(…)Stoję oto przed niezwykłym dylematem. Bo choć jestem buddystą, wierzącym szczerze w intelektualną i filozoficzną prawdę nauk Gautamy, (…) to jednak zmuszony jestem uznać „pięć przykazań” buddyzmu za zwykłą niedorzeczność. Skoro bowiem Budda wypowiadał się rzeczywiście w sposób naukowy, a nie populistyczny, czy retoryczny, nie mamy prawa sądzić, że te przykazania są jego autorstwa. Musimy je odrzucić albo odpowiednio zinterpretować. A przede wszystkim zadać sobie pytanie: „czy naprawdę mamy ich przestrzegać? Czy też stanowią one, jak sam sądzę, sarkastyczną, zjadliwą krytykę egzystencji, zobrazowanie „pierwszej szlachetnej prawdy” [wszelkie istnienie jest cierpieniem], przyczynek do apologii unicestwienia? Postaram się wykazać słuszność tej tezy. W tym celu muszę jednak zając się kolejno każdym z tych przykazań po to by nadmiar wizji żydowskiej nie przeciążył drobnych żołądków buddyjskich czytelników.
PIERWSZE PRZYKAZANIE
Pierwsze przykazanie zakazuje odbierania życia pod jakąkolwiek postacią. Należy tu przede wszystkim wykazać, ze jest ono niemożliwe do wykonania. Jeżeli to udowodnimy, będzie to oznaczać, ze albo Budda był głupcem albo jego przykazanie miało charakter retoryczny (…).
Przyjrzyjmy się znaczeniu tych słów. Cóż bowiem może znaczyć ,,odbieranie życia”, jeśli nie sprowadzanie żywej protoplazmy do stanu martwej materii, czy też bardziej głębokim, psychologicznym sensie — zniszczenie osobowości?
Otóż, nie będzie przesadą jeśli powiemy, ze Budda wypowiadając to przykazanie przemieniał żywą protoplazmę w martwą materię. Zauważmy, że po wypowiedzeniu tych słów nie był już tym samym Buddą co wcześniej (twierdzenie to stanowi zresztą sam rdzeń buddyzmu, odróżniający go od pozostałych nurtów filozoficznych), przez co już samo wypowiedzenie tego przykazania było pogwałceniem. Co więcej, w tym akcie Budda nie tylko sam siebie unicestwił, lecz zabił też miliony żywych istot wchłoniętych podczas oddechu.
Nie można bowiem jeść, pić ani oddychać nie narażając się na mord czający się pod każdym z tych działań. Huxley powołuje się tutaj na przykład „bezlitosnego mikroskopisty”, który pokazał pod lupą kroplę wody braminowi chełpiącego się nieszkodliwością ahinsy [Skr. „nieranienie", zaniechanie zadawania ran czującym istotom w myśli, słowach i czynach].
Każdy bhikkhu [żebrak, mnich, męski członek wspólnoty buddyjskiej, który opuścił swoje życie doczesne i przyjął święcenia kapłańskie] ma prawo korzystać medycyny. A przecież chininę bierze się po to, by zniszczyć niezliczone ilości istot. Z punktu widzenia moralności nieważne jest, czy dokonuje się tego przez pobudzanie fagocytów, czy też w sposób bezpośredni.(…).
Daleki jestem od sugerowania, że chodzi tu o obronę oddychania, jedzenia i picia. Nic z tego. Każdym tym aktem przynosimy śmierć i cierpienie innym i samemu sobie. Lecz skoro są one nieuchronne, gdyż samobójstwo jest mimo wszystko bardziej okrutną alternatywą, przykazanie to nie dotyczy osiągania tego, co niemożliwe do osiągnięcia, a co już jest pogwałcone poprzez sam akt wypowiedzenia przykazania, tylko jest gorzkim komentarzem na temat odrażającego zła, jakie związane jest z tym bezsensownym, beznadziejnym światem tym siedliskiem nędzy, nikczemności i okrucieństwa. Lepiej przejdźmy dalej.
