Przeciętna osoba chętnie przyczepia przymiotnik „depresyjny” do poglądów ludzi takich jak Zapffe, Schopenhauer czy Lovecraft. A jednak doktryny którejkolwiek ze światowej klasy religii, jakkolwiek smętne by nie były, nigdy nie będą znieważone w podobny sposób. Świat ubóstwia swych szaleńców – świętych czy sadystów – i upamiętnia ich osiągnięcia. Psychopaci stanową wspaniały materiał dla agencji prasowych i studiów filmowych; ich wyczyny zawsze przyciągają tłumy. Jednak kiedy tylko wypowiedziane zostaje coś zniechęcającego lub ujawniona zostaje jakaś przygnębiająca wiedza, ten sam tłum rozprasza się albo rusza do ataku. Nie szaleństwo a depresja jest tym, co nas przeraża; nie obłędu a demoralizacji lękamy się najbardziej. Nie pomieszanie a roz-czarowanie umysłu naraża na niebezpieczeństwo naszą kulturę nadziei. Zbawienie przez nieśmiertelność – owa podstawa wszelkiego religijnego schematu za wyjątkiem Buddyzmu – ma znaczenie tylko dla tych, którzy zostali wychowani na normalnych psychotyków. Epidemia depresji ośmieszyła by głos nadziei, zamrażając życie w swym marszu. Irracjonalność wyrośnięta do skali rozszalałej obłudy zapewnia naszemu gatunkowi morale by posuwać się naprzód i wzmacniać dobre mniemanie o sobie – to znaczy zaopatruje nas w przesłanki do przechwalania się tym, na co i tak jesteśmy biologicznie i społecznie skazani.
W „Ostatnim mesjaszu” Zapffe wskazuje na cztery ogólne metody (izolacja, zakotwiczenie, rozproszenie, sublimacja), które wykorzystujemy by odizolować się od grozy którą przynosi nam świadomość. Żadna z nich nie jest jednak trwale skuteczna dla każdego. Ci, którym brakuje talentu w samooszukiwaniu się, są szczególnie narażeni na załamanie w toku pracy maszynerii. Załamanie to zwie się depresją, która jest fascynująca zarówno jako choroba jak i dramat egzystencjalny. (Szwedzki pisarz Jens Bjorneboe napisał że „ten, kto nie doświadczył pełnej depresji w osamotnieniu i przez długi okres życia – ten jest dzieckiem.” Ta gorzka wypowiedź Bjorneboe’go ma w sobie więcej z patosu niż prawdy, zawiera jednak przy tym odrobinę słuszności.) Będąc rozpoznawane wyłącznie z wewnątrz rozpiętości własnego doświadczenia, poszczególne odmiany depresji są w literaturze psychiatrycznej dla wygody określane bardzo jednoznacznie. Statystycznie przeważającą formą tej choroby jest depresja „nietypowa”. Jednak nie ważne jaka nazwa zostanie nadana określonemu przypadkowi depresji, wszystkie one mają wspólny cel: sabotować sieć emocji które przyszło ci utożsamić z tym, co składa się na twoje ja. To właśnie wtedy odkrywasz, że twoje „stare ja” nie jest jak wcześniej myślałeś rzeczą substancjalną i nienaruszalną, podobnie zresztą jak cała reszta twojej „starej” rzeczywistości.
To, jaki porządek czy sens zdaje się mieć nasze życie – kwiecista symptomatologia która nadaje tej czy innej grze wrażenie że jest ona warta świeczki – jest dziełem emocji. Bez nich, nie istnieje ani sens porządkowania, ani sens sensu. Dusząc lub rozstrajając fenomen emocji, depresja rozpuszcza szkielet twój i twojego życia. Emocje wraz z pamięcią stanowią substrat iluzji „ja” oraz złudnej substancji i jej właściwości które widzimy, albo które wydaje nam się, że widzimy w świecie. Podobnie jak sprzeczne doktryny religii świata, emocje bez przerwy nachodzą jedne na drugie z braku podstawy, na której można by wybudować cokolwiek spójnego, cokolwiek na dłuższą metę „prawdziwego”. Tym niemniej, oto i one – albo słabe i przelotne, albo tak silne i intensywne, że zdawać by się mogło że ich doświadczenie podszywa coś o naturze absolutnej. Spytajcie jakąkolwiek parę, która wierzy że ich miłość nigdy nie umrze – znacząca fikcja, która na pewien czas nakłada klapki na oczy świadomości ludzkiej tragedii.
