Taki oto jest zwyczajny, przeciętny człowiek – nieświadomy niewolnik, całkowicie oddany służbie celom wszechświata, które są obce jego własnej, osobistej indywidualności.
Może on przeżyć wszystkie swoje lata takim, jakim jest i jako taki być zniszczony na zawsze.
Jednocześnie Wielka Natura dała mu jednak możliwość stania się czymś więcej niż zaledwie narzędziem całkowicie podległym owym obiektywnym celom wszechświata, gdyż służąc Jej i urzeczywistniając to, co zostało mu przeznaczone – jak każde oddychające stworzenie – może on w tym samym czasie pracować dla siebie, dla swojej własnej, egoistycznej indywidualności.
Możliwość ta dana była także pod służbę celom powszechnym, ponieważ tacy relatywnie wyzwoleni ludzie są konieczni do utrzymania równowagi owych obiektywnych praw.
Choć wspomniane wyzwolenie jest możliwe, trudno orzec czy dany człowiek ma szansę go dostąpić.
Istnieje masa powodów, które mogą to uniemożliwić; co więcej, w większości wypadków nie zależą one ani osobiście od nas, ani od wielkich praw, a od różnych przypadkowych warunków naszego wzrastania i kształcenia, z których główne to dziedziczenie oraz okoliczności, w jakich przebiega „wiek przygotowawczy”. Już same te niepodlegające kontroli warunki mogą uniemożliwić wyzwolenie.
Główną przeszkodą na drodze do wyzwolenia z całkowitej niewoli jest konieczność by z intencją płynącą z własnej inicjatywy i wytrwałości i podtrzymaną przez własne wysiłki, to znaczy nie wynikającej z woli cudzej, tylko własnej, uzyskać całkowite wykorzenienie ze swej obecności zarówno utrwalonych konsekwencji pewnych właściwości czegoś, co nasi przodkowie nazywali narządem Kundabufor, jak również predyspozycji do tych konsekwencji, mogących ponownie powstać w przyszłości.
Abyś miał choćby przybliżone zrozumienie tego dziwnego narządu wraz z jego właściwościami, oraz objawów konsekwencji jego właściwości wewnątrz nas, musimy zatrzymać się trochę dłużej nad tą kwestią i omówić ją nieco bardziej szczegółowo.
Wielka Natura w swej dalekowzroczności i z wielu ważnych powodów (których teoretyczne wyjaśnienie przedstawione będzie w późniejszych wykładach), była zmuszona umieścić w zbiorczych obecnościach naszych odległych przodków ten właśnie narząd, którego właściwości chroniły ich przed możliwością ujrzenia i poczucia czegokolwiek tak, jak przebiega to w rzeczywistości.
Choć narząd ten był później również „usunięty” przez Wielką Naturę z ich zbiorczych obecności, to jednak dzięki kosmicznemu prawu wyrażonemu w słowach „asymilacja rezultatów często-powtarzanych czynów” – zgodnie z którym to prawem częste powtarzanie jednego i tego samego czynu rodzi w każdym z „koncentratów świata” predyspozycję, by wraz z zaistnieniem określonych warunków dawać podobne [jak tamtych czynów] rezultaty – ta zrodzona u naszych przodków, wynikła z owego prawa predyspozycja, przekazywana była dziedzicznie z pokolenia na pokolenie, tak, że kiedy ich potomkowie w toku swej zwyczajnej egzystencji stworzyli liczne warunki odpowiednie by przywołać rezultaty wynikające z wcześniej wspomnianego prawa, tak od tamtego czasu, w efekcie różnych właściwości wykształconych u nich przez ów narząd asymilowanych wraz z przekazem dziedzicznym z pokolenia na pokolenie, ostatecznie uzyskali oni niemal te same objawy, jak te będące udziałem ich przodków.
Przybliżone zrozumienie objawów tych konsekwencji wewnątrz nas może być wywiedzione z dalszego faktu, doskonale pojmowalnego dla naszego Rozumu i będącego po za wszelką wątpliwością.
Wszyscy my ludzie jesteśmy śmiertelni i każdy człowiek może umrzeć w dowolnej chwili.
