Thomas Ligotti

Thomasa Ligottiego kariera koszmaru

Matt Cardin

Thomas LigottiThomas Ligotti jest prawdopodobnie najznakomitszym żyjącym pisarzem grozy. Mimo, że reputacja ta powstawała przez ponad dwadzieścia lat, do teraz jest on praktycznie nieznany środowisku literackiemu głównego nurtu, a nawet samym fanom horroru. Możliwe, że więcej ludzi zna go z pracy edytorskiej w The Gale Group (akademickie towarzystwo wydawnicze, dla którego pracował przez ponad dwadzieścia lat), niż z jego opowiadań. Mimo to, jego teksty zgromadziły grupę prawdziwych wielbicieli, chwalone równie często przez czytelników, jak przez krytyków. Liczne pochlebne recenzje jego książek dały wydawcy obfite źródło cytatów na ich tylne okładki (Z The New York Review of Science Fiction: „Ligotti jest prawdopodobnie najbardziej oddanym perfekcjonistą, jakiego posiadał ten gatunek. Doskonale wyraża ‘dezorientującą dziwność’ znamienną dla weird fiction;” Z New York Times Book Review: „Gdyby istniał gatunek literacki zwany ‘horrorem filozoficznym’, Grimscribe Thomasa Ligottiego wpasowałby się weń z łatwością… Prowokacyjne obrazy i styl, równie zajmujące jak liryczne;” Z The Philadelphia Inquirer: „Kariera Thomasa Ligottiego to jeden z najzwyklejszych, cichych przypadków w historii literatury grozy” Z Washington Post: „Thomas Ligotti to najlepiej ukrywana tajemnica we współczesnym horrorze… Najlepszy nowy amerykański pisarz weird fiction jaki objawił się od lat;”. Z Interzone: „Ligotti jest zadziwiający i wyjątkowy; posiada mroczną wizję nowego, wyjątkowego rodzaju, wizję, jakiej nie miał nikt przed nim.”). Fani nazywają go najlepszym pisarzem, jaki gatunek horroru kiedykolwiek zrodził; mimo że tego typu stwierdzenia zwykle rodzą pewne wątpliwości, trudno zaprzeczyć że w tym wypadku jest w tym przynajmniej cień prawdy. Mówiąc najostrożniej - wydaje się bezsprzeczne, że Ligotti zapewnił sobie wyjątkową i trwałą pozycję w świecie horroru, a prawdopodobnie także i w światowej literaturze w ogóle.

Swą karierę pisarza grozy rozpoczął we wczesnych latach osiemdziesiątych, kiedy to jego opowiadania zaczęły ukazywać się w niewielkich pismach jak Nyctalops, Grimoire, Eldritch Tales, Fantasy Macabre i Dark Horizons. Opowiadania te przemawiały wyjątkowym głosem, a ich tematyka była, delikatnie mówiąc, niezwykła. „The Chymist” na przykład - po raz pierwszy opublikowany w 1981 w Nyctalops’ie tom III nr 2 - podejmuje spekulację na temat kosmicznych sił tworzących fundament świata materii – „Wielkich Chemików”, jak nazywa je narrator – pozwalając nam spojrzeć przelotnie na sytuację, w której siły te postanowią „wśnić” jednostkę w nowe, koszmarne formy. „Sen manekina”, po raz pierwszy opublikowany w 1982 w Eldritch Tales tom II nr 3, przedstawia upiorne ujęcie wschodniej idei wielopoziomowej osobowości; „Dr. Voke i Mr. Veech”, opublikowany po raz pierwszy w 1983 w Grimoire nr 5, stawia niepokojące pytanie o naturę i możliwą świadomość kukieł, lalek, manekinów i innych podobizn człowieka, oraz ich relacji do swych twórców i władców. „Notes on the Writing of Horror: A Story”, opublikowane po raz pierwszy w 1985 w Dark Horizons nr 28, na pierwszy rzut oka stanowi serię uwag o tym jak pisać powieści grozy. W pewnym momencie jadnak narracja zaczyna pomysłowo obchodzić czytelnika wkoło, ukazując że narrator wcale nie jest tak bezpiecznie oddzielony od tematyki swoich uwag, jak jemu i jego czytelnikom początkowo się wydawało.

