<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>
<channel>
	<title>zacmienie.org &#187; Thomas Ligotti</title>
	<atom:link href="http://www.zacmienie.org/category/thomas-ligotti/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.zacmienie.org</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Fri, 20 Jan 2012 16:06:11 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.3.1</generator>
		<item>
		<title>Poprawione tłumaczenia Ligottiego i Metzingera</title>
		<link>http://www.zacmienie.org/poprawione-tlumaczenia-ligottiego/</link>
		<comments>http://www.zacmienie.org/poprawione-tlumaczenia-ligottiego/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 10 Jan 2012 08:20:25 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zacmienie.org</dc:creator>
				<category><![CDATA[Proza]]></category>
		<category><![CDATA[Thomas Ligotti]]></category>
		<category><![CDATA[Thomas Metzinger]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://www.zacmienie.org/?p=404</guid>
		<description><![CDATA[Poprawiłem część tłumaczeń opowiadań Ligottiego. Żałuję, że tak długo z tym zwlekałem &#8211; biorąc pod uwagę ich wcześniejszą jakość, mam wrażenie, że mogły raczej spowodować szkody, niż komuś pomóc. Dzięki F.S. za pomoc i korektę! Ze wszystkich tekstów poniżej, stylistycznie zdecydowanie najlepiej wypada &#8222;Nasz tymczasowy nadzorca&#8221;. Nasz tymczasowy nadzorca Łagodny głos szepcze: nic Dźwięk dzwonków [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Poprawiłem część tłumaczeń opowiadań Ligottiego. Żałuję, że tak długo z tym zwlekałem &#8211; biorąc pod uwagę ich wcześniejszą jakość, mam wrażenie, że mogły raczej spowodować szkody, niż komuś pomóc.<br />
Dzięki F.S. za pomoc i korektę!<br />
Ze wszystkich tekstów poniżej, stylistycznie zdecydowanie najlepiej wypada &#8222;Nasz tymczasowy nadzorca&#8221;.<br />
<a href="http://www.zacmienie.org/nasz-tymczasowy-nadzorca/">Nasz tymczasowy nadzorca</a><br />
<a href="http://www.zacmienie.org/lagodny-glos-szepcze-nic/">Łagodny głos szepcze: nic</a><br />
<a href="http://www.zacmienie.org/dzwiek-dzwonkow-bedzie-niesc-sie-bez-konca/">Dźwięk dzwonków będzie nieść się bez końca</a></p>
<p>Poprawiłem również tłumaczenie &#8222;Being No One&#8221; Metzingera. Wrzuciłem ponownie nagranie wykładu &#8211; jest teraz w znacznie lepszej jakości i w jednym kawałku.<br />
<a href="http://www.zacmienie.org/bycie-nikim-swiadomosc-fenomenalne-ja-oraz-perspektywa-pierwszej-osoby/">Thomas Metzinger &#8211; Bycie nikim: świadomość, fenomenalne Ja, perspektywa pierwszej osoby</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.zacmienie.org/poprawione-tlumaczenia-ligottiego/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Niesamowitość</title>
		<link>http://www.zacmienie.org/niesamowitosc/</link>
		<comments>http://www.zacmienie.org/niesamowitosc/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 21 Oct 2010 13:50:53 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zacmienie.org</dc:creator>
				<category><![CDATA['Ja']]></category>
		<category><![CDATA[Eseje]]></category>
		<category><![CDATA[Thomas Ligotti]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://www.zacmienie.org/?p=357</guid>
		<description><![CDATA[Różne są warunki, w jakich u przeciętnego śmiertelnika można wywołać uczucie niesamowitości. Najważniejsze wśród nich są jednak te, które sprawiają, że przestajemy czuć się tym, za co się dotąd uznawaliśmy (&#8230;). W swym przełomowym eseju “O psychologii niesamowitego” (1906) niemiecki lekarz i psycholog Ernst Jentsch poddaje to uczucie analizie i dochodzi jego pochodzenia. Wśród przykładów [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignleft size-full wp-image-368" title="hans bellmer" src="http://www.zacmienie.org/wp-content/uploads/2010/10/bellmer3.jpg" alt="hans bellmer" width="306" height="470" />Różne są warunki, w jakich u przeciętnego śmiertelnika można wywołać uczucie niesamowitości. Najważniejsze wśród nich są jednak te, które sprawiają, że przestajemy czuć się tym, za co się dotąd uznawaliśmy (&#8230;).  W swym przełomowym eseju “<a href="http://art3idea.psu.edu/locus/Jentsch_uncanny.pdf">O psychologii niesamowitego</a>” (1906) niemiecki lekarz i psycholog <strong>Ernst Jentsch</strong> poddaje to uczucie analizie i dochodzi jego pochodzenia. Wśród przykładów niesamowitego doświadczenia Jentsch wymienia w swym eseju sytuację, w której jednostki przestają zdawać się spójne w swej tożsamości i zaczyną przybierać aspekty mechanizmów, rzeczy złożonych z części, stanowiących raczej sumę mechanicznych procesów niż niezmienne, stałe w sercu istoty. Jak Jentsch tłumaczy:</p>
<ol>
<p>&#8222;Potwierdzenie faktu, że omawiana tu emocja [niesamowitość] wywoływana jest w szczególności przez wątpliwość co do ożywionej bądź nieożywionej natury danego przedmiotu &#8211; albo też, by wyrazić się szczegółowiej, co do jego ożywienia w tradycyjnym, przyjmowanym przez ludzi rozumieniu &#8211; stanowi sposób, w jaki na przeciętną osobę wpływa widok zewnętrznych objawów większości chorób psychicznych i niektórych chorób nerwowych. Część pacjentów dotkniętych takimi dolegliwościami potrafi wywołać u większości ludzi zdecydowanie niesamowite wrażenie.</p>
<p>Bazując na doświadczeniu zwyczajnego życia osób w okół nas, możemy założyć z dużą dozą pewności, że ich funkcje psychiczne działają ze sobą w relatywnej harmonii. Nawet jeżeli od czasu do czasu u każdego z nas ujawni się jakieś nieznaczne odejście od stanu równowagi, zachowania te stanowią ostatecznie o ludzkiej indywidualności, dając podstawę do jej przypisywania. Ogólnie rzecz biorąc, większość ludzi nie ujawnia swych poważnych psychicznych odchyleń &#8211; wychodzą one na jaw co najwyżej wtedy, kiedy dosięga nas jakiś silny afekt. W wyniku takiego zdarzenia nagle może stać jasne, że nie wszystko w ludzkiej psyche ma transcendentne źródło i że wiele jej elementarnych aspektów jest dostępnych nawet naszej bezpośredniej percepcji. Oczywiście wiele z tego, co zachodzi w takich wypadkach, często mieści się w ramach zupełnie normalnej psychologii.</p>
<p>Jeśli jednak ta względna psychiczna harmonia zostanie u widza mocno zaburzona, a sytuacja nie wydaje się trywialna lub komiczna, nie stanowi konsekwencji jakiegoś mało znaczącego incydentu, ani nie jest w jakimś stopniu znajoma (jak na przykład upojenie alkoholowe), wtedy na tegoż niewykształconego widza spada posępna wiedza, że wewnątrz tego, co uznawał dotąd za niepodzielną psyche, toczą się czysto mechaniczne procesy. Nie bez słuszności więc epilepsję określa się mianem <em>morbus sacer</em> (“święta choroba”), choroby pochodzącej nie ze świata ludzi, a ze sfer obcych i zagadkowych, jako że epileptyczny atak spazmów odsłania przed obserwatorem naturę ludzkiego ciała &#8211; ciała w normalnych warunkach tak znaczącego, stosownego i jednolitego, funkcjonującego zgodnie z kierunkiem wyznaczanym przez świadomość &#8211; jako niezwykle skomplikowanego i delikatnego mechanizmu. To istotny powód, dla którego atak padaczki potrafi wywołać na obserwatorze tak demoniczny efekt.&#8221;</p>
</ol>