Rzecz jasna, wszyscy wolimy czuć się dobrze zamiast czuć się źle, aż do przesady. Tym niemniej, natura nie uczyniła nas zdolnymi by czuć się zbyt dobrze przez zbyt długi czas (co nie było by dobre dla przetrwania gatunku), a jednocześnie umożliwiła nam czuć się na tyle dobrze, by móc sobie wyobrażać (błędnie zresztą) że pewnego dnia będziemy mogli czuć się tak przez cały czas. Wierzenie, że ludzkość będzie pewnego dnia żyć w świecie dobrego samopoczucia to powszechna pomyłka. A jeśli nie czujemy się dobrze, powinniśmy zachowywać się tak, jakbyśmy się czuli. Jeśli zachowujesz się jakbyś był szczęśliwy, to będziesz szczęśliwy – wszyscy w pospolitym świecie o tym wiedzą. A jeśli ci się nie polepsza, ktoś musi być temu winien. I tym kimś będziesz ty. Jesteśmy na swej drodze ku przyszłości i żaden introwertyczny melancholik nie będzie opóźniał naszego postępu. Masz dwa wyjścia: albo zacząć myśleć tak, jak Bóg i twoje społeczeństwo chce żebyś myślał, albo będziesz wyklęty przez wszystkich. Decyzja należy do ciebie, jako że jesteś wolną jednostką mającą wybór między ponownym dołączeniem do świata sfabrykowanej rzeczywistości – to jest cywilizacji – a dalszym upieraniu się przy… przy czym? Przy tym, że powinniśmy ponownie przemyśleć to, jak cały świat przeprowadza swoje interesy? Przy tym, że powinniśmy zacząć od zera, kwestionując wszelkie sposoby i środki które wyniosły nas na pozycję dumnych zwierzchników tego wesołego miasteczka wszelkiego stworzenia? Bądź realistą. Uczyniliśmy nasz świat takim, jak natura i Pan chcieli, żebyśmy go uczynili. Nie ma żadnego cofania się i zaczynania od początku. Nie ma żadnych większych przekształceń do przegłosowania i żaden przypadek nihilistycznej głowy nie będzie głosił złego słowa. Świat został stworzony przez Twórcę, do cholery. Żyjemy w kraju który kochamy z wzajemnością. Mamy rodziny i przyjaciół, i pracę, które czynią to wszystko wartym chwili. Jesteśmy wszyscy kimś, a nie bandą zer bez imion, numerów czy planów emerytalnych. Nic z tego nie będzie ujawnione przez jakiegoś myślowego przystępce, który twierdzi że ten świat wcale nie jest ani nigdy nie będzie cholernie dobry i który wierzy, że każdy wyjdzie lepiej na śmierci niż dalszej egzystencji. Może i nasze życie nie jest bez skazy – ale bez tego nie mielibyśmy przyszłości ku której z mozołem pracujemy. Jeśli ta szarada wystarczy nam, to z pewnością wystarczy i tobie. Więc jeśli nie możesz się zdecydować, spróbuj odejść. Zobaczysz, że nie ma dokąd pójść i że nikt cię nie przyjmie. Odnajdziesz tylko tę samą pułapkę tego świata – pułapkę jutra. Pokochaj to albo zostaw – wybieraj i wybieraj szybko. Nigdy nie uda ci się sprawić, byśmy porzucili nasze nadzieje, jakkolwiek obłąkane by się zdawały. Nigdy nie uda ci się nas wybudzić z naszego snu. Twoje opinie nie są zatwierdzone przez autorytatywne instytucje ani przez uśredniony kurs ludzkości, a więc wszelkie myśli, które mogą snuć się po twoim chemicznie rozstrojonym mózgu są nieważne, nieautentyczne, czy jakiekolwiek z pogardliwych określeń które zechce nam się tobie przydzielić – ty, który jesteś zaledwie „jednym z tego rodzaju ludzi”. Więc proszę bardzo, wynoś się stąd jeśli potrafisz. Ale możemy się założyć, że kiedy zacznie dostatecznie boleć, wrócisz tu w biegu. Jeśli nie jesteś silny jak Samson – ten nieudaczny samobójca i pogromca Filistynów – to lepiej wracaj do pułapki. Masz nas za kretynów? Myśleliśmy już wszystko, co ty kiedykolwiek myślałeś. Różnica polega na tym, że my posiadamy na tyle odpowiednie i godne poczucie daremności by nie rozpowiadać tych paskudnych wieści. Nasze porzekadło: “Zacieśniajmy spisek, precz ze świadomością”.
-Thomas Ligotti
The Conspiracy Against the Human Race
(fragment)
Styczeń 22nd, 2008 o 6:55 pm
Ja tylko tłumaczę, pretensje należy kierować do autora tekstu:) Niemniej dziękuję za zwrócenie uwagi.
Styczeń 20th, 2008 o 12:36 pm
Jens Bjorneboe to Norweg!!!