DRUGIE PRZYKAZANIE
Drugie przykazanie wymierzone jest przeciwko kradzieży. Kradzież jest to zawłaszczenie dla własnej korzyści czegoś, do czego kto inny ma prawo. Przyjrzyjmy się zatem, czy też przypadkiem sam Budda nie był złodziejem. Odpowiedź brzmi rzecz jasna twierdząco. Albowiem wydawanie przykazań stanowi próbę pozbawienia innej osoby czegoś szczególnie cennego, czyli prawa do czynienia swojej woli. Oczywiście, dzieje się tak tylko wtedy, gdy odrzucimy prawo predestynacji powiadające, że wszystkie działania są całkowicie zdeterminowane ponieważ w jego świetle wszelkie przykazania jawią się niedorzecznymi. Jeśli jednak darujemy sobie te głupstwa, musimy dojść do wniosku, ze przy tak respektowanym przykazaniu — a przykazania Buddy cieszą się większym szacunkiem niż przykazania pozostałych nauczycieli — osoba oświecona musi być nie tylko potencjalnym, lecz i rzeczywistym złodziejem. Co więcej, wszelkie samowolne działanie ogranicza do pewnego stopnia wolę innych. I tak na przykład podczas oddychania zmniejszam ilość tlenu dostępnego na tej planecie. Tak więc można powiedzieć, że oddychając teraz, pozbawiam najcenniejszej substancji istoty, które będą żyć kiedyś w odległej przyszłości, gdy Ziemia będzie niemal tak martwa jak obecnie Księżyc.
Moralisty nie interesuje przy tym fakt, ze mamy tu do czynienia z bardzo drobną, niemal niezauważalną kradzieżą. Nie ma to również znaczenia dla naukowca, który nie traci z oczu żadnego ogniwa w łańcuchu natury.
Z drugiej strony jednak, jeśli świat posiada stalą ilość energii, a osobowość jest tak naprawdę złudzeniem, wtedy w ogóle nie może być mowy o kradzieży nie ma bowiem czego kraść, a zakazywanie tego procederu staje się absurdem. Możemy, rzecz jasna, powiedzieć że nawet w takiej sytuacji może dochodzić do aktów tymczasowej kradzieży. I trudno się z tym nie zgodzić, albowiem każda kradzież jest chwilowa, ponieważ nawet miliarder musi w końcu umrzeć. Nie zmienia to faktu, że jest ona również czymś powszechnym, ponieważ nawet Budda musi oddychać.
TRZECIE PRZYKAZANIE
Na temat tego przykazania dotyczącego cudzołóstwa pozwolę sobie odpowiedzieć pobieżnie. I to nie dlatego bym uznawał je za niewdzięczny przedmiot do dyskusji. Wręcz przeciwnie. Obawiam się jednak, ze moi angielscy czytelnicy, posiadający nieczyste myśli, od razu zaczną doszukiwać się tutaj jakichś bezeceństw. Wystarczy powiedzieć, że Budda — wbrew śmiesznym historyjkom wymyślanym na poczekaniu przez jego bezmyślnych wyznawców — byt zdeklarowanym, nalotowym cudzołożnikiem. Można by oczywiście powiedzieć za Heglem i Huxleyem, ze ten kto myśli o jakimś czynie, ten go zarazem popełnia (a dotyczy to również Jezusa, choć zna on tylko twórczą wartość pożądania), oraz że skoro A i nie-A nawzajem się ograniczają, będąc zatem od siebie zależnymi, a więc i tożsamymi, ten, kto zabrania jakiegoś czynu, tym samym go popełnia. (…)
CZWARTE PRZYKAZANIE
Dochodzimy tutaj do czegoś będącego bez wątpienia kpiną z tych wszystkich przykazań. Do przykazania, które powiada: „Nie kłam”. Jakkolwiek absurdalnie by ono nie brzmiało, mamy tu do czynienia z wyraźną alegorią. Dlatego też coraz bardziej skłonny jestem przypuszczać, że wszystkie „przykazania” Buddy są zwykłymi żartami. (…)
Było nie było, sakjaditti, czyli złudzenie osobowości stanowi główny punkt jego doktryny. Towarzyszy ono potocznej świadomości, a trudno podejrzewać, żeby nie było go również w stanie dhjany [skr. Medytacja, zatopienie się w medytacji]. Jakby na przekór temu wszystkiemu, Budda pozwala sobie dawać przykazania normalnym ludziom, co też w sposób wyraźny kłóci się z jego doktryną mówiącą o tym, że osobowość nie istnieje. Reasumując, wszyscy przez cały czas kłamiemy. Paradoksalnie, zmuszeni do tego jesteśmy z natury rzeczy. I Budda dobrze o tym wiedział!