Filozoficznie mroczna perspektywa tych wczesnych tekstów spowodowała wytworzenie się kultu wokół Ligottiego. Jego pełen rozpaczy, nihilistyczny światopogląd okazał się być punktem styczności ze jego czytelnikami. Nawet, jeśli nie do końca go podzielali, to jednak odkrywali w sobie oddźwięk owych czarnych prawd, opisanych w jakże potężny sposób. Wiele czytelników miało niepokojące (i w pewien sposób pocieszające) wrażenie, że w swojej prozie Ligotti wyraził ich najgłębsze, najmroczniejsze przeczucia.

Ligotti wprowadził do swych opowiadań wyjątkowy styl literacki, odpowiedni do wyjątkowości ich tematyki. Przez pewien czas był, jak mówił, „fanatycznym badaczem stylów literackich, im dziwniejszych i bardziej sztucznych, tym lepiej.” Tę stylistyczną obsesję widać choćby w maniakalnej narracji wielu z jego wczesnych opowiadań, które to świadomie naśladują styl rosyjskiego pisarza Vladimira Nabakova. Mimo tej imitacji – a może właśnie dzięki niej – jego opowiadania ostatecznie były całkowicie niepowtarzalne. Kiedy w 1989 został opublikowany pierwszy książkowy, nielimitowany zbiór opowiadań Ligottiego Songs of a Dead Dreamer - (trzy lata wcześniej opublikowany w wersji niskonakładowej), czytelnicy docenili ich wagę w gatunku. W swoim wstępie do tej książki Ramsey Campbell napisał, że „Pomimo cichego echa po podziwianych przez Ligottiego mistrzach, jego wizja jest całkowicie osobista. Tylko nieliczni autorzy mogliby wymyślić opowiadanie grozy w formie uwag o pisaniu tego gatunku i nie przychodzi mi na myśl żaden inny autor, który by temu podołał”.

W tym samym wstępie Campbell napisał, że książka ta musi być „jedną z najważniejszych książek grozy ostatniej dekady”, i wraz z tymi słowy przysłowiowy kot został wypuszczony z worka. Grono czytelników Ligottiego nadal pozostawało relatywnie niewielkie w porównaniu ze znanymi na całym świecie Kingiem czy Koontzem (czego trzeba było się spodziewać, zważając że jego proza była bardzo literacka i osobliwa, i z pewnością nie pisana pod masową publikę), lecz jego wczesna reputacja ciemnego maga świata grozy zaczęła go wyprzedzać i coraz więcej fanów gatunku zdawało sobie sprawę że jest to autor, którego po prostu muszą czytać. W jednym z dziwniejszych i bardziej zabawnych wypadków swojej kariery literackiej, wrodzone samotnicze usposobienie Ligottiego połączone z jego tajemniczą reputacją zyskaną dzięki swojej twórczości, przyczyniły się do powstania plotki, że tak naprawdę wcale nie istnieje i stanowi tylko pseudonim dla innego, bardziej znanego autora. Kiedy Poppy Z Brite w swym wstępie do zbioru The Nightmare Factory spytała „Czy jesteś tam, Thomasie Ligotti?”, odbiło się to echem u tysięcy czytelników zadających sobie te same pytania, zastanawiających się jaki naprawdę jest ten człowiek, albo czy w ogóle istnieje.

