Archiwum dla kategorii “Thomas Ligotti”

Przeciętna osoba chętnie przyczepia przymiotnik „depresyjny” do poglądów ludzi takich jak Zapffe, Schopenhauer czy Lovecraft. A jednak doktryny którejkolwiek ze światowej klasy religii, jakkolwiek smętne by nie były, nigdy nie będą znieważone w podobny sposób. Świat ubóstwia swych szaleńców – świętych czy sadystów – i upamiętnia ich osiągnięcia. Psychopaci stanową wspaniały materiał dla agencji prasowych i studiów filmowych; ich wyczyny zawsze przyciągają tłumy. Jednak kiedy tylko wypowiedziane zostaje coś zniechęcającego lub ujawniona zostaje jakaś przygnębiająca wiedza, ten sam tłum rozprasza się albo rusza do ataku. Nie szaleństwo a depresja jest tym, co nas przeraża; nie obłędu a demoralizacji lękamy się najbardziej. Nie pomieszanie a roz-czarowanie umysłu naraża na niebezpieczeństwo naszą kulturę nadziei. Zbawienie przez nieśmiertelność – owa podstawa wszelkiego religijnego schematu za wyjątkiem Buddyzmu – ma znaczenie tylko dla tych, którzy zostali wychowani na normalnych psychotyków. Epidemia depresji ośmieszyła by głos nadziei, zamrażając życie w swym marszu. Irracjonalność wyrośnięta do skali rozszalałej obłudy zapewnia naszemu gatunkowi morale by posuwać się naprzód i wzmacniać dobre mniemanie o sobie – to znaczy zaopatruje nas w przesłanki do przechwalania się tym, na co i tak jesteśmy biologicznie i społecznie skazani.

W „Ostatnim mesjaszu” Zapffe wskazuje na cztery ogólne metody (izolacja, zakotwiczenie, rozproszenie, sublimacja), które wykorzystujemy by odizolować się od grozy którą przynosi nam świadomość. Żadna z nich nie jest jednak trwale skuteczna dla każdego. Ci, którym brakuje talentu w samooszukiwaniu się, są szczególnie narażeni na załamanie w toku pracy maszynerii. Załamanie to zwie się depresją, która jest fascynująca zarówno jako choroba jak i dramat egzystencjalny. (Szwedzki pisarz Jens Bjorneboe napisał że „ten, kto nie doświadczył pełnej depresji w osamotnieniu i przez długi okres życia – ten jest dzieckiem.” Ta gorzka wypowiedź Bjorneboe’go ma w sobie więcej z patosu niż prawdy, zawiera jednak przy tym odrobinę słuszności.) Będąc rozpoznawane wyłącznie z wewnątrz rozpiętości własnego doświadczenia, poszczególne odmiany depresji są w literaturze psychiatrycznej dla wygody określane bardzo jednoznacznie. Statystycznie przeważającą formą tej choroby jest depresja „nietypowa”. Jednak nie ważne jaka nazwa zostanie nadana określonemu przypadkowi depresji, wszystkie one mają wspólny cel: sabotować sieć emocji które przyszło ci utożsamić z tym, co składa się na twoje ja. To właśnie wtedy odkrywasz, że twoje „stare ja” nie jest jak wcześniej myślałeś rzeczą substancjalną i nienaruszalną, podobnie zresztą jak cała reszta twojej „starej” rzeczywistości.

To, jaki porządek czy sens zdaje się mieć nasze życie – kwiecista symptomatologia która nadaje tej czy innej grze wrażenie że jest ona warta świeczki – jest dziełem emocji. Bez nich, nie istnieje ani sens porządkowania, ani sens sensu. Dusząc lub rozstrajając fenomen emocji, depresja rozpuszcza szkielet twój i twojego życia. Emocje wraz z pamięcią stanowią substrat iluzji „ja” oraz złudnej substancji i jej właściwości które widzimy, albo które wydaje nam się, że widzimy w świecie. Podobnie jak sprzeczne doktryny religii świata, emocje bez przerwy nachodzą jedne na drugie z braku podstawy, na której można by wybudować cokolwiek spójnego, cokolwiek na dłuższą metę „prawdziwego”. Tym niemniej, oto i one – albo słabe i przelotne, albo tak silne i intensywne, że zdawać by się mogło że ich doświadczenie podszywa coś o naturze absolutnej. Spytajcie jakąkolwiek parę, która wierzy że ich miłość nigdy nie umrze – znacząca fikcja, która na pewien czas nakłada klapki na oczy świadomości ludzkiej tragedii.