<p>Przykład podany przez Jentscha jest o tyle błyskotliwy, że tłumaczy niesamowitość nie jako obiektywną jakość czegoś w zewnętrznym świecie, a subiektywne doświadczenie osoby, która ów zewnętrzny świat postrzega. Tak właśnie jest w rzeczywistości: niesamowitość to efekt wytworzony przez nasze umysły &#8211; i nic po za tym. A jednak, dla przeciętnego obserwatora niesamowitość jawi się jako obiektywny bodziec, coś co zdaje się mieć oddziaływanie samo w sobie. W podanym przykładzie ów obiektywny bodziec to żywa osoba widziana w czasie, kiedy zachuje się jak by nie była ona “ożywiona w tradycyjnym, przyjmowanym przez ludzi rozumieniu”, konkretnie zaś jest to epileptyk przejawiający niezwykłe ruchy ciała podczas ataku padaczki. Subiektywną reakcją na ten pozornie obiektywny bodziec jest pozyskanie “posępnej wiedzy” na temat tego, jak funkcjonuje człowiek, włączając w to osobę obserwującą targanego konwulsjami epileptyka. Mówiąc obszerniej, nie tylko epileptyk jest postrzegany przez obserwatora jako niesamowity (chyba, że obserwator jest lekarzem, który rozumie epilepsję z perspektywy nowoczesnej medycyny, a nie zgodnie z “tradycyjnym rozumieniem”), ale również sam obserwator zaczyna postrzegać siebie jako niesamowitego, ponieważ stał się świadomy mechanicznej natury ludzkich ciał i, ekstrapolując, faktu, że “wewnątrz tego, co uznawał dotąd za niepodzieloną psyche, toczą się czysto mechaniczne procesy”.</p>
<p>O części tych mechanicznych procesów wiedzą współcześni neuronaukowcy, podobnie jak widział Zapffe, który w “Ostatnim Mesjaszu” napisał: “Wszystko splata się z sobą w łańcuchu przyczyn i skutków, i wszystko, czego człowiek próbuje się chwycić, rozpływa się przed krytyczną myślą. Wkrótce dostrzegać zaczyna mechaniczność nawet w tym, co dotąd było mu drogie, w uśmiechu ukochanej.” Wiedza, że nie jesteśmy wyidealizowanymi, spójnymi i niepodzielonymi istotami, za które się uznawaliśmy, niektórych ludzi trwoży &#8211; w tym także lekarzy i neuronaukowców. Jednak mimo faktu, że nie jesteśmy tacy, jakimi siebie zwykle postrzegamy, nadal udaje nam się egzystować dokładnie tak samo, jak jesteśmy do tego przyzwyczajeni &#8211; o ile tylko potrafimy zdusić poczucie bycia niesamowitymi mechanizmami w świecie przedmiotów, które wszędzie i w dowolnej chwili mogą zostać poddane przemianie. Większości osób w naszym świecie nie sprawia to dużych trudności.</p>
<p>- Thomas Ligotii, &#8221;The Conspiracy Against the Human Race&#8221; (fragment)</p>
<p>PS. Natknąłem się własnie na taki <a href="http://neurokuz.blogspot.com/2010/10/faithful-christian-seizure.html">artykuł</a> &#8211; trudno o bardziej ironiczną ilustrację.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.zacmienie.org/niesamowitosc/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Nasz tymczasowy nadzorca</title>
		<link>http://www.zacmienie.org/nasz-tymczasowy-nadzorca/</link>
		<comments>http://www.zacmienie.org/nasz-tymczasowy-nadzorca/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 25 Apr 2009 20:44:42 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zacmienie.org</dc:creator>
				<category><![CDATA[Proza]]></category>
		<category><![CDATA[Thomas Ligotti]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://www.zacmienie.org/?p=210</guid>
		<description><![CDATA[Moje tłumaczenie opowiadania Thomasa Ligottiego Our Temporary Supervisor ze zbioru &#8222;Teatro Grottesco&#8221; (2007). Nasz tymczasowy nadzorca.pdf]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Moje tłumaczenie opowiadania Thomasa Ligottiego <em>Our Temporary Supervisor</em> ze zbioru &#8222;Teatro Grottesco&#8221; (2007).</p>
<p><a href="http://www.zacmienie.org/Pliki/ligotti__nasz_tymczasowy_nadzorca.pdf">Nasz tymczasowy nadzorca.pdf</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.zacmienie.org/nasz-tymczasowy-nadzorca/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Cień tańca marionetki – Metzinger, Ligotti i złudzenie „ja”</title>
		<link>http://www.zacmienie.org/cien-tanca-marionetki/</link>
		<comments>http://www.zacmienie.org/cien-tanca-marionetki/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 11 Nov 2008 18:12:06 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zacmienie.org</dc:creator>
				<category><![CDATA['Ja']]></category>
		<category><![CDATA[Thomas Ligotti]]></category>
		<category><![CDATA[Thomas Metzinger]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://www.zacmienie.org/?p=157</guid>
		<description><![CDATA[Poniższy tekst stanowi okrojone (własne) tłumaczenie tekstu Jamesa Trafforda &#8222;The Shadow of a Puppet Dance: Metzinger, Ligotti and the Illusion of Selfhood&#8221;, który oryginalnie okazał się w IV numerze czasopisma Collapse &#8211; nadal do dostania. Pominąłem w nim m.in. cały wątek Kantowski i przypisy, chcąc raczej zarysować ideę tekstu, niż podając go tu w całości. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><span style="font-size: x-small;"><em>Poniższy tekst stanowi okrojone (własne) tłumaczenie tekstu Jamesa Trafforda &#8222;The Shadow of a Puppet Dance: Metzinger, Ligotti and the Illusion of Selfhood&#8221;, który oryginalnie okazał się w IV numerze czasopisma <a href="http://blog.urbanomic.com/urbanomic/archives/2008/05/collapse_iv_con.html">Collapse</a> &#8211; nadal do dostania. Pominąłem w nim m.in. cały wątek Kantowski i przypisy, chcąc raczej zarysować ideę tekstu, niż podając go tu w całości. W razie zainteresowania, mogę podjąć się przetłumaczenia pełnego tekstu.</em></span></p>
<p><em>Nie ma żadnych ludzi, nic takiego nie istnieje.</em><br />
<em>-Thomas Ligotti</em></p>
<p><em>Na świecie nie istnieje nic takiego jak „ja”</em><br />
<em>Nikt nigdy ani nie był „kimś” ani nie miał żadnego „ja”.</em><br />
<em>-Thomas Metzinger</em></p>
<p>I. Bycie nikim</p>
<p><a href="http://www.zacmienie.org/Pliki/barc-164d.jpg"><img src="http://www.zacmienie.org/Pliki/barc-164.jpg" alt="okno" /></a>W swojej książce „<em>Being no-one</em>”, Thomas Metzinger rzuca radykalne wyzwanie próbom obrony przez filozofię statusu świadomej siebie subiektywności przed ekspansją redukcjonistycznej neuronauki. Angażując całe zasoby kształtującej się dopiero nauki o świadomości, Metzinger za jednym pociągnięciem proponuje eliminację &#8216;ja&#8217; z ontologicznego horyzontu oraz zniszczenie naszych najdroższych nam &#8216;źródłowych&#8217; intuicji co do „samych siebie” i naszego miejsca w świecie. Tego typu intuicje tworzą wstępne warunki do fenomenologicznego opisu świata, odróżniającego naturalną, jawiącą się naoczność (manifest appearences) od nadbudowywanych wytworów wiedzy teoretycznej. Poprzez zagarnięcie rzekomo &#8216;nieobiektywizowalnej&#8217; domeny subiektywności, filozofia starała się utrzymać swój dystans od skrzącego potencjału neuronauki. Tak zwana „zasada wszelkich zasad” Husserla stanowi prawdopodobnie najbardziej radykalne filozoficzne założenie tego rodzaju &#8211; „Każda źródłowo prezentująca naoczność jest źródłem prawomocności poznania, że wszystko, co się nam w «intuicji» źródłowo przedstawia, należy po prostu przyjąć jako to, jako, co się prezentuje, ale także jedynie w tych granicach, w jakich się prezentuje”. Jednak Metzinger problematyzuje zasadność tych właśnie „przed-teoretycznych” intuicji, ukazując że nawet sama naoczność nigdy nie „jawi się” w sposób niezapośredniczony doświadczającemu jej świadomemu podmiotowi. Prowadząc wyjaśnienia na kilku płaszczyznach, Metzinger nie tylko tworzy zarys funkcjonalnej nauki o świadomości, ale też obnaża „naiwny realizm” świadomości na temat jej własnych stanów.</p>