Powstaje teraz pytanie, czy człowiek naprawdę może wyobrazić sobie i, by tak rzec, „doświadczyć” w swej świadomości proces swojej własnej śmierci?
Nie! Jakkolwiek by tego pragnął, człowiek nigdy nie może wyobrazić sobie swej własnej śmierci ani też doświadczania jej procesu.
Zwyczajny, współczesny człowiek może wyobrazić sobie śmierć kogoś innego, choć nawet tego nie może dokonać w pełni.
Wyobraża sobie na przykład, że pewien pan Smith opuszcza teatr i przechodząc skrzyżowanie, wpada pod samochód i zostaje zmiażdżony na śmierć.
Albo że zerwany przez wiatr szyld spada na głowę akurat przechodzącego pana Jonesa i zabija go na miejscu.
Albo że pan Brown, po zjedzeniu nieświeżej langusty dostaje zatrucia i jako że nie ma nikogo kto mógłby go ocalić, umiera następnego dnia.
Każdy może z łatwością wyobrazić sobie wszystkie te sytuacje. Lecz czy przeciętny człowiek może rozważać tę samą możliwość dla samego siebie, tak jak dla pana Smitha, pana Jonesa i pana Browna, oraz poczuć i przeżyć całą rozpacz wynikającą z faktu, że wydarzenia te mogą przydarzyć się właśnie jemu?
Pomyśl, co stałoby się z człowiekiem, który wyobraża sobie wyraźnie i przeżywa nieuchronność swojej własnej śmierci.
Jeśli rozmyśla poważnie i naprawdę jest w stanie wejść w to głęboko, i poznać swoją własną śmierć, czy mogłoby istnieć coś bardziej przerażającego?
W zwykłym życiu, a szczególnie w ostatnich czasach, prócz przygnębiającego faktu nieuchronności nadchodzącej niezawodnie śmierci, w rzeczy samej istnieje dla ludzi mnogość podobnych faktów i samo tylko realne wyobrażenie sobie możliwości ich doświadczenia wystarczy, by wywoływać w nas uczucie cierpienia całkowicie niewyrażalnego i nie do zniesienia.
Załóżmy, że ci ze współczesnych ludzi, którzy całkiem już utracili możliwość posiadania jakiejkolwiek obiektywnej nadziei na przyszłość, inaczej mówiąc tacy, którzy w trakcie swego odpowiedzialnego życia nigdy niczego nie „zasiali” i w rezultacie nie mają niczego do „zebrania” na przyszłość – załóżmy, że poznaliby oni nieuchronność swej rychłej śmierci, wówczas samo tylko doświadczenie tego w myślach doprowadziłoby by ich do samobójstwa.
Specyfika działania konsekwencji właściwości wcześniej wspomnianego narządu na zwyczajną ludzką psychikę polega na tym, że dzięki nim nie powstaje pośród większości współczesnych ludzi – owych bytów o trzech mózgach, w których położone zostały wszystkie nadzieje i oczekiwania naszego STWÓRCY jako możliwych sług dla wyższych celów – świadomość któregokolwiek z tych źródeł autentycznej grozy, pozwalając im w spokoju trwać w ich egzystencji, nieświadomie wypełniając to, co zostało im przeznaczone, służąc jednak tylko najbliższym, najbardziej pilnym celom Natury, jako że w efekcie swego niewłaściwego, nienormalnego życia, utracili oni w międzyczasie wszelką możliwość służby celom wyższym.
Dzięki tym konsekwencjom, w psychice owych ludzi nie tylko nie powstaje świadomość żadnego z tych źródeł autentycznej grozy, ale również odwiecznie wymyślają oni wszelkiego rodzaju, wiarygodne dla ich naiwnej logiki, fantastyczne wytłumaczenia dla zarówno tego, co odczuwają, jak i tego, czego wcale nie odczuwają.
Przypuśćmy na przykład, że odpowiedź na pytanie o naszą niezdolność do prawdziwego odczuwania różnych możliwych źródeł autentycznej grozy, a w szczególności swojej własnej śmierci, stało się, by tak rzec, „palącym pytaniem dnia” – co się zdarza w przypadku pewnych pytań współczesnego życia ludzi – wówczas z całym prawdopodobieństwem wszyscy współcześni ludzie, zarówno zwyczajni śmiertelnicy, jak ci i tak zwani „wykształceni”, zaproponowaliby kategorycznie rozwiązanie, w które nie wątpiliby ani chwili: opluwając się poczęliby udowadniać, że tym, co naprawdę powstrzymuje ludzi przed doświadczeniem takich źródeł grozy, jest ich własna „wola”.