Rzecz jasna, wszyscy wolimy czuć się dobrze zamiast czuć się źle, aż do przesady. Tym niemniej, natura nie uczyniła nas zdolnymi by czuć się zbyt dobrze przez zbyt długi czas (co nie było by dobre dla przetrwania gatunku), a jednocześnie umożliwiła nam czuć się na tyle dobrze, by móc sobie wyobrażać (błędnie zresztą) że pewnego dnia będziemy mogli czuć się tak przez cały czas. Wierzenie, że ludzkość będzie pewnego dnia żyć w świecie dobrego samopoczucia to powszechna pomyłka. A jeśli nie czujemy się dobrze, powinniśmy zachowywać się tak, jakbyśmy się czuli. Jeśli zachowujesz się jakbyś był szczęśliwy, to będziesz szczęśliwy – wszyscy w pospolitym świecie o tym wiedzą. A jeśli ci się nie polepsza, ktoś musi być temu winien. I tym kimś będziesz ty. Jesteśmy na swej drodze ku przyszłości i żaden introwertyczny melancholik nie będzie opóźniał naszego postępu. Masz dwa wyjścia: albo zacząć myśleć tak, jak Bóg i twoje społeczeństwo chce żebyś myślał, albo będziesz wyklęty przez wszystkich. Decyzja należy do ciebie, jako że jesteś wolną jednostką mającą wybór między ponownym dołączeniem do świata sfabrykowanej rzeczywistości – to jest cywilizacji – a dalszym upieraniu się przy… przy czym? Przy tym, że powinniśmy ponownie przemyśleć to, jak cały świat przeprowadza swoje interesy? Przy tym, że powinniśmy zacząć od zera, kwestionując wszelkie sposoby i środki które wyniosły nas na pozycję dumnych zwierzchników tego wesołego miasteczka wszelkiego stworzenia? Bądź realistą. Uczyniliśmy nasz świat takim, jak natura i Pan chcieli, żebyśmy go uczynili. Nie ma żadnego cofania się i zaczynania od początku. Nie ma żadnych większych przekształceń do przegłosowania i żaden przypadek nihilistycznej głowy nie będzie głosił złego słowa. Świat został stworzony przez Twórcę, do cholery. Żyjemy w kraju który kochamy z wzajemnością. Mamy rodziny i przyjaciół, i pracę, które czynią to wszystko wartym chwili. Jesteśmy wszyscy kimś, a nie bandą zer bez imion, numerów czy planów emerytalnych. Nic z tego nie będzie ujawnione przez jakiegoś myślowego przystępce, który twierdzi że ten świat wcale nie jest ani nigdy nie będzie cholernie dobry i który wierzy, że każdy wyjdzie lepiej na śmierci niż dalszej egzystencji. Może i nasze życie nie jest bez skazy – ale bez tego nie mielibyśmy przyszłości ku której z mozołem pracujemy. Jeśli ta szarada wystarczy nam, to z pewnością wystarczy i tobie. Więc jeśli nie możesz się zdecydować, spróbuj odejść. Zobaczysz, że nie ma dokąd pójść i że nikt cię nie przyjmie. Odnajdziesz tylko tę samą pułapkę tego świata – pułapkę jutra. Pokochaj to albo zostaw – wybieraj i wybieraj szybko. Nigdy nie uda ci się sprawić, byśmy porzucili nasze nadzieje, jakkolwiek obłąkane by się zdawały. Nigdy nie uda ci się nas wybudzić z naszego snu. Twoje opinie nie są zatwierdzone przez autorytatywne instytucje ani przez uśredniony kurs ludzkości, a więc wszelkie myśli, które mogą snuć się po twoim chemicznie rozstrojonym mózgu są nieważne, nieautentyczne, czy jakiekolwiek z pogardliwych określeń które zechce nam się tobie przydzielić – ty, który jesteś zaledwie „jednym z tego rodzaju ludzi”. Więc proszę bardzo, wynoś się stąd jeśli potrafisz. Ale możemy się założyć, że kiedy zacznie dostatecznie boleć, wrócisz tu w biegu. Jeśli nie jesteś silny jak Samson – ten nieudaczny samobójca i pogromca Filistynów – to lepiej wracaj do pułapki. Masz nas za kretynów? Myśleliśmy już wszystko, co ty kiedykolwiek myślałeś. Różnica polega na tym, że my posiadamy na tyle odpowiednie i godne poczucie daremności by nie rozpowiadać tych paskudnych wieści. Nasze porzekadło: „Zacieśniajmy spisek, precz ze świadomością”.

