<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
		>
<channel>
	<title>Komentarze do zacmienie.org</title>
	<atom:link href="http://www.zacmienie.org/comments/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.zacmienie.org</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Fri, 03 Feb 2012 03:03:51 +0000</lastBuildDate>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.3.1</generator>
	<item>
		<title>Skomentuj Maszyna do przetrwania, którego autorem jest drzewołaz</title>
		<link>http://www.zacmienie.org/396/#comment-129</link>
		<dc:creator>drzewołaz</dc:creator>
		<pubDate>Fri, 03 Feb 2012 03:03:51 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.zacmienie.org/?p=396#comment-129</guid>
		<description>OK, ja się poddaję i wracam do swoich codziennych zajęć :) Moja postaw epistemologiczna jest bardzo zawężona i ogranicza się do poznania: To jest cierpienie, to jest poznanie cierpienia, to jest wstrzymanie cierpienia, to jest droga prowadząca do wstrzymania cierpienia&quot;. Do tego faktycznie wiara w reinkarnację nie jest potrzebna. Natomiast wydaje mi się ona przydatna jako robocza egzystencjalna hipoteza i bez niej prawdopodobnie ograniczałbym się do teoretyzowania na temat złudzenia ego czytając Metzingera i popijając piwo albo po prostu przestałbym jeść pozwalając umrzeć temu ciału. I tak mi się wydaje, że ta cała rozmowa obecnie jest dla mnie taką samą stratą czasu jak picie piwa. Raczej wolałbym porozmawiać z jakimś pustelnikiem o medytacji, praktyce milczenia, utrzymywaniu celibatu itp:) W każdym razie dziękuję za dyskusję i życzę powodzenia w realizacji życiowych celów, jakiekolwiek by one nie były.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>OK, ja się poddaję i wracam do swoich codziennych zajęć <img src='http://www.zacmienie.org/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  Moja postaw epistemologiczna jest bardzo zawężona i ogranicza się do poznania: To jest cierpienie, to jest poznanie cierpienia, to jest wstrzymanie cierpienia, to jest droga prowadząca do wstrzymania cierpienia&#8221;. Do tego faktycznie wiara w reinkarnację nie jest potrzebna. Natomiast wydaje mi się ona przydatna jako robocza egzystencjalna hipoteza i bez niej prawdopodobnie ograniczałbym się do teoretyzowania na temat złudzenia ego czytając Metzingera i popijając piwo albo po prostu przestałbym jeść pozwalając umrzeć temu ciału. I tak mi się wydaje, że ta cała rozmowa obecnie jest dla mnie taką samą stratą czasu jak picie piwa. Raczej wolałbym porozmawiać z jakimś pustelnikiem o medytacji, praktyce milczenia, utrzymywaniu celibatu itp:) W każdym razie dziękuję za dyskusję i życzę powodzenia w realizacji życiowych celów, jakiekolwiek by one nie były.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Skomentuj Maszyna do przetrwania, którego autorem jest zacmienie.org</title>
		<link>http://www.zacmienie.org/396/#comment-128</link>
		<dc:creator>zacmienie.org</dc:creator>
		<pubDate>Thu, 02 Feb 2012 10:45:52 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.zacmienie.org/?p=396#comment-128</guid>
		<description>Albo ja tego tekstu nie zrozumiałem, albo zacytowana przez Ciebie &quot;fabuła&quot; to niewiarygodny wręcz popis niewiedzy nt. samych podstaw nauki.
Ta metafora z solą jest okropnie toporna i niezręczna - co to za chemik, który nie widzi różnicy między właściwościami chlorku sodu, a właściwościami chloru i sodu? Pomijając już jednak tę nieudolność - jak rozumiem, intencją autora był atak m.in. na modny jakieś półtorej stulecia temu redukcjonizm - przekonanie, że wszystkie zjawiska można wyjaśniać, opisywać i odtwarzać uzyskując pełną wiedzę na temat samych ich części składowych. Cóż, autor trochę się spóźnił - ten pogląd jest martwy przynajmniej od czasów Einsteina (choć tak naprawdę już &lt;a href=&quot;http://pl.wikipedia.org/wiki/Synergia&quot; rel=&quot;nofollow&quot;&gt;od czasów Arystotelesa&lt;/a&gt;), nie może się bronić także w obliczu wielu późniejszych odkryć (np. teorii &lt;a href=&quot;http://pl.wikipedia.org/wiki/Chaos_(matematyka)&quot; rel=&quot;nofollow&quot;&gt;chaosu&lt;/a&gt;). Jeżeli zarzucasz mi redukcjonizm, to pokaż proszę, gdzie go stosuję?
Bronisz swojej spójności intelektualnej twierdząc, że opierasz ją o zasadę ból/przyjemność. Nie odpowiedziałeś jednak na zadane przeze mnie wcześniej ważne pytanie. Napisałeś kiedyś „Cokolwiek się czuje, liczy się za cierpienie”. Wynika z tego, że w Twojej (całkiem, jak się okazuje, prywatnej) teleologii bólu i przyjemności, ostateczny cel Twojej praktyki duchowej pokrywa się znaczeniowo z naturalistyczną wizją śmierci?
Jeśli tak, musisz mieć spójne intelektualnie argumenty, dla których wybierasz swoją ścieżkę praktyki, a nie samobójstwo. Z pewnością masz ich wiele, nic jednak nie zmieni faktu, że koniec końców zamiast obrazu opartego na zweryfikowanych faktach, wybierasz obraz oparty na dogmatach (panpsychizm, reinkarnacja) i obietnicach (śmierć ego=koniec reinkarnacji). Uważasz, że to intelektualnie spójne? (zanim odpowiesz, że tak naprawdę robię to samo, prześledź &lt;a href=&quot;http://www.zacmienie.org/396/#comment-119&quot; rel=&quot;nofollow&quot;&gt;ten post&lt;/a&gt;).
Dalej - zapewniałeś, że odróżniasz &quot;brak ja&quot; od &quot;braku prywatnego doświadczenia&quot;, co potwierdziłeś później pisząc, że ból fizyczny Ci nie przeszkadza, ale ból mentalny - tak. Ale jak to godzisz z tym: „Cokolwiek się czuje liczy się za cierpienie?” Coś tu się rozjeżdża.
Odpowiadając na dwie powyższe kwestie, wskaż proszę, które z moich własnych poglądów uważasz za niespójne.
&lt;blockquote&gt;mogę przyjąć tylko takie argumenty, gdzie udowodnisz mi, że moja niewiedza na pewne tematy powoduje to, że wydarzenie śmierci ego nie będzie mogło nastąpić w moim doświadczeniu&lt;/blockquote&gt;
Śmierć czegoś, co nazywasz &quot;ego&quot;, a co tak naprawdę jest wyłącznie jego aspektem emocjonalnym, jest nie tylko możliwa, ale i &lt;a href=&quot;http://www.zacmienie.org/396/#comment-98&quot; rel=&quot;nofollow&quot;&gt;udokumentowana&lt;/a&gt; - i to zupełnie niezależnie od wiedzy lub poglądów osoby, która tego doświadczyła. Zatem mógłbyś tego doświadczyć nawet, gdybyś był świadkiem jehowy, mormonem, czy wreszcie skończonym nihilistą, ponieważ to, co jest odpowiedzialne za emocjonalne przywiązanie do &quot;ja&quot;, jest nie mniej zakorzenione w biologii, niż np. zmysły. Możemy tym poczuciem manipulować tak samo, jak np. &lt;a href=&quot;http://en.wikipedia.org/wiki/Out-of-body_experience#Olaf_Blanke_studies&quot; rel=&quot;nofollow&quot;&gt;poczuciem umiejscowienia&lt;/a&gt;.