W czasie powstawania tego tekstu (Kwiecień 2000), Ligotti ma na swoim koncie pięć następnych po Songs of a Dead Dreamer zbiorów opowiadań. W porządku chronologicznym, są to: Grimscribe: His Lives and Works (1991), Noctuary (1994), The Agonizing Resurrection of Victor Frankenstein and Other Tales (1994), The Nightmare Factory (1996) i In a Foreign Town, In a Foreign Land (1997). Ta ostatnia książka powstała we współpracy z eksperymentalną grupą Current93 i została wydana wraz z płytą będącą muzycznym dodatkiem do książki. (Jako że dokładna relacja między książką a płytą nigdy nie została uściślona, teoretycznie można by również uznawać książkę za dodatek do płyty). W antologii Johna Pelana z 1996 Darkside: Horror for the Next Millenium opublikowane zostało opowiadanie Ligottiego „The Nightmare Network”, a w 1999 uzyskał on największe dotąd nagłośnienie, kiedy to jego opowiadanie „The Shadow, The Darkness” zostało opublikowane w prestiżowej antologii Johna Pelana 999: New Tale sof Horror and Suspense, u boku takich ikon gatunku jak Stephen King, Peter Straub i William Peter Blaty [antologia ta ukazała się w polskim przekładzie jako 999: Antologia opowieści niesamowitych, fragmenty opowiadania znaleźć można tu – przyp. Uriel]. W lutym 2000 Current93 wydało płytę zatytułowaną I Have a Special Plan for This World, której tekst napisany był całkowicie przez Ligottiego.

[Późniejsze, nie wspomniane w tekście zbiory to wydana w 2002 roku My Work is Not Yet Done oraz The Shadow At the Bottom of the World z 2005 roku. Ukazały się także: kolejna muzyczna kolaboracja Current93/Ligotti This Degenerate Little Town oraz nagrana i napisana w całości przez Ligottiego The Unholy City– przyp. Uriel]

Wszyscy niewtajemniczeni, którzy pragną zagłębić się w twórczość Ligottiego, lub ci, którzy jeszcze się nie zdecydowali, a nawet i ci, którzy czytali już jakieś jego teksty i zastanawiają się gdzie szukać dalej, powinni wziąć kilka rzeczy pod uwagę. Po pierwsze, należy wspomnieć, że Ligotti wielokrotnie przytaczał w kolejności Lovecrafta i Poego jako dwóch pisarzy mających największy wpływ na jego życie i twórczość, a wielu fanów tych autorów odkryło w Ligottim swą bratnią duszę. To właśnie te Lovecraftiańskie powiązania dały mu stały napływ nowych czytelników. Ligotti przyznaje otwarcie, że z samego początku to właśnie Lovecraft zainspirował go by sprawdzić się w literaturze, i choć mawiał że wpływ Lovecrafta był bardziej osobisty niż literacki, większość czytelników odnajduje bardzo silny Lovecraftiański element w wielu z opowieści Ligottiego. Przykład bezpośredniego wpływu Lovecrafta odnaleźć można choćby w zawartym w zbiorku Grimscribe opowiadaniu „The Last Feast of the Harlequin”, będącym najwcześniejszym z opowiadań Ligottiego, dedykowanym „Pamięci H. P. Lovecrafta”. Inny bezpośredni wpływ odnaleźć można w zbiorku Songs of a Dead Dreamer w opowiadaniu „The Sect of the Idiot”, gdzie Ligotti nadmienia niesławny czarnomagiczny tom Necronomicon i czyni aluzje do „ślepego boga-idioty” Azathotha, dwóch tworów H. P. Lovecrafta. Być może najważniejszy i dominujący Lovecraftiański wpływ na literaturę Ligottiego odnaleźć można w wielokrotnie przezeń przerabianej koncepcji mistycznego, ontologicznie absolutnego zła – np. w „Dream of a Mannakin”, „Masquerade of the Dead Sword”, „Nethescurial”, „The Tsalal”, „The Shadow, The Darkness” – przywodzące czasem na myśl Lovecraftiańską mitologię pewnych monstrualnych, pozakosmicznych bytów lub sił uderzających nieustannie w mały świat ludzkich interesów i emocji. Choć istnieją znaczące różnice między stylem literackim tych dwóch pisarzy i ich osobistymi wizjami, wielu fanów Lovecrafta poczuło że Ligotti w pewien sposób podjął coś, co Lovecraft porzucił – albo też mówi to, co mówiłby Lovecraft gdyby nadal żył – i całkiem możliwe że to ujęcie części literatury Ligottiego jako swego rodzaju destylatu czy uwspółcześnionego wyrażenia tego, co w Lovecrafcie było najlepsze, jest całkiem trafne. Krótko mówiąc - ci, którzy doceniają Lovecrafta, z całą niemal pewnością docenią i Ligottiego.

