1. Tremendum – Groza
(…)W niektórych językach istnieją wyrażenia, które (…) określają ten strach, który jest czymś więcej niż tylko strachem. Np. hikdisz – “uświęcać” w języku hebrajskim. Słowo to oznacza “uświęcanie się w sercu swoim”, wyróżnianie się uczuciami szczególnej bojaźni, wartościowanie według szczególnej kategorii numinosum. Stary Testamnt posiada wiele obocznych wyrażń na to uczucie. Na szczególną uwagę zasługuje “emat Jahwe” – “strach boży”, którym Jahwe może pałać, na nawet zsyłać go jak demona, a który obezwładniając człowieka opanowuje członki i przypomina całkowicie “deima panikon (paniczny strach) Greków. Wystarczy porównać Księgę Wyjścia (23,27):
“Strach mój puszczę przed tobą i pobiję wszystek lud, do którego wnijdziesz…”
albo Księgę Hioba (9,34; 13;21). Jest to strach pełen wewnętrznego drżenia, jako że nie może wzbudzić go nic stworzonego, nawet to, co najgroźniejsze i wszechmocne. Ma on w sobie coś “upiornego”.(…)
Religia nie zrodziła się z naturalnego strachu ani też z rzekomego „lęku przed światem”. Lęk bowiem nie jest naturalnym zwykłym strachem, lecz sam jest już pierwszym pobudzeniem się i odczuciem tego, co tajemnicze, zwłaszcza w jeszcze surowej formie „tego, co budzi grozę”, jest pierwszym wartościowaniem według pewnej kategorii, która nie leży w zwykłym naturalnym zasięgu i nie mieści się w tym, co naturalne.
Osobliwość gniewu Jahwe od dawna rzucała się w oczy. Oczywiste jest przede wszystkim to, że w niektórych miejscach Starego Testamentu ten gniew od samego początku nie ma nic wspólnego z przymiotami moralnymi. Wybucha i przejawia się w sposób zagadkowy „niczym ukryta siła natury” — jak zwykło się mówić — niczym skondensowana elektryczność, która rozładowuje się na tego, kto się do niej zbliża. Jest on nieobliczalny i despotyczny. Komuś, kto przyzwyczaił się myśleć o bóstwie zgodnie ze swymi racjonalizującymi orzecznikami, musi się wydać kaprysem i samowolą; jest to ujęcie, do którego z pewnością musieli się odwoływać pobożni Starego Testamentu, ponieważ dla nich nie oznaczało ono bynajmniej pomniejszenia, lecz naturalny wyraz i element samej świętości oraz coś, czego nie da się całkowicie wykluczyć. I to całkiem słusznie. Ów gniew (ira) bowiem jest niczym innym jak samym tremendum, które, samo w sobie całkowicie irracjonalne (…).
Trzeba przy tym wyraźnie zaznaczyć, że przy tym terminie mamy do czynienia (…) z ideogramem albo ze wskazującym znakiem szczególnego elementu uczuciowego w przeżyciu religijnym, takiego jednak, który posiada charakter osobliwie odpychający, pełny bojaźni i całkowicie wprawiający w zakłopotanie koła tych, którzy w bóstwie chcą uznać jedynie dobroć, łagodność, miłość, ufność i w ogóle tylko elementy zwrócenia się ku światu.
2. Majestas – Wszechmoc
Prowadzi do unicestwienia (annihilatio) własnego ja z jednej strony, a z drugiej strony do samo- i wszechrzeczywistości tego, co transcendentne, jak to jest właściwe pewnym formom mistyki. W tych formach mistyki natrafiamy z jednej strony na charakterystyczną dewaluację własnego ja (…), jaźni i stworzenia przede wszystkim jako czegoś nie całkiem rzeczywistego, nie całkiem istotnego lub nawet jako czegoś całkowicie marnego, i ta dewaluacja staje się postulatem, aby wobec rzekomo fałszywego urojenia o sobie urzeczywistnić ją praktycznie i w ten sam sposób unicestwić swoje własne ja. Odpowiada temu z drugiej strony ocenienie transcendentnego przedmiotu jako po prostu mającego przewagę dzięki pełni bytu, wobec którego własne ja dopiero odczuje swoją nicość.
3. Moc
(…)wyraża się w ideogramach żywotności, namiętności, zapalczywej istoty, woli, siły, ruchu, podniecenia, aktywności, popędu. (…) Są owym elementem numen, który tam, gdzie się dokonuje, uaktywnia jaźń człowieka, pobudza do „gorliwości”, napełnia niesłychanym napięciem i niezwykłą dynamiką. (…) Omnipotentia dei z Deo servo arbitrio Lutra nie jest niczym innym jak połączeniem majestas jako absolutnej wyższości z tą mocą jako czegoś niezmordowanie i bezustannie niepokojącego, czynnego, ujarzmiającego, żywego. (…) Ten element mocy powraca także w woluntarystycznej mistyce Fichtego i jego spekulacjach na temat Absolutu jako gigantycznego, niezmordowanego pędu do czynu oraz w demonicznej woli Schopenhauera.