<p>Pomimo ogromnej technicznej złożoności, rezultat analiz Metzingera jest jasny: „na świecie nie istnieje nic takiego jak &#8216;ja&#8217;: Nikt nigdy nie był &#8216;kimś&#8217; ani nie miał żadnego &#8216;ja&#8217;”. Konsekwentnie zaś „świadomość to tylko przedstawienie (appearence)”. Według Metzingera, organizmy nie są „sobą”, a raczej posiadają „model ja”, zaś budujący go system nie może tego faktu rozpoznać. Jedyne co istnieje, to systemy przetwarzania informacji uczestniczące w modelowaniu „ja”, lecz modele te nie mogą być zestawione z jakimikolwiek innymi, pozornie „rzeczywistymi” przedmiotami na świecie. Metzinger eliminuje więc substancjalną subiektywność na rzecz nie tyle samej redukcji, co użytecznego wyjaśnienia. Zamiast redukować &#8216;ja&#8217;, buduje za pomocą źródeł naukowych funkcjonalny model ilustrujący czym musi być owo &#8216;ja&#8217; &#8211; „fenomenalne &#8216;ja&#8217; nie jest rzeczą, a procesem – zaś subiektywne doświadczenie <em>bycia kimś</em> powstaje, gdy świadomy system przetwarzania informacji działa wewnątrz przezroczystego modelu &#8216;ja&#8217;.”</p>
<p>Rozszerzając podjęty przez Wilfreda Sellara atak na „mit tego, co dane” (The „<em>Myth of the Given</em>”), a więc „ideę, że część naszych wierzeń lub twierdzeń ma uprzywilejowany status epistemologiczny ze względu na istnienie uprawomocniających je faktów „danych” nam poprzez doświadczenie” , Metzinger twierdzi, że nasze intuicje filozofii potocznej wynikają bezpośrednio z ograniczeń naszego poznania, pozostając zamknięte w granicach fenomenalnego czasu i przestrzeni. Ilustruje to naturalistyczną materializacją alegorii jaskini Platona, skonstruowaną na podstawie argumentu że „nasz fenomenalny model rzeczywistości to w istocie wewnętrzny model rzeczywistości. Z zasady może on w dowolnej chwili okazać się bardzo odległy od rzeczywistości fizycznej, rzeczywistości bardziej wielowymiarowej niż kiedykolwiek moglibyśmy przypuścić”. „Jaskinia” to organizm fizyczny; cienie to „niskowymiarowa projekcja obiektów o większej ilości wymiarów”; ogień to dynamika neuronalna, tzn „samoregulujący się strumień przetwarzania informacji neuronalnej”; ściana jaskini to przestrzeń fenomenologii, choć ściana i ogień nie stanowią odrębnych bytów. Podsumowując, „jaskinia, w której żyjemy nasze świadome życie, kształtowana jest przez nasz globalny, fenomenalny model rzeczywistości”. W zgodzie z niektórymi śmielszymi propozycjami współczesnych fizyków, analogia Metzingera sugeruje więc, że fenomenologiczna percepcja  może być więźniem wirtualnego modelu, w którym to doświadczany przedmiot jest zawsze zaledwie „nisko-wymiarowym cieniem rzeczywistego, fizycznego przedmiotu w twoich dłoniach, cieniem tańczącym w twoim układzie nerwowym”. Zasadniczą i dużo głębiej sięgającą różnicą  jednak fakt, że iluzja ta jest, całkiem dosłownie, iluzją <em>niczyją</em>: „w jaskini nikogo nie ma[...] Jest tylko cień jaskini. Sama jaskinia jest zaś pusta.”</p>
<p>W tekście tym użyjemy spekulatywnych tez płynących z duszącej, halucynogennej literatury grozy Thomasa Ligottiego, by nakreślić niektóre implikacje tez Metzingera. Naszym zasadniczym założeniem jest, że tak jak wywłaszczenie subiektywności, które stanowi podstawowy motyw twórczości Ligottiego, znajduje nieoczekiwaną bazę realistyczną w filozoficznym naturalizmie Metzingera, tak też i na odwrót, metafizyczny „irrealizm” Ligottiego dostarcza zasobów, dzięki którym „niewyobrażalne” konsekwencje naturalistycznego „nemocentryzmu” Metzingera mogą być  poddane ujęciu spekulatywnemu.</p>
<p>II. Fenomenologia i fikcja doświadczenia</p>
<p>Metzinger przekonuje, że neuronauka przekracza rzekomo nieredukowalną granicę świadomości siebie i rozpuszcza jej prywatność obiektywizując mechanizmy subiektywności. To właśnie nieintuicyjność tych mechanizmów daje początek jakościowemu doświadczeniu – doświadczenie konstytuowane jest więc przez swą niezdolność dotarcia do bezosobowych mechanizmów, za sprawą których staje się możliwa symulacja fenomenalna  „ja”. Ta symulacja fenomenalna jest <em>przeźroczysta</em> dla doświadczenia: „nie doświadczamy stanów fenomenalnych <em>jako</em> stanów fenomenalnych[...], <em>patrzymy poprzez nie</em>. Dla zilustrowania swoich tez, Metzinger często przytacza całkowite zanurzenie w świecie wirtualnym: „nie doświadczamy pola naszej świadomości jako cyberprzestrzeni wytworzonej przez nasz mózg, lecz po prostu jako rzeczywistość samą w sobie, z którą to jesteśmy w kontakcie w sposób naturalny i bezproblematyczny.” (&#8230;)</p>
<p>III. Przezroczystość: szczególna forma ciemności</p>
<p>Fenomenalne &#8216;ja&#8217; wyłania się dzięki „szczególnej formie ciemności” &#8211; a więc zasadniczo dzięki niezdolności podmiotu do reprezentowania warunków stojących za jego intuicjami. Psychologia potoczna postuluje, że świat dany jest subiektywnej świadomości w sposób niezapośredniczony; zakłada, że doświadczenie treści naocznej (phenomenal content) jest dla &#8216;ja&#8217; przezroczyste. Metzinger przekonuje jednak, że niezapośredniczenie stanowi tylko pozorne doświadczenie świata „zewnętrznego”:</p>
<ol>&#8222;Spoglądając z perspektywy epistemologicznej da się zauważyć, że nasze stany fenomenalne nigdy nie nawiązują dla nas niezapośredniczonej łączności ze światem. [...] Jednakże na poziomie naocznego przedstawienia [...] fakt ten jest systematycznie tuszowany.&#8221;</ol>
<p>Odwracając tradycyjny pogląd na temat przezroczystości czucia wewnętrznego, Metzinger przekonuje, że przezroczystość jako kluczowa własność doświadczenia fenomenalnego ukazuje błędność fenomenologicznego <em>czystego</em> doświadczenia oraz „subiektywnego wrażenia niezapośredniczenia”. Naiwny realizm nie jest więc jako taką teorią filozoficzną, a raczej ogólną cechą intuicji, jeżeli rozumieć ją jako treść fenomenalną zachodzącą lokalnie z własności neurobiologicznych. Nieprzezroczystość z kolei zachodzi wtedy, kiedy przedstawienia zostają rozpoznane <em>jako</em> przedstawienia. Stąd &#8211; nasze pierwotne, przedrefleksyjne poczucie świadomej osobowości <em>nigdy</em> nie jest zgodne z prawdą, tzn. nie odpowiada ono żadnemu bytowi <em>wewnątrz</em> ani <em>zewnątrz</em> samo-reprezentującego się systemu. Kulminacją odwrócenia koncepcji przezroczystości jest fakt, że przezroczystość stanowi formę ciemności: „odnosząc się do fenomenologii doświadczenia wzrokowego, przezroczystość oznacza, że nie możemy czegoś zobaczyć, ponieważ jest to przezroczyste. Nie widzimy okna, tylko przelatującego za nim ptaka. Przezroczystość <em>fenomenalna</em> (<em>phenomenal</em> transparency) ogólnie oznacza jednak, że coś nie jest dostępne subiektywnemu doświadczeniu, konkretnie zaś przedstawieniowy charakter treści świadomego doświadczenia.” Dana w sposób niezapośredniczony treść Fenomenalnego Modelu &#8216;Ja&#8217; (PSM – Phenomenal Self Model) nie odpowiada ani subosobowym mechanizmom leżącym u podstaw tej treści, ani żadnego rodzaju zewnętrznej rzeczywistości; cały świat życia jest iluzoryczny, stanowi „halucynację online”. Metzinger nazywa ten element teorii modelu &#8216;ja&#8217; (SMT – self model theory) „autoepistemicznym zamknięciem”, to jest zamknięciem i odcięciem przetwarzania od dynamiki wewnętrznej. Autoepistemiczne zamknięcie zezwala na dostępność treści fenomenalnej, ale nie pojazdu tej treści.  (&#8230;)</p>
<p>V. Nemocentryzm</p>
<p>Jednym z prawdopodobnie najciekawszych, choć nie omawianych szerzej podtekstów książki Metzingera jest sugestia, że dążenia myśli mogą być uwolnione z więzów przeżywanego doświadczenia, a w wielu wypadkach nawet przeciwstawione interesom życia. Na przykład, w ogólnej dyskusji na temat realizmu naukowego Metzinger pisze, że „istnieją aspekty światopoglądu naukowego, które mogą być szkodliwe dla naszej kondycji psychicznej”. Obiekt „człowiek” składa się z ciasno upakowanych warstw symulacji, a naiwny realizm staje się dla niego koniecznym środkiem prewencyjnym, oddzielającym go od przerażenia towarzyszącego rozpadowi naszych intuicji co do samych siebie i naszego statusu w świecie: „świadoma subiektywność stanowi przypadek, gdzie pojedynczy organizm nauczył się zniewalać <em>sam siebie</em>”. To właśnie tutaj twórczość Thomasa Ligottiego może rozświetlić tezę Metzingera, proponując fenomenologiczne ujęcie tego, co Metzinger uznawał za niemożliwe do wyobrażenia – metodologiczny nemocentryzm.</p>