Po drugie, podchodząc po raz pierwszy do twórczości jakiegokolwiek pisarza, powstaje zawsze pytanie od której książk ipowinniśmy zacząć. Szczęśliwie, w wypadku Ligottiego odpowiedź jest oczywista. Jak wyżej wspomniano, The Nightmare Factory to jego dzieła zebrane, przedrukowujące większość z opowiadań ze wcześniejszych zbiorów (za wyjątkiem The Agonizing Resurrection) i dodając do nich sześć nowych opowieści w dziale zatytułowanym „Teatro Grottesco and Other Tales”. Dzięki temu ten tom stanowi idealne wprowadzenie do jego dzieł. Jego jedynym mankamentem jest to, że zostały w nim pominięte niektóre z najlepszych i najbardziej cenionych opowiadań Ligottiego. Brakuje dwóch metafikcyjnych analiz z Songs of The Dead Dreamer, „Notes on Writing Horror” i „Professor Nobody’s Little Lectures on Supernatural Horror”. Zniknęła także cała końcowa część Noctuary zatytułowana “Notebook of the Night”, składająca się z serii dziewiętnastu tekstów poetyckiej prozy, w opinii autora zaliczających się do najpotężniejszych dzieł Ligottiego. Nie wspomniano nawet o cudownej książce Agonizing Resurrection of Victor Frankenstein and Other Gothic Tales, składającej się z serii szkicowych, zrewidowanych opowieści klasycznej literatury i kinematografii grozy, i będącej być może jego najlepszym wydawnictwem, jeśli porównać je do pozostałych zbiorków tylko pod kątem sukcesu jakie odniosły. Mimo to, The Nightmare Factory nadal jest najlepszą pojedynczą książką, jaką ligottiański neofita może kupić. Daje ona szeroki przegląd tematycznych i stylistycznych obsesji Ligottiego, zaś nowe opowiadania w części „Teatro Grottesco and Other Tales” ukazują go u szczytu swej mocy. Książka ta zawiera także jego cenny esej wstępny zatytułowany „Pocieszenie w grozie”, w którym podejmuje pytanie, dlaczego czytelnicy czytają a pisarze piszą horrory, i dlaczego dzieje się tak, że groza „przynajmniej w swym aspekcie estetycznym, może dawać otuchę”. Rozważa i odrzuca kilka różnych odpowiedzi na to pytanie, ostatecznie dochodząc do wniosku, że artystyczny horror daje tylko jedną prawdziwą pociechę: „po prostu taką, że ktoś podziela niektóre z twoich własnych odczuć i uczynił z nich takie dzieło sztuki, że posiadasz intuicję, wrażliwość oraz – czy to ci się podoba czy nie – specyficzny zestaw doświadczeń, by je docenić.”