Jeśli zaś możemy osiągnąć Twój cel samą manipulacją na poziomie biologii, do czego Ci są potrzebne takie poglądy jak reinkarnacja, panpsychizm, i tak dalej? Zanim odpowiesz, prześledź ponownie &lt;a href=&quot;http://www.zacmienie.org/396/#comment-116&quot; rel=&quot;nofollow&quot;&gt;ten&lt;/a&gt; komentarz (szczególnie zaś ostatni akapit), abyśmy nie musieli się powtarzać.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Albo ja tego tekstu nie zrozumiałem, albo zacytowana przez Ciebie &#8222;fabuła&#8221; to niewiarygodny wręcz popis niewiedzy nt. samych podstaw nauki.<br />
Ta metafora z solą jest okropnie toporna i niezręczna &#8211; co to za chemik, który nie widzi różnicy między właściwościami chlorku sodu, a właściwościami chloru i sodu? Pomijając już jednak tę nieudolność &#8211; jak rozumiem, intencją autora był atak m.in. na modny jakieś półtorej stulecia temu redukcjonizm &#8211; przekonanie, że wszystkie zjawiska można wyjaśniać, opisywać i odtwarzać uzyskując pełną wiedzę na temat samych ich części składowych. Cóż, autor trochę się spóźnił &#8211; ten pogląd jest martwy przynajmniej od czasów Einsteina (choć tak naprawdę już <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Synergia" rel="nofollow">od czasów Arystotelesa</a>), nie może się bronić także w obliczu wielu późniejszych odkryć (np. teorii <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Chaos_(matematyka)" rel="nofollow">chaosu</a>). Jeżeli zarzucasz mi redukcjonizm, to pokaż proszę, gdzie go stosuję?</p>
<p>Bronisz swojej spójności intelektualnej twierdząc, że opierasz ją o zasadę ból/przyjemność. Nie odpowiedziałeś jednak na zadane przeze mnie wcześniej ważne pytanie. Napisałeś kiedyś „Cokolwiek się czuje, liczy się za cierpienie”. Wynika z tego, że w Twojej (całkiem, jak się okazuje, prywatnej) teleologii bólu i przyjemności, ostateczny cel Twojej praktyki duchowej pokrywa się znaczeniowo z naturalistyczną wizją śmierci? </p>
<p>Jeśli tak, musisz mieć spójne intelektualnie argumenty, dla których wybierasz swoją ścieżkę praktyki, a nie samobójstwo. Z pewnością masz ich wiele, nic jednak nie zmieni faktu, że koniec końców zamiast obrazu opartego na zweryfikowanych faktach, wybierasz obraz oparty na dogmatach (panpsychizm, reinkarnacja) i obietnicach (śmierć ego=koniec reinkarnacji). Uważasz, że to intelektualnie spójne? (zanim odpowiesz, że tak naprawdę robię to samo, prześledź <a href="http://www.zacmienie.org/396/#comment-119" rel="nofollow">ten post</a>).<br />
Dalej &#8211; zapewniałeś, że odróżniasz &#8222;brak ja&#8221; od &#8222;braku prywatnego doświadczenia&#8221;, co potwierdziłeś później pisząc, że ból fizyczny Ci nie przeszkadza, ale ból mentalny &#8211; tak. Ale jak to godzisz z tym: „Cokolwiek się czuje liczy się za cierpienie?” Coś tu się rozjeżdża.</p>
<p>Odpowiadając na dwie powyższe kwestie, wskaż proszę, które z moich własnych poglądów uważasz za niespójne.</p>
<blockquote><p>mogę przyjąć tylko takie argumenty, gdzie udowodnisz mi, że moja niewiedza na pewne tematy powoduje to, że wydarzenie śmierci ego nie będzie mogło nastąpić w moim doświadczeniu</p></blockquote>
<p>Śmierć czegoś, co nazywasz &#8222;ego&#8221;, a co tak naprawdę jest wyłącznie jego aspektem emocjonalnym, jest nie tylko możliwa, ale i <a href="http://www.zacmienie.org/396/#comment-98" rel="nofollow">udokumentowana</a> &#8211; i to zupełnie niezależnie od wiedzy lub poglądów osoby, która tego doświadczyła. Zatem mógłbyś tego doświadczyć nawet, gdybyś był świadkiem jehowy, mormonem, czy wreszcie skończonym nihilistą, ponieważ to, co jest odpowiedzialne za emocjonalne przywiązanie do &#8222;ja&#8221;, jest nie mniej zakorzenione w biologii, niż np. zmysły. Możemy tym poczuciem manipulować tak samo, jak np. <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Out-of-body_experience#Olaf_Blanke_studies" rel="nofollow">poczuciem umiejscowienia</a>.<br />
Jeśli zaś możemy osiągnąć Twój cel samą manipulacją na poziomie biologii, do czego Ci są potrzebne takie poglądy jak reinkarnacja, panpsychizm, i tak dalej? Zanim odpowiesz, prześledź ponownie <a href="http://www.zacmienie.org/396/#comment-116" rel="nofollow">ten</a> komentarz (szczególnie zaś ostatni akapit), abyśmy nie musieli się powtarzać.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Skomentuj Maszyna do przetrwania, którego autorem jest drzewołaz</title>
		<link>http://www.zacmienie.org/396/#comment-127</link>
		<dc:creator>drzewołaz</dc:creator>
		<pubDate>Thu, 02 Feb 2012 05:00:49 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.zacmienie.org/?p=396#comment-127</guid>
		<description>To, że nie rozumiem o co ci chodzi, jest z pewnością rozczarowujące, ale to jeszcze bardziej rozczarowujące niż wydajesz się sugerować, gdyż nie odnosiło się tyle do treści tego co usiłujesz mi przekazać - nie neguję, że tu też nie do końca zawsze cię rozumiem - ale do tego jaka jest twoja odpowiedź na etyczne pytanie: &quot;Co robić w życiu?&quot; I tu zupełnie nie rozumiem jakie zastosowanie mają twoje rozważania na płaszczyźnie egzystencjalnej Czy nie grozi ci to co spotkało pewnego chemika?:
Fabuła
Pewna osoba zwana “P” udała się na miejsce zwane kuchnią i z wielu niepersonalnych rzeczy różnie nazwanych włączając w to rzecz zwaną “łyżką soli” podjęła pewne działanie zwane “gotowaniem” i wytworzyła rzecz nazwaną “smacznym obiadem” do którego osoba zwana “P” w innym działaniu zwanym “serwowaniem obiadu gościom” zasiadła z innymi osobami różnie nazwanymi, jedną z nich był “Q”. Był on chemikiem. “Q” powiedział: Chemicznie mówiąc są tylko elementy i kombinacje elementów “ty” jako osoba i “łyżka soli” jako rzecz chemicznie nie istniejecie. Ty i ta rzecz to tylko kombinacje chemicznych elementów, to one są rzeczywiste. I tak, ta łyżka soli jest na przykład zaledwie kombinacją elementów chlorku i sodu. Osoba zwana “P” była pod wrażeniem. Przy następnym działaniu zwanym serwowaniem obiadu gościom dlaczego by nie być oryginalnym skoro “Q” powiedział, że sól jest zaledwie chlorkiem sodu i nie podać trochę chlorku i sodu zamiast soli. Dużo prościej. Czemu kłopotać się łączeniem ich w sól? W dodatku tak będzie to bardziej realne. Połączymy je w sobie podczas obiadu. I tak osoba zwana “P” podjęła działanie zwane kupnem chlorku (trującego gazu) i sodu (metalu który zapala się i wybucha w połączeniu z wodą) i te rzeczy (nie elementy w tym działaniu) wraz z innymi rzeczami osoba zwana “P” podała gościom jako obiad. Tym razem rezultat był całkiem różny od uprzedniego działania również zwanego “podaniem obiadu gościom”i zidentyfikowanego przez “P” jako ten sam rodzaj działania. Rezultat był bardzo bolesny dla osoby zwanej “P” i dla innych osób nazwanych “gośćmi” i wszyscy oni “umarli” bardzo zdumieni. Dlaczego tak się stało? Ponieważ nie zwracali uwagi na swą P i Q-istość. (Nanamoli)
To zabawne, że przypisujesz mi to samo co ja tobie, brak spójności intelektualnej. Ale, tak jak to widzę moja pozycja jest bardzo spójna, nie mając możliwości ucieczki od zasady ból/przyjemność wszystko podporządkowuję eliminacji bólu z doświadczenia. I po prostu z mojego punktu widzenie, twoje podejście jest dla mnie bezużyteczne. By to zobrazować dokładniej przywołam dwa nazwiska Ligotti i Metzinger. Ligotti jest zainteresowany przede wszystkim bólem i wydaje się że dość poprawnie rozpoznaje i stowarzysza go z obecnością ego. Nie sądzę, żebyś specjalnie zaimponował mu swymi spekulacjami, Ligotti interesuje się Metzingerem tylko w takim stopniu w jakim ten zajmuje się ego. Moja wizja jest zbliżona do Ligottiego, który rozpoznaje, że doświadczenie śmierci ego jest godne polecenia:) i to mnie właśnie interesuje, i wszelkie swoje działanie podporządkowuję temu, by takie &quot;zdarzenie&quot; nastąpiło w moim doświadczeniu. Jakkolwiek może ci się to nie podobać, goście którzy na ekranie śledzą zachowanie układu nerwowego gdy odczuwam ból, nie są mi do niczego nie potrzebni, gdyż interesuję się raczej moimi reakcjami emocjonalnymi na ból - śmierć ego nie eliminuje bólu fizycznego a tylko ból mentalny wywołany bólem fizycznym. Więc poważnie mogę przyjąć tylko takie argumenty, gdzie udowodnisz mi, że moja niewiedza na pewne tematy powoduje to, że wydarzenie śmierci ego nie będzie mogło nastąpić w moim doświadczeniu, albo przynajmniej będzie bardzo utrudnione. Takie argumenty by mnie zaciekawiły i byłbym skłonny ich wysłuchać, gdyż skoro wszystko podporządkowuję doprowadzeniu do śmierci ego, byłoby nierozsądne z mojej strony lekceważenie takich ostrzeżeń. Pytanie tylko, czy dysponujesz takimi argumentami?</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>To, że nie rozumiem o co ci chodzi, jest z pewnością rozczarowujące, ale to jeszcze bardziej rozczarowujące niż wydajesz się sugerować, gdyż nie odnosiło się tyle do treści tego co usiłujesz mi przekazać &#8211; nie neguję, że tu też nie do końca zawsze cię rozumiem &#8211; ale do tego jaka jest twoja odpowiedź na etyczne pytanie: &#8222;Co robić w życiu?&#8221; I tu zupełnie nie rozumiem jakie zastosowanie mają twoje rozważania na płaszczyźnie egzystencjalnej Czy nie grozi ci to co spotkało pewnego chemika?:</p>
<p>Fabuła</p>
<p>Pewna osoba zwana “P” udała się na miejsce zwane kuchnią i z wielu niepersonalnych rzeczy różnie nazwanych włączając w to rzecz zwaną “łyżką soli” podjęła pewne działanie zwane “gotowaniem” i wytworzyła rzecz nazwaną “smacznym obiadem” do którego osoba zwana “P” w innym działaniu zwanym “serwowaniem obiadu gościom” zasiadła z innymi osobami różnie nazwanymi, jedną z nich był “Q”. Był on chemikiem. “Q” powiedział: Chemicznie mówiąc są tylko elementy i kombinacje elementów “ty” jako osoba i “łyżka soli” jako rzecz chemicznie nie istniejecie. Ty i ta rzecz to tylko kombinacje chemicznych elementów, to one są rzeczywiste. I tak, ta łyżka soli jest na przykład zaledwie kombinacją elementów chlorku i sodu. Osoba zwana “P” była pod wrażeniem. Przy następnym działaniu zwanym serwowaniem obiadu gościom dlaczego by nie być oryginalnym skoro “Q” powiedział, że sól jest zaledwie chlorkiem sodu i nie podać trochę chlorku i sodu zamiast soli. Dużo prościej. Czemu kłopotać się łączeniem ich w sól? W dodatku tak będzie to bardziej realne. Połączymy je w sobie podczas obiadu. I tak osoba zwana “P” podjęła działanie zwane kupnem chlorku (trującego gazu) i sodu (metalu który zapala się i wybucha w połączeniu z wodą) i te rzeczy (nie elementy w tym działaniu) wraz z innymi rzeczami osoba zwana “P” podała gościom jako obiad. Tym razem rezultat był całkiem różny od uprzedniego działania również zwanego “podaniem obiadu gościom”i zidentyfikowanego przez “P” jako ten sam rodzaj działania. Rezultat był bardzo bolesny dla osoby zwanej “P” i dla innych osób nazwanych “gośćmi” i wszyscy oni “umarli” bardzo zdumieni. Dlaczego tak się stało? Ponieważ nie zwracali uwagi na swą P i Q-istość. (Nanamoli)</p>
<p>To zabawne, że przypisujesz mi to samo co ja tobie, brak spójności intelektualnej. Ale, tak jak to widzę moja pozycja jest bardzo spójna, nie mając możliwości ucieczki od zasady ból/przyjemność wszystko podporządkowuję eliminacji bólu z doświadczenia. I po prostu z mojego punktu widzenie, twoje podejście jest dla mnie bezużyteczne. By to zobrazować dokładniej przywołam dwa nazwiska Ligotti i Metzinger. Ligotti jest zainteresowany przede wszystkim bólem i wydaje się że dość poprawnie rozpoznaje i stowarzysza go z obecnością ego. Nie sądzę, żebyś specjalnie zaimponował mu swymi spekulacjami, Ligotti interesuje się Metzingerem tylko w takim stopniu w jakim ten zajmuje się ego. Moja wizja jest zbliżona do Ligottiego, który rozpoznaje, że doświadczenie śmierci ego jest godne polecenia:) i to mnie właśnie interesuje, i wszelkie swoje działanie podporządkowuję temu, by takie &#8222;zdarzenie&#8221; nastąpiło w moim doświadczeniu. Jakkolwiek może ci się to nie podobać, goście którzy na ekranie śledzą zachowanie układu nerwowego gdy odczuwam ból, nie są mi do niczego nie potrzebni, gdyż interesuję się raczej moimi reakcjami emocjonalnymi na ból &#8211; śmierć ego nie eliminuje bólu fizycznego a tylko ból mentalny wywołany bólem fizycznym. Więc poważnie mogę przyjąć tylko takie argumenty, gdzie udowodnisz mi, że moja niewiedza na pewne tematy powoduje to, że wydarzenie śmierci ego nie będzie mogło nastąpić w moim doświadczeniu, albo przynajmniej będzie bardzo utrudnione. Takie argumenty by mnie zaciekawiły i byłbym skłonny ich wysłuchać, gdyż skoro wszystko podporządkowuję doprowadzeniu do śmierci ego, byłoby nierozsądne z mojej strony lekceważenie takich ostrzeżeń. Pytanie tylko, czy dysponujesz takimi argumentami?</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Skomentuj Maszyna do przetrwania, którego autorem jest zacmienie.org</title>
		<link>http://www.zacmienie.org/396/#comment-126</link>
		<dc:creator>zacmienie.org</dc:creator>
		<pubDate>Tue, 31 Jan 2012 19:24:04 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.zacmienie.org/?p=396#comment-126</guid>
		<description>&lt;blockquote&gt;Przyznam, że czasami nie potrafię się odnieść do tego co mówisz, bo w ogóle nie rozumiem o co ci chodzi.