4. Mysterium – Tajemnica
W znaczeniu ogólnym mysterium oznacza przede wszystkim tylko tajemnicę w sensie czegoś obcego, niezrozumiałego, niewyjaśnionego w ogóle; (…) Rzecz sama jednak, mianowicie religijna, tajemniczość, prawdziwe mirum, jest – by to możliwie najtrafniej wyrazić – czymś innym, (…) czymś obcym, dziwnym, czymś, co w ogóle wypada z zasięgu rzeczy zwykłych, zrozumiałych i znanych, a więc swojskich, wobec tego jest ukryte i radykalnie przeciwstawne temu, co zwykłe, i właśnie dlatego przepełnia duszę wstrząsającym uczuciem nieoczekiwanego. (…)
Szczególny urok tego, co upiorne, polega raczej na tym, ze jest ono czymś dziwnym (mirium) i jako takie, działając samo przez się na wyobraźnię, rozbudza zainteresowanie i ogromną ciekawość. Samo, jako owa osobliwa rzecz, nęci wyobraźnię. A nęci (…) dlatego, że jest cudaczną rzeczą, dziwolągiem, rzeczą, która właściwie „wcale nie istnieje”, dlatego, że jest „czymś całkiem innym”, czymś, co nie wchodzi w zakres naszej rzeczywistości, lecz w zakres całkiem innej rzeczywistości, która jednocześnie budzi w psychice nienasycone zainteresowanie.
Mistyka doprowadza to przeciwstawienie się numinotycznego przedmiotu jako „czegoś innego” do ostateczności, nie zadowalając się przeciwstawieniem go temu wszystkiemu, co naturalne i światowe, lecz przeciwstawia go ostatecznie istnieniu i samemu bytowi. Nazywa go w końcu ,,nicością”. Przez nicość rozumie nie tylko to, co się przez nicość orzeka, lecz coś całkowicie i istotnie innego i przeciwstawiającego się wszystkiemu, co jest lub co może być pomyślane. Kiedy jednak doprowadza ona tak aż do paradoksu to zaprzeczenie, przeciwstawienie, które jest tu jedyną rzeczą, jakiej może dokonać pojęcie, aby uchwycić element mysterium, ożywa dla niej jednocześnie pozytywne „jak” „czegoś całkiem innego” w uczuciu, i to w nadmiarze uczucia. To, co odnosi się do szczególnego „nihii” zachodniej mistyki, odnosi się tak samo do „sunjam” i „sunjata”, do ,,tego, co puste” i do „próżni” mistyków buddyjskich. Komuś, kto nie ma wewnętrznego wyczucia dla tajemniczego języka i dla ideogramu czy czysto wskazującego znaku mistyki, to dążenie bogobojnych buddystów do „próżni” i „stania się próżnią”, podobnie jak dążenie zachodnich mistyków do nicości i do tego, by stać się niczym, musi wydawać się rodzajem szaleństwa, a sam buddyzm pomylonym nihilizmem. Ale podobnie jak „nicość”, również i „próżnia” jest rzeczywiście numinotycznym ideogramem „czegoś całkiem innego”.
Mirum, jako „coś całkiem innego”, jest przede wszystkim czymś nie dającym się pojąć i czymś niepojętym, jest akatalepton — jak powiada Chryzostom — czymś, co wymyka się naszemu pojmowaniu, o ile „przekracza nasze kategorie”.
Ale nie tylko je przekracza, lecz zdaje się w przypadkowy sposób przeciwstawiać im, wykluczać je i gmatwać. Jest więc nie tylko niepojęte, ale staje się wręcz paradoksalne; jest więc nie tylko ponad wszelkim rozumem, ale zdaje się iść przeciw rozumowi.
5. Fascinans – Fascynacja
Jakościowa treść numinosum (której misteriosum nadaje formę) z jednej strony jest rozwiniętym już, odpychającym elementem tremendum wraz z majestas, a z drugiej strony jest jednocześnie w sposób oczywisty czymś szczególnie pociągającym, czarującym, fascynującym, czymś, co razem z odpychającym elementem tremendum wchodzi w osobliwy kontrast-harmonię. Luter powiada: „Wszak czcimy z bojaźnią świętość, a przecież nie uciekamy od niej, lecz jeszcze bardziej się do niej garniemy”.
A jeden ze współczesnych poetów pisze:
„Przed kim mnie lęk ogarnia, bardziej mnie do tego ciągnie”.