Ostatnią kwestią, którą powinien rozważyć przyszły czytelnik, jest fakt, że opowieści Ligottiego potrafią wywrzeć głęboki emocjonalny wpływ na swym odbiorcy. Jego wizja jest niezmiernie mroczna a jego opowiadania mogą zakazić czytelnika przypadkiem łagodnej, a w najgorszym razie ciężkiej depresji. Mogą one nawet doprowadzić czytelnika do zmiany w jego samopostrzeganiu czy poglądach na wszechświat. Ostrzeżenie to nie ma na celu wywoływać sensacji ani zniechęcać nowych czytelników. Jest to po prostu stwierdzenie faktu bazującego na doświadczeniu samych czytelników. Ligotti pisze o najmroczniejszych z tematów ze zdumiewającą mocą i to co mówi, mówi na poważnie. Często opowieści te zdają się przekazywać komunikat pod swą powierzchnią, swego rodzaju wzniosłe stwierdzenie, które nie powinno wprost przemierzać bariery werbalnego języka. Nie pozostało to niezauważone zarówno przez jego fanów, jak i rówieśników w branży horroru. Na przykład Brian McNaughton, zwycięzca World Fantasy Award w 1998 za zbiór swoich opowiadań The Throne of Bones (można je znaleźć w antologii Pelana Darkside), zadedykował Ligottiemu swoje opowiadanie „ysteryorm”, w którym w taki oto sposób opisuje moc literacką Ligottiego :

    Przełożenie snów na zwykłą prozę w bezceremonialnej mowie post-literackiej Ameryki wydawało się niemożliwe, dopóki nie zaczął czytać opowieści Edwarda F. Tourmaligna [sfikcjonalizowanego Ligottiego]. W opowiadaniach Tourmaligna, niesione przez wiatr ulotki, brzęczące latarnie na pustych ulicach, neonowe napisy z brakującymi literami – tego rodzaju banalne obrazy, nabierały przerażającego znaczenia, którym tak często promieniują w koszmarach. Już o wielu żałosnych szmatławcach powiedziano że nie powinno się ich nigdy czytać w nocy, lecz w wypadku lektury Tourmaligna nie miało to żadnego znaczenia, gdyż jego dzieła były trucizną która wnikała w krwiobieg i zmieniała strukturę mózgu.

Aby zilustrować to jednym z dzieł samego Ligottiego, niech czytelnik rozważy poniższy długi fragment z „The Shadow of the Bottom of the World”, w którym kolektywny narrator pewnego nieokreślonego miasteczka doświadcza dziwnych snów podczas nienaturalnego wydłużania się jesiennej pory:

    We śnie pochłaniało nas gorączkowe życie ziemi rzuconej w dojrzały, mocno nadgniły świat dziwnego wzrostu i przeobrażeń. Trafialiśmy do rozkwitającego mrocznie krajobrazu, gdzie nawet powietrze dojrzewało w odcieniach rdzy; wszystko przybierało pomarszczony grymas rozkładu, plamistą karnację starego ciała. Oblicze samej nawet ziemi pokryło się węzłami tak wielu twarzy, zepsutych od podłych impulsów. Groteskowy ich wyraz wtapiał się w ciemne zagajniki starożytnej kory i zwoje wysuszonych liści; Papkowate, zdeformowane osobliwości wyglądały z wilgotnych żłobień a krucha skóra łodyg i martwych nasion pękała w dziesiątki krzywych uśmiechów. Wszystko było wynaturzoną maską, pomalowaną na rdzawe jak wysypka kolory – kolory, które krwawiły ze zjadliwą intensywnością; tak bogate i ostre, że wszystkie rzeczy drżały swą dojrzałością. Lecz mimo tej odpychającej namacalności, było w tych snach też coś widmowego. Poruszało się w cieniu – obecność, która znalazła się w świecie trwałych form, choć nie z niego została zrodzona. Nie należała ona także do żadnego innego z dających się nazwać światów, chyba że do tego królestwa, które sugeruje nam jesienna noc, kiedy to pola leżą obdarte w świetle księżyca a w przedmioty wstępuje jakiś dziki duch, jakieś wielkie zaburzenie kiełkujące ze szczelin wilgotnych, płodnych cieni, pustooka, wyjąca zjadliwość powstająca by ukazać się w zimnej pustce przestrzeni i w bladym spojrzeniu księżyca.

