Integralną częścią sieci mdłych założeń tego świata – cel, patriotyzm, domowe gotowanie – jest przekonanie że jesteśmy wszyscy kimś lub że mamy, niczym dodatkowy organ wewnętrzny, tak zwane ‘ja’ (pisane często z wielkiej litery). Bezsprzecznie, wszyscy podzielają ten pogląd – nawet ci, którzy jak osiemnastowieczny szkocki filozof David Hume, wykonali dobrą robotę logicznie argumentując przeciw istnieniu ‘ja’. Logika nie jest jednak w stanie wyegzorcyzmować tego ‘ja’ spoglądającego na ciebie z lustra. Kiedy ludzie mówią że nie czują się swoim starym sobą, nasze myśli zwracają się ku psychologii a nie ku metafizyce. Racjonalne założenie lub przyjęcie na wiarę że ‘ja’ to iluzja może pozwolić nam ominąć najgorsze pułapki ego, ale umniejszenie oddalone jest o całe lata świetlne od wyzwolenia. Podobnie jak dusza czy aniołowie, ‘ja’ stanowi czystą kartę, na której tak wielu ludzi pisało jakże rozmaite rzeczy. Jednak nawet jeśli istnieje takie coś jak ‘ja’ żyjące niewidzialnie wewnątrz nas, kto powie – nie licząc tych, którzy by sobie tego życzyli – że nie podlega ono manipulacjom w ten sam sposób jak widzialna materia która je otacza? Dlaczego każde ‘ja’ nie miałoby być doręczane wraz z przyczepionymi doń sznurkami? Niektórzy wierzą, że Duże Ja obejmuje wszystkie nasze małe ja. Czy małe ja mogą mieć swoje mniejsze ja? Czy Duże Ja może mieć swoje większe ja? Jako w górze, tak i na dole… jak mówi powiedzenie. W każdym bądź razie, niektórzy z nas są bardziej pewni siebie niż inni, nieważne czy zostali trwale wymodelowani w fabryce ‘ja’, czy też są ciągle przycinani dla dopasowania jak komplet ubrań. A jak wielu z nas nie ma większego pragnienia niż stać się kimś?
Bez w pełni zaangażowanej wiary w siebie, w ja, w osobę, nasz świat byłby skończony. Nawet gdyby osobisty bóg został wyłączony z każdego ze wszechświatów, osoba nadal utrzymałaby swój status. W przeciwnym razie, nasz świat nie mógłby dalej funkcjonować. Po co trapić się o sukces jako jednostka lub o postęp jako społeczeństwo, kiedy rozpoznaliśmy się jedynie jako oczko w splątanej sieci jąkliwych wspomnień, wrażeń i impulsów? Jako że wydarzenia te rozgrywają się w tym samym worku skóry, zakładamy trwałą, ciągłą osobowość – coś co się wychwala lub potępia w masie bądź jako osobne jednostki, coś co służy jako podwalina dla wojen, romansów i każdego innego gatunku ludzkiej aktywności. W hierarchii naszych najpotężniejszych fikcji – Ojczyzna, Bóg, Rodzina – Osoba stanowi sam szczyt.
Thomas Ligotti
The Conspiracy Against the Human Race
(fragment)
Lipiec 8th, 2010 o 2:49 pm
10 Z utrzymywaniem jako warunek, istnienie, z istnieniem jako warunek, narodziny, z narodzinami jako warunek starość i śmierć…
Fundamentalne upadana czy „utrzymywanie” to attavada co jest utrzymywaniem wiary w „ja”.(patrz Majjhima ii,1 ) Puthujjana bierze to co pojawia się jako jego „ja” za pewnik i tak długo jak to trwa, kontynuuje on bycie „ja”, przynajmniej w swym własnym widzeniu (i w oczach tych innych jak on sam). To bhava czy istnienie. Puthujjana wie, że ludzie się rodzą i umierają a skoro myśli „moje ja istnieje” to również myśli „moje ja się urodziło” i „moje ja umrze”. Puthujjana widzi „ja”do którego odnoszą się słowa „narodziny i śmierć”.
[Utrzymując konieczne zastrzeżenia dotyczące jego poglądów, możemy zauważyć, że Heidegger, w jego Sein und Zeit podporządkowuje idee narodzin i śmierci istnieniu w obrębie jedności naszej egzystencjalnej struktury. Ja istnieję, ja jestem jako narodzony i jako narodzony, jestem narażony w każdym momencie mego istnienia na śmierć. (Książka „Bycie i Czas” dopiero ostatnio stała się dla mnie osiągalna. Odkrywam, że gdzie się ze sobą nie zgadzają Heidegger z Sartre ten pierwszy ma zwykle rację)].
W kontraście do puthujjana arahat całkowicie pozbył się asmimana (wyobrażenia „ja jestem” już nic nie mówiąc o attavada) i nawet nie myśli „ja jestem”. To bhavanirodha – wstrzymanie istnienia. A skoro nie myśli on „ja jestem”, nie myśli on również „ja się urodziłem” czy „ja umrę”. Innymi słowy nie widzi on „osoby” czy nawet „ja” do którego odnosiłyby się słowa narodziny i śmierć. To jatinirodha i jaramarananirodha. (Patrz Kosala Samy gdzie słowa narodziny i śmierć są omijane gdy mowa o arahacie):
Dla tego kto się urodził czy jest coś innego niż starość i śmierć? – Dla tego kto się urodził, wielki królu, nie ma nic innego niż starość i śmierć. Wielki królu, ci zamożni wojownicy … zamożni bramini … zamożni gospodarze … dla nich też po urodzeniu nie ma nic innego jak starość i śmierć. Ci mnisi, wielki królu co są arahatami, niszczycielami skaz – dla nich także jest w naturze tego ciała by się rozpadło, by zostało odłożone.
Puthujana biorąc swe pojawiające się “ja” za pewnik nie widzi, że jest ofiarą upadana, nie widzi, że bycie „ja” zależy od utrzymywania wiary w „ja” (upadanapaccaya bhavo) i nie widzi, że narodziny i śmierć zależą od jego „bycia ja” (bhava paccaya jati, itd). Ariyasavaka, odwrotnie, widzi te rzeczy i widzi również ich wstrzymanie (chociaż może jeszcze tego całkowicie nie zrealizował) i jego widzenie tych rzeczy jest bezpośrednie.