&lt;/blockquote&gt;
Szkoda, że nie napisałeś tego wcześniej, mógłbym spróbować rozjaśniać bardziej zawiłe kwestie. A tak mam przykre poczucie, że tylko jakaś tam część z tego wszystkiego, co napisałem, została przez Ciebie rozważona. Rozczarowujące.
Co do kwestii obserwacji bólu - zgodzisz się, że przy każdej obserwacji mamy:
(1) obserwowane zdarzenie,
(2) akt obserwacji i
(3) efekty obserwacji na obserwatora.
Musimy sprecyzować, co rozumiemy przez (1) zdarzenie w omawianym przez nas przykładzie. Rozumiem, że nie interesuje Cię wariant, gdzie (1) to stymulacja nerwu - (1) ma być &quot;powstaniem świadomego wrażenia bólu&quot; (z pominięciem jego fizykalnej genezy).
Zdajesz się sugerować, że przewaga bezpośredniego doświadczenia polega na tym, że w jego wypadku (1)=(2), tzn. zdarzenie jest tożsame z aktem obserwacji, mamy w nie jakoby bezpośredni wgląd. Podmiot odczuwający ból jest więc jako obserwator na uprzywilejowanej pozycji - nie musi wnioskować o jego własnościach z innych zdarzeń (na zasadzie dym -&gt; ognisko), gdyż w swej obseracji nie polega na pośrednictwie swych organów zmysłowych.
To wszystko prawda, ale wcale z tego nie wynika, że zdarzenie to może być obserwowane wyłącznie przez równie uprzywilejowanych obserwatorów. Oczywiście pozostali obserwatorzy nie będą mieli dostępu do sfery fenomenalnej tego zdarzenia (chyba, że byliby do niej podłączeni jak &lt;a href=&quot;http://www.neurotyk.net/2010/11/mentalnie-polaczone/&quot; rel=&quot;nofollow&quot;&gt;te bliźniaczki&lt;/a&gt;), mogą jednak bez trudu wnioskować o wszystkich jego parametrach (np. natężenie, lokalizacja, charakter) bazując na skorelowanej z nim aktywności neuronalnej w odpowiednich punktach mózgu.
Mówiąc o &quot;złej wierze&quot; najwyraźniej nie zdajesz sobie sprawy, że każda obserwacja, której obiekt nie ogranicza się do sfery fenomenologii, z konieczności nie może polegać na &quot;obserwacji bezpośredniej&quot; - musi się opierać na rejestracji wydarzeń skorelowanych. Wyjaśnię: Kiedy na przykład widzisz, jak ktoś się potyka się na ulicy i upada (1), masz dostęp jedynie do fotonów, które odbiły sie od ciała nieszczęśnika, wpadły przez Twoje źrenice, pobudziły pręciki i czopki na dnie Twojego oka powodując wyładowanie nerwów biegnących do mózgu, etc - akt obserwacji (2) świata zewnętrznego nigdy nie jest więc w tych okolicznościach tożsamy z obserwowanym zjawiskiem (1). Ale czy to oznacza, że osoba, która upada i Ty sam obserwujecie inne zdarzenie? Kiedy ktoś trzeci słyszy odgłos upadku i jęk, nie polega na fotonach, a falach ciśnienia uderzających o błonę w jego uchu, wprawiającą w drgania płyn w ślimaku ucha, co z kolei pobudza odpowiednie nerwy, etc... Ale czy ma sens mówić, że pierwotna przyczyna (1) jego aktu obserwacji (2) jest odmienna, niż tego, który poczyniłeś Ty? Zdarzenie (1) jest jedno, a różnica sprowadza się do &quot;metody pomiaru&quot; podczas aktu obserwacji (2) i jej efektów na poszczególnych obserwatorów (3).
&quot;Dwóch obserwatorów nie może obserwować tego samego bólu&quot; to zatem zwykłe semantyczne nadużycie. Jeżeli dwie osoby nie mogą obserwować tego samego bólu, to żadnego innego, jednego zdarzenia również. Podejrzewam, że ochoczo się zgodzisz z tym ostatnim zdaniem - przyznaj jednak, że twierdzenie to wypada dość kiepsko, kiedy skonfrontować je z faktem, że jakimś cudem udaje się nam dokonywać pewnych całkiem spektakularnych, zawsze trafnych przewidywań co do zachowania świata?
Tak jak już pisałem wcześniej, więcej sensu miałoby stwierdzenie - &quot;dwóch obserwatorów nie może &lt;em&gt;odczuwać&lt;/em&gt; tego samego bólu&quot; - &lt;a href=&quot;http://www.neurotyk.net/2010/11/mentalnie-polaczone/&quot; rel=&quot;nofollow&quot;&gt;dowiodłem&lt;/a&gt; jednak, że to również jest nieprawda!
Pisząc, że metoda naukowa jest bezużyteczna w badaniu świadomości wykazujesz się zwyczajną niewiedzą. W ciągu ostatnich lat pojawiły się pierwsze pomysły na metody wykrywanie świadomosci u osób sparaliżowanych (&lt;a href=&quot;http://pl.wikipedia.org/wiki/Zesp%C3%B3%C5%82_zamkni%C4%99cia&quot; rel=&quot;nofollow&quot;&gt;zespół zamknięcia&lt;/a&gt;), coraz lepiej rozumiemy, jakie są warunki powstawania i zanikania świadomości; które części mózgu partycypują w jej wytwarzaniu, a które nie. Zaczynamy też wreszcie rozumieć, jaka jest rola świadomości dla organizmu - w tym naprawdę nie ma nic magicznego. Opierając swe sądy na tekstach z poprzedniej epoki i własnych uprzedzeniach, niewiele się różnisz od kanapowych filozofów, od których tak byś chciał się odciąć. Dobrze, że przynajmniej nie próbujesz udawać, że Twoje stanowisko jest intelektualnie spójne.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<blockquote><p>Przyznam, że czasami nie potrafię się odnieść do tego co mówisz, bo w ogóle nie rozumiem o co ci chodzi.
</p></blockquote>
<p>Szkoda, że nie napisałeś tego wcześniej, mógłbym spróbować rozjaśniać bardziej zawiłe kwestie. A tak mam przykre poczucie, że tylko jakaś tam część z tego wszystkiego, co napisałem, została przez Ciebie rozważona. Rozczarowujące. </p>
<p>Co do kwestii obserwacji bólu &#8211; zgodzisz się, że przy każdej obserwacji mamy:<br />
(1) obserwowane zdarzenie,<br />
(2) akt obserwacji i<br />
(3) efekty obserwacji na obserwatora.<br />
Musimy sprecyzować, co rozumiemy przez (1) zdarzenie w omawianym przez nas przykładzie. Rozumiem, że nie interesuje Cię wariant, gdzie (1) to stymulacja nerwu &#8211; (1) ma być &#8222;powstaniem świadomego wrażenia bólu&#8221; (z pominięciem jego fizykalnej genezy).<br />
Zdajesz się sugerować, że przewaga bezpośredniego doświadczenia polega na tym, że w jego wypadku (1)=(2), tzn. zdarzenie jest tożsame z aktem obserwacji, mamy w nie jakoby bezpośredni wgląd. Podmiot odczuwający ból jest więc jako obserwator na uprzywilejowanej pozycji &#8211; nie musi wnioskować o jego własnościach z innych zdarzeń (na zasadzie dym -> ognisko), gdyż w swej obseracji nie polega na pośrednictwie swych organów zmysłowych.<br />
To wszystko prawda, ale wcale z tego nie wynika, że zdarzenie to może być obserwowane wyłącznie przez równie uprzywilejowanych obserwatorów. Oczywiście pozostali obserwatorzy nie będą mieli dostępu do sfery fenomenalnej tego zdarzenia (chyba, że byliby do niej podłączeni jak <a href="http://www.neurotyk.net/2010/11/mentalnie-polaczone/" rel="nofollow">te bliźniaczki</a>), mogą jednak bez trudu wnioskować o wszystkich jego parametrach (np. natężenie, lokalizacja, charakter) bazując na skorelowanej z nim aktywności neuronalnej w odpowiednich punktach mózgu.</p>
<p>Mówiąc o &#8222;złej wierze&#8221; najwyraźniej nie zdajesz sobie sprawy, że każda obserwacja, której obiekt nie ogranicza się do sfery fenomenologii, z konieczności nie może polegać na &#8222;obserwacji bezpośredniej&#8221; &#8211; musi się opierać na rejestracji wydarzeń skorelowanych. Wyjaśnię: Kiedy na przykład widzisz, jak ktoś się potyka się na ulicy i upada (1), masz dostęp jedynie do fotonów, które odbiły sie od ciała nieszczęśnika, wpadły przez Twoje źrenice, pobudziły pręciki i czopki na dnie Twojego oka powodując wyładowanie nerwów biegnących do mózgu, etc &#8211; akt obserwacji (2) świata zewnętrznego nigdy nie jest więc w tych okolicznościach tożsamy z obserwowanym zjawiskiem (1). Ale czy to oznacza, że osoba, która upada i Ty sam obserwujecie inne zdarzenie? Kiedy ktoś trzeci słyszy odgłos upadku i jęk, nie polega na fotonach, a falach ciśnienia uderzających o błonę w jego uchu, wprawiającą w drgania płyn w ślimaku ucha, co z kolei pobudza odpowiednie nerwy, etc&#8230; Ale czy ma sens mówić, że pierwotna przyczyna (1) jego aktu obserwacji (2) jest odmienna, niż tego, który poczyniłeś Ty? Zdarzenie (1) jest jedno, a różnica sprowadza się do &#8222;metody pomiaru&#8221; podczas aktu obserwacji (2) i jej efektów na poszczególnych obserwatorów (3). </p>
<p>&#8222;Dwóch obserwatorów nie może obserwować tego samego bólu&#8221; to zatem zwykłe semantyczne nadużycie. Jeżeli dwie osoby nie mogą obserwować tego samego bólu, to żadnego innego, jednego zdarzenia również. Podejrzewam, że ochoczo się zgodzisz z tym ostatnim zdaniem &#8211; przyznaj jednak, że twierdzenie to wypada dość kiepsko, kiedy skonfrontować je z faktem, że jakimś cudem udaje się nam dokonywać pewnych całkiem spektakularnych, zawsze trafnych przewidywań co do zachowania świata?</p>
