Na mocy empirycznego pojęcia wolności powiedziano: „Wolny jestem wtedy, gdy mogę robić, co chcę” i za pomocą tego „co chcę” zadecydowano tu już wolność. Teraz jednak, ponieważ pytamy się o wolność samego chcenia, pytanie przedstawiałoby się tak: „Czy też ty możesz chcieć, co chcesz?” – a wygląda to tak, jakby chcenie było zawisłe od innego chcenia, leżącego poza nim. I gdybyśmy nawet przyjęli odpowiedź twierdzącą, to powstałoby wnet drugie pytanie: „Czy możesz chcieć to, co chcesz chcieć?” i tak by szło coraz dalej, w nieskończoność, dzięki temu, ze zawsze myślelibyśmy o jednym chceniu jako zawisłym od jakiegoś wcześniejszego, czy też tkwiącego głębiej, i dążylibyśmy tą drogą daremnie do ostatecznego osiągnięcia takiego chcenia, które musielibyśmy przyjąć i pomyśleć jako niezawisłe od niczego.(…)
Gdybyśmy się spytali człowieka nieuprzedzonego (…), świadomość wolnej woli wyraziłby mniej więcej tak: „Mogę czynić co chcę. Zechcę pójść w lewo, pójdę w lewo, zechcę w prawo, pójdę w prawo. To zależy wyłącznie od mojej woli: a więc jestem wolny”. To orzeczenie jest bezsprzecznie zupełnie słuszne i prawdziwe, tylko że przyjmuje wolę już w założeniu: przyjmuje ono mianowicie, że wola już postanowiła; w ten sposób więc nie można się dowiedzieć zgoła nic o tym, czy sama jest wolna. Bo żadną miarą nie mówi ono o zależności lub niezależności nastąpienia samego aktu woli, lecz tylko o następstwach tego aktu, gdy już nastąpił albo, by się wyrazić dokładniej, nie mówi nic o niechybnym zjawieniu się tego aktu, jako czynności cielesnej. Jedynie tylko ta świadomość, na której się owo orzeczenie opiera, skłania człowieka nieuprzedzonego, tzn. filozoficznie niewykształconego (w innych zawodach może być wielkim uczonym) do tego, że bierze wolność woli za coś całkiem bezpośrednio pewnego, iż wypowiada ją jako niewątpliwą prawdę, a właściwie nie może wcale uwierzyć, żeby filozofowie na serio o niej wątpili, lecz w głębi serca sądzi, że cała gadanina o niej jest tylko szermierczym ćwiczeniem szkolnej dialektyki, kryjącej na dnie żart. Ale właśnie dlatego, że tak zawsze ma tę pewność pod ręką, pewność w każdym razie ważną, którą mu daje owa świadomość, a także dlatego, że człowiek, jako stworzenie przede wszystkim i w swojej istocie praktyczne, nie teoretyczne, uświadamia sobie o wiele wyraźniej czynną stronę swoich aktów woli (tzn. stronę ich skuteczności) niż bierną (tzn. ich zależności), dlatego o jest tak trudno doprowadzić człowieka filozoficznie niewykształconego do tego, aby uchwycił właściwe znaczenie naszego zagadnienia i aby pojął, że teraz pytamy się nie o następstwa, ale o podstawy jego każdorazowego chcenia: jego czynienie zależy wprawdzie jedynie od chcenia, ale my chcemy się obecnie dowiedzieć, od czego też zależy samo jego chcenie, czy od niczego, czy też przecież od czegoś?(…)
A więc owo niedające się zaprzeczyć orzeczenie samowiedzy: „mogę czynić co chcę” nie zawiera nic i nic zgoła nie rozstrzyga o wolności woli.(…)
Jeżeli się zapytamy człowieka, który posiada zdrowy rozum, ale nie ma filozoficznego wykształcenia, na czym też polega ta wolność woli – wszak ją głosi z taką wiarą na mocy orzeczenia swojej samowiedzy – to odpowie: „Na tym, że mogę czynić co chce, jeżeli mnie tylko nic fizycznie nie krępuje”. A więc mówi wciąż o stosunku swojego czynienia do swojego chcenia; a to – jak wykazałem w pierwszym rozdziale – jest jeszcze zawsze tylko wolnością fizyczna. Gdy się go następnie zapytamy, czy wówczas, w danym wypadku, może chcieć jakiejś rzeczy tak samo, jak rzeczy przeciwnej, to w pierwszym zapale powie wprawdzie „tak”, ale z chwila, gdy tylko zacznie pojmować znaczenie pytania, zacznie się także namyślać i mieszać, a w końcu popadnie w niepewność. Ratując się przed nią. najchętniej skryje się znowu za swoje twierdzenie: „mogę czynić, co chcę” i tu obwaruje się przeciw wszelkim dowodom i wywodom. Lecz poprawna odpowiedź na jego twierdzenie (…) brzmiałaby tak: ,,możesz czynić, co chcesz: ale w każdej chwili twojego życia możesz chcieć tylko jednej, określonej rzeczy i zgoła żadnej innej niż ta jedna”.(…)
Mogę robić, co chce: mogę, leżeli zechcę, oddać biednym wszystko, co posiadam i dzięki temu stać się sam jednym z nich jeżeli zechcę! Ale ja nie zdołam tego chcieć, bo pobudki przeciwne mają nade mną moc aż nazbyt wielką, abym mógł. Natomiast, gdybym posiadał inny charakter, i to w tym stopniu, żebym był świętym, wtedy mógłbym tego chcieć, ale wtedy tez nie mógłbym tego nie chcieć, a więc musiałbym to uczynić. To wszystko zgadza się całkowicie z tym, co orzeka samowiedza „mogę robić, co chcę”. Lecz niektórym bezmyślnym filozofiątkom zdaje się jeszcze po dziś dzień, że spostrzegają tam wolność woli, wskutek czego nadają jej znaczenie faktu danego w świadomości.(…)
I nie jest to bynajmniej ani przenośnią, ani przesadą, lecz całkiem suchą i dosłowną prawda, że tak jak kula na bilardzie wcale nie może się zacząć ruszać, póki nie otrzyma uderzenia, całkiem tak samo człowiek nie może powstać z krzesła, póki go jakaś pobudka me podniesie lub nie oderwie: ale potem jest już jego powstanie tak konieczne i niechybne, jak potoczenie się kuli po otrzymaniu uderzenia. A spodziewać się, że ktoś uczyni coś, do czego nie zachęca zgoła korzyść, jest tym samym, co spodziewać się, że kawałek drzewa ku nam się poruszy, choć go żaden sznur nie ciągnie.(…)
Gdybyśmy przyjęli wolność woli, to każda ludzka czynność byłaby cudem, który nie daje się wytłumaczyć – skutkiem bez przyczyny.
Arthur Schopenhauer
- O wolności ludzkiej woli
wyd. Zielona Sowa, Kraków 2006
Sierpień 9th, 2007 o 12:12 am
witam! juz wiem skad cie tez moge “znac”
z bloga oczywiscie, tez dlugi czas pisalam. zgubilam ten adres i dopiero dzis odnalazlam szukajac tlumaczen Tibeta
o ile mnie jeszcze pamietasz, to mam nadzieje, ze zobaczymy sie w poznaniu na ait! lub tez wczesniej na slsk
pozdrawiam cieplo, magdalena
Wrzesień 16th, 2009 o 7:19 pm
Świetnie wybrane fragmenty, nic dodać nic ująć