Fragment ten daje wyraźnie odczuć czar Ligottiego w działaniu. Ostrożny dobór rytmu i dźwięku, i dopracowane słownictwo wzajemnie wzmacniają się, by wywołać iście oniryczny efekt: „mocno nadgniły świat dziwnego wzrostu i przeobrażeń”, który sugeruje widmową obecność będącą „wielkim zaburzeniem kiełkującym ze szczelin wilgotnych, płodnych cieni”, zostaje utożsamiony w umyśle czytelnika ze światem snów i koszmaru. Zarówno w tym, jak i w wielu innych przypadkach Ligotti niezwykle skutecznie używa języka do przekazania najulotniejszych z nastrojów.

Przechodząc do nieco bardziej filozoficznych uwag - istnieją trzy główne motywy (choć nie są to z pewnością jedyne trzy), wyłaniające się z literackiego dorobku Ligottiego: po pierwsze, bezsens - czy raczej wrogość – zasady stojącej za światem materialnym; po drugie, ciągła niestabilność świata trwałych form, kształtów i idei, grożących nieustannie zapadnięciem się bądź przekształceniem w coś monstrualnego i nieprzewidywalnego; i po trzecie, koszmar wynikający ze świadomego egzystowania w takim świecie. Opowiadania w części „Teatro Grottesco” w The Nightmare Factory stanowią dobry przykład funkcjonowania tych motywów. Z wielu przyczyn te opowiadania to najbardziej osobiste z dzieł Ligottiego, dostarczające literacki odpowiednik dożylnej dawki klimatu jego twórczości. Szczególnie wyróżniającym się pod tym względem tekstem jest „The Bungalow House” [jego odczyt w wykonaniu Johna Padgetta dostępny jest tu] - narrator tego tekstu oświadcza coś, co można by wziąć za ligottiańskie filozoficzne i artystyczne credo, gdyby tylko takie coś było możliwe. Ów narrator, po odkryciu serii taśm audio z nagraniami „sennych monologów”, jest zaskoczony i podekscytowany, ale także nieco zaniepokojony odkryciem, że istnieje ktoś, kto podziela jego uwielbienie dla „mroźnej wygasłości rzeczy”.

    Chciałem wierzyć że ten artysta uciekł snom i demonom wszelkiego sentymentu, aby zbadać nędzne, plugawe rozkosze wszechświata, w którym wszystko zostało zredukowane do trzech surowych zasad: po pierwsze, że nie ma miejsca, do którego mógłbyś pójść; po drugie, że nie ma nic, co mógłbyś zrobić; i po trzecie, że nie istnieje nikt, kogo mógłbyś poznać. Wiedziałem oczywiście że pogląd ten był taką samą iluzją jak każdy inny, lecz podtrzymywał mnie on tak długo i tak skutecznie – tak długo i skutecznie jak każda inna iluzja, a może nawet dłużej, może skuteczniej.

Ustęp ten przywodzi na myśl zapewnienie Nietzschego w Narodzinach tragedii, że „istnienie świata usprawiedliwione jest tylko jako zjawisko estetyczne”. We wszechświecie zredukowanym do tych „trzech surowych zasad” jedyne przyjemności, którymi można się cieszyć bez ryzyka bolesnego rozczarowania, to przyjemności czysto estetyczne. Jednocześnie narrator jest świadom, że ta postawa to kolejna iluzja i że trzyma się jej tylko przez wzgląd na jej udowodnioną użyteczność. Ostatecznie jednak nawet ten wypracowany w bólu labirynt psychicznych mechanizmów obronnych nie jest w stanie uchronić go przez absolutną rozpaczą. Po serii niepokojących zdarzeń okazuje się, że nie jest w stanie dłużej czerpać przyjemności z dzieł tego artysty, pozostawiony sam ze swym rozpaczliwym pragnieniem uwolnienia się od „tego łamiącego serce smutku, który cierpię z każdą minutą dnia (i nocy), tego zabijającego smutku, który odczuwam jakby miał mnie nigdy nie opuścić, nie ważne gdzie bym poszedł, co zrobił, ani kogo poznał”.