Lecz jeśli przyznać temu rację, to czemu ta sama domniemana wola nie chroni nas przed wszystkimi tymi małymi lękami, których doświadczamy na każdym kroku?
Aby wyczuć i zrozumieć całym swoim istnieniem to, o czym teraz mówię, nie zaś tylko zrozumieć tym twoim, by tak rzec, „umysłowym cudzołóstwem”, które ku nieszczęściu naszych przodków stało się dominującym dziedzictwem współczesnych ludzi, wyobraź sobie następującą rzecz:
Dzisiaj, po lekturze, wracasz do domu, rozbierasz się i kładziesz do łóżka, ale jak tylko nakrywasz się kołdrą, spod poduszki wyskakuje mysz i przebiegając po twoim ciele, nurkuje w fałdy twojej kołdry.
Przyznaj szczerze, czy dreszcz nie przebiegł po twoim ciele zaledwie na samą myśl o takiej możliwości?
Czyż nie?
A teraz spróbuj proszę zrobić wyjątek i bez udziału jakiejkolwiek, by tak rzec, „subiektywnej emocjonalności”, która się w tobie utrwaliła, samą tylko myślą przedstaw sobie ten możliwy wypadek, a będziesz zdumiony że reagujesz na to w ten sposób.
Cóż jest w tym tak przerażającego?
To tylko zwyczajna domowa mysz, najbardziej bezbronna i niegroźna z bestii.
Pytam cię więc teraz, w jaki sposób wszystko to, co zostało powiedziane, może zostać wytłumaczone przez wolę, której istnienie zakłada się w każdym człowieku?
W jaki sposób można pogodzić ze sobą to, że człowieka przeraża mała, bojaźliwa mysz, najbardziej przestraszone ze stworzeń, oraz tysiące innych podobnych temu błahostek, które mogą się nigdy nie wydarzyć, a mimo to nie doświadcza on grozy w obliczu nieuchronności własnej śmierci?
W każdym razie, nie da się wytłumaczyć tej oczywistej sprzeczności za pomocą tak osławionej ludzkiej woli.
Jeśli rozważyć tę sprzeczność otwarcie i bez żadnych uprzedzeń, to znaczy bez udziału jakichkolwiek gotowych opinii zaczerpniętych z przemądrzania się różnego rodzaju tak zwanych „autorytetów”, którzy to przeważnie stali się nimi dzięki naiwności ludzi i ich „instynktowi stadnemu”, jak również będących efektem nieprawidłowej edukacji odciśniętym na naszym myśleniu, staje się wówczas niepodważalnie oczywiste, że wszystkie te źródła grozy nie rodzące w człowieku impulsu by, jak wcześniej powiedziano, popełnić samobójstwo, dopuszczane są przez Samą Naturę w zakresie niezbędnym dla procesu zwyczajnego istnienia.
I rzeczywiście, bez wszystkich tych w obiektywnym sensie błahostek, lecz które nam jawią się jako „niebywała groza”, nie mogłyby w nas zachodzić żadne doświadczenia, takie jak radość, smutek, nadzieja, rozczarowanie, i tak dalej, nie moglibyśmy też mieć wszystkich tych trosk, zmagań i ogólnie wszelkiego rodzaju impulsów zmuszających nas do działań, by starać się coś osiągnąć i walczyć o jakiś cel.
To właśnie sam ów ogół wszystkich tych automatycznych, by tak rzec, „dziecinnych doświadczeń” powstających i przebiegających w przeciętnym człowieku, z jednej strony tworzy i podtrzymuje jego życie, a z drugiej nie daje mu czasu ani możliwości by dojrzeć i poczuć rzeczywistość.