<p>Ligotti opisuje wywłaszczenie z subiektywnego doświadczenia w taki oto sposób: „Nie ma żadnych ludzi, nic takiego nie istnieje, człowiek to nic więcej niż suma ciasno zwiniętych warstw iluzji, z których każda unosi się na skrzydłach ostatecznego obłędu: przekonania, że istnieją jakieś osoby”. Ligotti łączy ów najwyższy obłęd z metafizycznym irrealizmem co do kwestii substancjalności natury świata. Porządek leżący rzekomo u podstaw świata fenomenalnego jest ledwie podobizną – i to nie podobizną jakiegoś ponadziemskiego królestwa, czy obcego „Innego”, lecz podobizną rzeczywistego świata, który to jest kompletnie <a href="http://www.zacmienie.org/gnostycyzm-egzystencjalizm-nihilizm">obojętny</a> interesom organicznego życia i myśli. Ligotti rozwija więc niektóre z egzystencjalnych i fenomenologicznych implikacji Metzingera o relatywnej autonomii przedstawień: jego bohaterowie doświadczają rzeczywistości w sposób, który jest kompletnie nieprzystający do fenomenologicznego rejestru ludzkiej percepcji.</p>
<p>Twórczość Ligottiego charakteryzują dwa nie rozdzielane nigdy zabiegi: bierne rozproszenie świadomości siebie podmiotu oraz „oświecenie w pustce”. Ten podwójny zabieg demaskuje dotychczasową, odwieczną rzeczywistość jego bohaterów. Duszący efekt, który Ligotti osiąga poprzez ten proces, wzmacniany jest przez konsekwentną odmowę uciekania się do jakiejkolwiek ponadnaturalności: nie ma żadnej ucieczki. A zatem <em>ascesis</em> tego co osobowe zachodzi w rzeczywistości pozytywnie pozbawionej znaczenia, oraz w uzmysłowieniu, które rozpuszcza zarówno prywatność subiektywnego doświadczenia, jak i bezosobowy dystans od mechaniki tego doświadczenia.</p>
<p>Fenomenologiczny nemocentryzm Ligottiego ukazuje tę zapaść opierając się o ustabilizowane, ontologiczne i epistemologiczne fundamenty literatury <em>weird-fiction</em>: krajobraz wypełniony ruinami i duchami marionetek. Marionetki występują w twórczości Ligottiego jako bezduszna, subosobowa rzeczywistość ukryta pod „bezmyślnymi lustrami” naszej naiwnej rzeczywistości. Marionetki te funkcjonują jako „kanał dla nierzeczywistego”; za ich pośrednictwem przenika halucynacyjna fenomenalność, ucieleśniając rzeczywistość snu. Życie ukazane jest jako marionetkowa gra bez wyjścia, niekończący się sen, w którym to marionetki są generalnie nieświadome swego zaklęcia w hipnotycznym tańcu, nie mając pojęcia o jego mechanizmach i nie sprawując nad nimi żadnej kontroli. Jak zauważa Dziemianowicz odnosząc się do opowiadania Ligottiego „Dream of a Mannikin”, nadrzędnym poczuciem marionetki jest podejrzenie że „ona i cały jej świat stanowią jakąś nierzeczywistą machinację”. Marionetka nie jest tylko szyderczą parodią człowieka &#8211; stanowi  demaskację żyjącej twarzy bezdusznej rzeczywistości, odkrycie bezlitosnych mechanizmów stojących za tym, co osobowe; „Nie ma sposobu na ucieczkę z tego świata. Wnika on nawet w twój sen i stanowi jego substancję. Jesteś schwytany w swe własne śnienie, w którym nie ma przestrzeni. Przetrzymywany na wieczność w miejscu, w którym nie istnieje czas. Nie możesz uczynić nic, czego nie kazano ci zrobić. Nie ma nadziei na ucieczkę z tego snu, który nigdy nie był twój. Same nawet słowa które wypowiadasz stanowią tylko jego słowa.” Nieodparta groza towarzysząca  wcieleniu rzeczywistości snu wyrasta z <em>doświadczenia</em> życia w „trójwymiarowym filmie”, „tunelu przechodzącym przez niewyobrażalnie wielowymiarową rzeczywistość”. Owo fenomenalne doświadczenie nemocentryzmu ostatecznie rozpuszcza zarówno prywatność tego co osobowe, jak i dystans od tego, co nieosobowe; „nic nie jest za duże, nic nie jest za małe. Gubisz kluczyki do samochodu, twoją żonę przejeżdża ciężarówka, jakiś świr wysadza w powietrze stolicę Pakistanu”. Odwołanie do marionetki i narastająca pasywność narratora tworzą uczucie kosmicznej klaustrofobii poprzez implozję tego, co osobowe – choć co tak naprawdę oczywiście nigdy osobowe nie było. (&#8230;)</p>
<p>Obiektywizacja świata ukazuje jego <em>prawdziwy</em> stan, odsłaniając nieubłagalną mechanikę przedstawień jako krajobraz ohydnego szaleństwa – salę bezmyślnych luster obdartą z ciasno zwiniętych warstw iluzji charakteryzujących cele życia i fizjologię myśli. W międzyczasie, protekcjonizm poznawczy i organiczne zniewolenie zapewniają oniryczną afazję cieniowi tańca marionetki:</p>
<ol>„Pełnia wiedzy i zrozumienia oznacza skok ku oświeceniu w pustce, w zimowy krajobraz pamięci, którego istotę stanowią tylko cienie i głęboka świadomość otaczającej nas z wszystkich stron bezkresnej przestrzeni. Wisimy w tej przestrzeni jedynie dzięki sznurkom naprężającym się wraz z naszymi nadziejami i grozą, trzymającymi nas w zawieszeniu nad szarą pustką. Jak to się dzieje, że możemy bronić tego marionetkowego teatrzyku, potępiając wszelkie próby wyrwania sobie tych sznurków? Przypuszczalnie stoi za tym fakt, że nic nie jest dla nas równie pociągające, nic nie jest bardziej idiotyczne, niż nasze pragnienie posiadania imienia – nawet, jeśli jest to imię małej głupiej marionetki – oraz trzymania się go przez całą przeprawę naszego życia, zupełnie jakbyśmy mogli zachować je na zawsze. Gdybyśmy tylko mogli zapobiec strzępieniu i plątaniu się tych jakże drogich nam sznurków, gdybyśmy tylko mogli zapobiec upadkowi w puste niebo, moglibyśmy dalej zgrywać się pod przybranymi imionami i kontynuować nasz marionetkowy taniec przez całą wieczność…”</ol>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.zacmienie.org/cien-tanca-marionetki/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Łagodny Głos Szepcze Nic</title>
		<link>http://www.zacmienie.org/lagodny-glos-szepcze-nic/</link>
		<comments>http://www.zacmienie.org/lagodny-glos-szepcze-nic/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 19 Jul 2008 10:51:15 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zacmienie.org</dc:creator>
				<category><![CDATA[Proza]]></category>
		<category><![CDATA[Thomas Ligotti]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://uraneus.ovh.org/?p=119</guid>
		<description><![CDATA[Poniższe tłumaczenie pochodzi z wydawnictwa Current 93 / Thomas Ligotti &#8222;In a Foreign Town, in a Foreign Land&#8221;, w skład którego wchodzi płyta oraz książeczka z opowiadaniami. Każde z opowiadań odpowiada tytułem jednemu z czterech utworów na płycie, w tym wypadku jest to &#8222;Soft Voice Whispers Nothing&#8221;, gdzie David Tibet odczytuje duży fragment tekstu tego [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://www.zacmienie.org/Pliki/durtro0352cd.jpg" alt="in a foreign town, in a foreign land" /> <em>Poniższe tłumaczenie pochodzi z wydawnictwa Current 93 / Thomas Ligotti &#8222;In a Foreign Town, in a Foreign Land&#8221;, w skład którego wchodzi płyta oraz książeczka z opowiadaniami. Każde z opowiadań odpowiada tytułem jednemu z czterech utworów na płycie, w tym wypadku jest to &#8222;Soft Voice Whispers Nothing&#8221;, gdzie David Tibet odczytuje duży fragment tekstu tego opowiadania.</em></p>
<p><em>Tekst &#8222;In a Foreign Town, In a Foreign Land&#8221; ukazał się niedawno w nieco wzbogaconej wersji w zbiorze opowiadań &#8222;Teatro Grottesco&#8221; &#8211; jako jedno opowiadanie podzielone na cztery części.</em></p>