<p>Tak jak już pisałem wcześniej, więcej sensu miałoby stwierdzenie &#8211; &#8222;dwóch obserwatorów nie może <em>odczuwać</em> tego samego bólu&#8221; &#8211; <a href="http://www.neurotyk.net/2010/11/mentalnie-polaczone/" rel="nofollow">dowiodłem</a> jednak, że to również jest nieprawda!</p>
<p>Pisząc, że metoda naukowa jest bezużyteczna w badaniu świadomości wykazujesz się zwyczajną niewiedzą. W ciągu ostatnich lat pojawiły się pierwsze pomysły na metody wykrywanie świadomosci u osób sparaliżowanych (<a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Zesp%C3%B3%C5%82_zamkni%C4%99cia" rel="nofollow">zespół zamknięcia</a>), coraz lepiej rozumiemy, jakie są warunki powstawania i zanikania świadomości; które części mózgu partycypują w jej wytwarzaniu, a które nie. Zaczynamy też wreszcie rozumieć, jaka jest rola świadomości dla organizmu &#8211; w tym naprawdę nie ma nic magicznego. Opierając swe sądy na tekstach z poprzedniej epoki i własnych uprzedzeniach, niewiele się różnisz od kanapowych filozofów, od których tak byś chciał się odciąć. Dobrze, że przynajmniej nie próbujesz udawać, że Twoje stanowisko jest intelektualnie spójne.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Skomentuj Maszyna do przetrwania, którego autorem jest drzewołaz</title>
		<link>http://www.zacmienie.org/396/#comment-124</link>
		<dc:creator>drzewołaz</dc:creator>
		<pubDate>Sun, 29 Jan 2012 01:54:07 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.zacmienie.org/?p=396#comment-124</guid>
		<description>OK, zgadzając się, że dyskusja na pewne tematy umarła, trzymajmy się bólu, bo być może umarła ona z tych powodów, że mamy fundamentalnie odmienne poglądy na temat tego czym jest ból. Przyznam, że czasami nie potrafię się odnieść do tego co mówisz, bo w ogóle nie rozumiem o co ci chodzi. Ale tak się szczęśliwie stało, że jeżeli chodzi o ból to mniej więcej rozumiem twoją pozycję i rozumiem, że jest ona błędna:) Mogę zatem podjąć się polemiki. Gdzie według minie tkwi błąd w twoim rozumowaniu? Otóż, tak jak to widzę polega na błędnej definicji, bądź formach opisu bólu, które uznajesz za odpowiednie. Skąd to wiem, skoro takowej definicji tu nie podałeś, być może spytasz. Otóż, częściowo to zrobiłeś, podając przykład o obserwacji bólu. Wynika z niego, że jakakolwiek by nie była twoja definicja bólu, nie obejmuje ona fundamentalnego założenia: &quot;Ból jest tym co boli&quot;. Gdybyś ją zaakceptował, stałoby się oczywiste, że to co mówiłem o bólu jest słuszne, a różnica między obserwatorem zwijającym się w paroksyzmie na podłodze a dwoma zachowującymi spokój obserwatorami, śledzącymi na ekranach pracę układu nerwowego polega na tym, że tylko ten pierwszy tak naprawdę obserwuje ból, podczas gdy ci drudzy po prostu obserwują sobie coś innego, co z racji mauvaise foi - złej wiary raczą nazywać bólem.
W normalnej, &quot;kulturalnej dyskusji&quot; powinienem poprzestać na ty argumencie. Ponieważ ustaliliśmy jednak, że chodzi nam o poznanie prawdy, zasugeruję, że właśnie ta zła wiara odgrywa fundamentalną rolę i by zachować w swoim mniemaniu spójność intelektualną musisz się jej trzymać inaczej całe twoje podejście do problemu świadomości ległoby w gruzach i musiałbyś przyznać, że bezpośrednia refleksja i medytacja to jedyne słuszne podejście dające możliwość poznania, podczas gdy metoda naukowa, jakkolwiek użyteczna w pewnych dziedzinach, jest praktycznie bezużyteczna, jeżeli chodzi o badanie świadomości, która jest nierozerwalnie związana z czuciem i percepcją.
&quot;Naukowcy mówiąc: &#039;Spójrz co uczyniliśmy, co odkryliśmy i co możemy zrobić z obiektywnym światem, daj nam trochę więcej czasu (i dużo więcej pieniędzy) na eksperymenty i wkrótce będziemy w stanie odkryć wszystko na temat subiektywności” - pomijają fakt, że ich technika, ich terminy odniesień powstrzymują ich od egzaminacji subiektywnego czy prywatnego&#039;&quot;. (Nanamoli)
I tu dotarliśmy prawdopodobnie do kolejnego martwego punktu - oczywiście jeżeli będziesz niechętny by zgodzić się, że aby naprawdę obserwować ból, wpierw trzeba go czuć, czyli jednak to co powiedział 50 lat temu Nanavira jest jak najbardziej poprawne. A czuję, że będziesz niechętny:)</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>OK, zgadzając się, że dyskusja na pewne tematy umarła, trzymajmy się bólu, bo być może umarła ona z tych powodów, że mamy fundamentalnie odmienne poglądy na temat tego czym jest ból. Przyznam, że czasami nie potrafię się odnieść do tego co mówisz, bo w ogóle nie rozumiem o co ci chodzi. Ale tak się szczęśliwie stało, że jeżeli chodzi o ból to mniej więcej rozumiem twoją pozycję i rozumiem, że jest ona błędna:) Mogę zatem podjąć się polemiki. Gdzie według minie tkwi błąd w twoim rozumowaniu? Otóż, tak jak to widzę polega na błędnej definicji, bądź formach opisu bólu, które uznajesz za odpowiednie. Skąd to wiem, skoro takowej definicji tu nie podałeś, być może spytasz. Otóż, częściowo to zrobiłeś, podając przykład o obserwacji bólu. Wynika z niego, że jakakolwiek by nie była twoja definicja bólu, nie obejmuje ona fundamentalnego założenia: &#8222;Ból jest tym co boli&#8221;. Gdybyś ją zaakceptował, stałoby się oczywiste, że to co mówiłem o bólu jest słuszne, a różnica między obserwatorem zwijającym się w paroksyzmie na podłodze a dwoma zachowującymi spokój obserwatorami, śledzącymi na ekranach pracę układu nerwowego polega na tym, że tylko ten pierwszy tak naprawdę obserwuje ból, podczas gdy ci drudzy po prostu obserwują sobie coś innego, co z racji mauvaise foi &#8211; złej wiary raczą nazywać bólem. </p>
<p>W normalnej, &#8222;kulturalnej dyskusji&#8221; powinienem poprzestać na ty argumencie. Ponieważ ustaliliśmy jednak, że chodzi nam o poznanie prawdy, zasugeruję, że właśnie ta zła wiara odgrywa fundamentalną rolę i by zachować w swoim mniemaniu spójność intelektualną musisz się jej trzymać inaczej całe twoje podejście do problemu świadomości ległoby w gruzach i musiałbyś przyznać, że bezpośrednia refleksja i medytacja to jedyne słuszne podejście dające możliwość poznania, podczas gdy metoda naukowa, jakkolwiek użyteczna w pewnych dziedzinach, jest praktycznie bezużyteczna, jeżeli chodzi o badanie świadomości, która jest nierozerwalnie związana z czuciem i percepcją.</p>
<p>&#8222;Naukowcy mówiąc: &#8216;Spójrz co uczyniliśmy, co odkryliśmy i co możemy zrobić z obiektywnym światem, daj nam trochę więcej czasu (i dużo więcej pieniędzy) na eksperymenty i wkrótce będziemy w stanie odkryć wszystko na temat subiektywności” &#8211; pomijają fakt, że ich technika, ich terminy odniesień powstrzymują ich od egzaminacji subiektywnego czy prywatnego&#8217;&#8221;. (Nanamoli)</p>
<p>I tu dotarliśmy prawdopodobnie do kolejnego martwego punktu &#8211; oczywiście jeżeli będziesz niechętny by zgodzić się, że aby naprawdę obserwować ból, wpierw trzeba go czuć, czyli jednak to co powiedział 50 lat temu Nanavira jest jak najbardziej poprawne. A czuję, że będziesz niechętny:)</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Skomentuj Maszyna do przetrwania, którego autorem jest zacmienie.org</title>
		<link>http://www.zacmienie.org/396/#comment-123</link>
		<dc:creator>zacmienie.org</dc:creator>
		<pubDate>Sat, 28 Jan 2012 10:23:44 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.zacmienie.org/?p=396#comment-123</guid>
		<description>Po Twoim powyższym poście wnioskuję, że nasza dyskusja o dwóch typach poznania w zasadzie umarła. W ogóle nie odniosłeś się do argumentów, jakie przedstawiłem w poprzednich dwóch wypowiedziach i z jakiegoś powodu popłynąłeś w tematy związane z zabijaniem zwierząt i to w sposób, który z poznaniem naprawdę nie ma związku. Również pozwolę sobie więc pominąć tą część Twojej wypowiedzi.
Miło, że udało mi się poprawić Twój humor stwierdzeniem, że dwóch obserwatorów może nie tylko obserwować, ale i odczuwać ten sam ból. Widać niewiele trzeba, by Cię rozbawić, skoro w tym samym akapicie podałem Ci na to &lt;a href=&quot;http://www.neurotyk.net/2010/11/mentalnie-polaczone/&quot; rel=&quot;nofollow&quot;&gt;dowód&lt;/a&gt;.
Twoje rozbawienie sugeruje ponadto, że nie poczyniłeś wysiłku, by prześledzić przedstawione przeze mnie wyjaśnienie.