PIĄTE PRZYKAZANIE
Dochodzimy wreszcie do końca naszej męczącej podróży. W taką pogodę warto pozwolić sobie na drinka! Albowiem jak mawia Trombone-Macaulay, na wschód od Suezu można mieć solidne pragnienie. A jednak, nasz Błogosławiony, Doskonały Oświecony krzyczy: ,,Powstrzymajcie się! Nie pijcie!” (…).
Wiadomo dziś, że alkohol w małych ilościach jest dobrym pożywieniem. Dlatego tez to na pozór dobre przykazanie trudno jest podtrzymać, jeśli się mu uważnie przyjrzeć. A biorąc pod uwagę specyficzne poczucie humoru Buddy, możemy tak je sobie tłumaczyć: „unikajcie odurzenia”.
Czym jednak jest to odurzenie, jeśli nie utratą umiejętności poprawnego odbierania wrażeń zmysłowych. Jeśli chwieję się na nogach, znaczy to tylko tyle, ze odbieram błędne przekazy nerwowe. I tak się dzieje w przypadku każdego rodzaju upojenia. To wszystko prawda, lecz trudno jest mówić o jakichś błędnych, niepoprawnych, fałszywych przekazach nerwowych, jeśli nie istnieje nic co moglibyśmy nazwać standardem prawdy. Co więcej, każdy lekarz wam powie, ze wszelka żywność w jakiejś mierze odurza. Nasze zmysły nigdy nie mówią nam prawdy. Nasz wzrok mówi nam, że coś jest kwadratowe, podczas gdy palce czują że jest okrągłe. Nasz język przesyła do mózgu informacje na temat wrażeń nie istniejących dla słuchu itd.
Czym jest to złudzenie osobowości, jeśli nie podstawowym, głównym odurzeniem świadomości? Jestem odurzony, gdy piszę te słowa, jesteście pijani, potwornie pijani, gdy je czytacie. Budda nie trzymał się na nogach, gdy wydawał te przykazania. Do takiego wniosku musimy nieuchronnie dojść, jeśli założymy ze mówił to wszystko na poważnie!
Osobiście jednak nie zgadzam się z tym twierdzeniem. Uważam ze Budda jako jedyny człowiek pośród żywych był trzeźwy i znal Prawdę. Jako jedyny wolny byt od splotów wielkiego węża Theli spowijającego cały świat i wiedział jak bardzo głęboko przenika nas jego trująca ślina. Stąd właśnie brała się jego cięta ironia — nie pij napojów odurzających!
Gdy więc ślubuję wziąć Pansil nie dokonuję tero w duchu służalczej moralności, lecz ze szczerym smutkiem przenikającym me serce. Tych pięć przyczyn cierpienia jest naprawdę głowami węża pożądania. I przynamniej cztery z nich chwytają mnie swymi kłami już w samej chwili przyjmowania ślubowań.
O tak! Nie wierzę w to, że Budda był głupcem, że wymagał od ludzi czynów głupich lub niemożliwych do wykonania. Nie wierzę, że cierpienie można wyeliminować stosując się do kilku reguł. Nie zamierzam zbierać wód Gangesu szmatami ani zatrzymywać ciał niebieskich przy pomocy listwy.
Wystarczy obudzić się! Niech każdy pamięta o tym, że istnienie jest cierpieniem. Jest ono wpisane już w sam porządek istnienia i nie wynika z czyjejś woli, złych intencji, bezmyślności, lecz z samej natury rzeczy, z nieuchronnej skłonności, nieuleczalnej choroby pożądania. A jedynym sposobem by je ukrócić jest zniszczyć pożądanie. I nie da się tego dokonać przy pomocy jakiejś marnej moralności, filozofii „sprowadzania się na manowce, dzięki czemu i nasze złudzenia ulegną złudzeniu”. Wiedzie do tego tylko droga samokontroli i rzetelnych badań naukowych, jaką wyznacza nam „szlachetna ośmioraka ścieżka”.
- Aleister Crowley
tłum. Dariusz Misiuna