<p><a href="http://www.zacmienie.org/Pliki/ligotti__lagodny_glos_szepcze_nic.pdf">Łagodny głos szepcze: nic.pdf</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.zacmienie.org/lagodny-glos-szepcze-nic/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Opowiadanie grozy – scenariusz koszmaru</title>
		<link>http://www.zacmienie.org/opowiadanie-grozy-scenariusz-koszmaru/</link>
		<comments>http://www.zacmienie.org/opowiadanie-grozy-scenariusz-koszmaru/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 25 Jan 2008 20:00:31 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zacmienie.org</dc:creator>
				<category><![CDATA[Eseje]]></category>
		<category><![CDATA[Thomas Ligotti]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://uraneus.ovh.org/?p=109</guid>
		<description><![CDATA[Poniższy tekst stanowi wstęp do zbioru opowiadań Ligottiego &#8222;The Shadow at the Bottom of the World&#8221;. Aby opowiadanie grozy działało na czytelnika, musi ono jednocześnie odzwierciedlać i zniekształcać świat, który zna – a więc to samo miejsce, w którym rozmnaża się, walczy i je. Oznacza to, że opowiadanie to nie może wkraczać na święte ziemie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img src="http://www.zacmienie.org/Pliki/Department-9m.jpg" alt="Depatament Store" /><em>Poniższy tekst stanowi wstęp do zbioru opowiadań Ligottiego &#8222;The Shadow at the Bottom of the World&#8221;.</em></p>
<p>Aby opowiadanie grozy działało na czytelnika, musi ono jednocześnie odzwierciedlać i zniekształcać świat, który zna – a więc to samo miejsce, w którym rozmnaża się, walczy i je. Oznacza to, że opowiadanie to nie może wkraczać na święte ziemie okupowane przez uznane instytucje wiary. Instytucje te mają bowiem w zwyczaju by w trosce o swych członków nazywać podległe im terytoria obszarami niemożliwymi do poznania. Gdybyśmy mimo to poprowadzili nasze opowiadanie tą tchórzliwą ścieżką, utraciłoby ono swą największą wartość &#8211; mianowicie moc przekazywania prawdy o naszych aktualnych, ciągle ewoluujących lękach, oddając się zamiast tego utrwalaniu prymitywnych tradycji jakiejś odległej przeszłości. Prawo literackie, którego w swej twórczości przestrzegali tylko najwięksi pisarze gatunku jak Edgar Allan Poe czy H.P. Lovecraft, można sformułować w następujący sposób: żadne opowiadanie grozy nie będzie wykorzystywać swych czytelników grając na ich wierzeniach. Jest to łatwa i podła gra, której dopuściłby się tylko skryba najniższego sortu. Głowy czytelników są już i tak pełne wszelkiego rodzaju lęków warunkowanych im od dzieciństwa spędzonego w rękach gniewnego boga. Szczęśliwie, został nam dany inny wzorzec dla horroru, nie mający nic wspólnego z kaznodziejami, ambonami i fasadowemu posłuszeństwu doktrynie. Wzorcem tym jest mianowicie senny koszmar. Jedyne doktryny jakim posłuszny jest koszmar to te, które wywodzą się właśnie z naszych ewoluujących lęków. Żaden zły sen nie skończył się nigdy wybawieniem śniącego od piekła jego umysłu. Takie zakończenia powstają zawsze po fakcie, pisane z rąk pisarzy o zacięciu wybawicielskim.</p>
<p>Nie ważne jak niechętnie i rzadko dopuszczamy do siebie świadomość śmierci, chorób, kalectwa i obłędu &#8211; dla większości z nas jest ona w takim samym stopniu nieunikniona, jak inna  konieczność: taka mianowicie, by zgodnie z pewnym rytmem regularnie opuszczać ten świat i udawać się w podróż do innego – do świata, w którym jesteśmy zmuszeni stawiać czoła nienaturalnej grozie &#8211; wypaczonym rzeczywistościom powstającym tylko dlatego, że nasze mózgi przechodzą w inny tryb funkcjonowania. W perspektywie przebudzonego „ja”, światy te mogą być nazwane w tylko jeden sposób: „obłąkańcze”. Prawdopodobnie równie stosownym określeniem byłoby także słowo „nadprzyrodzone”, gdyż jak wykazał Zygmunt Freud w swoim słynnym eseju „Niesamowite”, istnieje zwyczaj symbolicznego zrównywania stanów odchyleń umysłowych z dziwacznymi wydarzeniami świata „rzeczywistego”. To właśnie stąd wzięło się długotrwałe skojarzenie między literaturą grozy a tym, co nadprzyrodzone. Jeżeli umieszczamy ducha ze snu w kontekście naszego życia na jawie &#8211; nawet jeśli robimy to tylko na łamach opowiadania o duchach &#8211; to tym samym z własnej woli podejmujemy się metafizyki pomyłki. Motywacja tego działania jest równie poplątana, jak wszystkich pozostałych działań na ziemi; Jedno jest pewne &#8211; robimy to, bo czujemy do tego pociąg. Spekulacja ta odwodzi nas jednak od naszego głównego zagadnienia, jakim jest fabuła opowiadania grozy i jego geneza w koszmarze.</p>
<p>Droga między koszmarem a horrorem bywa zwykle długa i pokręcona. Jeśli chodzi o fabułę jakiej mógłby dostarczyć koszmar &#8211; ma on to do siebie, że notorycznie generuje wątki albo banalnie proste i tym samym nie działające poza obrębem snu, albo zbyt skomplikowane aby wyciągnąć z nich jakiś sens. Oczywiście, to samo może być powiedziane o naszym życiu na jawie. Z jednej strony składa się na nie kilka podstawowych, rutynowych działań i kiedy je rozebrać do naga, nie mają w sobie wiele interesującego. Mimo to musimy je realizować, jeżeli to przedstawienie ma  trwać dalej. Jemy, ponieważ jesteśmy głodni i umrzemy, jeśli nie uda nam się zaspokoić tego głodu. Pracujemy, ponieważ musimy zapewniać sobie pożywienie i schronienie przed żywiołami. Śpimy, ponieważ jesteśmy zmęczeni i musimy się zregenerować by móc dalej pracować, co z kolei pozwala nam się schronić i pożywić. Jednakże te rutynowe działania i ich sens nie zapewniają wystarczającego materiału na twórczość literacką – byłaby z tego raczej uciążliwa lektura. Z drugiej strony, sprawy w naszym życiu przybierają czasem tak porywający i tajemniczy obrót, że sprawia nam trudność samo choćby określenie co się właściwie dzieje. Jednego dnia rutynowo podbijamy kartę w biologicznej fabryce, a następnego wikłamy się w jakąś najniezwyklejszą historię tylko dlatego, że zobaczyliśmy ładną twarz albo rzuciliśmy lekkomyślnie kilka słów, które wywołały pożar wściekłości trwający czasem kilka godzin, a czasem przeciągający się na całe lata. Z początku próbujemy jakoś to sobie tłumaczyć, ostatecznie jednak dochodzimy do wniosku że po prostu nie jesteśmy w stanie nazwać mechanizmu stojącego za początkowym impulsem – nadążyć za tym co właściwie go napędzało a co hamowało, i zrozumieć do czego na koniec doprowadził. Jest to jeden z głównych powodów, dla których w ogóle czytamy literaturę – jesteśmy nieusatysfakcjonowani bądź sfrustrowani zarówno zasadniczą nudą, jak i bezkonkluzywną, dezorientującą złożonością naszego życia. Brakuje mu czegoś, czego pragniemy – znaczenia&#8230; albo, innymi słowy, <em>wątku</em>. Żadne inne stworzenie na tym świecie niczego takiego nie wymaga – zdaje się, że brzemię to należy wyłącznie do nas. Z tego też powodu norweski filozof Peter Wessel Zapffe uznał istotę ludzką za pomyłkę w świecie natury. Jest w nas pragnienie, które nigdy nie może zostać zaspokojone, pragnienie, które nie jest naturalne &#8211; a przynajmniej nie występujące nigdzie indziej w królestwie natury. Mimo to, będziemy dalej trwać w tej pogoni za niemożliwym i ostatecznie przyjdzie nam w tym wysiłku umrzeć. Na tym polega tragedia ludzkiej egzystencji, którą &#8211; jak stwierdził Zapffe – staramy się przed sobą zakrywać najlepiej, jak tylko możemy. Tylko tak możemy znosić istnienie, które niesie grozę na swym każdym kroku. Tworzymy więc pełne znaczeń narracje, zawiązując między sobą spisek kłamstw mających upozorować spójność, jakiej odmawia nam zarówno nasze życie we śnie, jak i na jawie. Stąd też mitologie, religie, a nawet scenariusze naukowe rozpoczynające się big-bangiem, ciągnące się aż zjawią się w nich jakieś postaci i wtedy urywające się w entropii; na naszym etapie historii wkraczanie na ten grunt, po którym kroczyło już tak wielu przed nami, wydaje się zbędne i co najmniej banalne. Interesują nas tu jednak wątki fikcji literackiej – konkretnie zaś te, która oscylują między koszmarem a powieścią grozy. Jeśli znowu zboczyliśmy nieco z głównego tematu, nie powinno to być zaskoczeniem. Może się nawet okazać, że zyskamy na kilku kolejnych krokach w bok.</p>