Na rzecz tego kontrastu-harmonii, na rzecz tego podwójnego charakteru numinosum świadczy cała historia religii, przynajmniej od szczebla „demonicznego lęku”. Jest on w ogóle najosobliwszym i ze wszech miar zasługującym na uwagę wydarzeniem w historii religii. Tak jak to, co demoniczno-boskie, może okazać się dla psychiki straszne i okropne, tak też staje się dla niej podniecające i nęcące. A stworzenie, które przed nim drżało w kornej trwodze, jednocześnie odczuwa zawsze chęć, aby się do niego zwrócić, a nawet go sobie jakoś przyswoić. Mysterium jest nie tylko czymś dziwnym, lecz także czymś cudownym. I obok elementu szału występuje element oczarowania, wprawiania w zachwyt, wywoływania szczególnego zachwytu, element prowadzący często do odurzenia i upojenia, dionizyjski element oddziaływań numenu. Ten element numenu nazwiemy „fascinans”. (…)
Jest zresztą bardzo prawdopodobne, że uczucie religijne na pierwszych stopniach swego rozwoju wybuchło przede wszystkim tylko jednym ze swych biegunów, a mianowicie tym odpychającym, i początkowo przybrało postać demonicznego lęku. Przemawia za tym np. fakt, że jeszcze na późniejszych stopniach rozwoju słowo ,,czcić religijnie” znaczyło właściwie przebłagać, uśmierzyć gniew, jak np. sanskryckie aradh. Ale od samego tego demonicznego lęku, gdyby on nadal miał pozostać niczym i być tylko elementem czegoś pełniejszego, co stopniowo docierałoby do świadomości, niemożliwe byłoby przejście od uczuć pozytywnego zwrotu do numenu.
6. Deinos – Niesamowitość
(…) jego podstawą zmysłową jest budzący grozę element numinosum. Rozwijając się, staje się następnie dirus i tremendus, zły i imponujący, straszny i osobliwy, dziwny i godny podziwu, wywołujący lęk i fascynujący, boski i demoniczny, energiczny.
(…) Niesamowite jest właściwie i przede wszystkim to, co nie jest dla nas „samowite”, bezpieczne, co budzi grozę, tzn. numinosum. (…)
Różne znaczenia i przemiany znaczeniowe określenia „niesamowity” dają się dobrze prześledzić u Goethego. (…) Niesamowite bowiem jest dla niego raczej tym, co niebezpieczne, co budzi grozę, wywołuje przerażenie:
„Tak straszny jest dom, miasto, w którym dzieją się niesamowite rzeczy dla każdego, kto do niego wchodzi. Światło dzienne nie świeci tam tak jasno i wydaje się, że gwiazdy straciły swój blask”.
Złagodzone, jest dla niego czymś niepojętym, czymś, w czym jednak odzywa się cicho zgroza:
„Gotów był coraz bardziej zrozumieć, że będzie lepiej, jeśli myśl o niesamowitym zastąpi myślą o czymś niepojętym”.
W ten sposób to, co niesamowite, staje się dla niego stopniowo naszym stupendum albo mirium, jako coś całkiem nieoczekiwanego, zadziwiającego innych:
„Nieszczęsny! Ledwie mogę ze strachu ochłonąć!
Kiedy na coś całkiem nieoczekiwanego
Wzrok nasz natrafił i coś niesamowitego
Wtedy na moment milknie nasza dusza:
Nic bowiem nie mamy, z czym by to porównać”
(…)Ostatecznie, właściwą i pełną nazwą dla naszego numinosum według wszystkich jego aspektów jest „ungeheuer” w cudownych słowach Fausta:
„Dreszcz trwogi jest najlepszym ludzkości udziałem,
Jakkolwiek świat się droży z ceną uczuć onych,
Wstrząśnięty, jeszcze głębiej człek czuje ogromy”.
Rudolf Otto
- Świętość
tłum. Bogdan Kupis
Kwiecień 12th, 2009 o 3:39 pm
Dzięki za ten komentarz!
http://www.zacmienie.org//Pliki/grafiki/tod.jpg
Sierpień 29th, 2007 o 7:10 pm
Odnośnie tytułu: “The name (mowa o sacrum) is derived from the Latin sacer, “sacred”, a translation of the Greek hieron (osteon), meaning sacred or strong bone. This is supposedly derived from the belief that it could not be destroyed and was the part that would allow rising from the dead.” – wzięte z wiki.
Luty 26th, 2009 o 8:10 am
W przyrodzie numinosum realizuje drapieżnik szczytowy.Oczywiście w przypadku człowieka wymagania odnosnie drapieżnika szcytowego sa o wiele wyzsze.Nie wystarczy tutaj babcia,wilk i czerwony kapturek.Nie wystarczy Hitler i wafen SS.Hitler,Himler dygnitarze SS ,zdawali sobie sprawę,ze aby uzyskac pełnie władzy nad ludzkoscia potrzebny jest komplet elementów numinosum.Stad np.tak rozpaczliwe poszukiwanie “Graala”.Jedno jest pewne,że za degenerację człowieka odpowiada właśnie brak numinosum w osobie odpowiednio wyposarzonego drapieżnika szczytowego.Zreszta przykład Hitlera i jego sfory pokazuje,ze przyroda moze wyłonic go spośród ludzi,ale tez pokazuje,że nie każdy może odnaleśc “Graala”.Ten,któremu to sie uda posiądzie komplet elementów numinosum.On i jego sfora bedą faktycznymi władcami przyrody.