-Thomas Ligotti
The Conspiracy Against the Human Race
(fragment)

Comments 2 komentarzy »

- Fragment opowiadania „Cień i ciemność”, jedyne wydane w Polsce opowiadanie Thomasa Ligottiego. Znajduje się ono w zbiorku „999 – antologia opowiadań niesamowitych”. Pełny tekst dostępny tutaj.

„Podczas tego okresu, o którym mówię – a także przez większość mojego życia – usiłowałem wykorzystać jakoś mój umysł, szczególnie do stworzenia dzieł sztuki w jedyny sposób, jaki uważałem z możliwy, a więc używając mojego umysłu lub wyobraźni albo zdolności twórczych. Krótko mówiąc, próbowałem wykorzystać jakąś moc lub zdolność tego, co niektórzy ludzie nazywają duszą lub duchem czy po prostu osobowością. Kiedy jednak upadłem na podłogę tej galerii sztuki, a później znalazłem się w szpitalu, doświadczając niezwykle ostrego bólu brzucha, zdałem sobie sprawę z tego, iż nie mam żadnej duszy ani wyobraźni, którą mógłbym wykorzystać, że nie ma niczego, co mógłbym nazwać duszą lub jaźnią. Wszystko to bzdury i złudzenia. Podczas ostrych skurczów układu pokarmowego zrozumiałem, że jedyną istniejącą rzeczą jest moje nieprzeciętnie duże ciało. I uświadomiłem sobie, że to ciało nie ma innego przeznaczenia prócz funkcjonowania i odczuwania bólu, a także nie będzie niczym innym niż jest — nie artystą czy jakimkolwiek twórcą, lecz po prostu masą ciała, układem tkanek, kości i tym podobnych rzeczy, masą odczuwającą ból wywołany zaburzeniami trawienia, a więc jeśli zrobię cokolwiek, co nie wynika bezpośrednio z tych faktów, na przykład stworzę dzieło sztuki, będzie to całkowicie i nieodwołalnie błędne i nierealne. Jednocześnie zdałem sobie sprawę z istnienia siły stojącej za moim głębokim pragnieniem zrobienia czegoś i stania się kimś, a szczególnie stworzenia takiego nieodwołalnie błędnego i nierealnego dzieła sztuki. Innymi słowy, zrozumiałem, co naprawdę kieruje moim ciałem. (…)
— To wszystko jest bardzo, bardzo proste — ciągnął artysta. — Nasze ciała są zaledwie manifestacją energii, aktywującą siłą, która wprawia w ruch wszystkie formy życia na tym świecie, pozwalając im egzystować. Ta aktywująca siła jest czymś w rodzaju cienia, nieznajdującego się na zewnątrz naszych ciał, lecz w nich… i przenika wszystko, jako wszechogarniająca ciemność, niematerialna, ale poruszająca wszystkim na tym świecie, włącznie z obiektami, które nazywam naszymi ciałami. Kiedy w wyniku zaburzeń gastrycznych leżałem w szpitalu, gdzie byłem leczony, zapadłem — mówiąc w przenośni — w tę głęboką otchłań bytu, w której wyczułem, jak ten cień, ta ciemność, kieruje moim ciałem. Słyszałem również jej poruszenia, nie tylko w moim ciele, lecz we wszystkim wokół mnie, gdyż powstający przy tym odgłos nie był wydawany przez moje ciało. W istocie był to dźwięk tego cienia, tej ciemności, brzmiący jak donośny ryk — odgłos
dziwnych i niepojętych oceanów uderzających i nieustannie pochłaniających czarne, bezkresne brzegi. W podobny sposób miałem odkryć działanie tej wszechobecnej i wszechogarniającej siły poprzez zmysł smaku i zapachu, jak również zmysł dotyku, w jaki wyposażone jest moje ciało. W końcu otworzyłem oczy, gdyż w trakcie całego tego bolesnego ataku gastrycznego zaciskałem z bólu powieki. Kiedy je otworzyłem, przekonałem się, że widzę, jak wszystko wokół mnie, włącznie z moim ciałem, jest aktywowane przez ten wszechobecny cień, tę wszechogarniającą ciemność. I nic już nie wyglądało tak, jak dotychczas. Przed tamtą nocą nigdy nie doświadczałem tego świata jedynie za pomocą moich organów postrzegania zmysłowego, co bezpośrednio prowadzi do kontaktu z głęboką otchłanią bytu, którą nazywam cieniem, ciemnością. Powinienem wyznać, iż przed moim atakiem w tejże galerii sztuki przeżyłem załamanie psychiczne (…). Ten głęboki stres przyspieszył kryzys fizyczny i wepchnął moje ciało w objęcia spazmów gastrycznych zaburzeń. Kiedy straciłem przytomność i świadomość, działały jedynie organy postrzegania zmysłowego, dzięki którym po raz pierwszy zdołałem doświadczyć tej głębokiej otchłani bytu, jaką jest ciemność, ta ciemność, która kierowała moim wewnętrznym pragnieniem dokonania czegoś i stania się kimś, a więc też działaniami mojego ciała na tym świecie, tak jak i wszystkimi innymi obiektami. A to, czego doświadczyłem poprzez bezpośredni kontakt zmysłowy — spektakl cienia we wnętrzu wszystkiego i wszechogarniająca ciemność — okazało się tak poruszające, że byłem pewny, iż przestanę istnieć. W pewnym sensie, ze względu na sposób, w jaki teraz funkcjonują moje zmysły, szczególnie słuchu i wzroku, w istocie przestałem istnieć jako osoba, która istniała przed tamtą nocą. Niepowstrzymywany przez mój umysł i wyobraźnię oraz wszystkie te bezsensowne rojenia o mojej duszy i osobowości, byłem zmuszony dostrzec wszystko przez aspekt wszechobecnego cienia, kierującej wszystkim ciemności. Ta wizja jest tak pociągająca, że żadne słowa nie zdołają jej opisać.(…)”