<p>Częścią naszego dziedzictwa jako istot obdarzonych świadomością – zdających sobie sprawę z tego że żyją i że nieuchronnie umrą – jest fakt, że zdarza nam się miewać koszmary. Każde działanie, jakiego się w życiu podejmujemy, wiąże się z ryzykiem. W wypadku czynności jaką jest kładzenie się spać, jest ono takie, że nasz umysł może niczym balon podryfować ku pokrytemu chmurom i cieniom niebu, gdzie przyjdzie mu znosić udrękę w scenerii niewyobrażalnego obłędu. W czasie, gdy nasze ciała leżą unieruchomione w stanie paraliżu, nasza błąkająca się po zaułkach mózgu świadomość zostaje wykrzywiana do granic psychozy&#8230; przynajmniej do chwili, kiedy skala grozy staje się zbyt wielka, aby sen mógł trwać dalej; zostajemy wtedy na powrót pchnięci ku jawie.</p>
<p>Jednak jeśli koszmar dostatecznie nami wstrząsnął, może zająć trochę czasu nim się w pełni obudzimy. Jesteśmy dostatecznie przytomni by sięgnąć lampy i wygramolić się z łóżka, przecierając oczy jakbyśmy chcieli zetrzeć wizje jakich padliśmy ofiarą, przykładając dłonie do skroni aby poczuć że wracamy do znajomych obszarów fizyczności. Jednak nie do końca jeszcze opuściliśmy świat koszmaru. Wychodzimy więc z przemienionego w komnatę grozy pokoju i poszukujemy jakiegoś innego miejsca w naszym domu, nie skażonego doświadczonym przez nas szaleństwem, gdzie moglibyśmy umieścić swoje ciało – stojące, aby uniemożliwić mu ponowne utonięcie w tą obłąkaną ciemność, z której staramy się wydostać. Kiedy już siądziemy, zaczynamy stękać i przeklinać na wspomnienie tej przerażającej przeprawy, przez jaką zabrała nas świadomość. Nasz umysł dalej nękają pozostałości po rzeczach, jakich nigdy nie spodziewalibyśmy się doświadczyć, serwując widoki wyskakujące z ciemności wewnątrz nas, gdzie nadal w kółko rozgrywane są wewnętrzne scenariusze &#8211; jak grająca w głowie melodia, której nie możemy zatrzymać. Nasze ciało nadal drży od objawów tej niematerialnej choroby &#8211; jej gorączki, spustoszenia i pomieszania. Nie jesteśmy już zatrzaśnięci we śnie, nadal jednak nie jesteśmy w pełni wyzwoleni z jego uścisku. Najgorszą zaś rzeczą, jaka wiąże się z przebywaniem w tej strefie przejściowej &#8211; najokropniejszym objawieniem, jakiego w tym stanie można zaznać – stanowi nie sam ów koszmar, który to wślizgnął się niedawno do naszych czaszek i zasiedlił w nich na pewien czas.  Ta trauma dobiegła już końca. Światła mieszkania palą się wokół nas&#8230; jednak nadal trwamy w stanie delirium, które w innych okolicznościach mogłoby sugerować jakąś poważną chorobę umysłową albo uszkodzenie systemu dającego nam poczucie, że jesteśmy kimś prawdziwym, że mamy normalne i ciągłe „ja”. Tym co najgorsze w zawieszeniu między dwoma światami nie jest wcale wspomnienie minionego już koszmaru, osuwające się właśnie w jedno z pokrytych szlamem i pajęczynami zagłębień pamięci. Jest nim natomiast idea wszystkich tych koszmarów, które mają w naszym życiu dopiero nadejść. W tych chwilach granicznych między zniekształceniami chorego snu a pełnym wyzdrowieniem, pozwalającym naszemu umysłowi wrócić ze szpitala do domu, odkrywamy, że perspektywa kolejnych epizodów tego rodzaju &#8211; tych nawrotów szału śpiącego umysłu &#8211; jest absolutnie nie do zniesienia. Jak mielibyśmy kiedykolwiek zdobyć się na podjęcie ryzyka powrotu do tamtego łóżka, aby znów zejść do świata snu? Cóż za potworne przeznaczenie musimy bezradnie znosić każdej nocy &#8211; stawać na krawędzi przepaści snu, nie wiedząc co nas czeka na dole&#8230;</p>
<p>Jak już wcześniej jednak zauważyliśmy, każdy krok w naszym życiu wiąże się z ryzykiem. Zdanie to można by słusznie rozszerzyć, aby – jak wskazują pewne fakty i statystyki &#8211; mówiło nie tyle o ryzyku, co wręcz o pewności bólu i cierpienia, otaczających nas niczym drut kolczasty, w który prędzej czy później musimy z impetem wpaść. Tylko nieliczni zaklinają się że nie wejdą do samochodu z uwagi na pewne wyjątkowo groteskowe okaleczenia czy zgony, które nie raz wyniknęły z powodu tej decyzji. Z drugiej strony, wielu rezygnuje z zaznawania euforii, w jaką wprawia jazda na motocyklu – nawet jeśli nie słyszeli wcześniej, że chirurdzy zwykli nazywać te pojazdy „dawco-cyklami”. Jednak nawet najbardziej beztroscy z nas ważą ryzyko, zestawiając potencjalną krzywdę jaką mogą odnieść, z uzyskaną w zamian nagrodą. Wielu ludzi wierzy, że może wybierać jaki rodzaj zagłady ich spotka; czasem rzeczywiście kończą oni swój żywot w takich mniej więcej okolicznościach, jakie sobie wyobrazili. Oczywiście, kiedy już wpadną w tarapaty, tłumaczą je sobie w nieco inny sposób. W sprawach okropieństw, które mogłyby pokrzyżować ich plany życiowe, ludzie pozostają nieświadomi do granic możliwości. Choć zdarza im się otrzeć się o poważne kalectwo lub śmierć, zwykle zdrowieją z tych doświadczeń i podobnie jak ktoś, kto swego czasu przeżył serię nocnych koszmarów &#8211; w końcu z powrotem kładą się spać&#8230; ponieważ to właśnie we śnie pragną umrzeć, przeżywszy już swoje długie i zdrowe życie. Ani koszmary we śnie, ani na jawie, nie wstrzymały nigdy marszu ludzkości. Nie żeby urodzona już osoba, czy uformowane już społeczeństwo miały jakiś inny wybór, niż trwać w założeniu, że na krótką metę wszystko będzie w porządku – starając się przy tym możliwe najmniej myśleć o tym jak to się skończy. Codzienne i świadome stawianie czoła koszmarom z zasady nie leży w ludzkim zwyczaju. Istnieją jednak nieliczni pośród nas, którzy oddają się badaniu koszmaru we wszelkich jego odmianach &#8211; i być może za sprawą przypadku lub jakiejś wady charakteru &#8211; pragną oni publikować swoje odkrycia w formie znanej powszechnie jako opowiadanie grozy. Poniższe obserwacje zostały zaczerpnięte z moich własnych badań nad tym właśnie obszarem ludzkiego doświadczenia.</p>
<p>Jakkolwiek przerażające potrafią być koszmary, nie sama groza stanowi ich istotę – podobnie zresztą jak nie stanowi ona istoty horroru. Rzecz jasna, musi być w nich coś przerażającego – czy to ucieczka przed kimś czyhającym na ciebie pośród ciemnych uliczek, bieg po omacku wgłąb wiecznie zwężającego się tunelu, czy też wizyta jakiejś widmowej istoty. Specyfika koszmaru nie leży jednak w tych, ani w jakichkolwiek innych hipotetycznych sytuacjach jako takich. To, co sprawia, że koszmar rzeczywiście staje się koszmarny, to poczucie, że dzieje się właśnie coś, co <em>nie powinno się dziać</em>. I chociaż koszmar stanowi najlepszy przykład sytuacji, w której zachodzi coś niemożliwego i nie do pomyślenia, to jednak sytuacje te nie zdarzają się wyłącznie w godzinach naszego snu.</p>