Ok, spróbuję łatwiej. Weźmy takie zdarzenie jak wyładowanie atmosferyczne - piorun. Nieopodal mamy ustawione dwa narzędzia pomiaru: mikrofon i światłomierz. Mikrofon zarejstruje dźwięk (a więc falę ciśnienia), światłomierz - światło (uwolnione przy wyładowaniu fotony). Zatem sam akt obserwacji dotyczy kompletnie innych zjawisk fizykalnych - ciśnienia i fotonów. Zgodzisz się chyba jednak, że oba &quot;obserwują&quot; to samo zdarzenie?
Analogicznie - do obserwacji bólu pacjent z Twojego przykładu &quot;używa&quot; swoich &quot;reprezentacji fenomenalnych&quot;, reszta - EEG, EKG, fMRI, etc. Ot cała &quot;różnica w obserwowaniu&quot;. To, że wyniki tej obserwacji mają na obserwatorów inny wpływ, to odrębny temat.
Co do istnienia ja, to wszystko rozbija się o ontologię. Ja nie istnieje w znaczeniu trwałego, niezmiennego, niezależnego bytu - istnieje tylko &quot;tymczasowo aktywowany&quot; proces. W tym sensie Metzinger naprawdę niczego wielkiego nie odkrywa - stwierdza coś, co filozofia juz dawno wiedziała. Ukazuje tylko prawdę tego stwierdzenia na poziomie układu nerwowego.
Ale proszę, nie wchodźmy teraz w dyskusję o bycie, bo naprawdę nie dam rady.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Po Twoim powyższym poście wnioskuję, że nasza dyskusja o dwóch typach poznania w zasadzie umarła. W ogóle nie odniosłeś się do argumentów, jakie przedstawiłem w poprzednich dwóch wypowiedziach i z jakiegoś powodu popłynąłeś w tematy związane z zabijaniem zwierząt i to w sposób, który z poznaniem naprawdę nie ma związku. Również pozwolę sobie więc pominąć tą część Twojej wypowiedzi.</p>
<p>Miło, że udało mi się poprawić Twój humor stwierdzeniem, że dwóch obserwatorów może nie tylko obserwować, ale i odczuwać ten sam ból. Widać niewiele trzeba, by Cię rozbawić, skoro w tym samym akapicie podałem Ci na to <a href="http://www.neurotyk.net/2010/11/mentalnie-polaczone/" rel="nofollow">dowód</a>.<br />
Twoje rozbawienie sugeruje ponadto, że nie poczyniłeś wysiłku, by prześledzić przedstawione przeze mnie wyjaśnienie.<br />
Ok, spróbuję łatwiej. Weźmy takie zdarzenie jak wyładowanie atmosferyczne &#8211; piorun. Nieopodal mamy ustawione dwa narzędzia pomiaru: mikrofon i światłomierz. Mikrofon zarejstruje dźwięk (a więc falę ciśnienia), światłomierz &#8211; światło (uwolnione przy wyładowaniu fotony). Zatem sam akt obserwacji dotyczy kompletnie innych zjawisk fizykalnych &#8211; ciśnienia i fotonów. Zgodzisz się chyba jednak, że oba &#8222;obserwują&#8221; to samo zdarzenie?<br />
Analogicznie &#8211; do obserwacji bólu pacjent z Twojego przykładu &#8222;używa&#8221; swoich &#8222;reprezentacji fenomenalnych&#8221;, reszta &#8211; EEG, EKG, fMRI, etc. Ot cała &#8222;różnica w obserwowaniu&#8221;. To, że wyniki tej obserwacji mają na obserwatorów inny wpływ, to odrębny temat.</p>
<p>Co do istnienia ja, to wszystko rozbija się o ontologię. Ja nie istnieje w znaczeniu trwałego, niezmiennego, niezależnego bytu &#8211; istnieje tylko &#8222;tymczasowo aktywowany&#8221; proces. W tym sensie Metzinger naprawdę niczego wielkiego nie odkrywa &#8211; stwierdza coś, co filozofia juz dawno wiedziała. Ukazuje tylko prawdę tego stwierdzenia na poziomie układu nerwowego.<br />
Ale proszę, nie wchodźmy teraz w dyskusję o bycie, bo naprawdę nie dam rady.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Skomentuj Maszyna do przetrwania, którego autorem jest drzewołaz</title>
		<link>http://www.zacmienie.org/396/#comment-122</link>
		<dc:creator>drzewołaz</dc:creator>
		<pubDate>Sat, 28 Jan 2012 01:37:47 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.zacmienie.org/?p=396#comment-122</guid>
		<description>…nie mniej jednak wprowadza zupełnie inną skalę możliwej do osiągnięcia przyjemności i możliwego do spotkania cierpienia, co ma ogromny wpływ na etykę, zwłaszcza w sytuacjach skrajnych np: „Samemu zabić czy dać się zabić?”
Albo mi sie wydaje, albo właśnie przyznałeś, że tego typu wierzenia to forma asymilacji? A może raczej zakotwiczenia?
Oj, mi to się wydaje, że nasze podejścia intelektualne są tak różne, że w oparciu o nie wyciągamy całkiem dziwaczne (w odczuciu drugiego) wnioski na temat rozmówcy. Sam muszę przyznać, że zaczyna mi się ciężko dyskutować, bo mam poczucie, że nie jestem w stanie zrozumieć twojej postawy egzystencjalnej ... Weźmy te twoje sugestie o asymilacji czy zakotwiczeniu. To dla mnie nie istotne co mi przypiszesz, ponieważ właściwy pogląd obejmuje u mnie odpowiedzialność za swoje działania i zakłada, że będę musiał odczuć skutki swego działania. To wprowadza do dialektyki -zabić czy dać się zabić- nową perspektywę sprawiającą, że raczej kalkulując chłodno, zdecydowanie bardziej opłaca mi się dać się zabić. Czy to asymilacja lub zakotwiczenie? Nie wiem i nie obchodzi mnie to, bo kwestię -zabijanie- traktuję bardzo dogmatycznie i jestem ślepy na wszelkie argumenty, które próbowałyby podważyć moją wiarę w nie zabijanie. I wcale się nie oburzałem, a tylko chciałem pokazać, że tak jak to rozumiem, bycie dogmatycznym niekoniecznie oznacza w egzystencji błąd, gdyż tak jak cię rozumiałem, ty uważasz, że dogmatyzm jest pewną słabością. Ale teraz już sam nie wiem, czy jesteś, jeżeli chodzi o zabijanie dogmatyczny czy też nie?
&quot;Autor tekstu posuwa się do stwierdzenia, że „dwóch obserwatorów nie może obserwować tego samego bólu”. Dla mnie to jest nieporozumienie – to jak, jakby twierdzić, że kamera i mikrofon nie mogą zarejestrować jednego zdarzenia&quot;. No nie naprawdę mnie tutaj rozbawiłeś:). To czemu jeden obserwator wbicia szpilki w tyłek zwija się z bólu a dwaj inni obserwatorzy elegancko działającego systemu nerwowego zachowują stoicki spokój? Jest tu chyba pewna różnica w obserwowaniu?
Co do pierwszego problemu, absolutnie nie zgadzam się z twierdzeniem, że nie ma żadnego &quot;ja&quot;. Teza o nie istnieniu ja jest kuriozalna, wystarczy trochę introspekcji czy też rozejrzenia się dookoła siebie by dostrzec w świadomym istnieniu całkiem sporą obecność &quot;ja&quot; i tego co należy do &quot;ja&quot;.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>…nie mniej jednak wprowadza zupełnie inną skalę możliwej do osiągnięcia przyjemności i możliwego do spotkania cierpienia, co ma ogromny wpływ na etykę, zwłaszcza w sytuacjach skrajnych np: „Samemu zabić czy dać się zabić?”<br />
Albo mi sie wydaje, albo właśnie przyznałeś, że tego typu wierzenia to forma asymilacji? A może raczej zakotwiczenia?</p>
<p>Oj, mi to się wydaje, że nasze podejścia intelektualne są tak różne, że w oparciu o nie wyciągamy całkiem dziwaczne (w odczuciu drugiego) wnioski na temat rozmówcy. Sam muszę przyznać, że zaczyna mi się ciężko dyskutować, bo mam poczucie, że nie jestem w stanie zrozumieć twojej postawy egzystencjalnej &#8230; Weźmy te twoje sugestie o asymilacji czy zakotwiczeniu. To dla mnie nie istotne co mi przypiszesz, ponieważ właściwy pogląd obejmuje u mnie odpowiedzialność za swoje działania i zakłada, że będę musiał odczuć skutki swego działania. To wprowadza do dialektyki -zabić czy dać się zabić- nową perspektywę sprawiającą, że raczej kalkulując chłodno, zdecydowanie bardziej opłaca mi się dać się zabić. Czy to asymilacja lub zakotwiczenie? Nie wiem i nie obchodzi mnie to, bo kwestię -zabijanie- traktuję bardzo dogmatycznie i jestem ślepy na wszelkie argumenty, które próbowałyby podważyć moją wiarę w nie zabijanie. I wcale się nie oburzałem, a tylko chciałem pokazać, że tak jak to rozumiem, bycie dogmatycznym niekoniecznie oznacza w egzystencji błąd, gdyż tak jak cię rozumiałem, ty uważasz, że dogmatyzm jest pewną słabością. Ale teraz już sam nie wiem, czy jesteś, jeżeli chodzi o zabijanie dogmatyczny czy też nie?</p>
<p>&#8222;Autor tekstu posuwa się do stwierdzenia, że „dwóch obserwatorów nie może obserwować tego samego bólu”. Dla mnie to jest nieporozumienie – to jak, jakby twierdzić, że kamera i mikrofon nie mogą zarejestrować jednego zdarzenia&#8221;. No nie naprawdę mnie tutaj rozbawiłeś:). To czemu jeden obserwator wbicia szpilki w tyłek zwija się z bólu a dwaj inni obserwatorzy elegancko działającego systemu nerwowego zachowują stoicki spokój? Jest tu chyba pewna różnica w obserwowaniu?</p>
<p>Co do pierwszego problemu, absolutnie nie zgadzam się z twierdzeniem, że nie ma żadnego &#8222;ja&#8221;. Teza o nie istnieniu ja jest kuriozalna, wystarczy trochę introspekcji czy też rozejrzenia się dookoła siebie by dostrzec w świadomym istnieniu całkiem sporą obecność &#8222;ja&#8221; i tego co należy do &#8222;ja&#8221;.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Skomentuj Maszyna do przetrwania, którego autorem jest zacmienie.org</title>
		<link>http://www.zacmienie.org/396/#comment-121</link>
		<dc:creator>zacmienie.org</dc:creator>
		<pubDate>Fri, 27 Jan 2012 17:44:30 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.zacmienie.org/?p=396#comment-121</guid>
		<description>&lt;blockquote&gt; Jak widzę według ciebie nie ma różnicy pomiędzy „prywatnym doświadczeniem” a „doświadczaniem ja”.&lt;/blockquote&gt;
Przypomnij sobie mój wywód na temat zespołu Cotarda - piszę tam o &quot;prereflexive self-intimacy&quot;, która stanowi jeden z aspektów fenomenalnego modelu ja. Powinno być więc jasne: &quot;doświadczanie ja&quot; i &quot;prywatność doświadczenia&quot; to także i dla mnie kompletnie różne tematy.
