zawsze przyciągają tłumy. Jednak kiedy tylko wypowiedziane zostaje coś zniechęcającego lub ujawniona zostaje jakaś przygnębiająca wiedza, ten sam tłum rozprasza się albo rusza do ataku. Nie szaleństwo a depresja jest tym, co nas przeraża; nie obłędu a demoralizacji lękamy się najbardziej. Nie pomieszanie a roz-czarowanie umysłu naraża na niebezpieczeństwo naszą kulturę nadziei. Zbawienie przez nieśmiertelność – owa podstawa wszelkiego religijnego schematu za wyjątkiem Buddyzmu – ma znaczenie tylko dla tych, którzy zostali wychowani na <u>normalnych psychotyków</u>. Epidemia depresji ośmieszyła by głos nadziei, zamrażając życie w swym marszu. Irracjonalność wyrośnięta do skali rozszalałej obłudy zapewnia naszemu gatunkowi morale by posuwać się naprzód i wzmacniać dobre mniemanie o sobie &#8211; to znaczy zaopatruje nas w przesłanki do przechwalania się tym, na co i tak jesteśmy biologicznie i społecznie skazani.</p>
<p>W „Ostatnim mesjaszu” Zapffe wskazuje na cztery ogólne metody (izolacja, zakotwiczenie, rozproszenie, sublimacja), które wykorzystujemy by odizolować się od grozy którą przynosi nam świadomość. Żadna z nich nie jest jednak trwale skuteczna dla każdego. Ci, którym brakuje talentu w samooszukiwaniu się, są szczególnie narażeni na załamanie w toku pracy maszynerii. Załamanie to zwie się depresją, która jest fascynująca zarówno jako choroba jak i dramat egzystencjalny. (Szwedzki pisarz Jens Bjorneboe napisał że „ten, kto nie doświadczył pełnej depresji w osamotnieniu i przez długi okres życia &#8211; ten jest dzieckiem.” Ta gorzka wypowiedź Bjorneboe’go ma w sobie więcej z patosu niż prawdy, zawiera jednak przy tym odrobinę słuszności.) Będąc rozpoznawane wyłącznie z wewnątrz rozpiętości własnego doświadczenia, poszczególne odmiany depresji są w literaturze psychiatrycznej dla wygody określane bardzo jednoznacznie. Statystycznie przeważającą formą tej choroby jest depresja „nietypowa”. Jednak nie ważne jaka nazwa zostanie nadana określonemu przypadkowi depresji, wszystkie one mają wspólny cel: sabotować sieć emocji które przyszło ci utożsamić z tym, co składa się na twoje ja. To właśnie wtedy odkrywasz, że twoje „stare ja” nie jest jak wcześniej myślałeś rzeczą substancjalną i nienaruszalną, podobnie zresztą jak cała reszta twojej „starej” rzeczywistości.</p>
<p>To, jaki porządek czy sens zdaje się mieć nasze życie – kwiecista symptomatologia która nadaje tej czy innej grze wrażenie że jest ona warta świeczki – jest dziełem emocji. Bez nich, nie istnieje ani sens porządkowania, ani sens sensu. Dusząc lub rozstrajając fenomen emocji, depresja rozpuszcza szkielet twój i twojego życia. Emocje wraz z pamięcią stanowią substrat iluzji „ja” oraz złudnej substancji i jej właściwości które widzimy, albo które wydaje nam się, że widzimy w świecie. Podobnie jak sprzeczne doktryny religii świata, emocje bez przerwy nachodzą jedne na drugie z braku podstawy, na której można by wybudować cokolwiek spójnego, cokolwiek na dłuższą metę „prawdziwego”. Tym niemniej, oto i one – albo słabe i przelotne, albo tak silne i intensywne, że zdawać by się mogło że ich doświadczenie podszywa coś o naturze absolutnej. Spytajcie jakąkolwiek parę, która wierzy że ich miłość nigdy nie umrze &#8211; znacząca fikcja, która na pewien czas nakłada klapki na oczy świadomości ludzkiej tragedii.</p>