<p>Aby zilustrować to łatwo dostępnym przykładem, rozważmy scenariusz wypadku samochodowego – wydarzenia, którego z początku doświadcza się, jakby to był sen. Oto nagle znajdujesz się w sytuacji, gdzie czas niesie cię zupełnie odmiennym nurtem niż dotąd. Być może podróżowałeś właśnie po jakiejś śliskiej drodze, kiedy nagle i bez ostrzeżenia odkrywasz, że straciłeś kontrolę i za chwilę przelecisz przez kilka pasów nadciągającego z naprzeciwka ruchu. Wiesz, że takie rzeczy zachodzą dość łatwo; może nawet przydarzyły ci się już wcześniej; wiesz, że przytrafiają się one ludziom praktycznie codziennie. Tym niemniej, wypadek ten nie był w twoich planach &#8211; dlatego zresztą zwie się wypadkiem. Sprawia wrażenie pomyłki, nawet jeśli da się go wytłumaczyć jako zbieg serii przyczynowo-skutkowych okoliczności. Jest pomyłką, ponieważ &#8211; jak co dzień zresztą &#8211; miałeś własne wyobrażenie tego, jak sprawy powinny się dziś potoczyć. Bezradne wirowanie w samochodzie w czasie kiedy inni usiłują cię ominąć – być może nieskutecznie – nie było częścią twojego planu dnia. Raz zdajesz się mieć sprawy pod kontrolą, chwilę później lecisz w kierunku nie do przewidzenia. Kręcąc się tak po śliskim od śniegu lub deszczu chodniku, nie czujesz przerażenia &#8211; przynajmniej jeszcze nie teraz. Na tym etapie wszystko jest dziwnością. Zabrano cię do miejsca innego niż wcześniej i nie masz tu już kontroli. <em>Wszystko może się teraz zdarzyć.</em> Wślizgnięcie się tego podejrzenia do twych myśli znaczy moment, w którym rozpoczyna się koszmar. <em>Nic już nie jest bezpieczne ani nic nie jest zakazane.</em> Zupełnie znienacka uruchomione zostało coś, co przemieniło wszystko w rzeczy, których być nie powinno – przynajmniej zgodnie z twoją urojoną koncepcją twego życia i jego „sensownej” trajektorii. A jednak – takie rzeczy się zdarzają, wie to każdy. Zawsze się zdarzały i zawsze będą się zdarzać.</p>
<p>Odsuwamy jednak od siebie ten koszmar, nazywając go wymyślonym i negując jego rolę w naszym prawdziwym życiu; zakotwiczamy się w odległych od niego krainach, władanych przez takie „rzeczywistości” jak Kraj albo Bóg; rozpraszamy swą uwagę, zawężając umysł do obszarów, w których zdaje się być nieobecny; i ostatecznie &#8211; łagodzimy koszmar, umieszczając go w opowiadaniach, obrazach i innych formach wyrazu, które możemy odłożyć kiedy nam się żywnie podoba. Gdybyśmy tego zaniechali, zostalibyśmy skazani na życie w ciągłym koszmarze&#8230; świecie, który nie powinien być, a mimo to trwa. Spiskujemy więc ze sobą i przeciw sobie, aby zanegować najbardziej oczywiste fakty koszmaru – śmierć, obłęd, zwyrodnienie i kalectwo. Poprzez funkcjonowanie na zasadach koszmaru, opowiadanie grozy stanowi sposób, za pomocą którego pewni ludzie myślą o czymś, czego nie da się pomyśleć, stawiają czoła czemuś, na co w przeciwnym razie nie byliby w stanie spojrzeć i, co najważniejsze, kontrolują i nadają znaczenie czemuś, co nie może ani poddawać się kontroli, ani skrywać jakiegokolwiek znaczenia. Jest to perwersyjny sposób na obronę przed czymś, co nas poniża i niszczy, przed czym nie ma ratunku i co nigdy nie powinno zaistnieć – przed życiem samym w sobie z całą wrodzoną mu groteskowością. Jednakże jedynym rezultatem naszych wysiłków w nadpisywaniu tego, co już zapisano, przerabianiu czegoś, co już utrwalono, przemienianiu rzeczy, która jest niezmienna i godzeniu się z czymś, co jest nie do zaakceptowania, to tylko dalsze pogorszenie naszej sytuacji. Nie ma znaczenia jak wielu papierowym potworom stawimy czoła czy z jak wielu koszmarów się otrząśniemy – najlepsze co możemy uczynić to otworzyć strony Poego i zarecytować – w miarę możliwości zrezygnowanym i sardonicznym tonem – słowa wiersza „<a href="http://korpus.pl/~nathell/eap/poems.php?view=the-conqueror-worm-2.txt">Zdobywca czerw</a>” opowiadającego historię, w której jest „Dużo Szaleństwa, więcej Grzechu, / A motyw sztuki &#8211; Groza dusz”</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.zacmienie.org/opowiadanie-grozy-scenariusz-koszmaru/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Dźwięk dzwonków będzie nieść się bez końca</title>
		<link>http://www.zacmienie.org/dzwiek-dzwonkow-bedzie-niesc-sie-bez-konca/</link>
		<comments>http://www.zacmienie.org/dzwiek-dzwonkow-bedzie-niesc-sie-bez-konca/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 09 Dec 2007 22:11:29 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zacmienie.org</dc:creator>
				<category><![CDATA[Proza]]></category>
		<category><![CDATA[Thomas Ligotti]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://uraneus.ovh.org/?p=104</guid>
		<description><![CDATA[Poniższe tłumaczenie pochodzi z wydawnictwa Current 93 / Thomas Ligotti &#8222;In a Foreign Town, in a Foreign Land&#8221;, w skład którego wchodzi płyta oraz książeczka z opowiadaniami. Każde z opowiadań odpowiada tytułem jednemu z czterech utworów na płycie, w tym wypadku jest to &#8222;The Bells Will Sound Forever&#8221;. Tekst na płycie sugeruje, że opowiadanie i [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.zacmienie.org/Pliki/bsf.jpeg"><img class="noborder" src="http://www.zacmienie.org/Pliki/bsfs.jpg" alt="In a Foreign Town, in a Foreign Land" /></a><em>Poniższe tłumaczenie pochodzi z wydawnictwa Current 93 / Thomas Ligotti &#8222;In a Foreign Town, in a Foreign Land&#8221;, w skład którego wchodzi płyta oraz książeczka z opowiadaniami. Każde z opowiadań odpowiada tytułem jednemu z czterech utworów na płycie, w tym wypadku jest to &#8222;The Bells Will Sound Forever&#8221;. Tekst na płycie sugeruje, że opowiadanie i muzyka stanowią nierozrywalną całość.</em></p>
<p><a href="http://www.zacmienie.org/Pliki/ligotti__dzwiek_dzwonkow.pdf">Dzwiek dzwonkow bedzie niesc sie bez konca.pdf</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.zacmienie.org/dzwiek-dzwonkow-bedzie-niesc-sie-bez-konca/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>The Nightmare Factory</title>
		<link>http://www.zacmienie.org/wydarzenia/</link>
		<comments>http://www.zacmienie.org/wydarzenia/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 27 Sep 2007 08:56:34 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zacmienie.org</dc:creator>
				<category><![CDATA[Akutalności]]></category>
		<category><![CDATA[Thomas Ligotti]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://uraneus.ovh.org/?p=93</guid>
		<description><![CDATA[Na początku września miała miejsca premiera komiksu &#8222;The Nightmare Factory. A graphic novel&#8221;, zawierającego cztery niezależne adaptacje opowiadań Thomasa Ligottiego: &#8222;The Last Feast of Harlequin&#8221;, &#8222;Dream of a Mannikin&#8221;, &#8222;Dr. Locrian&#8217;s Asylum&#8221; i &#8222;Teatro Grottesco&#8221;. Scenariusz komiksów pisali Stuart Moore i Joe Harris, zaś ilustratorzy to Ben Templesmith, Michael Gaydos, Colleen Doran i Ted McKeever. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.zacmienie.org/Pliki/1.jpg"><img src="http://www.zacmienie.org/Pliki/nightmare.gif" alt="Nightmare Factory" /></a>Na początku września miała miejsca premiera komiksu <strong>&#8222;The Nightmare Factory. A graphic novel&#8221;</strong>, zawierającego cztery niezależne adaptacje opowiadań Thomasa Ligottiego: &#8222;The Last Feast of Harlequin&#8221;, &#8222;Dream of a Mannikin&#8221;, &#8222;Dr. Locrian&#8217;s Asylum&#8221; i &#8222;Teatro Grottesco&#8221;.<br />
Scenariusz komiksów pisali Stuart Moore i Joe Harris, zaś ilustratorzy to Ben Templesmith, Michael Gaydos, Colleen Doran i Ted McKeever.<br />
O komiksie poczytać można na <a href="http://www.foxatomic.com/#comic_nmf">stronie wydawnictwa</a> oraz <a href="http://www.comicbookresources.com/news/newsitem.cgi?id=11773">tu</a>.</p>
<p>Obiecywałem recenzję, ale jej nie będzie. Po prostu nie mam ochoty recenzować czegoś, co nie przemawia do mnie osobiście. Może to kwestia nadmiernych oczekiwań, a może braku znajomości sceny komiksowej. Tak czy inaczej, osobom nie znającym twórczości Ligottiego, szczerze radzę zostawić sobie to wydawnictwo na poźniej.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.zacmienie.org/wydarzenia/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Tajemnica</title>
		<link>http://www.zacmienie.org/tajemnica/</link>