Kwestionuję natomiast coś innego - skoro nic takiego jak &quot;ja&quot; tak naprawdę nie istnieje, to każdy zbiór świadomych reprezentacji fenomenalnych po prostu jest - stanowi obiektywny fakt, który technicznie rzecz biorąc jest nie bardziej prywatny, niż niż wirtualny krajobraz generowany przez silnik gry komputerowej.
Rozjaśnię, odwołując się do przykładu z tekstu, do którego mnie wcześniej odniosłeś. Mówi się w nim o pacjencie doświadczającym bólu (perspektywa pierwszej osoby) oraz perspektywie niezależnych obserwatorów rejestrujących pracę układu nerwowego tegoż pacjenta. Autor tekstu posuwa się do stwierdzenia, że &quot;dwóch obserwatorów nie może obserwować tego samego bólu&quot;. Dla mnie to jest nieporozumienie - to jak, jakby twierdzić, że kamera i mikrofon nie mogą  zarejestrować jednego zdarzenia.
Zjawisko jest dokładnie to samo, używa się tylko innych narzędzi pomiaru. Z jednej strony narzędziem pomiaru jest fenomenalna reprezentacja, która wyrosła na tle określonej dynamiki układu nerwowego. Z drugiej strony narzędziem pomiaru są EEG, EKG, fMRI, elektordy mierzące przewodliwość elektryczną skóry, etc.
Innymi słowy, autor tekstu pomylił akt obserwacji z obserwowanym obiektem. Co innego, gdyby stwierdził, że &quot;dwóch obserwatorów nie może &lt;em&gt;odczuwać&lt;/em&gt; tego samego bólu&quot;. To jednak też nie jest prawda. Słyszałeś o tych &lt;a href=&quot;http://www.neurotyk.net/2010/11/mentalnie-polaczone/&quot; rel=&quot;nofollow&quot;&gt;dwóch bliźniaczkach&lt;/a&gt;?
&lt;blockquote&gt;moją wiarę, że warto poświęcić swoją egzystencję (...) stawiasz na równi z judaistycznymi dogmatami o tym jak należy zabijać zwierzęta&lt;/blockquote&gt;
To tylko dowodzi, że kompletnie nie zrozumiałeś mojej wypowiedzi. Po pierwsze, w żadnym miejscu nie twierdziłem, że wszystkie wierzenia &quot;oparte na prywatnych objawieniach dostępnych nielicznym bądź nikomu i opierające się o tezy, na podstawie których żaden żywy człowiek nie dokona żadnej trafnej (nietrafnej zresztą też) predykcji&quot; prowadzą do równie etycznego życia - przecież mój post był o czymś zupełnie innym!
Po drugie, specjalnie, żeby Cię nie urazić, wybrałem bardzo określone, wąskie wierzenie: przekonanie, że rezygnacja z &lt;em&gt;dóbr doczesnych&lt;/em&gt; pozwoli Ci uniknąć &lt;em&gt;piekła ponownych narodzin&lt;/em&gt; (zauważ, że sam piszesz o czymś zupełnie innym). Nie wiem, czemu potraktowałeś to jako atak na swój system wartości i zacząłeś się rozpisywać o zabijaniu, etc? Równie dobrze żadnego Twojego wierzenia mogłobym tam nie wymieniać, osiągnąłbym ten sam cel - chodziło tylko o pokazanie, że niektóre Twoje poglądy są w ww. zbiorze i są one zupełnie odmienne od wierzeń &quot;wyprowadzonych z pewnych ogólnodostępnych obserwacji i opierających się o tezy, które pozwalają dokonywać zawsze trafnych przewidywań co do konsekwencji pewnych działań&quot;.
Ostatecznie jednak wpadłeś w jakieś oburzenie, które pozwoliło Ci zignorować i skreślić całą przedstawioną przeze mnie później argumentację - to mocno rozczarowujące. Pamiętaj, to była moja odpowiedź na Twój zarzut, że nie ma żadnej różnicy między twierdzeniami opartymi o dowody i racjonalne argumenty, a dogmatami - że wybór jednego bądź drugiego jest tylko &quot;subiektywną decyzją&quot;. Może spróbuj podejść do tego jeszcze raz, bez uprzedzeń?
&lt;blockquote&gt;Tak naprawdę, wiara w tzw reinkarnację nie jest warunkiem niezbędnym, by podjąć praktykę zgodną z Nauką Buddy...&lt;/blockquote&gt;
I o to chodzi w tej dyskusji! Najprawdopodobniej ani to wyżej wymienione, ani żadne inne z wierzeń opartych na &quot;na prywatnych objawieniach dostępnych nielicznym bądź nikomu i opierających się o tezy, na podstawie których żaden żywy człowiek nie dokona żadnej trafnej (nietrafnej zresztą też) predykcji&quot; nie są warunkiem niezbędnym, aby podjąć taką praktykę.
&lt;blockquote&gt;...nie mniej jednak wprowadza zupełnie inną skalę możliwej do osiągnięcia przyjemności i możliwego do spotkania cierpienia, co ma ogromny wpływ na etykę, zwłaszcza w sytuacjach skrajnych np: „Samemu zabić czy dać się zabić?”&lt;/blockquote&gt;
Albo mi sie wydaje, albo właśnie przyznałeś, że tego typu wierzenia to forma asymilacji? A może raczej &lt;a href=&quot;http://www.zacmienie.org/cztery-taktyki/&quot; rel=&quot;nofollow&quot;&gt;zakotwiczenia&lt;/a&gt;?</description>
		<content:encoded><![CDATA[<blockquote><p> Jak widzę według ciebie nie ma różnicy pomiędzy „prywatnym doświadczeniem” a „doświadczaniem ja”.</p></blockquote>
<p>Przypomnij sobie mój wywód na temat zespołu Cotarda &#8211; piszę tam o &#8222;prereflexive self-intimacy&#8221;, która stanowi jeden z aspektów fenomenalnego modelu ja. Powinno być więc jasne: &#8222;doświadczanie ja&#8221; i &#8222;prywatność doświadczenia&#8221; to także i dla mnie kompletnie różne tematy.<br />
Kwestionuję natomiast coś innego &#8211; skoro nic takiego jak &#8222;ja&#8221; tak naprawdę nie istnieje, to każdy zbiór świadomych reprezentacji fenomenalnych po prostu jest &#8211; stanowi obiektywny fakt, który technicznie rzecz biorąc jest nie bardziej prywatny, niż niż wirtualny krajobraz generowany przez silnik gry komputerowej.</p>
<p>Rozjaśnię, odwołując się do przykładu z tekstu, do którego mnie wcześniej odniosłeś. Mówi się w nim o pacjencie doświadczającym bólu (perspektywa pierwszej osoby) oraz perspektywie niezależnych obserwatorów rejestrujących pracę układu nerwowego tegoż pacjenta. Autor tekstu posuwa się do stwierdzenia, że &#8222;dwóch obserwatorów nie może obserwować tego samego bólu&#8221;. Dla mnie to jest nieporozumienie &#8211; to jak, jakby twierdzić, że kamera i mikrofon nie mogą  zarejestrować jednego zdarzenia.<br />
Zjawisko jest dokładnie to samo, używa się tylko innych narzędzi pomiaru. Z jednej strony narzędziem pomiaru jest fenomenalna reprezentacja, która wyrosła na tle określonej dynamiki układu nerwowego. Z drugiej strony narzędziem pomiaru są EEG, EKG, fMRI, elektordy mierzące przewodliwość elektryczną skóry, etc.</p>
<p>Innymi słowy, autor tekstu pomylił akt obserwacji z obserwowanym obiektem. Co innego, gdyby stwierdził, że &#8222;dwóch obserwatorów nie może <em>odczuwać</em> tego samego bólu&#8221;. To jednak też nie jest prawda. Słyszałeś o tych <a href="http://www.neurotyk.net/2010/11/mentalnie-polaczone/" rel="nofollow">dwóch bliźniaczkach</a>?</p>
<blockquote><p>moją wiarę, że warto poświęcić swoją egzystencję (&#8230;) stawiasz na równi z judaistycznymi dogmatami o tym jak należy zabijać zwierzęta</p></blockquote>
<p>To tylko dowodzi, że kompletnie nie zrozumiałeś mojej wypowiedzi. Po pierwsze, w żadnym miejscu nie twierdziłem, że wszystkie wierzenia &#8222;oparte na prywatnych objawieniach dostępnych nielicznym bądź nikomu i opierające się o tezy, na podstawie których żaden żywy człowiek nie dokona żadnej trafnej (nietrafnej zresztą też) predykcji&#8221; prowadzą do równie etycznego życia &#8211; przecież mój post był o czymś zupełnie innym!<br />
Po drugie, specjalnie, żeby Cię nie urazić, wybrałem bardzo określone, wąskie wierzenie: przekonanie, że rezygnacja z <em>dóbr doczesnych</em> pozwoli Ci uniknąć <em>piekła ponownych narodzin</em> (zauważ, że sam piszesz o czymś zupełnie innym). Nie wiem, czemu potraktowałeś to jako atak na swój system wartości i zacząłeś się rozpisywać o zabijaniu, etc? Równie dobrze żadnego Twojego wierzenia mogłobym tam nie wymieniać, osiągnąłbym ten sam cel &#8211; chodziło tylko o pokazanie, że niektóre Twoje poglądy są w ww. zbiorze i są one zupełnie odmienne od wierzeń &#8222;wyprowadzonych z pewnych ogólnodostępnych obserwacji i opierających się o tezy, które pozwalają dokonywać zawsze trafnych przewidywań co do konsekwencji pewnych działań&#8221;.<br />
Ostatecznie jednak wpadłeś w jakieś oburzenie, które pozwoliło Ci zignorować i skreślić całą przedstawioną przeze mnie później argumentację &#8211; to mocno rozczarowujące. Pamiętaj, to była moja odpowiedź na Twój zarzut, że nie ma żadnej różnicy między twierdzeniami opartymi o dowody i racjonalne argumenty, a dogmatami &#8211; że wybór jednego bądź drugiego jest tylko &#8222;subiektywną decyzją&#8221;. Może spróbuj podejść do tego jeszcze raz, bez uprzedzeń?</p>
<blockquote><p>Tak naprawdę, wiara w tzw reinkarnację nie jest warunkiem niezbędnym, by podjąć praktykę zgodną z Nauką Buddy&#8230;</p></blockquote>
<p>I o to chodzi w tej dyskusji! Najprawdopodobniej ani to wyżej wymienione, ani żadne inne z wierzeń opartych na &#8222;na prywatnych objawieniach dostępnych nielicznym bądź nikomu i opierających się o tezy, na podstawie których żaden żywy człowiek nie dokona żadnej trafnej (nietrafnej zresztą też) predykcji&#8221; nie są warunkiem niezbędnym, aby podjąć taką praktykę.</p>
<blockquote><p>&#8230;nie mniej jednak wprowadza zupełnie inną skalę możliwej do osiągnięcia przyjemności i możliwego do spotkania cierpienia, co ma ogromny wpływ na etykę, zwłaszcza w sytuacjach skrajnych np: „Samemu zabić czy dać się zabić?”</p></blockquote>
<p>Albo mi sie wydaje, albo właśnie przyznałeś, że tego typu wierzenia to forma asymilacji? A może raczej <a href="http://www.zacmienie.org/cztery-taktyki/" rel="nofollow">zakotwiczenia</a>?</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Skomentuj Maszyna do przetrwania, którego autorem jest drzewołaz</title>
		<link>http://www.zacmienie.org/396/#comment-120</link>
		<dc:creator>drzewołaz</dc:creator>
		<pubDate>Fri, 27 Jan 2012 02:18:18 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.zacmienie.org/?p=396#comment-120</guid>
		<description>Zaczynając od samego końca (już nawet nie odnoszę się do sugestii, że &quot;jestem buddystą&quot; co akurat nie jest prawdą:)) Jak widzę według ciebie nie ma różnicy pomiędzy &quot;prywatnym doświadczeniem&quot; a &quot;doświadczaniem ja&quot;. Przyznam, że takie widzenie rzeczy bardzo mnie dziwi i oczywiście uważam je za błędne. Tak jak rozumiem, każde doświadczenie jest prywatne z prostego powodu a to takiego, że organy zmysłowe są &quot;prywatne&quot;. Logiczną konsekwencją tego jest to, że neguję istnienie jednego wspólnego dla wszystkich świata co jak się wydaje jest założeniem naukowym. Owszem, na potrzeby codziennych dyskusji jest to bardzo wygodne założenie, niemniej jednak nie wytrzymuje bliższej egzaminacji.
