JAK możemy sobie udowodnić, że w danej chwili nie śnimy? Okoliczności życiowe są czasem równie fantastyczne i zmieniają się równie gwałtownie jak okoliczności snu. Co by było, gdyby zdarzyło się nam obudzić i ujrzeć, że nasze życie na jawie było snem, a nasz obecny sen i śnienie są zaledwie snami w śnie?
Istnieje tradycyjna doktryna, zazwyczaj wiązana z religią, choć obecnie wkraczająca także do światowej literatury, głosząca że nasza obecna jawa wcale nie jest jawą. Z pewnością nie jest to zwyczajny nocny sen, somnambulizm ani lunatykowanie, lecz jak powiadają tradycje, szczególna forma snu porównywalna do hipnotycznego transu lub hipnozy, w której nie ma jednak żadnego hipnotyzera, a jedynie sugestia lub auto-sugestia. W pierwszej kolejności, to jest od chwili narodzin, znajdujemy się pod wpływem sugestii, że nie jesteśmy w pełni świadomi. Powszechnie sugeruje się naszej świadomości, że musimy śnić taki sam sen o świecie jak nasi rodzice. Co łatwo zauważyć, małym dzieciom początkowo trudno jest odróżnić ich własny sen na jawie, od snu, w którym żyją ich rodzice. W późniejszym dzieciństwie, pierwotna sugestia zastępowana jest przez autosugestię, w stanie której trwamy w sposób mniej lub bardziej ciągły. Nasi przyjaciele i sąsiedzi, wszystkie przedmioty które postrzegamy, działają jak środek nasenny i sugerują kolejne sny. Przestajemy już, jak we wczesnym dzieciństwie, przecierać oczy w zwątpieniu w realność postrzeganej rzeczywistości. Stajemy się w pełni przekonani nie tylko że jest ona rzeczywista, ale że nie ma żadnej innej. Śnimy nie poddając w wątpliwość naszej jawy.
Religia, co oczywiste, zakłada że śmiertelne życie jest pewnego rodzaju snem, z którego można się obudzić do życia wiecznego. Nowy testament na przykład ciągle korzysta z obrazów snu i jawy. Zgodnie z przypowieściami i listami apostolskimi, śpimy z Adamem i budzimy się z Chrystusem, zaś sednem doktryny jest, że powinniśmy usiłować obudzić się z naszego obecnego stanu jawy i „narodzić się ponownie”. (…)
Naturalnie, trudno jest się przekonać, że śnimy. Osoba śpiąca i śniąca jakiś sen z reguły nie może sama się obudzić. Jej sen może być tak nieprzyjemny, że ją budzi, może też ewentualnie obudzić się naturalnie lub w rezultacie potrząsania. Bardzo rzadko ktoś może obudzić się z własnej woli. Jeszcze trudniej jest samowolnie wybudzić się ze snu hipnotycznego. A jeśli trudno jest się samowolnie obudzić z tych relatywnie płytkich stanów snu, możemy wyobrazić sobie jak trudno jest się przebudzić z ciężkiego snu naszej jawy.
Lecz w jaki sposób możemy się przekonać że trwamy w jakiegoś rodzaju śnie, skoro naprawdę wydaje nam się że jesteśmy na jawie? Poprzez porównywanie dwóch głównych znanych nam stanów naszej świadomości i obserwowanie ich uderzająco podobnych właściwości.
Jakie na przykład właściwości znane nam z marzeń sennych wyróżniają nasz zwyczajny sen?
Marzenia te nam się zdarzają, to znaczy ani ich umyślnie nie inicjujemy, ani nie tworzymy występujących w nich obrazów czy wydarzeń. Przypominają więc one życie na jawie w tym aspekcie, że ani nie determinujemy swoich doświadczeń, ani nie tworzymy obrazów czy wydarzeń które napotykają nas z dnia na dzień.