Comments Brak komentarzy »



Gdy wszyscy, których kiedykolwiek kochałeś, wreszcie przeminą
Gdy wszystko, czego kiedykolwiek pragnąłeś, zostanie wreszcie dokonane
Gdy wszystkie twe koszmary będą na moment zakryte
jakby przez światło sygnału bezrozumnej latarni
albo oślepiające zaćmienie skrywające liczne upiorne kształty tego świata
będąc spokojnym i radosnym
i wreszcie zupełnie sam
wtedy w wielkiej nowej ciemności
wreszcie wypełnisz swój szczególny plan

Trzeba mieć plan, rzekł ktoś kto osunął się w cienie
i kto, jak wierzyłem, skonał lub śnił
Wyobraź sobie, rzekł, całe mięso które jest pożerane
zęby weń się wdzierające
język delektujący się jego smakiem
oraz głod tego smaku
a teraz odsuń to mięso, powiedział
zabierz zęby i język
smak i głód
odsuń to wszystko jakim jest
To był mój plan
mój własny, szczególny plan dla tego świata
Słuchałem tych słów, nie zastanawiało mnie jednak wcale
czy ta istota, o której myślałem, że nie żyje czy śpi, kiedykolwiek urzeczywistni tę wizję
choćby w swych najgłebszych snach
albo najtrwalszej śmierci
ponieważ słyszałem wcześniej o takich planach, takich wizjach
i wiedziałem, że nie sięgają one dostatecznie daleko
jako że to, czego wymagał taki plan
musiało przekraczać język i zęby i głód i mięso
musiało przekraczać kości i sam proch z kości i sam wiatr nadciągający by rozwiać ten proch
i tak począłem unaoczniać mrok, który istniał na długo przed ciemnością nocy
i dziwacznie błyszczące światło
nie będące nic winne światłu dnia

Tamten dzień mógł się zdawać jak wiele innych dni
kolejny raz czuliśmy drobne pełzające drżenie
kolejny raz oplatał nas wielki zgrzytający lęk
Lecz tamten dzień nie bedzie miał po sobie kolejnych
i nie nastaną po nim żadne kolejne światy jak ten
ponieważ mam plan
bardzo szczególny plan
Żadnych więcej światów jak ten
Żadnych więcej dni jak ten

Można umrzeć na zaledwie cztery sposoby, powiedział mi kiedyś diabelski duch
jest umieranie które następuje względnie gwałtownie
jest umieranie które następuje względnie stopniowo
jest umieranie które następuje względnie bezboleśnie
jest śmierć która jest pełna bólu
takoż różnymi sposobami są one złączone:
nagła i stopniowa
bezbolesna i bolesna
by dać nie więcej jak cztery sposoby by umrzeć
i nie ma żadnych innych
Nawet kiedy głos przestał mówić
nasłuchiwałem, czekając aż odezwie się ponownie
i po minionych godzinach i dniach i latach
ciągle nasłuchiwałem dalszych słów
lecz słyszałem jedynie echo dudniące na granicy słyszenia, przypominające mi
nie ma żadnych innych
nie ma żadnych innych
Czy to wtedy właśnie zacząłem budować dla tego świata
Szczególny plan?