Ta idea stanowi fundament wszechświata Ligottiego: nie ma żadnego pocieszenia w tym, ani w żadnym innym świecie, i nie jest to żadnego rodzaju poza literacka; Ligotti posługuje się medium literatury grozy do wyrażenia sposobu, w jaki doświadcza życia. Zapytany w jednym z wywiadów jaki jest związek między jego pisarstwem a osobistymi poglądami na życie, odparł: „moje poglądy są takie, że to cholerna szkoda że życie organiczne na tej, czy jakiejkolwiek innej planecie w ogóle powstało i że cierpienie, którego wszystkie żyjące istoty nieuchronnie doświadczają, zamienia wszelką egzystencję w niekończący się koszmar. Ta postawa stanowi fundament niemal wszystko, co napisałem”. Bliski związek między jego osobistymi poglądami a twórczością istnieje nawet w wypadku jego najbardziej ekstrawaganckich pomysłów literackich. Na przykład w opowiadaniu „Nethescurial” opisuje starożytny panteistyczny kult, którego starożytni członkowie odkryli, że ich bóstwo jest złe, a że ich religia to w rzeczywistości swego rodzaju „pandemonizm”. Jako komentarz do tego pomysłu, Ligotti powiedział:

    Odnoszę wrażenie, że istoty żyjące na tej planecie cierpią z rąk nienasyconej, szaleńczo kreatywnej siły, opisywanej czasem jako Anima Mundi, Elan Vital bądź Wola (Schopenhauer), w której sercu nie leży dobro nasze, ani żadnego innego gatunku, jako że wytępiła ona więcej form życia niż ich stworzyła. Z punktu widzenia jednostek istniejących w tym bujnym świecie, siła ta musi być widziana jako wroga naszemu samopoczuciu i zdrowi psychicznemu, choć niemal nikt nie trzyma się tej postawy.

Ostatecznie więc to właśnie ten bezpośredni związek między osobistymi poglądami Ligottiego a światem literackim który kreuje, daje jego twórczości taką moc. Technicznie posiada naprawdę wspaniałe umiejętności pisarskie, jednak bez zasilającej je mocy jego wizji, nie składałyby się one na nic więcej niż tylko literacki pokaz fajerwerków. Poświęcił się karierze koszmarów, karierze wyrażania w literackiej formie całego niepokoju, który dotykał go przez większość jego dorosłego życia. W wywiadach otwarcie mówił o swym „dawnym pragnieniu ‘oświecenia w ciemności’”, zaś owoc tego pragnienia widać w tym, że swą twórczością umożliwia czytelnikom estetyczne przybliżenie tego właśnie oświecenia. Christie Morris w 22/23 numerze Dagona napisał: „Strzeż się, wrażliwy czytelniku – jeśli czytasz szukając czegoś więcej niż eskapistycznej rozrywki, jeśli czytasz poszukując wyzwania bądź oświecenia, jeśli czytasz aby badać nie tylko marzenia lecz i także koszmary, opowiadania Thomasa Ligottiego mogą przekształcić ciebie także.” Dla tych z czytelników Ligottiego, którzy posiadają „intuicję, wrażliwość oraz – czy to im się podoba czy nie – specyficzny zestaw doświadczeń” by docenić wizję Ligottiego, transformacja ta mogła być już w drodze jeszcze zanim odkryli książki mistrza. Być może, w prawdziwie ligottiańskim stylu, jego opowieści przemawiać będą najsilniej do tych, u których zasiane już zostały nasiona ciemności. W swej na wpół świadomej pielgrzymce ku ciemnemu oświeceniu, owi wrażliwi poszukiwacze z własnej woli podążą za Ligottim w głębię koszmaru, i tam, pośród dudniącego bezruchu milczącej, wpatrzonej pustki odkryją że to, w co spoglądają, to świetliście czarne odbicie ich własnych, zacienionych dusz.

Tekst ten pochodzi ze zbiorku The Thomas Ligotti Reader - Essays and Explorations pod redakcją Darrella Schweitzera.