Fenomen znany jako świadomość nie stanowi obsesji głównego nurtu. Większość ludzi żyje i umiera bez rozważania tej kwestii i kto może powiedzieć o nich, że są ubożsi z powodu tego zaniedbania? Nieliczni uczynili z badań nad nią pewną linię pracy, która przyniosła tak wiele różnych teorii świadomości, jak wiele jest książek na jej temat. Psychologowie, kognitywiści, filozofowie umysłu i inni zainteresowani mogą bezkompromisowo bronić dowolnych konkluzji, które wydają się najbardziej prawdopodobne ich głowom, zderzającym się z głowami ich kolegów. Świadomość: czym jest, jak działa i dlaczego żaden inny gatunek nie został jak my zaszczycony jej właściwościami? Mimo, że nie powstają żadne trwałe odpowiedzi na ogólniejsze pytania, które przynosi świadomość, istnieje zgoda co do jej głównego efektu: czyni istoty ludzkie jedynymi stworzeniami, które wiedzą że żyją i wiedzą że umrą. Z chwili uzyskania tej wiedzy wywodzi się wszystko, co oddziela nas od innych form życia.
Dla pozostałych organizmów ziemi, istnienie jest relatywnie nieskomplikowane. Żyją – reprodukują – przestają żyć. Dla ludzi, rzecz jest nieco bardziej skomplikowana, zważywszy, że wiemy że żyjemy i że kiedyś umrzemy. Wiemy także, że będziemy okresowo cierpieć w trakcie naszego życia, a potem zaś cierpieć – powoli, lub szybko i w agonii – w czasie umierania. Jest to wiedza, którą „cieszymy się” jako najwyższe z istot na scenie, którą znamy jako natura. Połączeni tą wiedzą, jesteśmy przez nią jednocześnie rozdzieleni. Na przykład, od jakiegoś czasu toczy się między nami debata – mętna polemika, która co jakiś czas przyciąga publiczną uwagę. Zagadnienie: co różni ludzie myślą na temat bycia żywym na świecie? W przytłaczającej większości przeciętna osoba powie „bycie żywym jest w porządku”. Bardziej rozważny rozmówca doda „szczególnie, jeśli rozważy się alternatywę”, okazując żartobliwość na równi w swej logice zagadkową, co makabryczną. Ludzie ci stanowią przeważającą większość respondentów owego wywiadu. Po drugiej zaś stronie znajduje się mała próbka nie zgadzająca się z większością. Ich odpowiedź na pytanie, co myślą na temat bycia żywym na świecie, będzie negatywna. Mogą nawet pomstować, że bycie żywym jest z zasady niepożądane i bezużyteczne. Obie z tych grup wykazują się świadomością, przynajmniej w szeroko rozumianym sensie. Dlaczego więc ich odpowiedzi są tak asymetryczne? Przede wszystkim dlatego, że większość ludzi nie doświadcza bycia żywym jako czegoś aż tak okropnego. A nawet ci, którzy są w statystycznie gorszej pozycji, nie generalizują swego doświadczenia do poziomu zasady, a ich świadomość nie akcentuje szczególnie tych rzeczy, które są niepodważalnie okropne w byciu żywym. Przeprowadzają dalej swoje interesy, najlepiej i najdłużej jak potrafią.
Nikomu, nawet tym, którzy myślą i czują, że bycie żywym jest niepożądane i bezużyteczne, nie przysparza dobrobytu umartwianie się ciągłym wypatrywaniem najgorszego… jak gdyby mogli coś na to poradzić. Niestety jednak, nie mamy żadnego wpływu na to co myślimy ani o byciu żywym, ani o czymkolwiek innym. Gdybyśmy posiadali ten stopień mistrzostwa nad naszym życiem wewnętrznym, zostałby nam oszczędzony cały asortyment cierpień. Psychiatrzy straciliby pracę w chwili, w której ludzie depresyjni postanowiliby zrezygnować z depresji, a schizofrenicy zdecydowali się w końcu uciszyć niechciane głosy w swoich głowach. Ci, którzy wierzą, że mogą wybierać swoje myśli i uczucia i tak nie mogą wybrać jakie uczucia i myśli wybierają. A w razie, gdyby mimo to wierzyli, że mogą wybierać co wybierają żeby czuć i myśleć, to i tak nie mogą wybierać co wybierają, aby wybrać… i tak dalej. Gdyby istniała z naszej strony jakakolwiek możliwość wyboru tego, o czym myślimy lub co czujemy, z dużym prawdopodobieństwem myślelibyśmy wyłącznie o tym, o czym jest konieczne w danej chwili myśleć, oraz zdecydowali, że jedynym stosownym samopoczuciem jest czucie się dobrze. Być może nawet niektórzy zdecydowaliby się żyć w stanie permanentnej euforii. Z boską władzą nad swoimi myślami i nastrojami, po co się powstrzymywać? Taka kontrola umożliwiłaby nam, aby poprzez nakaz bądź samo-oszołomienie, stać się całkowicie obojętnymi na wszelki ohydny fakt, który nasza świadomość mogłaby nam podsunąć na temat życia i śmierci. Co więcej, ci, którzy twierdzą że bycie żywym jest w porządku, pogodziliby się w końcu z tymi, którzy mają w tej materii przeciwne zdanie: wszak wszyscy robimy co w naszej mocy, aby odciąć się od tego co implikuje bycie żywym – nie ważne po której stronie sporu się opowiadamy. A jako że nie mamy głosu weta wobec faktu własnych narodzin, moglibyśmy przynajmniej wybrać entuzjastyczne wobec niego nastawienie w miejsce negatywnego. Wszyscy bylibyśmy po jednej stronie, gdybyśmy posiadali absolutną kontrolę nad wszelką śmiercionośną wiedzą, która może wpaść nam do głów. Ostatecznie jednak najlepsze, co możemy zrobić, to być tak głupimi jak się da, przez możliwie najdłuższy okres czasu. A niektórzy ludzie są zdolni trwać w głupocie naprawdę niesłychanie długo.