		<comments>http://www.zacmienie.org/tajemnica/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 02 Sep 2007 13:08:13 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zacmienie.org</dc:creator>
				<category><![CDATA[Eseje]]></category>
		<category><![CDATA[Thomas Ligotti]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://uraneus.ovh.org/?p=92</guid>
		<description><![CDATA[„Sens [życia]” występuje jako autonomiczny system bądź coś zauważonego dopiero wtedy, kiedy zaczyna się rozlatywać, nigdy kiedy działa poprawnie. Jest po prostu trybikiem niezbędnym do działania cielesnej i psychologicznej maszynerii, która motywuje jednostkę by dalej robiła to, co robi. Choć większość czasu ów system znaczeń szumi cicho na tle życia danej osoby, często pod wpływem [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>„Sens [życia]” występuje jako autonomiczny system bądź coś zauważonego dopiero wtedy, kiedy zaczyna się rozlatywać, nigdy kiedy działa poprawnie. Jest po prostu trybikiem niezbędnym do działania cielesnej i psychologicznej maszynerii, która motywuje jednostkę by dalej robiła to, co robi. Choć większość czasu ów system znaczeń szumi cicho na tle życia danej osoby, często pod wpływem jakiegoś zagrożenia, sens wysuwa się na pierwszy plan. Kiedy zagrożenie zostaje zażegnane, system ten zaczyna na powrót funkcjonować automatycznie. Zaledwie nikły procent ludzi świadomie i z własnej woli opiera swoje życie na jakimś znaczeniu bez zewnętrznej prowokacji. Co do większej części naszej rasy, wywodzi ona sens prosto z podręcznika i może być on zlokalizowany co do strony, paragrafu, rozdziału i wiersza &#8211; &#8222;Bóg istnieje&#8221;, &#8222;Posiadam &#8216;Ja&#8217;, &#8222;Mój kraj jest najlepszy na świecie&#8221;. Z kolei pozostały nikły procent wywodzi sens z jednego tylko źródła &#8211; z poczucia tajemnicy.<br />
W swoim eseju &#8222;The Wall and the Book&#8221;, dwudziestowieczny argentyński pisarz Jorge Luis Borges pisze:</p>
<ol>
<p>
&#8222;Muzyka, stany szczęśliwości, mitologia, twarze wymęczone czasem, niektóre ze zmierzchów i niektóre miejsca starają się nam coś powiedzieć; albo też powiedziały nam coś, czego nie powinniśmy byli nie dosłyszeć, albo też mają zamiar nam coś powiedzieć; <u>owa bliskość objawienia, które nie nadchodzi</u> jest, być może, zjawiskiem estetycznym.”</p>
</ol>
<p>&#8222;Notes on the Writing of Weird Fiction&#8221; Lovecrafta rozpoczyna się następującym zdaniem:</p>
<ol>
<p>
&#8222;Powodem, dla którego piszę opowiadania, jest dostarczenie sobie satysfakcji wyraźniejszego, stabilniejszego i bardziej szczegółowego ujrzenia tego co niejasne i ulotne; fragmentarycznych wrażeń cudowności, piękna i <u>łaknącego przygody oczekiwania</u> [adventurous expectancy], które przynoszą pewne widoki, wydarzenia i obrazy napotykane w sztuce i literaturze.” </p>
</ol>
<p>Owo poczucie tajemnicy nie rozpraszane nigdy przez wyraźną wiedzę, lecz pozostające wiecznie <u>bliskością</u> lub <u>oczekiwaniem</u>, wiele tłumaczy co do atrakcyjności najlepszych opowieści o tym, co ponadnaturalne (…), mających u swego jądra otchłań nieznanego, być może z wyziewem śmierci na jej obrzeżach. Rzeczy mogą mieć jakiś sens jedynie wtedy, kiedy czujemy, że coś wielkiego <u>ma</u> zostać objawione. Jak zgadzają się w powyższych cytatach Borges i Lovecraft, wrażenie to pobudzane jest przez sztukę bądź uestetycznione ujęcie spraw tego świata. Sens powstaje na krawędzi wiedzy i wali się wraz z wtargnięciem świętych pism, doktryn i narracji, które uściślają to co tajemnicze do jakiegoś obiektu bądź założenia. Same w sobie, wszystkie przedmioty i dane w egzystencji nie mają żadnego sensu. Zawodzić nieustannie że bóg istnieje to zabić tego boga bądź przemienić go w plastikowego bożka. Powiedzieć że bóg <u>może</u> istnieć, to ożywić go sensem tajemnicy.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.zacmienie.org/tajemnica/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Ja</title>
		<link>http://www.zacmienie.org/ja/</link>
		<comments>http://www.zacmienie.org/ja/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 12 Jul 2007 10:42:32 +0000</pubDate>
		<dc:creator>zacmienie.org</dc:creator>
				<category><![CDATA['Ja']]></category>
		<category><![CDATA[Eseje]]></category>
		<category><![CDATA[Thomas Ligotti]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://uraneus.ovh.org/?p=77</guid>
		<description><![CDATA[Integralną częścią sieci mdłych założeń tego świata – cel, patriotyzm, domowe gotowanie – jest przekonanie że jesteśmy wszyscy kimś lub że mamy, niczym dodatkowy organ wewnętrzny, tak zwane ‘ja’ (pisane często z wielkiej litery). Bezsprzecznie, wszyscy podzielają ten pogląd &#8211; nawet ci, którzy jak osiemnastowieczny szkocki filozof David Hume, wykonali dobrą robotę logicznie argumentując przeciw [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Integralną częścią sieci mdłych założeń tego świata – cel, patriotyzm, domowe gotowanie – jest przekonanie że jesteśmy wszyscy kimś lub że <u>mamy</u>, niczym dodatkowy organ wewnętrzny, tak zwane ‘ja’ (pisane często z wielkiej litery). Bezsprzecznie, wszyscy podzielają ten pogląd &#8211; nawet ci, którzy jak osiemnastowieczny szkocki filozof David Hume, wykonali dobrą robotę logicznie argumentując przeciw istnieniu ‘ja’. Logika nie jest jednak w stanie wyegzorcyzmować tego ‘ja’ spoglądającego na ciebie z lustra. Kiedy ludzie mówią że nie czują się swoim starym sobą, nasze myśli zwracają się ku psychologii a nie ku metafizyce. Racjonalne założenie lub przyjęcie na wiarę że ‘ja’ to iluzja może pozwolić nam ominąć najgorsze pułapki ego, ale umniejszenie oddalone jest o całe lata świetlne od wyzwolenia. Podobnie jak dusza czy aniołowie, ‘ja’ stanowi czystą kartę, na której tak wielu ludzi pisało jakże rozmaite rzeczy. Jednak nawet jeśli istnieje takie coś jak ‘ja’ żyjące niewidzialnie wewnątrz nas, kto powie – nie licząc tych, którzy by sobie tego życzyli &#8211; że nie podlega ono manipulacjom w ten sam sposób jak widzialna materia która je otacza? Dlaczego każde ‘ja’ nie miałoby być doręczane wraz z przyczepionymi doń sznurkami? Niektórzy wierzą, że Duże Ja obejmuje wszystkie nasze małe ja. Czy małe ja mogą mieć swoje mniejsze ja? Czy Duże Ja może mieć swoje większe ja? Jako w górze, tak i na dole… jak mówi powiedzenie. W każdym bądź razie, niektórzy z nas są bardziej pewni siebie niż inni, nieważne czy zostali trwale wymodelowani w fabryce ‘ja’, czy też są ciągle przycinani dla dopasowania jak komplet ubrań. A jak wielu z nas nie ma większego pragnienia niż stać się <u>kimś</u>?</p>
<p>Bez w pełni zaangażowanej wiary w siebie, w ja, w osobę, nasz świat byłby skończony. Nawet gdyby osobisty bóg został wyłączony z każdego ze wszechświatów, osoba nadal utrzymałaby swój status. W przeciwnym razie, nasz świat nie mógłby dalej funkcjonować. Po co trapić się o sukces jako jednostka lub o postęp jako społeczeństwo, kiedy rozpoznaliśmy się jedynie jako oczko w splątanej sieci jąkliwych wspomnień, wrażeń i impulsów? Jako że wydarzenia te rozgrywają się w tym samym worku skóry, zakładamy trwałą, ciągłą osobowość – coś co się wychwala lub potępia w masie bądź jako osobne jednostki, coś co służy jako podwalina dla wojen, romansów i każdego innego gatunku ludzkiej aktywności. W hierarchii naszych najpotężniejszych fikcji – Ojczyzna, Bóg, Rodzina – Osoba stanowi sam szczyt.</p>
<p align=right>Thomas Ligotti<br />The Conspiracy Against the Human Race<br />(fragment)</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.zacmienie.org/ja/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