Gdyby przeciętnemu, współczesnemu człowiekowi dano możliwość by poczuć lub pamiętać, choćby tylko w myśli, że w określonym, znanym dniu, na przykład jutro, za tydzień lub za miesiąc, albo nawet za rok czy dwa przyjdzie mu umrzeć i to umrzeć z całą pewnością, cóż pozostaje, można by spytać, z tego co do tej pory wypełniało i stanowiło jego życie?
Wszystko utraciłoby dla niego swój sens i znaczenie. Jaką ważność miałoby otrzymane wczoraj odznaczenie w zamian za długą służbę, które to wcześniej dawało mu taką uciechę? Albo to ostatnio dostrzeżone, tak pełne obietnic spojrzenie kobiety, będącej od dawna przedmiotem jego ciągłych i bezowocnych tęsknot? A gazeta do jego porannej kawy, albo to promienne pozdrowienie od sąsiada na schodach? Teatr pod wieczór, odpoczynek i sen, wszystkie te jego ulubione rzeczy – jaka zostałaby po nich wartość?
Nie miałyby już tego znaczenia, które dane im było wcześniej, nawet gdyby człowiek wiedział że śmierć dopadnie go dopiero za pięć czy sześć lat.
Krótko mówiąc, patrzenie swej własnej śmierci, jak to się mówi, „w twarz”, jest czymś, czego przeciętny człowiek ani nie może, ani nie powinien robić – wyszedłby wówczas, by tak rzec, „ze swoich głębin” i powstało by przed nim wyraźne pytanie: „Dlaczego więc mamy trudzić się i cierpieć?”
Dokładnie po to aby takie pytanie nie powstało, Wielka Natura, przekonawszy się iż w zbiorczych obecnościach większości ludzi przestały już istnieć jakiekolwiek czynniki do zaistnienia chlubnych cech właściwych istotom o trzech centrach, opatrznie i mądrze ochroniła je, pozwalając by powstały w nich takie rozmaite konsekwencje niechlubnych cech niewłaściwych istotom o trzech centrach, które w obliczu braku odpowiedniego urzeczywistnienia prowadzą do tego, że ani nie postrzegają, ani nie odczuwają one rzeczywistości.
I Wielka Natura zmuszona była dostosować się do tej, w obiektywnym sensie, anomalii, gdyż będąca rezultatem zwyczajnych, ustanowionych przez samych ludzi warunków ich życia, pogarszająca się jakość ich promieniowania potrzebnego Wyższym Powszechnym Kosmicznym Celom, wymagała natychmiastowego wzrostu narodzin i ilości tego życia.
Prowadzi to do wniosku, że życie w ogólności dane jest ludziom nie dla nich samych, a dlatego, że jest ono potrzebne wcześniej wspomnianym Wyższym Kosmicznym Celom, w efekcie czego Wielka Natura czuwa nad tym życiem, aby mogło ono płynąć w mniej lub bardziej znośnej formie, oraz dba, by nie zakończyło się przedwcześnie.
Czyż my ludzie sami nie karmimy, czuwamy i dbamy o nasze owce i świnie, i czynimy ich życie tak wygodnym jak to możliwe?
Czy robimy to wszystko ponieważ cenimy ich życie dla niego samego?
Nie! Robimy to wszystko po to, aby pewnego pięknego dnia zarżnąć je i pozyskać potrzebne nam mięso, wraz z możliwie największą ilością tłuszczu.
W ten sam sposób Natura podejmuje wszelkie środki aby upewnić się, że będziemy przeżywać nasze życie niepomni jego grozy, a także abyśmy nie popełniali samobójstwa, tylko żyli długo; a potem, kiedy jesteśmy potrzebni, zarzyna nas.
W ustanowionych warunkach zwyczajnego ludzkiego życia, stało się to już niezmiennym prawem Natury.
Istnieje pewien wielki zamysł dla naszego życia i musimy wszyscy służyć temu Wielkiemu Powszechnemu Celowi – leży w tym cały sens i przeznaczenie naszego życia.
Wszyscy ludzie bez wyjątku są niewolnikami tej „Wielkości” i, chcąc nie chcąc, wszyscy zmuszeni są podporządkować się, i wypełniać bez kompromisu czy stawiania żadnych warunków to, co zostało nam dziedzicznie przeznaczone.
- Beelzebub’s Tales to his Grandson
G. I. Gurdżijew