Oczywiście, może powstać zarzut – i prawdopodobnie powstał już nie raz – że nasza „wiedza” że żyjemy i że umrzemy jest zaledwie składaniną wiotkich abstrakcji, które nie pokrywają się z żadnym stałym doświadczeniem w ludzkim życiu. Praktycznie rzecz biorąc, faktycznie wydaje się, że tak właśnie jest. „Bycie żywym” otacza tak obfita mieszanina uczuć i wrażeń, że z powiedzenia, że wiemy, co to znaczy, nie wynika kompletnie nic. Możemy uważać się za „będących żywymi” w chwilach ekscytacji albo dobrego samopoczucia, a jednak mamy w sobie nie mniejszą porcję życia gdy jesteśmy przygnębieni czy też cierpimy w jakimś innym stylu. I jeśli nie cierpimy obecnie – lub przynajmniej nie cierpimy zauważalnie – trudno jest naprawdę wiedzieć, jak to jest cierpieć, albo jak to było cierpieć kiedyś, czy też wiedzieć jak to będzie w przyszłości. A jeśli chodzi o wiedzę o naszej przyszłej śmierci – nasza ignorancja jest absolutna, teraz i na wieki. Możemy bać się śmierci tylko nie mając najmniejszego pojęcia, czego się właściwie boimy. Niektórzy ludzie zwalczają obawę przed publicznym przemawianiem poprzez ciągłe wystawianie się na tę sytuację. Jednak żaden śmiertelnik nie może przezwyciężyć lęku przed śmiercią poprzez praktykę. Możesz jedynie chwilowo odsunąć go od umysłu, żałośnie wobec niego bezradny, dalej trwając w całkowitym nieuświadomieniu tego, co nieuchronne. A zatem, nie możemy mieć żadnej świadomej wiedzy że żyjemy i że umrzemy. Ta logika odpowiada dowodowi Zenona, że nic nie może poruszać się z jednego punktu do drugiego, ponieważ odległość między nimi składa się z nieskończonej ilości kolejnych kroków z których wszystkie teoretycznie nigdy nie mogą być wykonane. Tym niemniej, tak samo jak rzeczy jednak się poruszają, tak i my ostatecznie mamy świadomą wiedzę, że żyjemy, oraz że umrzemy. Wszyscy o tym wiedzą, choćby w odległy sposób. A im dalej ta wiedza się znajduje, tym płynniej możemy się poruszać i nie tracić przy tym głowy – ponieważ nawet jeśli mamy świadomą wiedzę, że żyjemy i że umrzemy, to im mniej jesteśmy jej świadomi, tym lepiej jesteśmy w stanie trwać w tym, co robimy i być dalej takimi, jakimi jesteśmy, co zresztą na jedno wychodzi.
Szczęśliwie dla nas, albo przynajmniej dla większości z nas, zmuszanie naszej świadomości do mierzenia się z takimi tematami jak ten, który tu omawiamy, to ciężki pojedynek. Skupianie się na tych rzeczach najwyraźniej nie wychodzi naszym mózgom zbyt dobrze przez zbyt długi czas. A nawet gdyby udało nam się rozważać je dłużej niż przez kilka minut, okazuje się, że nie ma w tych rozważaniach żadnego powodu do ekscytacji. „Tak, żyjemy i pewnego dnia umrzemy. I co z tego? Podaj proszę ziemniaczki na tę stronę stołu, jeśli mogę cię prosić.” Kiedy powstaje temat życia i śmierci, umysł staje się pusty… chyba, że jesteśmy filozofami którzy zarabiają myśląc o tych rzeczach. Sądząc po ilości prac które wyprodukowali, wiedzą wiele o życiu i śmierci, choć nie wszystko i najprawdopodobniej nie to, co jest w nich najbardziej interesujące. Pozostali z nas, czy może raczej większość z nas, wie tylko, że bycie żywym jest w porządku –„Co za uczta, a te ziemniaki!”- szczególnie, jeśli rozważy się alternatywę.
Thomas Ligotti
The Conspiracy Against the Human Race
(fragment)