Nie ma sposobu by uciec z tego świata
wnika on nawet w twój sen
i tworzy jego substancję
Jesteś schwytany w swe własne śnienie
w którym nie ma przestrzeni
przetrzymywany na wieczność w miejscu, w którym nie istnieje czas
Nie możesz uczynić nic, czego nie kazano ci zrobić
i nie ma nadziei na ucieczkę z tego snu
który nigdy nie był twój
Same nawet słowa, które wypowiadasz, stanowią tylko jego słowa
a mówisz jak zdrajca
poddany jego nieustannym torturom

Jest wielu, którzy mają zamysł dla tego świata
i śnią o dzikich, rozległych reformacjach
Słyszałem jak mówią przez sen
o eleganckich mutacjach
i przebiegłych anihilacjach
Słyszałem jak szepczą po rogach koślawych domów
i w alejkach, i ciasnych tylnych uliczkach tego koślawego, zgrzytającego wszechświata
które to Oni poprzez ich Nowe Zamysły przemieniliby w proste i zgrabne
lecz każdy z tych nowych i pochopnych zamysłów
jest w swym sercu pomylony
jako że postrzegają oni świat jakoby był on jedyny i niepowtarzalny
kiedy ten jest tylko jednym z wielu, niepoliczalnych innych
a wszystkie jego koszmary dawno już zostały poprzedzone
jak w ohydnym ogrodzie wyhodowanym z jednego ziarna
Słyszałem tych śniących jak mówią przez sen
i stoję gotów, czekając na nich
Jak zaciemniony szczyt spiralnych schodów
Nic o mnie nie wiedzą
ani o tajemnicach mego szczególnego planu
Podczas kiedy ja znam ich każdy koślawy, zgrzytający krok

Był to głos kogoś, kto czekał na mnie pośród cieni
spoglądając na księżyc czekał aż skręcę na rogu
wejdę w ciasną uliczkę
i stanę z nim w tępej poświacie księżyca
Rzekł wtedy do mnie
Szepnął
że mój plan był oparty na błędnym założeniu
że mój szczególny plan dla tego świata był przeraźliwą pomyłką
ponieważ, rzekł, nie ma nic do zrobienia, ani żadnego miejsca, do którego można pojść
Nie istnieje nic, czym można być, ani nikt, kogo można poznać
Twój plan to pomyłka, powtórzył
Ten świat to pomyłka, odparłem

Dzieci zawsze za nim szły
ilekroć przechodził obok nich
śmieszny chód
śmieszny człowiek
śmieszny śmieszny śmieszny człowiek
czasem się przez niego śmiały
rozśmieszał je czasem o tak
o tak o tak o tak
ależ pękały ze śmiechu
pewnego dnia zabrał je w gdzieś
znał pewne szczególne miejsce
gdzie opowiedział im coś o tym świecie
tym śmiesznym śmiesznym śmiesznym świecie
przez co czasem się śmiały
rozśmieszył je, o tak
o tak o tak o tak o tak
ależ pękały ze śmiechu
wtedy ten śmieszny człowiek, który je tak rozbawił
rozśmieszał czasem, o tak
ujawnił przed nimi swój szczególny plan
jego bardzo szczególny śmieszny plan
wiedząc że zrozumieją
i może czasem się uśmieją
rozśmieszył je
uśmiały się, o tak
o tak o tak o tak o tak
źrenice ich oczu rozszerzyły się pod zamkniętymi powiekami
i ależ pękały ze śmiechu