<p>Rzecz jasna, wszyscy wolimy czuć się dobrze zamiast czuć się źle, aż do przesady. Tym niemniej, natura nie uczyniła nas zdolnymi by czuć się zbyt dobrze przez zbyt długi czas (co nie było by dobre dla przetrwania gatunku), a jednocześnie umożliwiła nam czuć się na tyle dobrze, by móc sobie wyobrażać (błędnie zresztą) że pewnego dnia będziemy mogli czuć się tak przez cały czas. Wierzenie, że ludzkość będzie pewnego dnia żyć w świecie dobrego samopoczucia to powszechna pomyłka. A jeśli nie czujemy się dobrze, powinniśmy zachowywać się tak, jakbyśmy się czuli. Jeśli zachowujesz się jakbyś był szczęśliwy, to będziesz szczęśliwy – wszyscy w pospolitym świecie o tym wiedzą. A jeśli ci się nie polepsza, ktoś musi być temu winien. I tym kimś będziesz ty. Jesteśmy na swej drodze ku przyszłości i żaden introwertyczny melancholik nie będzie opóźniał naszego postępu. Masz dwa wyjścia: albo zacząć myśleć tak, jak Bóg i twoje społeczeństwo chce żebyś myślał, albo będziesz wyklęty przez wszystkich. Decyzja należy do ciebie, jako że jesteś wolną jednostką mającą wybór między ponownym dołączeniem do świata sfabrykowanej rzeczywistości – to jest cywilizacji – a dalszym upieraniu się przy… przy czym? Przy tym, że powinniśmy ponownie przemyśleć to, jak cały świat przeprowadza swoje interesy? Przy tym, że powinniśmy zacząć od zera, kwestionując wszelkie sposoby i środki które wyniosły nas na pozycję dumnych zwierzchników tego wesołego miasteczka wszelkiego stworzenia? Bądź realistą. Uczyniliśmy nasz świat takim, jak natura i Pan chcieli, żebyśmy go uczynili. Nie ma żadnego cofania się i zaczynania od początku. Nie ma żadnych większych przekształceń do przegłosowania i żaden przypadek nihilistycznej głowy nie będzie głosił złego słowa. Świat został stworzony przez Twórcę, do cholery. Żyjemy w kraju który kochamy z wzajemnością. Mamy rodziny i przyjaciół, i pracę, które czynią to wszystko wartym chwili. Jesteśmy wszyscy kimś, a nie bandą zer bez imion, numerów czy planów emerytalnych. Nic z tego nie będzie ujawnione przez jakiegoś myślowego przystępce, który twierdzi że ten świat wcale nie jest ani nigdy nie będzie cholernie dobry i który wierzy, że każdy wyjdzie lepiej na śmierci niż dalszej egzystencji. Może i nasze życie nie jest bez skazy – ale bez tego nie mielibyśmy przyszłości ku której z mozołem pracujemy. Jeśli ta szarada wystarczy nam, to z pewnością wystarczy i tobie. Więc jeśli nie możesz się zdecydować, spróbuj odejść. Zobaczysz, że nie ma dokąd pójść i że nikt cię nie przyjmie. Odnajdziesz tylko tę samą pułapkę tego świata – pułapkę jutra. Pokochaj to albo zostaw – wybieraj i wybieraj szybko. Nigdy nie uda ci się sprawić, byśmy porzucili nasze nadzieje, jakkolwiek obłąkane by się zdawały. Nigdy nie uda ci się nas wybudzić z naszego snu. Twoje opinie nie są zatwierdzone przez autorytatywne instytucje ani przez uśredniony kurs ludzkości, a więc wszelkie myśli, które mogą snuć się po twoim chemicznie rozstrojonym mózgu są nieważne, nieautentyczne, czy jakiekolwiek z pogardliwych określeń które zechce nam się tobie przydzielić &#8211; ty, który jesteś zaledwie „jednym z tego rodzaju ludzi”. Więc proszę bardzo, wynoś się stąd jeśli potrafisz. Ale możemy się założyć, że kiedy zacznie dostatecznie boleć, wrócisz tu w biegu. Jeśli nie jesteś silny jak Samson – ten nieudaczny samobójca i pogromca Filistynów – to lepiej wracaj do pułapki. Masz nas za kretynów? Myśleliśmy już wszystko, co ty kiedykolwiek myślałeś. Różnica polega na tym, że my posiadamy na tyle odpowiednie i godne poczucie daremności by nie rozpowiadać tych paskudnych wieści. Nasze porzekadło: &#8220;Zacieśniajmy spisek, precz ze świadomością”.</p>
<p align=right>-Thomas Ligotti<br />The Conspiracy Against the Human Race<br />(fragment)</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.zacmienie.org/roz-czarowanie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