Natomiast nie na każdym doświadczeniu, które w swej naturze, choć prywatne jest całkowicie niepersonalne, „pasożytuje” subiektywność podmiotu: („ja”, „mnie”, „moje” itp). Innymi słowy, człowiek Nikt Stachury jest dalej indywidualną jednostką co pociąga za sobą prywatność danych zmysłowych, ale już nie „ja”, gdyż subiektywność podmiotowa została wyeliminowana z doświadczenia.
Jeżeli chodzi o wiarę, to faktycznie chyba doszliśmy do punktu gdzie dalsza dyskusja jest bezcelowa. Choć prawdopodobnie jej bezcelowość jest determinowana u każdego z nas inaczej:). Ja uważam, że jest bezcelowa bo moją wiarę, że warto poświęcić swoją egzystencję na eliminację chciwości, pożądania, nienawiści i złudzenia z doświadczenia oraz płynąca z tego preferencję wyboru właściwego poglądu, właściwej intencji, właściwej mowy, właściwego działania, właściwych środków utrzymania, właściwego wysiłku, właściwej uważności, właściwej koncentracji nad błędnym poglądem itd, stawiasz na równi z judaistycznymi dogmatami o tym jak należy zabijać zwierzęta, podczas gdy mój pogląd, który określam jako właściwy, obejmuje w sobie dogmat, że zabijanie jest złe. I tym się kieruję w życiu przy podejmowaniu decyzji. A ty jak widzę wierzysz, że „wszelkie dogmaty są złe”. No to fajnie, to twój subiektywny wybór poglądu, ale przyznam szczerze, że raczej unikam bliższych kontaktów z tymi, którzy nie widzą nic złego w zabijaniu i mają tendencję do traktowania wskazania „nie zabijaj” „niedogmatycznie”:)
Co do:„ ...Powiesz: „Ależ mnie interesuje to, co jest PO życiu. Siłą rzeczy tezy o tym, co jest po życiu, nie mogą zostać potwierdzone. ..”
Będę trochę czepialski, i powiem, że skoro nie mam poczucia bycia w czasie i przestrzeni, a wciąż niestety nie uwolniłem się od subiektywności manifestującej się wyobrażeniem „jestem”, na pierwszym miejscu „interesuje” mnie bezczasowe „Teraz”. :) W pewnym momencie w doświadczeniu pojawiło się ciało i to co mnie interesuje to to by po rozpadzie tego ciała, nie pojawiło się nowe. Tak naprawdę, wiara w tzw reinkarnację nie jest warunkiem niezbędnym, by podjąć praktykę zgodną z Nauką Buddy, nie mniej jednak wprowadza zupełnie inną skalę możliwej do osiągnięcia przyjemności i możliwego do spotkania cierpienia, co ma ogromny wpływ na etykę, zwłaszcza w sytuacjach skrajnych np: „Samemu zabić czy dać się zabić?” Poza tym wprowadza pojęcie nieskończoności, z którym tak czy tak przychodzi się zmierzyć przy wypracowywaniu właściwego poglądu.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Zaczynając od samego końca (już nawet nie odnoszę się do sugestii, że &#8222;jestem buddystą&#8221; co akurat nie jest prawdą:)) Jak widzę według ciebie nie ma różnicy pomiędzy &#8222;prywatnym doświadczeniem&#8221; a &#8222;doświadczaniem ja&#8221;. Przyznam, że takie widzenie rzeczy bardzo mnie dziwi i oczywiście uważam je za błędne. Tak jak rozumiem, każde doświadczenie jest prywatne z prostego powodu a to takiego, że organy zmysłowe są &#8222;prywatne&#8221;. Logiczną konsekwencją tego jest to, że neguję istnienie jednego wspólnego dla wszystkich świata co jak się wydaje jest założeniem naukowym. Owszem, na potrzeby codziennych dyskusji jest to bardzo wygodne założenie, niemniej jednak nie wytrzymuje bliższej egzaminacji.<br />
Natomiast nie na każdym doświadczeniu, które w swej naturze, choć prywatne jest całkowicie niepersonalne, „pasożytuje” subiektywność podmiotu: („ja”, „mnie”, „moje” itp). Innymi słowy, człowiek Nikt Stachury jest dalej indywidualną jednostką co pociąga za sobą prywatność danych zmysłowych, ale już nie „ja”, gdyż subiektywność podmiotowa została wyeliminowana z doświadczenia.</p>
<p>Jeżeli chodzi o wiarę, to faktycznie chyba doszliśmy do punktu gdzie dalsza dyskusja jest bezcelowa. Choć prawdopodobnie jej bezcelowość jest determinowana u każdego z nas inaczej:). Ja uważam, że jest bezcelowa bo moją wiarę, że warto poświęcić swoją egzystencję na eliminację chciwości, pożądania, nienawiści i złudzenia z doświadczenia oraz płynąca z tego preferencję wyboru właściwego poglądu, właściwej intencji, właściwej mowy, właściwego działania, właściwych środków utrzymania, właściwego wysiłku, właściwej uważności, właściwej koncentracji nad błędnym poglądem itd, stawiasz na równi z judaistycznymi dogmatami o tym jak należy zabijać zwierzęta, podczas gdy mój pogląd, który określam jako właściwy, obejmuje w sobie dogmat, że zabijanie jest złe. I tym się kieruję w życiu przy podejmowaniu decyzji. A ty jak widzę wierzysz, że „wszelkie dogmaty są złe”. No to fajnie, to twój subiektywny wybór poglądu, ale przyznam szczerze, że raczej unikam bliższych kontaktów z tymi, którzy nie widzą nic złego w zabijaniu i mają tendencję do traktowania wskazania „nie zabijaj” „niedogmatycznie”:)</p>
<p>Co do:„ &#8230;Powiesz: „Ależ mnie interesuje to, co jest PO życiu. Siłą rzeczy tezy o tym, co jest po życiu, nie mogą zostać potwierdzone. ..”</p>
<p>Będę trochę czepialski, i powiem, że skoro nie mam poczucia bycia w czasie i przestrzeni, a wciąż niestety nie uwolniłem się od subiektywności manifestującej się wyobrażeniem „jestem”, na pierwszym miejscu „interesuje” mnie bezczasowe „Teraz”. <img src='http://www.zacmienie.org/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  W pewnym momencie w doświadczeniu pojawiło się ciało i to co mnie interesuje to to by po rozpadzie tego ciała, nie pojawiło się nowe. Tak naprawdę, wiara w tzw reinkarnację nie jest warunkiem niezbędnym, by podjąć praktykę zgodną z Nauką Buddy, nie mniej jednak wprowadza zupełnie inną skalę możliwej do osiągnięcia przyjemności i możliwego do spotkania cierpienia, co ma ogromny wpływ na etykę, zwłaszcza w sytuacjach skrajnych np: „Samemu zabić czy dać się zabić?” Poza tym wprowadza pojęcie nieskończoności, z którym tak czy tak przychodzi się zmierzyć przy wypracowywaniu właściwego poglądu.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
	<item>
		<title>Skomentuj Maszyna do przetrwania, którego autorem jest zacmienie.org</title>
		<link>http://www.zacmienie.org/396/#comment-119</link>
		<dc:creator>zacmienie.org</dc:creator>
		<pubDate>Thu, 26 Jan 2012 15:12:04 +0000</pubDate>
		<guid isPermaLink="false">http://www.zacmienie.org/?p=396#comment-119</guid>
		<description>Epistemologiczne wywody nie przynoszą nam jak widać postępu w dyskusji,  przyjmijmy więc roboczo, że coś takiego jak wiedza nie jest dostępna ani Tobie, ani mi - wszystkie nasze poglądy i przekonania wynikają z wiary.
Pójdę na ustępstwo i przyjmę to założenie na potrzeby tej rozmowy. Przyjmijmy, że każdy nasz pogląd i każdy akt polega tylko i wyłącznie na wierze, i żaden z nas na ten moment nic tak naprawdę &lt;em&gt;nie wie&lt;/em&gt;.
Wysyłamy satelity na orbitę opierając się na wierze, że Ziemia jest okrągła. Budujemy elektrownie jądrowie, ponieważ wierzymy, że są jakieś atomy, że te atomy mają jakieś jądra, że te jądra można rozszczepiać, i że to rozszczepianie wyzwala określoną ilość energii. Albo ten sympatyczny pan robi &lt;a href=&quot;http://www.youtube.com/watch?v=7hYaPnkGTLM&quot; rel=&quot;nofollow&quot;&gt;to, co widać&lt;/a&gt;, ponieważ wierzy, że suma energii potencjalnej i energii kinetycznej jest zawsze stała.
Niech tak będzie.