Fakty zdradził mi najpierw szaleniec
w ciemnym i cichym pomieszczeniu, które czuć było zatęchłym czasem i przestrzenią
Nie ma żadnych ludzi
nic takiego nie istnieje
Człowiek to nic więcej niż suma ciasno zwiniętych warstw iluzji
z których każda unosi się na skrzydłach ostatecznego obłędu:
przekonania, że istnieją jakieś osoby
podczas kiedy wszystko co może być, to bezmyślne lustra
które śmieją się i wrzeszczą, paradując w tę i z powrotem
w swym bezkresnym śnie
lecz gdy spytałem szaleńca czym jest ów sen
ten zaklął się we wnętrzu tych luster
maszerujących bez końca w zatęchłym czasie i przestrzeni
a szaleniec spojrzał tylko z uśmiechem
potem zaśmiał się i wrzasnął
a w jego czarnych, pustych oczach
ujrzałem przez sekundę, jak w lustrze
kształt cienia boskości
w locie z zatęchłej nieskończoności
czasu i przestrzeni, a co najgorsze
ze snów tego świata
mego planu dla śmiechu
i wrzasków

Udaliśmy się by zobaczyć małe przedstawienie
wystawiane w starej szopie
za rogiem miasta
Początkowo wszystko zdawało się być w porządku
miniaturowa kurtyna migotała w ciemnościach
kiedy te marionetki podrygiwały przed nami na swych sznurkach
Początkowo wszystko zdawało się być w porządku
lecz wtedy nadszedł subtelny punkt zwrotny, dojrzany przez niektórych
i mogłem być jednym z tych
którzy po cichu opuścili przedstawienie
Nie zrobiłem tego jednak
ponieważ widziałem, dokąd to zmierza
Kiedy wygłupy tych lalek stały się dziwne
ich delikatne sznurki naprężyły się od
drobnych pociągnięć tych drobnych kończyn
wstrząśnięci ludzie w okół mnie
odwracali głowy i opuszczali przedstawienie
wystawiane w starej szopie
za rogiem miasta
ja jednak chciałem być świadkiem czegoś, co nie miało prawa się zdarzyć
chciałem ujrzeć to, co nie mogło być ujrzane
ten dopełniający moment doskonałej katastrofy
Marionetki zwróciły się, by spojrzeć swemu panu w oczy

Był zmierzch, stałem w grobowej mgle przepastnego, pustego budynku
kiedy ciszę wypełnił wibrujący głos:
Wszystkie rzeczy tego świata, rzekł
mają jedną zaledwie, wspólną zasadę
na którą nie ma słów
Stanowi ona większą cześć bez początku ni końca,
jedną esencję świata, na którą nie ma słów
a ta jedna esencja, dla której nie ma słów
tworzy wszystkie rzeczy tego świata
te zaś stanowią mniejszą część, która miała początek i będzie miała swój koniec
część, której słowa powstają jedynie po to by mówić o
drobnych, złamanych bytach tego świata, rzekł
początkach i zakończeniach tego świata, rzekł
wyłącznie dla których powstały w niej słowa
a teraz zabierz te słowa – co pozostaje?, spytał
kiedy tak stałem w mroku przepastnego, pustego budynku
Nie odpowiedziałem jednak
pytanie odbijało się echem w kółko i w kółko
lecz ja trwałem w milczeniu aż echo umarło
i kiedy zmierzch obrócił się w południe, poczułem jak mój
szczególny plan, na który nie ma słów
rusza ku większej ciemności

Są tacy, którzy nie mają głosu
a przynajmniej takiego, który by kiedykolwiek przemówił
ponieważ wiedzą coś o tym świecie
ponieważ coś o tym świecie przeczuwają
ponieważ myśli, które wypełniają ich mózg
który jest uszkodzonym mózgiem
ponieważ ból, który wypełnia ich ciało
które jest uszkodzonym ciałem
istnieją w innych światach
niepoliczalnych innych światach
z których każdy wisi samotnie w nieskończonej pustej czerni
na którą nie powstają żadne słowa
i gdzie nie może mówić żaden głos
kiedy mózg wypełniają tylko uszkodzone myśli
kiedy uszkodzone ciało wypełnia tylko ból
które trwa samo, w świecie otoczonym przez nieskończoną pustą czerń
w świecie dla którego nie ma żadnego szczególnego planu

Gdy wszyscy, których kiedykolwiek kochałeś, wreszcie przeminą
Gdy wszystko, czego kiedykolwiek pragnąłeś, zostanie wreszcie dokonane
Gdy wszystkie twe koszmary będą na moment zakryte
jakby przez światło sygnału bezrozumnej latarni
albo oślepiające zaćmienie skrywające liczne upiorne kształty tego świata
będąc spokojnym i radosnym
i wreszcie zupełnie sam
wtedy w wielkiej nowej ciemności
wreszcie wypełnisz swój szczególny plan

Comments 3 komentarzy »