Innym wspólnym elementem śnienia i jawy jest różnorodność zachowań, które podczas nich wykazujemy. Czasem jesteśmy przerażeni, a czasem zadowoleni gdy przypomnimy sobie jak zachowaliśmy w danej sytuacji we śnie. Prawdą jest, że jakiekolwiek by nasze zachowanie nie było – upokarzające czy schlebiające naszej dumie – nie mogliśmy zachować się inaczej. Nasz niepokój lub satysfakcja jest wyłącznie efektem zakładanego odkrycia naszego nieświadomego ja. Lecz czym zasadniczo fakty te różnią się od faktów z naszego snienia na jawie? Także śniąc na jawie raz zgrywamy pokutnika, raz jesteśmy z siebie całkiem zadowoleni – i to nie w rezultacie kroków podjętych w ramach jakiegoś uprzednio obmyślonego planu, a jedynie dlatego że po prostu nam się to przydarza. I tak samo jak we śnie, nasz żal bądź samozadowolenie wynikają wprost z efektu, jaki dany epizod wywołuje na naszym poczuciu dumy. Czy naprawdę możemy zawczasu powiedzieć, że w obliczu jakiegoś zdarzenia zachowamy się w ten sposób, a nie w inny? Czyż nie ulegamy sugestii chwili? Czy nie porzucamy swych postanowień w obliczu gniewu, zazdrości lub entuzjazmu? Zupełnie jak we śnie, nasze życie na jawie ciągle bierze nas z zaskoczenia, nieustannie zachowujemy się zupełnie inaczej niż wyobrażalibyśmy sobie, że się zachowamy. Podobnie też, nie możemy szczerze powiedzieć, że mogliśmy postąpić lepiej lub gorzej we wczorajszej sytuacji. Gdyby powtórzyła się w dokładnie ten sam sposób, bez wątpienia moglibyśmy. Niestety jednak, biorąc ją taką jaka była wtedy i to, jakimi byliśmy my, nie może ona różnić się znacznie od któregokolwiek z doświadczonych przez nas marzeń sennych.
Poważne zbadanie analogii między snem i czuwaniem, odkrywa przed nami wiele innych podobieństw. Tylko jedno jeszcze trzeba tu wymienić – bliskie podobieństwo zachowania naszej pamięci w odniesieniu do tych dwóch stanów. To prawda, że jeśli chodzi o jawę, zachowujemy o niej mniej lub bardziej ciągłą pamięć, podczas gdy nasze życie senne jest serią urywanych wspomnień. Jednak poza tą różnicą, władze naszej pamięci zdają się działać w bardzo zbliżony sposób w relacji do obu z tych form doświadczenia. Wiemy, jak trudno jest na zawołanie przypomnieć sobie sen z minionej nocy. Sen był barwny i w momencie obudzenia wszystkie jego szczegóły były w naszym umyśle; jednak w jednej chwili wszystko to znika, nie pozostawiając po sobie niemal nic.
Pamięć po wczorajszym śnie na jawie nie jest aż tak zdradziecka czy kapryśna; Jednak gdzie podziały się dzisiaj wszystkie barwne szczegóły dnia wczorajszego? Widzieliśmy wyraźnie tysiąc i jeden przedmiotów, a nawet zwracaliśmy na nie uwagę. Słuchaliśmy rozmów, mówiliśmy, obserwowaliśmy ludzi na ulicach, czytaliśmy książki lub gazety, czytaliśmy lub pisaliśmy listy, jedliśmy i piliśmy, i postrzegaliśmy zastępy obiektów i wykonywaliśmy czynności których żaden człowiek nie będzie w stanie zliczyć. Wszystko to było zaledwie wczoraj – wczorajszy barwny sen na jawie. Ile z tych szczegółów pozostaje w naszej pamięci dziś, albo ile z nich bylibyśmy w stanie przypomnieć sobie poprzez wysiłek? Ogrom naszych wczorajszych snów na jawie stacza się w otchłań nieświadomości tak samo całkowicie, jak sny z nocy.
Można się zaniepokoić, że jest coś chorobliwego w powyższych spekulacjach i że wysiłek ujrzenia naszej jawy jako zaledwie szczególnej formy snu, musi umniejszać na jego wartości dla nas, i nas dla niego. Jednak to właśnie ta postawa względem możliwego i prawdopodobnego faktu jest chorobliwie lękliwa. Prawda jest taka, że tak samo jak w nocnym śnie, pierwszym symptomem przebudzenia jest chwila podejrzenia że się śni, tak pierwszym symptomem przebudzenia się z jawy – religijnego „drugiego przebudzenia” – jest podejrzenie, że nasz obecny stan jawy także jest snem. Być świadomym snu oznacza moment przebudzenia; być świadomym że jesteśmy na jawie tylko częściowo, jest pierwszym warunkiem stania się bliższym stanu pełnej jawy.
A. R. Orage
źródło: http://www.gurdjieff.org
tłum. ja