Zestawmy teraz te przykłady z tym: chodzimy do spowiedzi, ponieważ wierzymy, że zapewni nam to zbawienie. Zabijamy zwierzęta spuszczając z nich całą krew i nie dając im wcześniej stracić przytomności, ponieważ wierzymy, że podoba się to Bogu. Rezygnujemy z wszystkich dóbr doczesnych, ponieważ wierzymy, że pozwoli nam to uniknąć piekła ponownych narodzin.
Mamy więc dwa zestawy aktów wiary, o których powtarzasz z upodobaniem, że pod względem komponentu wiedzy niczym się od siebie nie różnią.
Rozważ więc:
Te pierwsze zostały wyprowadzone z pewnych ogólnodostępnych obserwacji i opierają się o tezy, które pozwalają dokonywać zawsze trafnych przewidywań co do konsekwencji pewnych działań - innymi słowy, każdy może je w dowolnym momencie (przy odrobinie wysiłku) zweryfikować.
Te drugie wzięły się z prywatnych objawień dostępnych nielicznym bądź nikomu i opierają się o tezy, na podstawie których żaden żywy człowiek nie dokona żadnej trafnej (nietrafnej zresztą też) predykcji.
Chyba nie będzie nadużyciem jeśli powiem, że człowiek, którego nadrzędnym celem w życiu jest prawda, będzie budował swój światopogląd w oparciu o te wierzenia, które w przeszłości pozwoliły dokonać zawsze trafnych, potwierdzonych przewidywań.
Dodatkowo, wybierając między tezą, którą wyprowadzonono z wierzeń z pierwszej grupy, a tezą, która opiera się częściwo na elementach z tej drugiej, wybierze oczywiście tę pierwszą (np. tezy: &quot;świadomość zanika/trwa po ustaniu aktywności neuronów&quot;).
Powiesz: &quot;Ależ mnie interesuje to, co jest PO życiu. Siłą rzeczy tezy o tym, co jest po życiu, nie mogą zostać potwierdzone.&quot; Ale sprawa naprawdę jest prosta: wszystkie tezy, które nie pozwalają dokonać żadnych potwierdzonych przewidywań, mają wartość co najwyżej obietnicy nieznajomego. Nie sposób tego porównywać z pierwszą grupą wierzeń. Dlatego jeśli mam możliwość, wybieram pierwszą.
Na ten zarzut odpowiadasz: &quot;Inne obietnice nieznajomego się sprawdziły. Mam więc powody, aby mu wierzyć - zweryfikowałem jego wiarygodność.&quot;
To prawda, że przyjmowanie danego wierzenia na podstawie subiektywnej wiarygodności twierdzącego to coś, na co jesteśmy w życiu często skazani. Nie jest to jednak konieczne we wszystkich okolicznościach - w wielu kwestiach stajemy przed wyborem, o którym napisałem powyżej wyżej - tak jest i w kwestii życia po śmierci. Koniec końców Ty mimo wszystko wybierasz obietnicę.
&lt;blockquote&gt;&quot;Twoja decyzja, wybór sceptycyzmu, jest tylko twoją subiektywną decyzją, która po zredukowaniu sprowadza się do pozycji: Brak wiary w informatora, który mówi rzeczy, których nie mogę zweryfikować.&quot;&lt;/blockquote&gt;
Ostatecznie więc, jeśli przyjmiemy założenia z pierwszego akapitu tego posta, masz rację: róznica miedzy nami polega na tym, że ja odmawiam przyjmowania wierzeń egzystencjalnych na podstawie wyłącznie czyichś obietnic.
Jeżeli jednak po tym wszystkim, co napisałem powyżej, nadal twierdzisz, że wybór ten jest decyzją &quot;tylko subiektywną&quot;, to zgodzisz się chyba, że wyczerpujemy w tym punkcie możliwości tej formy dialogu?
&lt;blockquote&gt;„Cokolwiek się czuje liczy się za cierpienie”&lt;/blockquote&gt;
Przyznasz chyba, że to mocno subiektywne stwierdzenie. Ale pomijając już ten fakt - wynika z niego, że w Twojej (całkiem, jak się okazuje, prywatnej) teleologii bólu i przyjemności, ostateczny cel Twojej praktyki duchowej pokrywa się znaczeniowo z naturalistyczną wizją śmierci?
Co do przytoczonego przez Ciebie tekstu - w zasadzie można go streścić do argumentu z &lt;a href=&quot;http://www.youtube.com/watch?v=CseW8lINWhs#t=7m00s&quot; rel=&quot;nofollow&quot;&gt;eksperymentu Franka Jacksona o pokoju Mary&lt;/a&gt;, z którym Metzinger rozprawia się na wykładzie, który na pewno widziałeś (jaki buddysta można bronić &quot;prywatnego doświadczenia&quot;, skoro nie wierzy w istnienie &quot;ja&quot;?). Ale to oczywiście zupełnie osobny temat.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Epistemologiczne wywody nie przynoszą nam jak widać postępu w dyskusji,  przyjmijmy więc roboczo, że coś takiego jak wiedza nie jest dostępna ani Tobie, ani mi &#8211; wszystkie nasze poglądy i przekonania wynikają z wiary.<br />
Pójdę na ustępstwo i przyjmę to założenie na potrzeby tej rozmowy. Przyjmijmy, że każdy nasz pogląd i każdy akt polega tylko i wyłącznie na wierze, i żaden z nas na ten moment nic tak naprawdę <em>nie wie</em>.</p>
<p>Wysyłamy satelity na orbitę opierając się na wierze, że Ziemia jest okrągła. Budujemy elektrownie jądrowie, ponieważ wierzymy, że są jakieś atomy, że te atomy mają jakieś jądra, że te jądra można rozszczepiać, i że to rozszczepianie wyzwala określoną ilość energii. Albo ten sympatyczny pan robi <a href="http://www.youtube.com/watch?v=7hYaPnkGTLM" rel="nofollow">to, co widać</a>, ponieważ wierzy, że suma energii potencjalnej i energii kinetycznej jest zawsze stała.<br />
Niech tak będzie.</p>
<p>Zestawmy teraz te przykłady z tym: chodzimy do spowiedzi, ponieważ wierzymy, że zapewni nam to zbawienie. Zabijamy zwierzęta spuszczając z nich całą krew i nie dając im wcześniej stracić przytomności, ponieważ wierzymy, że podoba się to Bogu. Rezygnujemy z wszystkich dóbr doczesnych, ponieważ wierzymy, że pozwoli nam to uniknąć piekła ponownych narodzin.</p>
<p>Mamy więc dwa zestawy aktów wiary, o których powtarzasz z upodobaniem, że pod względem komponentu wiedzy niczym się od siebie nie różnią.<br />
Rozważ więc:<br />
Te pierwsze zostały wyprowadzone z pewnych ogólnodostępnych obserwacji i opierają się o tezy, które pozwalają dokonywać zawsze trafnych przewidywań co do konsekwencji pewnych działań &#8211; innymi słowy, każdy może je w dowolnym momencie (przy odrobinie wysiłku) zweryfikować.<br />
Te drugie wzięły się z prywatnych objawień dostępnych nielicznym bądź nikomu i opierają się o tezy, na podstawie których żaden żywy człowiek nie dokona żadnej trafnej (nietrafnej zresztą też) predykcji. </p>
<p>Chyba nie będzie nadużyciem jeśli powiem, że człowiek, którego nadrzędnym celem w życiu jest prawda, będzie budował swój światopogląd w oparciu o te wierzenia, które w przeszłości pozwoliły dokonać zawsze trafnych, potwierdzonych przewidywań.<br />
Dodatkowo, wybierając między tezą, którą wyprowadzonono z wierzeń z pierwszej grupy, a tezą, która opiera się częściwo na elementach z tej drugiej, wybierze oczywiście tę pierwszą (np. tezy: &#8222;świadomość zanika/trwa po ustaniu aktywności neuronów&#8221;).</p>
<p>Powiesz: &#8222;Ależ mnie interesuje to, co jest PO życiu. Siłą rzeczy tezy o tym, co jest po życiu, nie mogą zostać potwierdzone.&#8221; Ale sprawa naprawdę jest prosta: wszystkie tezy, które nie pozwalają dokonać żadnych potwierdzonych przewidywań, mają wartość co najwyżej obietnicy nieznajomego. Nie sposób tego porównywać z pierwszą grupą wierzeń. Dlatego jeśli mam możliwość, wybieram pierwszą.</p>
<p>Na ten zarzut odpowiadasz: &#8222;Inne obietnice nieznajomego się sprawdziły. Mam więc powody, aby mu wierzyć &#8211; zweryfikowałem jego wiarygodność.&#8221;</p>
<p>To prawda, że przyjmowanie danego wierzenia na podstawie subiektywnej wiarygodności twierdzącego to coś, na co jesteśmy w życiu często skazani. Nie jest to jednak konieczne we wszystkich okolicznościach &#8211; w wielu kwestiach stajemy przed wyborem, o którym napisałem powyżej wyżej &#8211; tak jest i w kwestii życia po śmierci. Koniec końców Ty mimo wszystko wybierasz obietnicę.</p>
<blockquote><p>&#8222;Twoja decyzja, wybór sceptycyzmu, jest tylko twoją subiektywną decyzją, która po zredukowaniu sprowadza się do pozycji: Brak wiary w informatora, który mówi rzeczy, których nie mogę zweryfikować.&#8221;</p></blockquote>
<p>Ostatecznie więc, jeśli przyjmiemy założenia z pierwszego akapitu tego posta, masz rację: róznica miedzy nami polega na tym, że ja odmawiam przyjmowania wierzeń egzystencjalnych na podstawie wyłącznie czyichś obietnic.<br />
Jeżeli jednak po tym wszystkim, co napisałem powyżej, nadal twierdzisz, że wybór ten jest decyzją &#8222;tylko subiektywną&#8221;, to zgodzisz się chyba, że wyczerpujemy w tym punkcie możliwości tej formy dialogu?</p>
<blockquote><p>„Cokolwiek się czuje liczy się za cierpienie”</p></blockquote>
<p>Przyznasz chyba, że to mocno subiektywne stwierdzenie. Ale pomijając już ten fakt &#8211; wynika z niego, że w Twojej (całkiem, jak się okazuje, prywatnej) teleologii bólu i przyjemności, ostateczny cel Twojej praktyki duchowej pokrywa się znaczeniowo z naturalistyczną wizją śmierci?</p>
<p>Co do przytoczonego przez Ciebie tekstu &#8211; w zasadzie można go streścić do argumentu z <a href="http://www.youtube.com/watch?v=CseW8lINWhs#t=7m00s" rel="nofollow">eksperymentu Franka Jacksona o pokoju Mary</a>, z którym Metzinger rozprawia się na wykładzie, który na pewno widziałeś (jaki buddysta można bronić &#8222;prywatnego doświadczenia&#8221;, skoro nie wierzy w istnienie &#8222;ja&#8221;?). Ale to oczywiście zupełnie osobny temat.</p>
]]></content:encoded>
	</item>
</channel>
</rss>

